środa, 30 lipca 2014

Rozdział 120

Po powrocie do mieszkania nastąpił oczywisty przegląd zakupionych rzeczy. Ivi z dumą prezentowała na sobie kolejne t-shirty, ale widocznie najbardziej zachwycała ją skórzana kurtka z ćwiekami. Gdy przymierzyła już wszystkie ubrania i parę adidasów i trampek, usiadła obok mnie, na kanapie i rzekła z szelmowskim uśmiechem:
- Teraz ty.
- Ale co?
- Twoja kolej na przymiarkę. - Mówiąc to rzuciła w moją stronę torbę z sukienką.
Z lekkimi oporami zniknęłam za drzwiami sypialni i zrzuciłam z siebie wygodne jeansy i koszulkę, zastępując je czarną, gotycką kiecką przed kolano, z koronkowymi plecami. W sklepie nie miałam wiele czasu na przeglądanie się, ale teraz śmiało mogłam podziwiać swoje odbicie w ogromnym lustrze, zajmującym połowę szafy. Do sukienki założyłam czarne gladiatorki na płaskiej podeszwie, a na szyi zawiesiłam długi łańcuszek z ozdobnymi przewieszkami. Krokiem modelki wyszłam z sypialni, przedstawiając się Ivi.
- Ottimo! - zaśmiała się. - Genialnie wyglądasz.
- No nie wiem. To nie jest do końca mój styl. - Skrzywiłam usta.
Dziewczyna popatrzyła na mnie z łobuzerskim uśmiechem i na chwilę zniknęła za drzwiami sypialni, skąd po chwili powróciła z moją kosmetyczką. Popatrzyłam na nią pytająco.
Posadziła mnie na podłodze, przed kanapą, a sama usiadła za moimi plecami, biorąc do ręki szczotkę. Początkowo delikatnie przeczesała moje włosy, a następnie zaczęła delikatnie je tapirować. Z kilku stron spryskała je lakierem i podpięła wsuwkami, raz po raz cmokając ustami. W pewnym momencie obróciła mnie ku sobie i zaczęła manewrować pędzlami i różnorakimi barwami cieni, eye - linerami, mascarami, kredkami. Uznałam to za zabawę i nie protestowałam. Na koniec przyozdobiła moje usta krwistoczerwoną szminką, która jedynie zalegała między innymi kosmetykami.
- Możesz patrzeć. - westchnęła ucieszona, po dobrych czterdziestu minutach.
Z lekkimi obawami podniosłam się z podłogi i podeszłam do lustra. Nieomal się przewróciłam. Szklana tafla przedstawiała zupełnie obcą osobę. Moje włosy pod toną lakieru sterczały we wszystkie strony, a w mocno przesądzonym makijażu dominowały szare i czarne barwy. Przypominałam nastolatkę w okresie buntu. Brakowało mi tylko dziary na ramieniu i kolczyka w nosie.
Zaśmiałam się ze swoich myśli. Ivi odebrała to jako pochwałę, dumnie unosząc głowę.
W pewnym momencie poderwała się z miejsca, sięgnęła do kieszeni swojej bluzy i wyłowiła z niej czarny lakier.
- Skąd go masz? - spytałam, wlepiając w nią ostry wzrok.
- Nikomu nie ubędzie - zaśmiała się.
- Ivi! - krzyknęłam. - Obiecałaś, że nie będziesz robić głupot. To kradzież, zdajesz sobie z tego sprawę?!
- Wyluzuj - parsknęła, rzucając się na kanapę.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo w tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Zupełnie zapomniałam o tonie makijażu na twarzy oraz przebraniu i ruszyłam, aby otworzyć. Przyszedł Emilio. Na mój widok zagwizdał zawadiacko i z szelmowskim uśmiechem oparł się o futrynę.
- Daj spokój - warknęłam, zapraszając go do środka. Posłałam Ivi znaczące spojrzenie, ta zmyła się do mojej sypialni, zabierając z sobą kosmetyki i zakupione ubrania. Zdawać by się mogło, że nie rozszyfrowała tylko zdania Wrócimy do tej rozmowy. 
- Co cię sprowadza? - Starałam się ukryć rozdrażnienie.
- Pojawiły się nowe fakty w.. naszej sprawie.Ostatnie słowa dodał nieco ciszej.
Skinęłam głową, dając znak, żeby przeszedł do części kuchni i przymknęłam drzwi sypialni.
- Z trzech sierocińców i dwóch okien życia w Rzymie, Ivette Medrano była podopieczną tego przy alei nr. 48 w samym centrum. Popatrzyłem kogo trzeba i okazało się, że mała trafiła tam w wieku ośmiu lat, a dwa miesiące po zgłoszeniu - do rodziny zastępczej, do bezdzietnego małżeństwa Jones. Mają bardzo dobrą opinie, są szanującymi się lekarzami z nieskazitelną przeszłością. Chyba, ze to tylko maska. Dlaczego stracili dziecko adopcyjne wie tylko Ivi..
Westchnęłam, dokładnie zastanawiając się nad jego słowami, jakbym w myślach rozważała ich prawdziwość.
- Musisz z nią porozmawiać - szepnął. - Wiesz, że nie możesz wiecznie jej kryć i łamać prawo. Ona musi wrócić do rodziców..
- Więc o to chodziło przez cały czas. - W kuchni niespodziewanie pojawiła się nastolatka. Poczułam jak moje wnętrzności wykonują potężnego fikołka. - Od początku trzymałaś mnie tu, żeby wydać! - wrzasnęła, a w jej oczach dostrzegłam smugi.
- Ivi..
- Nic nie mów!- ryknęła. Po jej policzkach spłynęły łzy. Pierwszy raz widziałam, jak płacze. - Zaufałam ci!
Dziewczyna otarła twarz rękawem bluzy i popędziła do drzwi. Natychmiastowo zerwałam się z miejsca, biegnąc, aby ją zatrzymać. Na szczęście w porę zdołałam owinąć rękę wokół jej brzucha i przytulić do siebie. Mała szamotała się w moim uścisku, próbując wyrwać. Na jej ramionach chwile potem spoczęły silne dłonie Emilio, który zagrodził wyjściowe drzwi.
- Ivi, posłuchaj, nie chcemy dla ciebie źle..
- Akurat! - wrzasnęła. - Ucieknę, zobaczycie! - ryknęła, dławiąc się łzami i zatrzasnęła w łazience.
Westchnęłam, chowając twarz w dłoniach. Włoch objął mnie, szepcząc słowa otuchy.
- Jej reakcja jest normalna, Angie. Kocha cię jak starszą siostrę, nie odejdzie.
- Starsza siostra nie okłamywałaby jej - wycedziłam ze łzami w oczach.
Mężczyzna otarł mój policzek i przygryzł lewy kącik ust.
- Daj jej ochłonąć, później porozmawiacie na spokojnie. - Cmoknął mój policzek i wyszedł.
Próbowałam pukać do drzwi i przekonywać nastolatkę, aby wyszła, lecz moje wołania zdały się na nic. Po dobrych trzydziestu minutach odpuściłam, zrezygnowana opadając na kanapę.

