poniedziałek, 17 lutego 2014

Jednorazówka: Dielari cz.1

Buenos Aires, serce Argentyny. Właśnie to miejsce było całym światem dwojga pozornie odmiennych charakterów. Jak jednak wiemy, los lubi płatać nam figle, a przeciwieństwa się przyciągają..
"Violetta" - hiszpańskojęzyczna produkcja, promująca wiele młodych talentów. Choć pierwsza seria okazała się być przełomowa, to druga odsłoniła prawdziwą historię.

Scena 26
Diego Ramos, Clara Alonso

Angie wchodzi do kuchni, napełnia szklankę wodą i po paru łykach zmierza ku drzwiom. W chwili, gdy je otwiera, zostaje uderzona przez Germana i upada na podłogę.
Przestraszony mężczyzna kuca obok Angie i delikatnie, z czułością unosi jej głowę. (...)
(...) Oboje niczym zahipnotyzowani wpatrują się w siebie. German jedną dłonią ujmuje policzek Angie i całuje ją.

Arkusz scenariusza powędrował na samą krawędź blatu szklanej ławy, zdobiącej jedną z garderob gwiazd telenoweli. To dwudziestoczteroletnia blondynka posłała w to miejsce kawałek papieru, mieszający jej uczucia. 
Dziś miała być kręcona scena pocałunku między ciotką, a ojcem tytułowej bohaterki. Alonso bardzo dobrze dogadywała się z kolegami z planu, a aktorstwo było jej żywiołem, lecz jak dla każdego artysty, istniał pewien dyskomfort, który niosły miłosne sceny z dużo starszym od siebie mężczyzną. Diego Ramos - odtwórca roli Germana dwukrotnie przewyższał wiekiem Alonso. O ile jego czarujące, brązowe oczy na prawdę przyciągały, wprowadzając umysł w lewitację, to intymne sceny były dla kobiety czymś zawstydzającym. Alonso nawet po roku produkcji nie zdążyła przyzwyczaić się do zażyłości ze starszymi aktorami, wcielającymi się w partnerów jej bohaterki. Ezequiel też prezentował wyższy rocznik, ale jednak to z Ramosem przyszło jej tworzyć happy end.
Blondynka westchnęła głęboko, słysząc dzwonek, ogłaszający koniec przerwy. Zawsze, gdy zmierzała na plan, ogarniał ją spokój i szczęście. Możnaby powiedzieć, że czuła się tam jak ryba w wodzie. 
- O, Clarita. Make - up! - Wołał reżyser. Momentalnie do kobiety podbiegły makijażystki, poprawiające jej wizerunek. Szare cienie pod oczami już charakteryzowały ją, jako Angie, ukazując zmęczenie starszej kobiety. Podkręcone loki i czarna sukienka, na którą zarzucona była czerwnona katana dopełniały wizerunek nauczycielki śpiewu. 
Gdy wizażystki odstąpiły od Alonso, ta zauważyła, jak na plan wchodzi jej serialowy partner wraz ze swoim asystentem. Diego uśmiechnął się do niej z oddali, przyjaźnie kiwając głową. Dla niego sceny pocałunku nie były czymś trudnym, w końcu grał już w setkach seriali, u boku przeróżnych kobiet i dotykając równie wielu ust.
- Wszyscy na miejsca, dziesięć sekund! - Rozległo się wołanie scenarzysty. Clara westchnęła płytko, skupiając się na odgrywającej scenie.
 - Miejmy to za sobą..

- Świetnie, świetnie! Dziękujemy, Clara. Diego - cudownie! Na dzisiaj jesteście wolni. 
Odtwórcy Angeles i Germana wymienili radosne spojrzenia. Młoda aktorka odczuła też swego rodzaju ulgę, że już za pierwszym razem udało im się nakręcić potrzebną scenę.
- Dobrze się z tobą gra, do jutra. - Ramos szybko ulotnił się z planu, salutując na pożegnanie. Oboje zgodnie ze słowami reżysera skończyli pracę na dzisiaj, dlatego kobieta miała trochę czasu na naukę kolejnych kwestii, a przy tym także dla siebie. Korzystając z ładnej pogody, aktorka postanowiła zaczerpnął świeżego powietrza. Codzienny zawrót głowy w pracy rzadko kiedy pozwalał jej na beztroską przechadzkę po parku - skrawku natury, powstałego w samym sercu Buenos Aires. W Rosario, które było miejscem jej urodzenia miewała swoje ulubione zakątki lasu na prowincjach, gdzie często zaglądała. Kiedy w wieku 8 lat przyszło jej zmierzyć się ze światem modernizacji i pośpiechu, a następnie kariery, prawdziwe hobby zostało odsunięte na drugi plan. Taniec, śpiew, aktorstwo - to wszystko wymagało wielu wyrzeczeń.
- A kogo to moje piękne oczy widzą? - Ten kpiący głos Alonso była w stanie rozpoznać nawet pośród krzyku tłumu. Nie, nie dlatego, że z właścicielem wiązał ją jakiś sentyment, czy uczucie. Człowieka stojącego w tej chwili przed nią, nie specjalnie miała ochotę oglądać. 
- Cześć, Diego. - Rzuciła obojętnym tonem. Dominguez doprowadzał ją do istnego szału. Już od pierwszego dnia na planie nie pałali do siebie przyjaźnią. Odtwórca nowego, czarnego charakteru był zdaniem kobiety takim samym manipulantem, jak w serialu, a swoim szczeniackim zachowaniem tylko to potwierdzał. Intrygant, kłamca i zawadiacki podrywacz. Miał na swoim koncie setki związków. Zwyczajnie bawił się kobietami, a następnie zostawiał, nie przejmując się niczym. Budził tym w Clarze wstręt.
- Alonso, ładny mamy dzień, prawda? Może dałabyś się porwać na spacer? Wiem, że chcesz.. - Dodał z szelmowskim uśmiechem.
- Nie specjalnie. Wybacz, spieszę się. - Blondynka sprawnym ruchem wyminęła dwudziestotrzylatka
- Ej, mnie się nie odmawia! - Zaśmiał się, rozkładając ręce na boki. Alonso była dla niego zagadką, intrygowała. Dotychczas żadna kobieta nie oparła się jego urokowi, każda mu ulegała, robiąc co tylko chce. Diego nie przywykł do takiego zachowania, do odrzucenia, a jednak podobał mu się sposób w jaki Clara z nim igra.
- No to patrz. - Zakpiła, wyzywająco przygryzając wargę. Mężczyźnie wydawało się, iż robi to specjalnie, aby wzbudzić w nim pożądanie. Kusiła go całą sobą, jednak nie było to uczucie, którego doświadczał dotychczas. On sam trafnie nie potrafił go określić. Nim się spostrzegł sylwetka kobiety robiła się coraz mniejsza, zanikając pośród ulicznego tłumu. Czyli rzeczywiście go olała. Jej zachowanie, choć niezrozumiałe,  jeszcze bardziej motywowało do przekornego działania.

