sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 116

Gdy rozchyliłam powieki, do moich oczu dotarł kujący blask lampy. Usłyszałam stłumione szepty, które zdawały się osaczać mnie ze wszystkich stron, potęgując uczucie niepokoju. Zmarszczyłam czoło, próbując wyostrzyć obraz, ale światło nie ustępowało. Zamiast tego rozmowy zgromadzonych wokół mnie osób powoli stawały się składne i zrozumiałe. Rozróżniłam głos Emilio i drugi, zupełnie obcy dla mojego ucha.
- Budzi się.. - padło z ust nieznajomego. - Panno Angeles, czy mnie pani słyszy?
W odpowiedzi gwałtownie przekręciłam się na prawy bok, czując, że zaraz zwymiotuje. Ktoś podał mi pojemnik, ale okazał się zbędny. Z niemiły uczuciem mdłości, ponownie opadłam na poduszki. 
Niemo poruszyłam ustami, aby coś odpowiedzieć, lecz dopiero po kilku sekundach udało mi się wysapać słabe pytanie na temat tego, co się dzieje.
- I tak musimy poczekać na wyniki. - rozległo się niskim głosem, a następnie usłyszałam szuranie drzwi i ciszę. Poczułam, jak czyjeś ciepłe palce owijają się wokół mojej dłoni. W końcu udało mi się otworzyć oczy i bez większych przeszkód rozejrzeć dookoła. Leżałam na szpitalnej sali, a obok mnie siedział Emilio. Na jego twarzy nie gościł codzienny uśmiech, lecz zmartwioną miną wyrażał głębokie zaniepokojenie.
- Jak się czujesz? - szepnął bardzo cicho, jednak jego głos gwałtownie zakuł mnie w uszy. Zmarszczyłam czoło i przymknęłam oczy.
- Niedobrze mi. - wymamrotałam. - Co się stało?
- Zemdlałaś w szkole. Na szczęście był przy tobie Luis i wezwał pogotowie. - Słowa Włocha przypomniały mi, co działo się w magazynie. - Niestety nie mógł tu przyjechać, bo zatrzymali go rodzice, ale obiecał, że dojedzie po spotkaniach.
Mruknęłam coś i wymusiłam słaby uśmiech, dziękując mu za pomoc. Zadeklarowałam też, że czuję się w pełni na siłach, aby iść już do domu.
- Ivi! - Gwałtownie poderwałam się do pozycji siedzącej, ale tuż po tym obalił mnie ból głowy.
- Spokojnie, zawiadomiłem ją. Zaraz powinien przyjechać Luis, wtedy ja pojadę do twojego mieszkania i posiedzę z nią, nie martw się.
Kiwnęłam głową na znak, że to, co powiedział do mnie dotarło i opadłam na poduszki.
- Wiedzą co mi jest?
- Na razie trwają badania. - wytłumaczył. - Wychodzisz po południu, ale musisz wrócić za kilka dni, odebrać wyniki.
Uśmiechnęłam się lekko, tym razem większą siłą woli, niż wymuszeniem, z ulgą stwierdzając, że dobrze będzie mieć Ivi na oku. Emilio posiedział jeszcze ze mną przez chwilę i zgodnie z obietnicą udał się do mojego mieszkania, mijając się w drzwiach z Luisem. Uścisnęli dłonie, po czym twarz dyrektora szkoły obróciła się w moją stronę. Nie był już tak rozdrażniony, przeciwnie - uśmiechał się życzliwie.
- Już mi lepiej. - odpowiedziałam, zanim zdążył otworzyć usta.
- Cieszę się. - musnął mój policzek. - Nie chciałem tak wybuchnąć, przepraszam.
- Ja też. - szepnęłam beznamiętnie, wbijając wzrok w sufit.
Leżałam na kozetce w sali zabiegowej, toteż drzwi stale zamykały się i otwierały, przyzwyczajając moją głowę do codziennego szumu. Po upływie niespełna pięciu minut pojawiła się kolejna pielęgniarka. Tym razem nie zajęła się gorączkowym przeszukiwaniem dokumentacji, czy wynoszeniem igieł i strzykawek, ale trzymając w dłoniach jakiś świstek, podeszła do mojego łóżka.
- Proszę, wypis i recepta od profesora. Wizyta została zarejestrowana na godzinę jedenastą, 10 czerwca.
- Dziękuję. - Z ukrywanym trudem usiadłam na łóżku, spuszczając nogi i odebrałam kartę. Luis pomógł mi założyć buty i płaszcz oraz wstać, a następnie trzymając moją torebkę, prowadził mnie korytarzem, podtrzymując pod rękę i w pasie, jakby bał się, ze nagle upadnę, osunę się w bezkresną otchłań. Gdy usiadłam na fotelu pasażera, poczułam zmęczenie porównywalne do przebiegnięcia maratonu. Przymknęłam powieki, głośno sapiąc. Luis usiadł w fotelu obok i po chwili byliśmy już w drodze do mieszkania.