Dziewczyna wychyliła głowę z łazienki dopiero około północy i upewniając się, że śpię, czmychnęła do drzwi wyjściowych.
- Ivi - szepnęłam, opierając brodę o oparcie sofy. Moje słowa podziałały na nią, jak zaklęcie, bo momentalnie zesztywniała, odwracając się w moją stronę. Miała podpuchnięte, zapłakane oczy i zmierzwione włosy. Popatrzyła na mnie z wyrzutem.
- Porozmawiajmy.
- Dobrze. - Nerwowo odgarnęła za ucho pojedynczy warkoczyk i usiadła obok mnie. - No słucham.
Przełknęłam ślinę, przez chwilę niemo poruszając ustami, aż w końcu wydusiłam:
- Wracam do Argentyny..
Nastolatka zadarła głowę, a jej nozdrza rozszerzyły się. Usłyszałam, jak zaklęła pod nosem.
- Super. - Pokiwała głową, odwracając wzrok. W kącikach jej oczu znowu zebrały się łzy.
- Skarbie..
- Nie dotykaj mnie. - Obruszyła się, gdy próbowałam chwycić jej dłonie. - Umierasz, więc wracasz do rodzinki? - rzuciła rozbrajająco szczerze. Poczułam, jakby dała mi w twarz. Spuściłam wzrok i zaniemówiłam. - Przepraszam..
Otarłam łzę z policzka.
- Bardzo tęsknię za siostrzenicą, przyjaciółmi.. Wyjechałam nawet się z nimi nie żegnając. Ale nie żałuję, bo poznałam tu fantastycznych ludzi, przekonałam się, że jest na świecie jeszcze ktoś, kto byłby wstanie pokochać mnie i moje dziwactwa. Wpadłam na ciebie i pokochałam cię, jak młodszą siostrzyczkę, którą zawsze chciałam mieć. Ale prawda jest taka, że rzeczywistość jest brutalna, nie mogę cię w nieskończoność chronić, nawet jeśli bardzo tego chcę. Masz rodzinę, która bardzo za tobą tęskni, Ivi..
- Akurat - prychnęła.
- Dlaczego od nich uciekłaś?
Dziewczyna zmrużyła oczy i odwróciła wzrok, wyjmując zza koszulki złoty wisiorek, który niegdyś zgubiła. Otworzyła wisiorek, w którym mieściła się znana mi fotografia.
- Miałam cudowne życie, jak pamiętam. Chodziłam do prywatnej szkoły, byłam wzorową uczennicą. Nie zaskoczyło cię, że znam hiszpański? To moi rodzice. - Wskazała na łańcuszek. - Sara i Ed adoptowali mnie kilka miesięcy po ich śmierci. Nie mieli dzieci, para brytyjskich lekarzy. Dawali mi wszystko, o czym marzą dziewczyny, ale nic nie było już jak dawniej.. Nie byli moimi prawdziwymi rodzicami, nienawidziłam ich, chciałam swoje stare życie. Nie mogłam znieść tego, że ono nigdy nie wróci.. Więc uciekłam, trafiłam do bandy Josha.. Kiedy cię poznałam, pomyślałam, że może wszystko się zmieni.Byłaś inna, niż ludzie z ulicy. Dawałaś mi miłość, której dawno nie czułam. Miałam nadzieję, że mi pomożesz.. - Pociągnęła nosem.
Dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że moja twarz jest cała mokra od łez. Pociągnęłam nosem i przycisnęłam dziewczynę do siebie. Była tylko osobą, niewinną niczemu, a ja jej szansą, którą zaprzepaściłam.
- Zachowywałam się egoistycznie. Jesteś dorosła, wiesz co robisz. Musisz wracać do domu. Do niej. - Wskazała na fotografię Violetty.
- Wrócisz do rodziny adopcyjnej?
Ivi spuściła głowę, nieśmiało kiwając. Odetchnęłam z ulgą. Ustaliłyśmy, że jutro wspólnie pojedziemy do jej domu.