Podczas, gdy odtwórca nowego adoratora głównej bohaterki "Violetty" obserwował z na wpół rozchylonymi ustami poczynania Alonso, ta starała się zniknąć z pola widzenia. Czuła jego wzrok penetrujący jej oddalającą się osobę. Żarliwy blask męskich tęczówek powodował stopniowe napięcie mięśni na ciele kobiety. Jego uwaga onieśmielała ją i wzbudzała falę przyjemnych ciarek. Ona sama nie rozumiała, jak to możliwe, że człowiek, którego wprost nie znosi tak na nią działa. Irytował ją, dogryzał na każdym kroku, a jednak było w nim coś, co interesowało. Tego dnia Clara nie wiedziała jeszcze, jak bardzo w przyszłości ten mężczyzna zmieni jej życie.

______________________________
Zamiast rozdziału prezentuję pierwszą część jednorazówki o cudwonym duecie Alonso & Dominguez. 
Jeśli macie ochotę to zapraszam tutaj: Klik. :)

Saludo,
Wiktoria

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 95

Moje serce gwałtownie przyspieszyło, jakby chciało wyrwać się z piersi. Kolejny raz poczułam, jak obraz zaczyna się chwiać i przyspieszać. Aby nie stracić równowagi, jedną dłonią oparłam się o kuchenny blat. W duchu modliłam się, aby moje oczy płatały mi figle, a obraz, który miałam przed sobą był tylko złudzeniem. Niestety Czarek nie był fatamorganą, a powracającym koszmarem, z którym przyszło mi zetknąć się na nowo.
- Dawno nie rozmawialiśmy. - Rzekł. Pusty, dziecięcy głos niczym nieme echo w studni, obijało się w mojej głowie. - Wyrzekłaś się mnie. Przyjaciele tak nie robią..
Z każdym jego słowem moje ciało przeszywały ciarki i nowe fale dreszczy. Bezwładnie poruszyłam ustami, lecz nie mogłam wydobyć z siebie najcichszego dźwięku.
- Nic mi nie powiesz? Co z tobą?
- Przestań! - Podniosłam głos. Byłam roztrzęsiona zaistniałą sytuacją. Kiedy myślałam już, że sprawę Czarka mam za sobą, on nagle wraca. - Czego chcesz?
- Ależ, gdzie twoja kultura, Angeles? Nie pamiętam, żebyś kiedykolwiek była tak rozdrażniona.. Co się dzieje? A no tak! Teraz jesteś z Germanem! - Prychnął, kpiąco. - Chociaż.. Wasz związek i tak niedługo się rozpadnie.. 
- Dość!
- Uważaj, Angeles, bo kiedy wszyscy odejdął, zostanę tylko ja.. - Rzucił, całkiem ignorując moje słowa, po czym zniknął.
Wciąż oszołomiona, wpatrywałam się w miejsce, w którym się rozpłynął. Nie docierało do mnie, co przed chwilą się stało, tysiące różnych myśli przebiegały mi przez głowę.  W końcu jednak, wolno przełykając ślinę, powędrowałam do pokoju. Gdy powtórnie wsunęłam się pod kołdrę, poczułam. jak całe zmęczenie ustaje. Nagły przypływ adrenaliny spędził sen z moich powiek. Pusto wpatrując się w ścianę, obserwowałam kolejne smugi światła, przebijające się przez zasłonę. Promyki tańczyły na przeciwległej od okna ściany, tworząc różne wzory. Ich blask był niczym hipnotyzujący zawrót, do tego stopnia, że moje powieki, robiąc się coraz cięższe - opadły.

Dźwięk ćwierkającej komórki dochodził niczym z zaświatów. Leniwie otworzyłam najpierw jedno, a następnie drugie oko. Po omacku odszukałam telefon, którego wyświetlacz oznajmił mi, że otrzymałam wiadomość.


Wszystko w porządku?
Jak z Germanem?
Martwie się, proszę, oddzwoń,
                                       

Dopiero teraz dotarło do mnie, że ilość nieodebanych połączeń i sms - ów od przyjaciela łącznie przekracza 30. Wchwili, gdy sunąc palcem po ekranie chciałam wybrać jego numer, w głowie zadźwięczały mi słowa szwagra: " Myślisz, że nie wiem o tobie i tym marnym dyrektorzynie?!" Choć nie byłam skora do wyborów między nim, a Pablo, zawahałam się, wpatrzona w ikonkę kontaktu.
Postanowiłam napisać sms'a.

Trochę się posprzeczaliśmy.
Wszystko gra, nie martw się. :)
                                     

Po niecałej minucie od wysłania wiadomości, napłynęła kolejna:

Czuję się winny.
Możemy się spotkać?

Zakłopotana, przetarłam twarz dłońmi. Wczorajsza wymiana zdań z Germanem nie dawała mi spokoju. Czy on na prawdę posądzał mnie o zdradę? Nie miałam pojęcia, czy tak bardzo mi nie ufa, czy dałam mu powody do takiego myślenia. Nie chciałam dawać się podporządkować, jednak impulsywnie odmówiłam, po czym szybko schowałam komórkę pod poduszkę i wstałam z łóżka. Choć ścienny zegarek wskazywał 6:02, a ja miałam wolne, od śmierci Javiera wstawałam zawsze z samego rana. 
Dziś tak samo, jak od pewnego czasu, ubrana i odświeżona udałam się do kuchni, gdzie zaczerpnęłam łyku kawy. Starając się wyprzeć myśli o Germanie i nawiedzającym mnie Czarku, zabrałam sie za przygotowywanie śniadania. Choć Olga ze zmartwieniem obserowała przyozdobiony stół, twierdząc, iż popadam w jakiś dziwny przypadek depresji, lecząc się gotowaniem, nie odpuszczałam. Przy śniadaniu i tak spotykaliśmy się we czwórkę, gdyż od wyjazdu Melani i Cardozo, German rzadko pojawiał się podczas rodzinnych posiłków. Zwykle nie było go w domu, lub zaszywał się w swoim gabinecie, izolując od świata.
- Dzień dobry. - Punkt ósma - w kuchni pojawiła się gosposia. - Panienka znowu na nogach? No prosiłam, korzystać z wolnego! Ja się przecież wszystkim zajmę! - Ujęła, trzymany przeze mnie nóż.
- Olgo, nie wątpię, że na gotowaniu znasz się najlepiej na świecie, ale nie traktuj mnie, jak dziecko. - Uśmiechnęłam się do niej. 
- Oj, królewno. - Przytuliła mnie. - Wiesz, że..
- Wiem, dziękuję. - Dokończyłam. Cieszyłam sie, że mam oparcię w osobie takiej jak Olga, czy Ramallo. W prawdzie nie łączyły nas więzy krwi, a jednak byli, jak rodzina i najlepsi przyjaciele.
Jak na zawołanie do pomieszczenia wkroczył wystrojony Lisandro, gotowy do rozpoczęcia dnia. Chwilę potem dołączyła też zaspana Violetta. Dziewczyna wyglądała na zmęczoną i przygnębioną, lecz, jak pozostali - bez słowa zasiadła do stołu. Brakowało tylko Germana.. Wzdychając, skierowałam wzrok na drzwi jego gabinetu, a następnie na zajadających się domowników, po czym zamyślona, skierowałam się do pomieszczenia, w którym przebywał pan domu..