Na miejscu okazało się, że Emilio doskonale radzi sobie  z Ivi. Oboje siedzieli przed telewizorem i oglądali jedno ze spotkań Mundialu. Na dźwięk chrobotania klucza w zamku, odwrócili się ku drzwiom. Posłałam im najpromienniejsze uśmiechy na jakie było mnie stać i zamieniwszy kilka słów, z nieodzowną pomocą Luisa skierowałam się do sypialni.
Gdy opadłam na miękkie łóżko, dopiero zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo jestem wyczerpana. Kolejne słowa Włochów i nastolatki już do mnie nie trafiały, niemal natychmiastowo odpłynęłam, ukołysana w objęciach Morfeusza.

Dni mijały, a ja nabierałam sił. Po pewnym czasie wróciłam do pracy i choć nie czułam się do końca zregenerowana oraz ku niezadowoleniu Luisa i Emilia - zajęłam się przedstawieniem na koniec roku.
Ivi także się uspokoiła, wyjaśniłyśmy sprawę z jej starym znajomym i postanowiłyśmy zacząć od nowa. Oczywiście nie zaprzestałam poszukiwań rodziny zastępczej dziewczyny, Emilio zdobywał coraz więcej informacji. Także sprawy z Luisem przybrały nieco inny kształt - mężczyzna bardzo troszczył się o stan mojego zdrowia, ale znacznie oddaliliśmy się od siebie. Punkt kulminacyjny osiągnęliśmy, gdy pewnego dnia, podczas wspólnego lunchu w restauracji znowu padło imię German.
- To mój szwagier. - rzuciłam zgodnie z prawdą, gdy zdenerwowany Włoch po raz kolejny zdecydował się torturować stół pięścią.
- Tylko? - syknął. - Nie wmówisz mi, że majaczysz imię męża siostry!
- Moja siostra nie żyje. - powiedziałam bardzo spokojnie, wciąż na niego nie patrząc. - Zmarła grube lata temu. I.. masz rację, German nie był dla mnie zwykłym, spowinowaconym członkiem rodziny. Byliśmy parą, bardzo długo, kochałam go. Ale to już nie ma znaczenia. - Ostatnie zdanie rzekłam odważnie patrząc mu w oczy. Luis jednak zdawał się nie dowierzać.
- Nic cię z nim nie łączy, ale jednak podświadomie o nim myślisz. - wycedził przez zęby, czerwieniąc się coraz bardziej. Nigdy nie pomyślałabym, że kryje w sobie tyle zazdrości.
Wzruszyłam ramionami, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Włocha najwyraźniej poruszyła moja obojętność, bo jeszcze bardziej poczerwieniał i z hukiem wyszedł z lokalu. Ja poczułam jedynie lekkie ćmienie głowy i w żołądku, nie chciałam doprowadzać do napiętej sytuacji między nami, ale nie mogłam ukryć prawdy - coraz częściej myślałam o Violetcie, Argentynie i.. Germanie.

Ruszyłam deptakiem w kierunku postoju taksówek. Mimo wspaniale rozbłyskującego słońca i lekkiego wietrzyka, dzień wydawał się szary i ponury. Szłam wpatrzona w brukową kostkę, raz po raz napotykając przed sobą zniecierpliwionych ludzi.
- Jak łazisz, kobieto?! - burknął jakiś mężczyzna. - Zaraz na kogoś wpadniesz!
Nie musiałam czekać długo, aby jego słowa znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Zapatrzona w wystawy sklepów, nagle poczułam uderzenie. Zachwiałam się i odskoczyłam w tył, słysząc czyjeś narzekania. Głos wydawał się dziwnie znajomy..
- Gregorio?! - Wytrzeszczyłam oczy, wpatrując się w rodaka.
- Och, Ążi. - wycedził z odrazą. - Jaki świat jest mały, nawet na innym kontynencie plączą ci się nogi.
Mimo jego kąśliwych uwag ucieszył mnie jego widok. Uśmiechnęłam się lekko i poklepałam go po ramieniu.
- Też się cieszę, że cie widzę.
Mężczyzna wyglądał na mocno zdegustowanego moim zachowaniem i otrzepał ramię, jakby otarło się o nie coś zdechłego.
- Co robisz w Rzymie?
- Stoję na środku ulicy i rozmawiam z niedorajdą. - burknął, ale widząc moją minę szybko dodał: Sprawy prywatne.
Pokiwałam głową. Nie bardzo wiedziałam jak z nim rozmawiać, w końcu nigdy nie dogadywaliśmy się, nawet jeśli spotkałam go w innym kraju i był jedyną bliską mi osobą.
- Będę już szedł. - powiedział obojętnym tonem, jednak patrzył na mnie ukradkiem. Odszedł parę kroków, ale nagle się odwrócił i znienacka rzucił w moje ramiona.
- Ciebie też miło widzieć. - zaśmiałam się.
- Nic takiego nie powiedziałem. - Gwałtownie oderwał się ode mnie, poprawił koszulę i z zadartym nosem ruszył przed siebie.
Chwilę jeszcze patrzyłam, jak odchodzi i sama się oddaliłam.