Następny poranek minął jak na szpilkach. Obie z Ivi byłyśmy mocno poddenerwowane z powodu zbliżającego się wyjazdu do rodziców adopcyjnych dziewczyny. Z jakiegoś powodu odczuwałam strach. Jak państwo Jones zareagują na nasz, na mój widok?
Z dławiącą gulą w gardle zasiadłyśmy do wczesnego obiadu. Żadna z nas nie była w stanie myśleć o jedzeniu, dlatego postawiłyśmy na zwykłą pizzę. W milczeniu zajadałyśmy się hawajską z ananasem, wymieniając jedynie pojedyncze słowa.
Równo o przyszedł Emilio. Wcześniej zadeklarował się, że pojedzie z nami, żebyśmy nie musiały tłuc się autobusem. Nie chciałam dodatkowo strofować Ivi, pytając ją o drogę, a sama niezbyt znałam Rzym, toteż Włoch miał zabrać nas pod wskazany adres. Wyjechaliśmy pół godziny później.

Przez całą drogę siedziałam z tyłu, na fotelu pasażera, obok Ivi, trzymając ją za rękę. Dziewczyna nie odezwała się słowem, wpatrując w mijane budynki. Nasza dwójka też milczała, nie wiedząc, jak mamy zachować się w danej sytuacji. Czułam, jak wymyka mi się pomiędzy palcami. Teraz jest, ale za chwilę już jej nie będzie. Choć było to nierealne, miałam nadzieję, że cała ta rzeczywistość pryśnie, niczym mydlana bańka. Ścisnęłam mocniej palce nastolatki, gdy Włoch zaparkował przed domniemaną posesją małżeństwa Jones. Dom był duży, z zewnątrz bardzo ładny i gustowny. Ciekawa byłam, czy jego wnętrze, jak i pary, którą za chwilę miałam poznać jest tak samo piękne.
- Nie chce - wydusiła Ivi, odklejając twarz od szyby. Załkała, wtapiając się we mnie.
Objęłam jej plecy, czując jak do moich oczu również napływają łzy. Emilio zerkał na nas przez tylne lusterko ze zmartwioną miną. Miałam wrażenie, że zaraz stracę ją tak samo, jak parę miesięcy temu Javiera. Bezsilnie dam jej odejść, zrobi to na moich oczach. A później obie będziemy musiały z tym żyć, pogodzić się i zapomnieć.
Włoch jako pierwszy przerwał niezręczną chwilę, sięgając do bagażnika po walizkę, którą sprawiłam nastolatce. Ustawił ją obok auta i zasygnalizował, że poczeka tu, aż wrócę. Spojrzałam ostatni raz na Ivi i wspólnie wysiadłyśmy z samochodu. Przez cały czas trzymałam ją za rękę, niczym kilkuletnie dziecko, nawet gdy stanęłyśmy przed białymi drzwiami. Chwila.. Przecież ona była takim dzieckiem. Niczemu winnym maleństwem, które doświadczyło tak wielu niepotrzebnych rzeczy. Zacisnęłam mocniej palce na jej i nacisnęłam dzwonek. Po paru sekundach w drzwiach stanęła około trzydziestopięcioletnia kobieta o sylwetce osy i jasnych blond włosach do ramion Najpierw spojrzała na mnie, ale gdy jej wzrok przeniósł się na Ivi, zasłoniła usta dłońmi, przysłaniając zielone oczy łzami.
- Kochanie. - Pociągnęła nosem, siłą wyrywając dziewczynę z mojego uścisku. Patrzyłam, jak przytula ją do siebie, wołając męża. Zaraz potem pojawił się mężczyzna w okularach, z ciemną czupryną i nieznacznie łysiejącymi skroniami. Rzucając okiem na córkę poszedł w ślady żony. Widziałam ulgę na ich twarzach, zmieszaną ze łzami szczęścia. Stali w uścisku, dziękując Bogu za cud jaki im się przydarzył. Ivi nie powiedziała nic.