________________________
95 rozdział mozemy odhaczyć. ^.^ Swoją drogą zbliżamy się do setki. 
Angie i kuchenna depresja? XD Czarek, rozwalone Germangie..

Do przeczytania,
Wiktoria

PS. Oglądaliście twitcama Lodo? Polonia górowała! ♥

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 94

- German.
- Daruj sobie wyjaśnienia. - Rzucił oschle.
- Proszę, pozwól mi..
- Wytłumaczyć się? - Znów mi przerwał, tym razem odwracając się na wprost mnie. - Nie miałaś prawa. - Warknął. - To ja jestem jej ojcem i to ja decyduję o losie Violetty!
- Ale to też moja siostrzenica!
-I tylko siostrzenicą! Ty nic nie znaczysz, nie jesteś jej matką!
Jego wrzask uderzył do mnie, niczym fala tsunami; gwałtownie i nieoczekiwanie. Poczułam bolesny skurcz serca oraz łzy, przyćmiewające moje oczy. Każde, pojedyńcze słowo ostatniego zdania, obijało się echem w mojej głowie, pozostawiając po sobie piekielny  ślad. Nagle ogarnął mnie przypływ złości, lecz potem niemoc i bezwładność. Stałam tam w zupełnym amoku i zewnętrznie stoickim spokojem, choć w głębi byłam skupiskiem nieokrzesanych emocji.
Lekko przygryzłam dolną wargę i zaciskając pięści, spojrzałam w tęczówki mężczyzny. Jego źrenice, choć zimne i puste wyrażały nienawiść zmieszaną z agresją.
- Przegiąłeś, Germanie..
- A ty mnie okłamałaś. - Ciągnął. - Nie pierwszy raz..
- Myślałam, że sprawę pokrewieństwa mamy za sobą.. - Szepnełam pod nosem, na co inżynier zareagował dość agresywnie.
- Nie rób ze mnie idioty! - Uderzył pięściami w biurko, tak, że zawartość stojącej na nim filiżanki, nieznacznie zaplamiła blat. - Myślisz, że nie wiem o tobie i tym marnym dyrektorzynie?! - Dodał kpiącym głosem, a jego twarz poczerwieniała. To, co powiedział zupełnie zbiło mnie z tropu.
- O czym ty mówisz..?!
- Masz mnie za takiego kretyna?! Widziałem go tutaj w Nowy Rok, jak na siebie patrzycie, słyszałem jak wielokrotnie się mu żalisz! - Jego ton stawał się coraz bardziej ostrzejszy i podniosły.
- Uroiłeś coś sobie.. Mnie i Pabla nic nie łączy! - Rzekłam, starając się zachować spokój. Niestety German zdawał się mnie nie słuchać.. Ze wściekłością podszedł do mnie, tak, że pierwszy raz w życiu się go przestraszyłam.
 - Tak? Odpowiedz mi na jedno pytanie.. Dlaczego ze mną jesteś?! Dla pieniędzy, czy z obowiązku?! - W końcu dał upust złości, którą dusił w sobie. Jego silne palce zacisnęły się na moich ramionach, tak, że poczułam ukłucie wbijających się paznokci. Do moich oczu ponownie napłynęły łzy, które tym razem swobodnie zaczęły spływać po policzkach. German widząc to uwolnił mnie z uścisku, ukazując skruchę. Chociaż.. na pewno mi się wydawało. W tamtym momencie przestałam myśleć. Nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku, bezwładnie poruszyłam ustami, czujac, jak łzy moczą ich górną wargę. Posłałąm mężczyźnie ostatnie spojrzenie, po czym z hukiem opuściłam jego gabinet. Przed drzwiami wpadłam na całą reszte domowników, przysłuchującym się naszej rozmowie. Nie wdawając się w zbędne dyskusje, pobiegłam do swojego starego pokoju, gdzie ukrywszy twarz w poduszkę, sączyłam ją łzami. Kilka ostatnich dni sprawiło, że moje życie zostało wywrócone do góry nogami. W żaden sposób nie umiałam zapanować nad tym, co się działo. Choć słowa i czyny Germana mocno mnie zabolały, ja także nie pozostawałam bez winy. Może sama prosiłam się o kłopoty?
Po kilku ciężkich minutach przewróciłam się na plecy, a mój wzrok utkwił w ściennym napisie. Sufit dalej przyozdobiony był malunkiem Germana.

Miłość jest chaotyczna. Gubisz się, tracisz trzeźwy osąd. Im większa miłość, tym większy chaos.

Ile prawdy niosły te słowa?
Niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. Nie miałam ochoty na rozmowy, lecz ktoś bezceremonialnie wparował do środka. To mojo siostrzenica przysiała na krawędzi łóżka.
- Angie..- Poruszył mnie jej płaczliwy głos. Dziewczyna położyła się obok mnie przytulając od tyłu. - Przepraszam.
Bez namysłu odwróciłam się w stronę nastolatki.
- To nie twoja wina, skarbie. To, że..
- Właśnie, że moja! - Przerwała. - Gdybym nie uległa Diego..
- Violu. Od śmierci Javiera coś zaczęło się psuć między mną, a twoim tatą. Okłamałam go, przez co cała ta złość i smutek zostały spotęgowane. Nie obwiniaj się. Ja.. wiem, że będzie dobrze. - Przyciągnęłam ją do siebie. Choć po moich policzkach wciąż spływały łzy, chciałam pokazać nastolatce, że jestem silna, a nadzieja to nic złego. Ona sama wiele przeszła, musiałam walczyć, choćby dla niej.