W szpitalu odszukałam recepcję, gdzie skierowano mnie do sali nr. 8. W środku, przy biurku siedział znany mi już lekarz.
- Dzień dobry, proszę usiąść. - Wskazał spory fotel.
- Wiecie już co mi jest?
- Niezupełnie.. Badania krwi i serca niczego nie wykazał. Proszę mi powiedzieć.. kiedy zaczęły się omdlenia?
Przez następne parę minut opowiadałam o utracie świadomości, bólach głowy i nudnościach, o które wypytywał mnie lekarz. Wszystko zaczęło się parę miesięcy temu, ale wcześniej nie przywiązywałam do tego większej wagi.
- Myślałam, że to przez stres..
Mężczyzna pogładził wąsy, zapisał wszystko w dzienniku, po czym ni stąd, ni zowąd wypalił:
- Cz miewa pani halucynacje?
Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Skąd to pytanie?
- Proszę odpowiedzieć.
Westchnęłam.
- Czasami widzę.. pewne osoby, albo.. sytuacje, które nie miały miejsca..
I tym razem lekarz mruknął coś pod nosem, a na jego czole pojawiła się głęboka zmarszczka, symbolizująca, że wnikliwie się nad czymś zastanawia.
- Dobrze, zrobimy jeszcze tomografię. Pielęgniarka panią zaprowadzi.
Zgodnie z tym, co powiedział, zabrano mnie do ciemnego pomieszczenia na wyższym piętrze. Tam ułożona na mechanicznym łóżku odczekałam na prześwietlenie. Gdy rutynowe zajęcia dobiegły końca, poinformowano mnie, że mam zaczekać przed gabinetem lekarza prowadzącego. Tam czekał na mnie Emilio. Zupełnie zapomniałam, że byłam z nim umówiona, chciał towarzyszyć mi przy odbiorze wyników. Przeprosiłam go za nieuwagę i usiedliśmy w poczekalni. 
Niewiele rozmawialiśmy, czułam lekkie ćmienie głowy i ogromny niepokój. Mina lekarza, gdy przeprowadzał ze mną wywiad mówiła sama za siebie, coś go martwiło i to samo władało teraz mną, ale nie chciałam dawać o tym znać. 
- To na pewno nic groźnego. - Włoch otoczył mnie ramieniem, czytając w myślach. Nie odpowiedziałam. Poderwałam się z miejsca, bo w tym momencie drzwi gabinetu lekarza otworzyły się i zaprosił mnie do środka. Chwyciłam płaszcz i torebkę, po czym posłałam Emilio ostatnie spojrzenie i weszłam do środka. Twarz lekarza nie wyrażała zadowolenia. 
- Co mi jest?
Lekarz westchnął głęboko, wpatrując się w wyniki tomografii.
- Wie pani, w medycynie istnieją..
- NIE OBCHODZI MNIE CO ISTNIEJE W MEDYCYNIE, CHCĘ SIĘ DOWIEDZIEC NA CO CHORUJĘ, CZY TO TAKIE TRUDNE DO ZROZUMIENIA?! - wrzasnęłam, zrywając się na nogi. Odgarnęłam włosy za ucho i usiadłam spowrotem na miejsce. Zrobiło mi się głupio, poczerwieniałam, nigdy wcześniej się tak nie zachowywałam. - Bardzo przepraszam. 
Mężczyzna mimo mojego wybuchu, uniósł kąciki ust, co było bardzo wymuszonym uśmiechem. Widziałam współczucie w jego oczach. 
- Badania wykazały obecność nowotworu ośrodkowego układu nerwowego.. Guz mózgu. 
Poczułam, że się chwieję. 