- Zaraz. Kim pani jest? - W końcu padło pytanie.
- Angeles Saramego - wydukałam.
- Oh, nieważne - rzuciła kobieta z angielskim akcentem i przycisnęła mnie do siebie. - Thank you very much.
Poczułam się niezręcznie, nie wiedząc co odpowiedzieć. Ivi przyglądała się całemu zajściu w milczeniu.
- Saro, daj pani oddychać. Zapraszamy do środka.
- Ale ja n-nie..
- Nalegamy. - Prawie siłą zostałam wepchnięta do środka. Pan domu wskazał nam salon i polecił otyłej gosposi zaparzenie herbaty, a sam zasiadł na kanapie, sadowiąc córkę na swoich kolanach. Obok spoczęła jego żona, tuląc się do nastolatki.
- Tak się o ciebie martwiliśmy, już myśleliśmy, że.. - Blondynce przerwał gromki płacz. Mąż pogładził jej plecy.
- Może ja wyjaśnię. - Pierwszy raz śmiałam się odezwac. Kątem oka spostrzegłam, że Ivi patrzy na mnie ze smutną miną.
- Angie się mną zajęła - wypaliła pierwsza. - Przygarnęła mnie z ulicy, nakarmiła i pozwoliła u siebie mieszkać. Przedtem opiekował się mną Joshep, pomagałam mu w robocie.
- Toż to pedofilia, pewnie kazali ci uciec, albo porwali i wciągnęli do swojej sekty. Ja zaraz dzwonię na policję! Dziecko, będziesz w stanie go rozpoznać? - Mężczyzna zerwał się z miejsca, lecz szybko został zganiony przez żonę.
- Daj spokój, Ed - burknęła nastolatka. - Ci ludzie zajęli się mną. A Angie? Tylko dzięki niej tu jestem..
Uśmiechnęłam się, łzy przysłoniły mi widoczność, ale nie na tyle, żeby nie dostrzec zbliżającej się dziewczyny Mała wcisnęła się na moje kolana i przytuliła.
- Jesteśmy pani dozgonnie wdzięczni! - pisnęła pani domu. - Jak możemy się odwdzięczyć? Skarbie, przynieś papier do czeków.. - zwróciła się do partnera.
- Nie - zaprotestowałam natychmiastowo. - Nie trzeba, nie zrobiłam tego dla pieniędzy.
- W takim razie chociaż zapłacimy za koszty podróży, jedzenie, ubrania..
- Na prawdę nie jest to konieczne - zapewniłam. - Jeśli chcą się państwo zrekompensować, to proszę dobrze się nią zając. - Ucałowałam czubek głowy Ivi. - Muszę już iśc.. - szepnęłam wprost do jej ucha. Nastolatka gwałtownie się poderwała, patrząc na mnie zapłakanymi oczami.
- No wiem..
- Hej, skarbie. Obiecuję, że jeszcze cię tu odwiedzę przed wyjazdem.. Do zakończenia roku zostało trochę czasu, może nawet poproszę twoich rodziców, żeby przywieźli cię do mnie, spędzimy razem fajnie dzień.
Nastolatka otarła łzy i lekko się uśmiechnęła, ściskając mnie mocno.
- Proszę, to moja wizytówka. Jeśli potrzebowałaby pani pomocy, proszę dzwonić. - Ojciec Ivi podał mi mały kartonik.
Podziękowałam, pomachałam dziewczynie ręką i nie przedłużając pożegnania, opuściłam dom.
Przed posesją, oparty o samochód czekał Emilio. Nie powstrzymując już łez, podeszłam i objęłam go w pasie, chlipiąc cicho.
- No już. - Pogładził dłonią moje włosy. - Ona o tobie nie zapomni.
Nieśmiało oderwałam się od mężczyzny i zajęłam miejsce pasażera. Nie zwróciłam uwagi, że zamiast pod apartamentowcem zatrzymaliśmy się przed jednym z włoskich barów.
