środa, 2 lipca 2014

Rozdział 113

Po wejściu do mieszkania skierowałam Ivi do łazienki, polecając aby odświeżyła się, wysuszyła i przebrała w suche rzeczy, które dla niej przygotowałam. Sama zamieniłam mokrą bluzę i jeansy na dresy i nietoperza, wstawiłam wodę na herbatę i przygotowałam dziewczynie kolację, oczekując jej w salonie. Gdy weszła wyglądała dużo lepiej - dotąd tłuste włosy zebrane w kitkę, teraz puszyste - luźno opadały na jej ramiona, przetarte, jeansowe ubrania zastąpiły moje dresy, a cera pojaśniała.
- Chodź, usiądź. - Zachęciłam skinieniem ręki.
Nastolatka bez słowa zajęła miejsce obok mnie, wpatrując się w talerz wypełniony kanapkami.
- Proszę, jedz, to wszystko dla ciebie. - powiedziałam. Ivi popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. - Nie jestem najlepsza kucharką, ale kanapkami cię nie otruję. - zaśmiałam się.
Dziewczyna sięgnęła po bułkę i pochłonęła ją kilkoma gryzami. Tak samo było w przypadku drugiej, trzeciej, kolejnej i kolejnej. Talerz opustoszał w ekspresowym tempie.
- Masz ochotę na jeszcze? spytałam. Nastolatka nie odpowiedziała. Uśmiechnęłam się i bez słowa powędrowałam do kuchni, z której po chwili wróciłam z nowymi kanapkami. I te równie szybko zniknęły z talerza. Musiała być bardzo głodna.
- Dzięki. - powiedziała Ivi, wycierając usta grzbietem dłoni.
- Mam nadzieję, że ci smakowało. - posłałam jej ciepły uśmiech, niestety twarz dziewczyny dalej była zachmurzona. Mruknęła  jedynie nieskładne "Jasne" i zamilkła. - Przygotuję ci pościel. - rzekłam, wstając z miejsca.
- Dlaczego mi pomagasz? Jest w tym jakiś podtekst, czy co?! - denerwowała się.
Spojrzałam na Ivi i ponownie usiadłam obok niej.
- Bo nie mogę patrzeć, jak marnujesz sobie życie.
- Daj sobie siana. - prychnęła. - Ulica to mój dom, dobrze się tam czuje i nie potrzebuje niczyjej łaski.
- Ivi, posłuchaj..
- Nie, to ty mnie posłuchaj. Daj mi wreszcie spokój i nie zgrywaj takiej świętej. - Wstała, podążając do wyjścia.
- Ivi!
- Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - wrzasnęła, po czym wyszła trzaskając drzwiami.
Zrezygnowana opadłam na kanapę. Nie miałam prawa jej zatrzymywać.