W środku nocy do pionu poderwało mnie niespokojne uczucie. Siadając na skraju łóżka, czułam jak moje serce szaleje, a całe ciało drży nieczym w febrze. Przejechałam dłonią po spoconym czole. Ogarniał mnie lęk i strach, jakby wyrwany z jakiegoś horroru.
Głośno sapiąc, podeszłam do drzwi. Cały dom ogarniała cisza i ciemność, które wzniecały przerażenie wypełniające moje serce.
Ostrożnie stawiając bose stopy na panelach, skierowałam się do kuchni. Z każdym krokiem moje nogi drżały, napotykając różne przeszkody. Jedyne źródło światła dawał blask księżyca, wpadający przez okno w salonie. Sunąc ręką po ścianie, okrywałam drogę do kuchni. Blask lampki i chłód z lodówki, uderzyły we mnie falą orzeźwienia. Trzęsącą ręką uniosłam literatkę z wodą do spierzchniętych ust. Po kilku łykach poczułam się znacznie lepiej. W chwili, gdy ponownie skierowałam się ku drzwiom ktoś zastąpił mi drogę. Usłyszałam trzask rozbijającego się szkła o posadzkę, a z moich ust bezwładnie wypłynęło jedno imię:
- Czarek..

______________________
Ta - daam! 
Czarek powraca! Odświeżyć jego wizerunek możecie w nowo powstałej zakładce "Bohaterzy". :)
Kłótnia z Germanem, zwidy Angie, co dalej?

Abrazo
Wiktoria

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 93

Mineło parę dni od pogrzebu Javiera. W tym czasie nastało wiele niespodziewanych zmian, które drastycznie wpłynęły na życie każdego z domowników. Chociaż Violetta, zarówno jak i personel willi Germana starali się odbudować dawną atmosferę tego domu, nic już nie było takie same. Wszyscy potrzebowaliśmy czasu na oswojenie się z nową sytuacją. Sztucznie posyłane uśmiechy i bezpieczne tematy tylko dodawały napięcia i dyskomfortu.
Pablo uporczywie nalegał, abym wzięła kilkodniowy urlop, aż w końcu uległam, chociaż właśnie ten wolny czas zabijał mnie od środka. Wspomnienia wracały, a przy nich pojawiały się wyrzuty sumienia, myśli typu "Co by było, gdyby.." W duchu obwiniałam się o całą sytuację, choć bezpośrednio nie miałam wpływu na chorobę chłopaca.
Od pochówku obserwowałam zachowanie Germana niczym zza terrarium. Mężczyzna zupełnie odizolował się od świata, zamykając na całe dnie w swoim gabinecie. Rzadko kiedy pojawiał się też przy posiłkach, a Ramallo, jako swojego asystenta i przyjaciela subtelnie ignorował. Wiedziałam, że cierpi, że jest mu ciężo, lecz odpychał każdy gest wysunięty w jego stronę. Ta sytuacja pokazała, jakim na prawdę.  Pozornie mógłby przypominać człowieka oschłego i stanowczego, lecz w duchu był wrażliwym, uczuciowym mężczyzną. Śmierć Javiera sprawiła, że właśnie ten silny i niezależny inżynier zamknął się w sobie, nie radził z własnymi emocjami. Nasz związek także powoli zamierał. Przesiadując zamknięty w swojej twierdzy, unikał wszelkiego kontaktu ze społeczeństwem, jak i ze mną. Każda minuta oddalała nas od siebie coraz bardziej..


Delikatne promienie słońca łaskotały mój policzek, rozpalając na nim rumieniec. Ociężale podniosłam powieki i ziewając, przeciągnęłam się. Miejsce obok mnie było puste - jak przypuszczałam German wyszedł wcześnie rano. Robił tak od niedawna; kładł się bardzo późno, gdy już spałam, a wstawał bladym świtem, żeby uniknąć rozmowy.
Mój urlop w Studiu trwał i chociaż miałam dużo wolnego czasu brakowało mi zgrai roześmianych nastolatków i muzyki. Fortepian, stojący w salonie nie zalegał kurzem tylko dzięki sumiennej pracy Olgi. Inżynier zabronił córce drażniącego grania. Ja też nie miałam ochoty na dźwięki nut.
W chwili, gdy stanęłam na nogi do mojej głowy uderzył gwałtowny ból. Mimowolnie usiadłam na skraju łóżka, dotykając pulsującego czoła. Zacisnęłam zęby i przymknęłam oczy, ociężale sapiąc.
Wtem rozległ się dźwięk pikającej komórki, który jeszcze bardziej wzmorzył ból. Po omacku odszukałam urządzenie i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo, Angie? - Usłyszałam głos Pabla. Był jakiś niespokojny i zdenerwowany.
- Ta..
- Dzięki Bogu odebrałaś! - Nie dał mi dokończyć. - Wiem, że masz urlop, ale muszę prosić cie o natychmiastowe przyjście, chodzi o Violettę.. I Germana.
- Zaraz! - Krzyknęłam do głośnika, jednak połączenie zostało przerwane. Jak to sprawa dotyczy ojca Violetty?
Pod działaniem przypływu energii zbiegłam na dół, ignorując nieznoścny ucisk w czaszce. Celem mojego marszobiegu był gabinet szwagra. Po naciśnięciu klamki stwierdziłam jednak, że pomieszczenie jest puste.
- Olgo, widziałaś Germana? - Zwróciłam się do przechodzącej gosposi. Było to raczej głupie pytanie, zważywszy na to, że ten człowiek przypominał widmo ostatnimi czasy.
- Nein, ale słyszałam jakąś godzine temu, jak wyhodzi. Pewnie znowu jakieś spotkanie..
Taka informacja mi wystarczyła. Mamrocząc Dziękuję zawróciłam do sypialni, gdzie pospiesznie narzuciłam na siebie ubrania, a następnie ruszyłam w kierunku Studia.
Droga, jak na złość dłużyła się niesamowicie, a nogi plątały, ogarnięte dziwną słabością. W końcu jednak stanęłam przed budynkiem szkoły. Od razu udałam się do gabinetu dyrektora, skąd już na korytarzu można było usłyszeć krzyki. Zaalarmowana gwałtownie wpadłam do pomieszczenia. W środku znajdował się mój przyjaciel,Violetta, Diego, jakaś kobieta  i.. German. To właśnie on robił najwięcej hałasu.
- Jesteś.. - Pablo popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. - To jest pani Hernandez, mama Diego.
- Witam. - Skinęłam głową, po czym dalej przysłuchiwałam się wyjaśnianiom dyrektora Studia.
Okazało się, że syn około czterdziestoletniej kobiety wpakował się w dość poważne kłopoty, kiedy to z kieszeni jego kurtki wypadła saszetka z nieznanym proszkiem. Tajemniczy przedmiot od razu wpadł w ręce Gregoria, który znany ze swojej złośliwości (akurat tym razem przydatnej) z triumfem przekazał go Pablo.
Oczywiście natychmiastowo został wezwany na rozmowę, jak i Violetta, której sylwestrowa noc dość szybko rozniosła się po Studio.
- Nie chciałem wzywać policji, jednakże tę sprawę trzeba wyjaśnić. Nie pozwolę, aby w tej szkole działy się podobne rzeczy. Violetta opowiedziała mi o tym, co działo się w Sylwestra, mówiłem też z Diego na osobności. Tym razem pozostanę przy zawieszeniu pani syna. - Zwrócił się do Hernandez. - Liczę, że przez ten czas przemyśli swoje zachowanie i wyciągnie konsekwencje. - Zakończył. Kobieta ze skruszoną miną, złapała chłopaka za kurtkę i pociągnęła w kierunku wyjścia. Za nimi, buchając złością wyszedł German, popychając przed sobą córkę. Violetta zdążyła posłać mi ostatnie, przestraszone spojrzenie, po czym została wypchnięta z gabinetu. Bez wahania ruszyłam za nimi, niestety w korytarzu zatrzymał mnie głos Antonia.
- Angie, czy ktoś mi wytłumaczy, co tu się dzieje?! - Wychrapał.
- Proszę, nie teraz. Przepraszam..- Rzuciłam, zmierzając za Germanem i siostrzenicą. Niestety przed Studiem okazało się, że mężczyzna odjechał. Westchnąłwszy opadłam na marmurowy stopień.
Nie powinnam była go oszukiwać, bo prawda prędzej, czy później wyszłaby na jaw. Kłamstwo nigdy nie prowadzi do niczego dobrego; zawsze boleśnie się o tym przekonywałam. W końcu gotowa do marszu, udałam się w stronę domu.