- Przyda ci się trochę rozrywki - mruknął Emilio. Nie protestowałam, podążając za nim.
W lokum górowały ciemne barwy i unosił się kręcący w nosie zapach tytoniu. Kichnęłam parę razy, na co przyjaciel polecił, abym zaczekała pod parasolkami, na zewnątrz lokalu. Nie protestowałam. Taras był pusty, jedynie w kącie, piwo popijał jakiś samotnik. Oparłam się o balustradę, wyczekując Włocha.
Wkrótce mężczyzna nadszedł, niosąc dwie wąskie literatki z kolorowym płynem. Jedną podał mi, a z drugiej upił nieco.
Pociągnęłam słomką. Po moich wargach rozszedł się ostry, słodki smak. Spodobało mi się i w szybkim tempie połknęłam połowę drinku.
- Nie patrz tak na mnie, pić mi chyba wolno - rzuciłam, spostrzegając kątem oka, jak Emilio zerka na mnie, gdy opróżniałam resztę literatki. Upiłam ostatni łyk i odstawiłam szklankę na stolik, znikając za drzwiami lokalu.
- Może coś ci postawić.. - zamruczał jakiś mężczyzna, siedzący przy barze, gdy poprosiłam o kolejnego drinka. Przyjrzałam się mu. Był otyły, miał około pięćdziesięciu lat i szare, ulizane włosy zebrane w kitkę z tyłu głowy oraz granatowy garnitur, pod którym chowała się hawajska koszula. W oczy rzucił mi się duży sygnet na jednym z jego palców oraz złoty ząb, który raczył wyszczerzyć  w moją stronę. - To jak będzie, laleczko?
- Nie, dzięki - odrzuciłam, przenosząc wzrok na barmana, przygotowującego moje zamówienie.
- Ale jesteś spięta, wyluzuj się.. - Dotknął mojego uda.
Poczułam, jak zaczyna zbierać się we mnie złość, pod wpływem jego ruchów na mojej nodze. Zacisnęłam pięść i zamachnęłam się, czując, jak perkaty nos mężczyzny wydaje z siebie chrupnięcie.
- Ty żmijo! - wrzasnął, dotykając twarzy, z której tryskała krew.
Błyskawicznie na miejscu pojawił się ochroniarz, chwycił mnie za ramię i siłą wyprowadził z lokalu. Za sobą słyszałam szepty ludzi i obraźliwe krzyki mężczyzny. Zaraz potem przed budynkiem pojawił się Emilio.
- Co się stało?
W odpowiedzi machnęłam ręką i bez słowa ruszyłam przed siebie. W pewnym momencie pośród wielu budynków wyłonił się sklep całodobowy. Bez namysłu weszłam do środka, już po chwili wychodząc z butelką pierwszego - lepszego wina. Odkorkowałam butelkę i przyłożyłam do ust.
- Angie, nie zachowuj się jak dziecko. - Emilio chwycił mnie za ramię tak mocno, że poczułam ból. Wyrwałam się, klnąc pod nosem. Alkohol zdążył już omamić mój mózg.
- Odczep się - syknęłam, upijając kolejne łyki trunku.
- Nie. - Mężczyzna wyszarpał z mojej dłoni butelkę i odstawił ją na murek.
W akcie buntu usiadłam na środku chodnika, dłubiąc patykiem w chodnikowej kostce. Nie zraziło to Włocha, bo bez wzruszenia klapnął obok mnie. Spojrzałam na niego pytająco. Wzruszył ramionami i skrzyżował nogi. Odwróciłam wzrok.
- Proszę cię.. - wyszeptał.
Bez słowa poderwałam się z ziemi. Nie miałam ochoty na poruszające rozmowy, dlatego nie zwracając uwagi na Emilio, oddaliłam się w kierunku mieszkania.