Niedzielę spędziłam przy keyboardzie, zajmując się nową kompozycją. Już kiedyś zamierzałam skończyć utwór, lecz wciąż coś stawało na drodze. Tak było i tym razem. Nuty nie układały się z sobą, a tekst plątał w bezmyślnych słowach. Odłożyłam ołówek i kartkę z pięcioliniami, przenosząc palce na klawisze. Przymknęła oczy, starając się wydobyć z siebie to, co ukrywało się w głębi mnie, przelać uczucia na muzykę. Zaczęłam uderzać w klawisze zupełnie bezmyślnie, słysząc jak instrument kaleczy dźwięki. W końcu odpuściłam i wzięłam głęboki wdech. Wtem rozległo się pukanie. Pomyślałam, że być może to Ivi, lecz gdy otworzyłam drzwi, w progu zobaczyłam Luisa.
- Cześć. - powitał mnie uśmiechem. 
- Nie odezwałeś się. - wypaliłam prosto z mostu, nieco oziębłym tonem.
- Wiem, przepraszam, nie bądź zła.
- Nie jestem. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Aha, może wejdziesz? - zaproponowałam, jakby od niechcenia. Moją głowę wciąż zaprzątała nastolatka.
- Posłuchaj, musiałem sobie to wszystko przemyśleć. - rzekł, gdy staliśmy już w salonie. - Odkąd cię poznałem moje życie się zmieniło, poczułem coś niezwykłego i chcę dalej to czuć. Angie, zakochałem się.
Mężczyzna wypowiedział każde słowo niezwykle ostrożnie i powoli, jakby się bał, że któreś do mnie nie dotrze. Wciąż wpatrywał się we mnie swoimi ciemnymi oczyma, które w całości mnie pochłaniały. Były tak mroczne, a jednocześnie ekscytujące.
Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć, zwyczajnie zabrakło mi słów. Czy miałam  rzucić się mu w ramiona i wykrzyczeć Tak, ja też cię kocham!, czy może całkiem statecznie, jedynie kiwnąć głową i posłać uśmiech? W filmach wszystkie takie sceny kończą się tak samo. I żyli długo i szczęśliwie. Ale moje życie to nie była komedia romantyczna. Nie odrywając wzroku od Luisa, zbliżyłam się do niego i rezygnując z jakichkolwiek słów, musnęłam jego usta. Nie musiałam czekać długo, aby wargi Włocha zaczęły współpracować z moimi. Całował mnie. Nie tak, jak dotychczas. Był to pocałunek pełen skrywanej namiętności i uczuć, którym teraz dał upust. A ja? Mnie nie wypełniało zupełnie nic, poza tym wspaniałym wrażeniem spełnienia i swobody. Czułam, że potrzebuję czyiś ust, że stale mi ich brakuje. Luis był wspaniałą ofiarą. Nie do końca miałam pojęcia, czy to miłość, gdzie się podziały motyle w brzuchu i drżące ręce. Może tak miało być? Może to tak wygląda prawdziwe uczucie? Gdy oderwaliśmy się od siebie, wtuliłam się w tors mężczyzny, słuchając bicia jego serca, jakbym chciała rozszyfrować, dlaczego padło na mnie, dlaczego mnie pokochał.
- Nic nie mówisz. - wyszeptał.
- A muszę? - zaśmiałam się, odrywając od niego. - Chcę być z tobą..
Mina Luisa zdradzała, że usłyszał to, co chciał. Więc i ja z niewiadomych przyczyn byłam zadowolona.
Włoch ponownie mnie objął, szepcząc do ucha czułe słowa. Od dziś w moim życiu miały zajść kolejne, wielkie zmiany.

Gdy zostałam sama, ponownie zasiadłam do keyboard'a. Teraz pisało mi się znacznie lepiej. Dźwięki były składne, a słowa układały się w sensowną dla ucha treść.

It's easy to fall in love,
But it's so hard to  break somebody's heart,
What seemed like a good idea, has turned into a battlefield.
Once lust has turned to dust, and all that's left's held breath. 
Forgotten who we first met, what seemed like a good idea, 
has turned into a battlefield...

Kartkę z tekstem i nutami schowałam do szuflady. Było już grubo po północy, a rano zaczynałam pracę. Popędziłam pod prysznic, a następnie do łóżka. Przed snem pomyślałam jeszcze o Ivi. Jak teraz radzi sobie na ulicy? Gdzie jest? Obiecałam sobie, że nie odpuszczę kolejnego istnienia. Musiałam ją uratować za wszelką cenę, nie pozwalając, aby podzieliła los Javiera. Z tym postanowieniem pozwoliłam, aby w końcu zmorzył mnie sen.. 

- Bardzo dobrze, Janett, ale postaraj się brzmieć nieco wyżej w refrenie, dobrze? W porządku, dzieciaki, dziękuję, to tyle na dzisiaj!
Zakończyłam właśnie ostatnią lekcję. Luis rzucił mnie na głęboką wodę, proponując w poniedziałki największą ilość godzin. Czułam lekkie ćmienie głowy i zmęczenie. Tłumaczyłam to przesiadywaniem do późna i w dobrym humorze postanowiłam pozostać jeszcze chwilę w szkole i uzupełnić zaległe dokumenty.
Szło mi dość sprawnie, pod nosem nuciłam Tienes Todo, aż w końcu przerwał mi dzwonek telefonu.
- Komenda Główna Policji nr. 2, starszy aspirant Bertone, czy rozmawiam z panią.. Angeles Saramego?
- T-tak, w czym mogę pomóc?
- W godzinach porannych na próbie kradzieży została zatrzymana pani siostra.
- Słucham? - wyjąkałam. To było niemożliwe, przecież Maria nie żyje.. - Ale..
- Dziewczyna odmawia złożenia zeznań, ale wskazała panią, jako osobę bliską, czy mogłaby pani wstawić się po siostrę na komendzie?
- Oczywiście, zaraz tam będę. - zakończyłam i rozłączyłam się, pospiesznie wychodząc ze szkoły. Jedynym racjonalnym wytłumaczeniem była Ivi, w końcu nikt nie aresztowałby ducha.
Wychodząc, w drzwiach napotkałam Luisa.
- A ty gdzie? Przecież mieliśmy iść na obiad. - zatrzymał mnie.
- Przepraszam, nagła awaria, wyjaśnię później. - Cmoknęłam go w policzek i wyminęłam. Włoch krzyczał jeszcze coś za mną, ale pozostawałam poza zasięgiem jego słów. Celem stał się komisariat. Nie pierwszy raz.