Gdy przekroczyłam próg w salonie pojawiła się Olga. Natychmiast do mnie podeszła, po czym ujęła moje dłonie i szepnęła przejętym głosem:
- Pan German nie mieć dobrego stimmung. Wrócił do domu z Violettą i strasznie się zank, kłócili. - Mówiła, kalecząc hiszpański. Działo się tak ilekroć była zdenerwowana. Uśmiechnęłam się do niej poceszająco, po czym, jak gdyby odebrano mi wszelkich sił, zapukałam do gabinetu szwagra. Nie czekając na odpowiedź, uchyliłam drzwi. Mężczyzna stał przy oknie, beznamiętnie wpatrując się w siną dal.
- German..

_____________________
Kiepskie, ale lepsze niż nic. 
Panna fioletowa, jako narkomanka, German - przeciwnik muzyki. Co będzie dalej?

Saludo,
Wiktoria

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 92

Biegłam przez bagna. Moje bose stopy ślizgały się pod błotem i raniły, potykając o wystające korzenie. Pędziłam, nie ustając, choć brakowało mi tchu. Nagle ziemia, po której stąpałam skończyła się i zaczęłam osuwać. Stałam nad przepaścią, która pochłaniała mnie i otulała mrokiem i niepokojem. Moje ciało bezwładnie opadało w dół. Nie miałam siły na krzyk, na najmniejszy ruch. Oddałam się grawitacji..

Przestraszona, poderwałam się do pozycji siedzącej i z ulgą stwierdziłam, że jak wieczorem znajduję się w sypialni Germana. Za oknem świeciło już słońce, przebijające się przez opuszczone żaluzje. Nieskazitelną ciszę przerywało jedynie tykanie zegarka. Wtem drzwi zaskrzypiały, a do środka wszedł mój szwagier, zapinając guziki od białej koszuli. Na mój widok wydał z siebie cichy pomruk:
- Czas wstawać.
Minął już wtorek i środa, nastał dzień pochówku Javiera. Na oparciu krzesła spoczywała już czarna sukienka, a w pudełku szpilki takiego samego koloru. Tego ranka wyjątkowo niechętnie zwlokłam się z łóżka. Nie lubiłam cmentarzy, zawsze ogarniała mnie tam panika i dezorientacja, choć dość często odwiedzałam grób Marii i ojca. Za kilka godzin miałam ubrać żałobny strój, wsiąść do samochodu partnera i razem z pozostałymi domownikami udać się w to pełne niepokoju miejsce. Cardozo i Melania postanowili zostać do czasu pogrzebu, aby towarzyszyć nam w pożegnaniu Javiera.
Przy stole panowała napięta atmosfera, wszyscy milczeli z wzrokiem wlepionym w swój talerz. Tylko ja nic nie jadłam, kolejno lustrując wzrokiem każdego z domowników. Cardozo i Melania w spokoju penetrowali widelcem sałatkę, Violetta wystrojona w ciemną sukienkę, między kolejnymi westchnięciami konsumowała tosta, a German popijał kawę. Olga i Ramallo też zajęci byli swoim śniadaniem. Tę dwójkę wydarzenia ostatnich dni bardzo do siebie zbliżyły. Lisandro w końcu zburzył barierę między nią, a gosposią, stanowiąc dla niej wsparcie i przekonując się, jak wrażliwą osobą jest ta kobieta. W duchu cieszyłam się, bo to było jedyną dobrą rzeczą, jaką ostatnio się przydarzyło.
Szurnięcie krzesła pana domu oznajmiło nam, że już czas wyruszać w drogę. Wszyscy zgodnie ruszyliśmy do wyjścia i dwoma autami udaliśmy się na cmentarz.