Nazajutrz, gdy się obudziłam dopadł mnie nurtujący ból głowy.
"Albo umieram, albo mam kaca.. " - pomyślałam, człapiąc do kuchni, gdzie paroma haustami wlałam w siebie trzy szklanki kranówki.
Przetarłam zmęczoną twarz i opadłam na kanapę. Dochodziła siódma rano.
- Cholera, dziś poniedziałek! - Oświeciło mnie.
Narzekając pod nosem popędziłam do sypialni, zarzucając na siebie pierwszą - lepszą sukienkę, do tego zrobiłam nieco mocniejszy w pośpiechu makijaż, ugryzłam skibkę chleba i mijając w holu Tomasa, biegiem ruszyłam w kierunku postoju taksówek. Dopiero siedząc w fotelu samochodu, w spokoju przyjrzałam się efektom porannej rutyny. Miałam na sobie, czarną sukienkę, którą nabyłam podczas zakupów z Ivi i potargane rajstopy, a na paznokciach pozostawały resztki czarnego lakieru. Zapłaciłam kierowcy i wysiadłam przed szkołą. Dziś nie czekał na mnie Emilio. Pomyślałam, że to wszystko przez moje wczorajsze zachowanie i z postanowieniem, że później go przeproszę, ruszyłam do pokoju nauczycielskiego.
Mijający mnie na korytarzu uczniowie przyglądali mi się w osłupieniu. Cóż, wyglądałam dość niecodziennie, w oczy mógł też rzucać się śnięty wyraz twarzy. Starałam się jednak grzecznie przywitać i nie wdawać w zbędne dyskusje. Drzwi gabinetu nauczycieli były otwarte. Usłyszałam kłótnię.
- .. chyba jej nie wyrzucisz! - cedził Emilio.
- Oczywiście, że nie, ale musi się opanować. Ja rozumiem, że choroba wszystko zmienia, wyjazd tej dziewczynki - "Czyli mówili o mnie" - ale ona nie może się publicznie tak zachowywać, dzieci ją widziały! Pomyśl, co będzie, jak zaczną wydzwaniać oburzeni rodzice. Na razie mam na głowie tylko jedną rodzinę.
- Dobrze, obiecuje, że z nią porozmawiam - westchnął blondyn. - Za dwa tygodnie koniec roku, Angie i tak wyjeżdża..
Dłużej nie miałam ochoty tego słuchać. Poczułam się, jakby ktoś dał mi w twarz. Kolejny punkt przesądzający nad powrotem do Buenos Aires.
Zła, stwierdziłam, że pierwsza lekcja odbędzie się bez sprawdzania listy obecności i udałam się do swojej klasy. Podopieczni przez całe zajęcia uważnie lustrowali mnie wzrokiem, ale starałam się to ignorować.  W napięciu przetrwałam czterdzieści pięć minut.