Gdy dotarłam na miejsce i podałam swoje personalia, wskazano mi pokój przesłuchań. W środku, jak przypuszczałam oprócz policjanta znajdowała się znajoma mi nastolatka. Dziewczyna wciąż miała na sobie moje dresy, siedziała na fotelu z obdartą tapicerką, chowając twarz za ciemnymi włosami. Kiedy usiadłam na krześle obok nawet nie drgnęła.
- Dzień dobry, Angeles Saramego, rozmawialiśmy przez telefon.
- A tak, Conrado Bertone. Otóż sytuacja przedstawia się następująco: właściciel sklepu spożywczego zawiadomił nas o próbie kradzieży pomarańczy i soku jabłkowego przez tą oto młodą damę. Patrol zabrał dziewczynę na komisariat, ale kategorycznie odmówiła składania wyjaśnień i podania nazwiska. Przedstawiła jedynie panią, jako swoją krewną. Czy może to pani potwierdzić?
W osłupieniu wpatrywałam się w Ivi. Czy miałam skłamać? Gdy podałabym jej dane, pobliskie komisariaty z pewnością rozpoznałyby ją jako poszukiwaną, a z jakiś powodów nie chciałam, aby trafiła do zakładu poprawczego, przecież była jeszcze taka młoda..
- Tak, to moja siostra.  - wypaliłam. Ivi zaszczyciła mnie pytającym spojrzeniem. - Ee, Maria Saramego. - Miałam nadzieję, że policjant nie skojarzy nazwiska ze zmarłą piosenkarką. Miałam szczęście. Bertone uzupełnił dokumentację i popytał o szczegóły kradzieży, a gdy już udało nam się co nieco wykrzesać z dziewczyny, oznajmił, że mogę zabrać siostrę do domu.
- Co teraz z nią będzie? - zapytałam.
- Cóż, to zależy od tego, czy właściciel sklepu wniesie treść oskarżenia do sądu. My ze swojej strony mamy obowiązek zawiadomić kuratora.
- D-dobrze, ale czy nie może się obejść bez tego?
- Czy pani prosi mnie, aby nagiął zasady? - odrzekł policjant.
- Ma pan rację, przepraszam. - rzuciłam ze zmartwioną miną i opuściłam gabinet, ciągnąc za sobą nastolatkę.

- Dzięki. - powiedziała Ivi, gdy znalazłyśmy się w znacznej odległości od komisariatu.
- Co ci strzeliło do głowy?! - wrzasnęłam, tracąc cierpliwość. Przestraszona dziewczyna instynktownie wykonała krok w tył, jakby bała się, że zaraz się na nią rzucę. - Posłuchaj, ryzykuję dla ciebie wszystko: pracę, życie prywatne, łamię prawo i kłamię, a ty wciąż swoje! Przygarnęłam cię pod swój dach i nie wydałam policji, podając za siostrę, która dawno nie żyje, więc jeśli jeszcze raz wywiniesz coś podobnego, skończy się moja dobroć. Teraz gramy na moich zasadach. - zakończyłam ostro, dotykając skroni, które zakuły mnie kilkakrotnie. Sama nie wiedziałam, co wywołało u mnie tyle złości, jeszcze nigdy nie krzyczałam na dziecko, nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach.
- Angie..
- Nic nie mów. - syknęłam, zginając się w pół. Ból rozsadzał mi czaszkę. Przykucnęłam, wciąż trzymając się za głowę. Nabrałam kilka łapczywych wdechów, ale ucisk ani trochę nie zmalał. - Chodź. - zakomenderowałam, z trudem się pod nosząc. Gdy wstałam, zachwiałam się niebezpiecznie. Ivi wzięła mnie pod ramię i powoli ruszyłyśmy do przodu.