W ceremonii oprócz mieszkańców willi Castillo uczestniczyła jeszcze Linda, mężczyzna, który z widzenia zdawał się być mi znajomy i pastor.
Po krótkiej wymianie zdań między nim, a Germanem rozpoczęła się msza pogrzebowa w niewielkiej kaplicy. Budynek był nieogrzewany i kostniały klimat idealnie pasował do sytuacji, które się tam rozgrywały. Całą liturgię i kazanie  przemilczałam, ignorując wszystkie słowa wypowiadane przez duchownego i wtórujących mu uczestników. Myślałam tylko o tym, żeby na hurra nie rozkleić się i nie zacząć krzyczeć z szaleństwa i rozpaczy, które ogarniało moją osobę. Moje serce zamierało, a ciało dygotało pod wpływem niskiej temperatury. Nic w końcu dziwnego, kaplica okryta była mrokiem, gdyż jedyne źródło światła stanowiły przyćmione świece i dwa maleńkie okna po bokach świątyni. W końcu jednak msza dobiegła końca i wszyscy wyszliśmy na zewnątrz. Ciepłe promienie słoneczne momentalnie mnie ogrzały. Dla rozluźnienia,potarłam dłoni o zmarznięte ramiona i odchyliłam głowę w tył. Powoli stąpając, stanęliśmy przy trumnie obok przygotowanego dla niej miejsca. Już za parę chwil małe drobne ciało chłopczyka miało być złożone w ziemi, gdzie pozostanie już na zawsze. Ta myśl mnie przerażała. Roześmiana twarz chłopca wprost malowała się przed moimi oczami, kolidując z myślą, że już nigdy jej nie ujrzę, nie będę miała możliwości go przytulić, zabrać na spacer, patrzeć, jak maluje i cieszy się z każdego dnia.. Było w nim tyle energii i determinacji. Mimo młodego wieku miał ogromne pojęcie o śmierci i o dziwo się jej nie bał, nie lękał, jak wiele dorosłych ludzi. 
Niespodziewanie na ziemię sprowadził mnie chrapliwy głos tajemniczego towarzysza Lindy. Mężczyzna stanął obok trumny i chwytając mikrofon, zaczął przemawiać.
- Chciałem tylko powiedzieć.. W tym dziecku było tyle chęci do życia.. Odwagi więcej niż w niejednym dorosłym. Jestem farmagologiem, towarzyszyłem mu w walce o zdrowie od samego początku, odkąd trafił do naszej kliniki. Każdego dnia patrzyłem na jego dorastający uśmiech i wesołą twarz. Nigdy nie spotkałem bardziej optymistycznej istoty. Mimo choroby był szczęśliwym dzieckiem, doceniającym każdy, najmniejszy gest wysunięty w jego stronę.. Pamiętam, jak marzyłem, żeby za parę lat zobaczyć go, jako lekarza w moim fachu.. A teraz stoję na jego grobem.. Nie powinno tak być, że matka chowa dziecko.. On na to nie zasługiwał..
Gdy mężczyzna zakończył swój monolog, zdałam sobie sprawę z tego, że cała moja twarz jest mokra od łez, a gdy grabarze zaczęli umieszczać białe więzienie cała chłopca w dole, nie próbowałam już  kryć emocji. Zamieniłam się w potok łez, wylewających się razem z całym smutkiem, żalem, rozpaczą i złością. Zacisnęłam wargi i powieki, a ręce skrzyżowałam na piersiach. Moje ciało trzęsło się niczym w febrze, której towarzyszyły ciche jęki. W końcu nie wytrzymałam. Głos, który tłumiłam w sobie wydostał się na zewnątrz i głośnie sapnięcia, pomruki i łkania zostały udostępnione dla zebranych. Mimo mojego szału nikt nie zwróciła na to uwagi. Na twarzach każdego z uczestników pochówku malowały się łzy, które w ciszy spływały po policzkach. Tylko ja bezpośrednio wyrażałam swój gniew, dławiąc się słonymi łzami i dusząc z braku tchu. Na swoich ramionach poczułam dłonie Germana. Dziś i one nie emitowały najmniejszego ciepła. Przeciwnie; otulone chłodem, przerażały.. Mężczyzna przeniósł palce na mój nadgarstek i brutalną siłą, przyciągnął mnie do siebie. Było to zdaje się konieczne, gdyż pod wpływem jego ruchów, zaczęłam miotać się, jak oszalała i cicho popiskiwać z łkania. Nie miałam jednak siły na walkę, dlatego szybko się poddałam, wtulając w tors inżyniera. Ściskałam w dłoniach koniuszki jego garnituru,
jakbym chciała przezwyciężyć rozsadzający mnie ból. To jednak w żaden sposób go nie zniwelowało. Choć zebrani zaczęli się rozchodzić mój płacz nie ustawał. 
W końcu na cmentarzu zostałam sama z Germanem. Jemu to najwyraźniej nie przeszkadzało, bo przez cały czas tulił mnie do swojej piersi, co rusz, wyczuwając moje gwałtowne drgnięcia i w tamtych momentach przyciskając mocniej. Może minęło pięć minut, może trzydzieści, a może godzina lub dwie, lecz w końcu oderwałam się od muskulatury mężczyzny, poprzedzając to głośnym westchnięciem. Moje oczy całkowicie zapełnione były łzami, tak że nic nie widziałam. Powolnym ruchem spojrzałam na wieńce, otaczające grób Javiera.
- Chodźmy już. - Usłyszałam szept Germana tuż przy swoim uchu. Nie miałam siły na rozmowy, choć dziwna siła kazała mi zostać w tym miejscu. Nie wykazując oporu, posłusznie ruszyłam za inżynierem.


Po przyjeździe do domu od razu zamknęłam się w swoim starym pokoju, gdzie z twarzą schowaną w poduszkach, przeleżałam, aż do kolacji. Wieczorem usłyszałam pukanie. Za ciche, jak na Germana i za energiczne, jak na Violettę. Po wymamrotaniu cichego "Proszę" w drzwiach stanęła Melania. Kobieta uśmiechnęła się do mnie życzliwie i usiadła na skraju łóżka.
- Kochana.. Ja wiem, jak teraz cierpisz. - Zaczęła. - Śmierć bliskiej osoby bardzo boli, ale nic nie dzieje się bez powodu. Pomyśl, że on teraz nie cierpi, a Ty i German daliście mu najlepsze chwile w życiu. Dzięki wam poczuł, że nie jest sam i są ludzie, którzy się o niego troszczą. Odszedł, lecz jest w waszych sercach.. Stale tam będzie. - Powiedziała, lecz ja wciąż milczałam. Ciotka Germana bez słowa pocałowała moje czoło, po czym wyszła z pomieszczenia. Ja natomiast ponownie opadłam na poduszki. Jej słowa przyniosły mi nieznaczną ulgę. Lekko uspokojona nim się obejrzałam, odpłynęłam w głęboki sen..

_________________________
Jakieś takie kiczowate, ale lepsze niż nic. ;)
Pogrzeb Javiera, ach. B, to nie morderstwo. XD
Tak, więc 92 rozdział za nami.
Dziękuję za uwagę.

Con todo mi amore,
Wiktoria


wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 91

- Już drugi raz informuję córkę o czyjejś śmierci. Nie pamiętałem, jakie to bolesne uczucie, choć wspomnienia z utraty Marii zostały ze mną do dziś. - German zamknął drzwi do pokoju dziewczyny. - Przeżyła śmierć matki, teraz Javier..
Dobrze wiedziałam, o czym mówi, do kolekcji moich przeżyć należało jeszcze odejście ojca..
- Cieszę się, że cię mam. - Objął mnie niespodziewanie.
Jego uścisk za każdym razem dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Tak było i tym razem; silne ramiona ukochanego lekko mnie uspokoiły.
- Możesz na mnie liczyć, kochanie.. - Delikatnie pogładził moje plecy i zbliżył usta do skroni, odgarniając z niej kosmyk włosów. Mimo tragicznych wydarzeń miałam go przy sobie. Razem mogliśmy przezwyciężyć szarość nadchodzących dni.