Podczas przerwy do mojej klasy zajrzał Emilio. Przez myśl przeszło mi, że mogłam się tego spodziewać.
- Hej, zapomniałaś czegoś. - Na blat biurka położył dziennik grupy, z którą miałam ostatnią lekcję. Z jego twarzy nie schodził sztuczny uśmiech. Odpowiedziałam mu pochmurnym grymasem. - Kac, co? - roześmiał się. - Jak chcesz, to..
- Nie, nie chcę - obrzuciłam go chłodnym tonem, udając, że zawzięcie szukam czegoś w jednej z szuflad.
- Coś się stało?
- Och, nic - odparłam sarkastycznie.
- Angie, chcę ci pomóc..
- Czyżby?! - Zacisnęłam wargi i odwróciłam się twarzą do niego. - Przecież i tak po zakończeniu roku wyjeżdżam, zapomnimy o sobie..
Włoch westchnął i przetarł twarz dłońmi, mrucząc pod nosem niewyraźne Słyszałaś...
Pokiwałam tylko głową i zabrałam się za dalsze wertowanie szuflady.
- Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Luisowi chodziło..
- Nie obchodzi mnie, o co chodziło Luisowi, tobie i wszystkim innym. Możecie się odchrzanić.
- Jak ty wyglądasz.. - Emilio zdawał się mnie nie słuchac, zarzucił na moje nagie ramiona i plecy, które przebijały pomiędzy czarną koronką  swoją marynarkę. Błyskawicznie zrzuciłam ją na podłogę.
- Angie, do cholery, nie zachowuj się jak rozkapryszona dziewczynka! - podniósł głos. - Jesteś młodą, piękną, uzdolnioną kobietą, którą spotkało wiele złego, ale..
- Wypchaj się, nie potrzebuje litości - syknęłam,wymijając go. Od niechcenia włożyłam marynarkę mężczyzny, lecz resztę przerw przesiedziałam w łazience.