Gdy weszłyśmy do mieszkania, całkowicie straciłam poczucie rzeczywistości. Przez całą drogę chwiałam się na wszystkie strony. Dla przechodzących ludzi musiało wyglądać to dość nieprawdopodobnie - dziecko prowadzące pijaną kobietę. To nie było jednak w tamtym momencie najważniejsze. Nie myślałam o tym, co powiedzą ludzie, czy aktualna sytuacja Ivi. Wypełniał mnie niewyobrażalny ból, przenikający od głowy, aż do każdej komórki ciała. Do tego zaczęłam odczuwać mdłości. Ostatkiem sił doczłapałam z kanapy, na którą zaprowadziłam mnie Ivi do łazienki. Tam, nachylając się nad ubikacją, już dłużej nie wytrzymałam.
Gdy skończyłam wymiotować, stanowiłam bezsilną istotę, której odebrano wszystkie siły i uczucia. Byłam taka pusta..
Po chwili w drzwiach stanęła szatynka, podając mi szklankę wody. Oparta o muszlę klozetową upiłam łyk, oddychając płytko. Powoli  znowu traciłam świadomość. Obraz rozmazywał się i wyostrzał. Jedyne, co zapamiętałam to dźwięk szkła, tłukącego się o łazienkowe płytki i przerażoną twarz Ivi, nachylającą
się nade mną oraz złowieszczy śmiech Czarka.
- Angeles! - usłyszałam krzyk. Później zapanowała ciemność.

__________________________
No także ten. XD
Piosenka, którą śpiewała Angie to "Battlefield" Lei Michele. 
Luangie, mdłości. Czyżby ciąża? :D
Bardzo się dopominacie o powrót Geremka, tyle że niestety nie wyczaruję go nagle we Włoszech. Jakieś pomysły? ;)
Macie też przybliżony wygląd Ivi.
Groźcie, proście, komentujcie!

Pozdrawiam,
Wiktoria

6 komentarzy:

  1. Ta ciąża... Dupa chyba.
    O tak, swietnie. Maria/Ivi jak wpada w kłopoty to potrzebuje pomocy, a jak Angie chce pomóc bez żadnej okazji to nie!!!!
    Luangie. Jak pięknie. Luis jest piękną ofiarą - zgadzam się.
    Powrót Germana......... Może najpierw niech Viola spotka Angie, bo okazało się, że jest jakiś wyjazd no i German przyleci no bo to German XDDD
    ALBO GERMAN BĘDZIE MIAŁ JAKĄŚ LASKE Z WŁOCH I PRZYLECA OBOJE BY TERAZ POBYLI WE WLOSZECH
    Boże jaka ja jestem genialna.
    I będzie podwojna randka o ja cie pieprze.
    Naprawdę jestem genial.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuzanno, ja chyba niezwłocznie muszę udać się na Gadu. O.o

      Usuń
  2. Groźcie? Dobra...
    Jak ciąża, to tylko z Germankiem, bo jak nie, to zafunduję ci piękną, dębową trumnę i doruce kwiatki w gratisie!
    Niech German zapakuje się do kartonu, czy tam walizki i poleci w luku bagażowym, by ratować Violettę, bo Studio miało wycieczkę, a ona wsiadła do złego samolotu :D
    Albo niech Angie wsadzą do więzienia, a gdy spytają się jej, o najbliższą rodzinę, ona powie, że German, który będzie musiał przylecieć, albo ją odwiozą do więzienia w Buenos Aires :D
    Rozdział, jak zawsze, świetny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział super <3
    A co do Germana to mam kilka pomysłów np
    Uczniowie ze studia wyjadą na wymianę do Włoch tam violetta np złamie nogę i German bedzie musiał po nią przyjechać i spotkają Angie np w aptece
    Albo mam 2 pomysł ze German wyjedzie do Włoch na kilka dni w sprawach służbowych i bedzie sąsiadem Angie ale nikt nie bedzie o tym wiedział i Np dopiero w dniu wyjazdu Germana sie spotkają Ooooo albo zatrzasnom Się w windzie
    Wow pierwszy raz taki długi komentarz napisałam
    No nic życzę duzo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :D Co do powrotu Germana - jeszcze rozważę wszystkie "za" i "przeciw". ;)

      Usuń