       ***

Nazajutrz German postanowił załatwić formalności związane z pogrzebem. Oboje zgodnie stwierdziliśmy, że chłopiec nie może zostać potraktowany powierzchownie przez szpital, dlatego za pochówek będziemy odpowiedzialni osobiście.
Inżynier zgodnie z planem wyjechał z samego rana wraz z towarzyszącym mu Ramallo, Violetta nie wychylała się ze swojego pokoju, a reszta domowników jedynie przelotnie spotykała się przy lodówce, gdyż  Olga strajkowała z gotowaniem. Dom, jak i wczorajszego dnia okryty był ciszą i zadumą, które z każdą minutą doprowadzały mnie do szału. Ulegając namowom Pablo nie poszłam do Studia, co chyba było błędem, bo bezczynność sama w sobie sprawiała, że wspomnienia wracały.
W końcu po godzinie wylegiwania się na kanapie, postanowiłam udać się do pracy. Tylko ona w tamtym momencie mogła mi pomóc oderwać się od problemów.
Ogarnięcie się sprawiło mi wyjątkową trudność. Nie miałam najmniejszej ochoty na strojenie, czy malowanie się. Noga, za nogą wędrowałam do Studia z myślą, że z powodzeniem zdążę na drugą lekcję. Pogoda była zupełnie nieadekwatna do mojego nastroju; na niebie nie było widać ani jednej chmurki, a roześmianemu słońcu towarzyszył rześki wietrzyk. Idąc przez park, napotykałam wesołych ludzi, beztrosko bawiące się dzieci i zakochane pary. Wszyscy wydawali się być szczęśliwi i pomijać fakt, iż w drugi dzień Nowego Roku muszą wracać do swoich obowiązków. Tylko ja w tym kolorowym obrazku byłam niepasującym puzzlem. Szara, osowiała, smutna.. Swoją osobą psułam radosny krajobraz Buenos Aires.

Na korytarzu Studia panował gwar, symbolizujący trwającą jeszcze przerwę, miałam więc szczęście, od razu powędrowałam do pokoju nauczycielskiego. Znajdowała się tam cała kadra pedagogiczna.
- Dzień dobry. - Mruknęłam i jakby nigdy nic, sięgnęłam po dziennik. Czułam na sobie wzrok nauczycieli.
- Angie, c- co ty tu..? - Wymamrotał Beto, poprawiając swoje zielone okulary.
- No zdaje się, że pracuję. - Burknęłam trochę niegrzecznie, dlatego szybko posłałam Roberto nikły uśmiech i wymamrotałam przepraszam. Tym razem Pablo przejął pytanie. Westchnąwszy, powiedziałam:
- Nie mogłam tak po prostu siedzieć w domu, kiedy nic nie robię to myślę, a gdy myślę to..
- Ty myślisz?! - Prychnęła Jackie, za co została obrzucona piorunującym spojrzeniem przez Antonio.
-.. to sam wiesz. - Dokończyłam beznamiętnie.
- No dobrze, skoro czujesz się na siłach..
W tym momencie rozbrzmiał dzwonek i nauczyciele zaczęli rozchodzić się do swoich sal. Ja również uczyniłam to samo i już chwilę potem pokój zupełnie opustoszał.

- ..dziękuję wam, Cami, Naty, świetne chórki! - Pochwaliłam wychodzące uczennice, po czym zaczęłam zwijać partytuty z biurka, ciesząc się, że lekcje przebiegły bezproblemowo. Niespodziewanie w mojej klasie pojawił się Pablo.
- Jak się trzymasz? - Posłał mi ciepły uśmiech, co niemrawo odwzajemniłam.
- W porządku, dziękuję. Przyjście tutaj było najlepszym, co mogłam zrobić..
- W takim razie się cieszę, nie lubię gdy jesteś taka.. smutna.. - Musnął dłonią mój policzek. Z niewiadomych przyczyn poczułam, jak po moim ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Sparaliżowana dotykiem mężczyzny, wlepiłam wzrok w buty. - Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. - Szepnął, powtarzając wczorajsze słowa Germana i całując mój policzek, wyszedł z sali.
Nie do końca rozumiejąc dane zajście, zostałam wyrwana z amoku dzięki Francesce i Camili, które przyszły pod pretekstem rozmowy. Ochoczo przystanęłam na prośbę. Nastolatki, jak przypuszczałam martwiły się nieobecnością mojej siostrzenicy. Od nich także dowiedziałam się też, co miało miejsce w Sylwestra.
- .. i wtedy znalazłam ją w sypialni rodziców, spała tam do rana, a później Fran pomogła mi zabrać ją do domu. Niestety po Diego nie było już ani śladu.. Dzisiaj też go nie było..
- Dobrze dziewczyny, dziękuję wam za opiekę nad Violą. Myślę, że niedługo wróci do Studia, jak tylko dojdzie do siebie po zabawie i oswoi się ze śmiercią Javiera..
Uczennice pokiwały twierdząco głowami i jak niedawno mój przyjaciel - opuściły klasę. Ja także zaczęłam się zbierać.

W domu przywitała mnie niema cisza, przerywana pochlipywaniem. Płacz dochodził z kuchni, gdzie zaniepokojona natychmiast się udałam. Przy stole siedział Ramallo, a w jego ramię łkała Olga. Mężczyzna z przejęciem na twarzy przytulał gosposię, pomijają swoją przestrzeń osobistą. Nim też władał ogromny smutek. Przygryzłam wargę, aby powstrzymać łzy i wycofałam się z pomieszczenia. W tym momencie drzwi do gabinetu Germana otworzyły się, a zza nich nieśmiało wychylił się mój szwagier.
- Cześć.. - Ucałował mój policzek. - Gdzie byłaś cały dzień? - W tym momencie dotarło do mnie, że nikogo nie poinformowałam o wyjściu.
- Poszłam do Studia, nie mogłam dłużej gapić się w ściany.. Co z pogrzebem? - Szybko zmieniłam temat, na ten nurtujący mnie.
- Najszybszy termin jest za dwa tygodnie, ale pastor zgodził się zrobić dla nas wyjątek i uroczystość odbędzie się za dwa dni..
- W porządku. - Przełknęłam ślinę i minąwszy inżyniera, udałam się do swojego pokoju. Nie miałam ochoty na czyjeś towarzystwo.


Wieczorem po zejściu do salonu dobiegł mnie zapach spalenizny. Przestraszona, pobiegłam do kuchni, gdzie ujrzałam Cardozo, próbującego okiełznać dym i żarzący się rondelek z makaronem. Bez wahania uchyliłam okno i chwytając ścierkę, zaczęłam wymachiwać nią w powietrzu.
- Cardozo, co pan robi?
- No ten.. głodny byłem. - Wymamrotał. - Moja Oleńka nie gotuje, lodówka pusta..
Westchnąwszy, odebrałam od niego spalone naczynie i ostudziłam wodą.  W tym samym momencie do pomieszczenia zajrzała gosposia. Ubrana była w szlafrok, a w ręku trzymała materiałową chusteczkę, którą od ocierała zapłakane oczy. Na nasz widok momentalnie nabrała życia.
- Czy wyście oszaleli?! - Wrzasnęła. - Wynocha z mojej kuchni, kolejne nieszczęście! Aussteigen*!
Oboje z Cardozo posłusznie wykonaliśmy polecenie, wycofując się z linii ognia. Z minami zbitych psów i pustymi żołądkami wróciliśmy do swoich sypialni.