_____________________________
No i mamy next. 
Trochę dłuższy, nieskładny i mało sensowny w moich oczach, ale cóż, oceńcie go sami. ;)
Ivi wpadła i wypadła, ale spokojnie, jeszcze się pojawi.
Proszę o komentarze.

Abrazo, 
Wiktoria

PS. Znowu  zmieniłam nick, ale spokojnie, to nadal ja. ;)

6 komentarzy:

  1. Czy zastanawiałaś się może, kim będzie pierwsza osoba, która da Ci w twarz? Nie. No to ja ci odpowiem. JA. Zdrówko! *plask*
    CO TY MI TU DO CHOLERY GADASZ!? "MAŁO SENSOWNY"!? "BEZ ŁADU I SKŁADU"?
    To Ty pisz może takie rzeczy na początku,co!? Żebym ja się potem rykiem nie zanosiła. NO FOH na dziesięć minut tym razem. A zbieraj, zbieraj.


    Do co rozdziału - smutny. Dołujący. Można powiedzieć, że wiem jak to jest, oddać kogoś, kogo się pokochało, bawiło, spędzało czas... Do innej, niekoniecznie lepszej rodziny. A potem wciskają Ci kit, że to dla jej/jego dobra. GUZIK PRAWDA!
    Biedna Angie. Ja się tak nie bawię. Czekam na next, żeby po raz kolejny nabazgrać jakiś dołujący kom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czemu ja płaczę, się pytam??? Czemu, czemu, czemu???
    A co najgorsze, nie mogę przestać.... Zbyt smutne było to "pożegnanie"
    Weź, koniec tego smutania.... Za miesiąc MŚ2014 trzeba się cieszyć :D
    Ale dobra, dobra.... Myślenie o Mistrzostwach odkładam na wieczór. Teraz ROZDZIAŁ... chwila, który to już... Aaa... 1 2 0 O_O trzeba skomentować.
    Był smutek, łzy, gniew, odrobinka zabawy, złość - czyli wszystkiego po trochu - Lubię to!
    A tym bardziej pojawiło się już coraz więcej przekonań na powrót do BA.
    A dla Ivy mam małą korektę - Angie nie wraca do violki(srolki) tylko do Germana, którego kocha i nigdy nie przestanie kochać. Zrozumiała, że są dla siebie stworzeni...
    Oooo... niech tylko Ivy doradzi Angie przy wyborze sukni ślubnej, bo na 100% będzie to kiecka odstrzałowa. No bo jak by srolka jej doradzała to byłby by jakiś nudny klasyk (pewnie jeszcze ze średniowiecza)

    W skrócie - super rozdział, może tylko leciutko nieskładny, ale ja tam się nie znam więc mnie nie słuchaj... Długi, długi- oby takich więcej
    Pozdrawiam :D no i czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się kłócić!
      Rozdział nie był nieskładny :P
      I co to za dąsy do epoki średniowiecza? Przecież tam mieli najlepsze sukienki i wdzianka.

      Usuń
  3. Zacznę od tego gościa w barze - nie wiem dlaczego, ale wyobraziłam go sobie jako grubego Rumplestiltskina. A, wiem dlaczego. Mam na jego punkcie obsesję :D XD Ale o czym to ja... A, już wiem. NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! Nie odbieraj mi Ivi! Ona jest taka mała i fajna, i śmieszne, i w ogóle :((( Jak możesz nam ją odbierać?! I wraca do tej nudnej, różowej Violki :(( Chyba się rozpłaczę :(( Nie no, powstrzymam się od łez, bo przesadziłabym nawet jak na mnie. Ja nie płaczę. Jestem cyborgiem. :D Luis to świnia! A ja go kiedyś lubiłam! Wredny małpiszon! :D Pff! Emilio jest kochany, ale to nic nowego. Niech też jedzie do BA :D Angie umiera, więc wraca do ukochanego Germana i już :D Tej wersji się trzymajmy XD Dżisas, właśnie ogarnęłam, że zrobiłam z Rumpka jakiegoś barowego podrywacza o.0 XD Trochę słabo dzisiaj kontaktuję, więc koment taki nieskładny XD
    120 :D Rozdział numer 120 :D Czy to nie wspaniałe? :D Taka ładna liczba. Ale to liczba niewesoła :( Serio, matematycznie niewesoła :D Śmieszne, prawda? Tak patrzę na blogera, czy jest coś nowego, a to Twój rozdział. :D Ucieszyłam się choć po przeczytaniu jedenastorozdziałowego oneshote'a o Rumbelli po angielsku, miałam problem ze zrozumieniem języka XD Nieważne zresztą, bo Twój rozdział był cudowny (czy to coś nowego?) Pozdrawiam, ściskam i tak dalej (formułki grzecznościowe są irytujące >.<) ~B

    OdpowiedzUsuń
  4. Ma być Germangie i to SZYBKO bo poleje sie krew XD

    OdpowiedzUsuń