_________________________________

Tamtaram. I jest 116.
Rozdział jest wyjaśnieniem dwóch zapowiedzi (zakładka Ogłoszenia): Gregorio oraz Dlaczego Angie ma mdłości?
Tak, tak, biedna nasza. Biedny Luis. :P 
Mam nadzieję, że mnie nie zlinczujecie.  
Do następnego! 

Wiktoria

8 komentarzy:

  1. Aha.
    Zaraz... Przyswajam informacje - co,kurwa?????!?!?!
    Płacze, jezus, oki dobra. Super świetnie. Luis zazdrośnik, wszystko się niby,układało ale to?!? KOBIETO CZYŻBYŚ OSZALAŁA ;_;
    I tak pewnie wyzdrowieje.. Ta, powiem tak, a Wiktoria od razu zrobi tak, że umrze.
    Gregorio? Przytulił ja? Ale fa... ALE NO WIKA GUZ MÓZGU... TY MASZ CHOROBĘ MÓZGU I JESTEŚ CHORA JEZUS JAK JA CIE NIENAWIDZE I KOCHAM JWJDPQHDPAIZNS
    Czekam na nexta..............

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie. XD Haha, ja Ciebie też, really. :P Zaraz..

      Usuń
  2. Że. co. proszę?
    Guz mózgu?!
    Boże święty, boję się Twojej wyobraźni, bo jeszcze Angie zabijesz...
    A skoro zabijesz Angie, to znaczy że to opowiadanie nie będzie miała już sensu bez głównej bohaterki.
    A skoro nie będzie miało sensu, to je zakończysz.
    A skoro je zakończysz, ja się załamię.
    OKEJ, NIE ZABIJAJ ANGIE, DOBRZE? TO DLA MOJEGO I INNYCH DOBRA.
    Rozdział świetny (ach... jak zwykle), no i czekam na następny. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Zlinczować??? Nieee... gdzie tam. Ja cię nie zlinczuję tylko najpierw uduszę, potnę na malusienkie kawałki, dam wilkom na pożarcie i dopiero wtedy cię zlinczuję.... xD
    Na szczęście nie musisz się mnie bać, chyba.
    Ale bój się innych co to przeczytali. xD
    Dobra, złość na później odłożę, teraz trzeba to^^ skomentować.
    Od czego tylko tu zacząć? Hm...
    Początek mnie leciutko zdziwił. Myślałam, że zrobisz to jako sen i nagle się Angie obudzi obok Germana i będzie happy i w ogóle, a tu NIE...
    Ivy spokojna?! Pewnie Emilio dał jej jakieś narkotyki lub coś innego. Taaa... na pewno.. he he
    Gregorio no po prostu mnie zaskoczył. I to bardzo. Na szczęście pozytywnie. Już miałam nadzieję, że przywlókł ze sobą sierotę a tu nic...
    Guz mózgu? Guz mózgu? Ja się pytam czemu?? Czemu?! Czemu!
    Wszystko inne, ale nie to... Już może sobie siedzieć z tym Luisem, czy jak mu tam, ale nie żeby to tak koszmarnie się kończyło!
    Wiesz mam ochotę tak mocno, ale to mocno cię spoliczkować za to, ale jestem optymistką i wierzę w Happy end Germangie!
    A te zapowiedzi co pozostały to układają się w jedną wielką całość.... Mam tylko nadzieję, że "Czas zgonu 16:34" nie będzie chodziło w tym o naszą kochaną Angeles... Nie rób nam tego.... Nie pozwolę ci na to, tak samo jak inni...
    Angeles=życie=happy Germangie łatwe równanie :D
    Szczerze miał wyjść jakiś porządny komentarz a wyszło jak zawsze, czyli koszmarnie, nie na temat pewnie też i od rzeczy....
    Czekam na następny rozdział...

    Ps.: Deutschland weiter!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, Argentyna górą! ♥
      Zobaczymy, zapowiedzi, to zapowiedzi. :P Zobaczymy jaki będę miała kaprys, hahaha. Kocham Twoje komentarze, dzięki. :D

      Usuń
  4. Ta. Angeles umiera a podczas tego umierania ni stąd, ni zowąd zjawia się najzwyczajniejsza zebra (np. ta co była w Phineasie i Pherbie) i za pomocą magicznego pyłu wskrzesza Angie.
    Żeś bardziej kreatywna już chyba być nie mogłaś.
    No a jeżeli nie ja Cię zlinczuje, to będzie to któryś z moich koników. Nie wiem jeszcze dokładnie który, to się okaże dopiero w środę o 11.3o, ale i tak mu na ciebie nagadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobraaaa. XD Zobaczymy na co jeszcze wpadnę. :D

      Usuń