_____________________________
*Z niemieckiego - wynocha
Przebłyski Ramallgi, trochę Germangie i szczypta Pangie, ogółem taki nijaki rozdział.. 
Ocenę pozostawiam w Waszych rękach, bo sama nie umiem go opisać.. 

Saludo,
Wiktoria

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 90

Krople deszczu dudniły o dach i rynnę, wystukując żałobne pieśni. W oddali, gdzieniegdzie słychać też było huki sztucznych ogni, wypalanych przez świętujących Nowy Rok imprezowiczów. Tylko w domu Castillo panowała nieskazitelna cisza. Domownicy zaszyli się w sypialniach, na swój sposób przeżywając śmierć Javiera. Dla wszystkich był on częścią życia, kimś ważnym. Jedynie niczego nieświadoma Violetta wciąż przebywała u Camili.
Od przyjazdu do domu około drugiej w nocy, aż do teraz przesiedziałam na strychowym parapecie w pokoju Marii, wpatrując się w szarobury widok za oknem. Z niewiadomych przyczyn wybrałam właśnie to miejsce na kryjówkę przed światem. Być może kąt pełen wspomnień nie był najlepszym wyborem, jednak mało mnie teraz to obchodziło. Już nie płakałam, nie miałam siły.. Wciąż byłam w wieczorowej sukience, odsłaniającej moje nagie ramiona. Mimo, iż trzęsłam się z zimna, nie przeszkadzało mi to. Nawet własna osoba zdawała się być dla mnie nieistniejąca i odległa, jakby wszystko zniknęło. Został jedynie nieodzowny smutek, żal i rozpacz.
Przed oczami wciąż miałam wydarzenia sprzed tygodni, kiedy kolejno spotkałam Javiera na szpitalnym korytarzu, później odwiedziny, wtajemniczenie Germana, wspólne święta.. Te sceny już na zawsze miały być nieodzowną częścią mnie, przypominającą, jak bardzo nieprzewidziane zwroty akcji maluje dla nas życie. No właśnie. Życie. Czy rzeczywiście rodzimy się tylko po to, aby wycierpieć swoje, a następnie umrzeć? Co to za scenariusz?! Jesteśmy tylko pionkami w grze Boga, które przesuwa sobie po planszy?
Rankiem, kiedy witam kolejny dzień rytualnymi gestami- śniadaniem podanym przez gosposię, posiłkiem z rodziną, pracą, nauką z siostrzenicą nie jestem w stanie przewidzieć,że któryś dzień potoczy się inaczej i że jedno małe coś, niczym reakcja łańcuchowa, pociągnie za sobą tok wszystkich, innych wydarzeń, czekających w przyszłości.
Podobno z każdej sytuacji można wyciągnąć wnioski, nauczyć się czegoś. Ale co wtedy, gdy nadejdzie czas, kiedy po prostu bezwładnie odpuszczasz, mówisz dość?! Są rzeczy, ludzie, słowa, gesty i zdarzenia, które wywracają twoje życie do góry nogami i wcale nie pomagają wstać. One same w sobie grzebią cię pod stertą porażek i niespełnionych nadziei.

Trzask drzwiami. Do domu wróciła Violetta. Widocznie nikt nie miał ochoty wdawać się w zbędne dyskusje, bo prócz stukotu obcasów, cisza pozostała nienaruszona.
Mimo braku sił, ociężale podźwignęłam się z miejsca. Ktoś musiał porozmawiać z nastolatką, w końcu nocne wydarzenia dotyczyły również i jej.
Zanim jednak udałam się do pokoju siostrzenicy, celem mojego marszu stała się łazienka. Niechętnie spojrzałam w lustro. Gładka tafla ukazała blade widmo z podkrążonymi oczami i strużkami zaschniętego tuszu na policzkach. Podupadły kok, zamienił się w zamotaną kulę włosów. Nawet mój wygląd, choć przerażający nie zmotywował do działania. Mleczkiem zmyłam resztki makijażu, a lokom pozwoliłam swobodnie opadać. Było to jednak błędem, bo teraz tworzyły jeszcze większy nieład. Czarną frotką, leżącą na komodzie związałam je w kucyka. W końcu pozbyłam się też sukienki, zamieniając ją na wiszący w łazience szlafrok.
Jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w swoje odbicie, po czym podreptałam do pokoju Violetty. W odpowiedzi na pukanie, usłyszałam zdegustowany pomruk. Nie czekając dłużej, uchyliłam drzwi. Nastolatka leżała na brzuchu z głową przekrzywioną w bok. Wyglądała na niezwykle zmęczoną. Przysiadłam obok niej i odgarnęłam część ciemnych włosów opadających na wypudrowane czoło.
- Jak było u Camili?
- Eyeaa - Odpowiedziała mi.
- Violatta, czy ty coś piłaś?! - Niemalże krzyknęłam, a dziewczyna przewróciła się na plecy, spoglądając na mnie niemrawo. Widząc moją minę, usiadła, trzymając się za głowę.
- Cii, Angie, nie krzycz. - Wybełkotała.
- Odpowiedz.
- Nie pamiętam.. - Jej oczy zaćmiły łzy. - Wiem tylko, że siedziałam z Diego na kanapie, a wcześniej się całowaliśmy.. No i jeszcze rozmowa z Cami, ale później przyszedł Brodway.. - Chlipała. To nie była najlepsza sytuacja na powiedzenie jej prawdy.
- Boże, Violu.. - Westchnęłam. - Dobrze, prześpij się, porozmawiamy później. - Pocałowałam jej czoło i opatuliłam kołdrą. Uważając, aby zbytnio nie hałasować, wyszłam z pokoju. Sama nie miałam siły, ani ochoty na kłótnie, dlatego odpuściłam.

Nastał wieczór, a dom w dalszym ciągu pozostawał pod amokiem melancholii. Nikt nawet nie ważył się wychylić ze swojej sypialni. Jedynie German począwszy od przyjazdu do willi, przesiadywał w gabinecie. Choć nie odezwał się ani słowem, szanowałam to. On także głęboko przeżywał całe zajście. Dodatkowo sprawę z Violettą postanowiłam rozwiązać sama, aby nie dostarczać mu zmartwień.
Razem ze szklanką wody i połówką aspiryny udałam się do pokoju siostrzenicy. Dziewczyna już nie spała, lecz przebrana w dresy siedziała przy biurku. Na mój widok gwałtownie zerwała się z miejsca.
- Angie, ja.. - Wydusiła, płaczliwym głosem. - Nie mogę.. Impreza, Diego.. Odprowadziła mnie Francesca..
- W porządku, wiem. Wypij to. - Podałam jej płyn. Gdy chwyciła szklankę, jej wzrok utkwił w rozpuszczającej się tabletce.
- Już wiem! Pamiętam! - Zawołała, mrużąc oczy. - Siedziałam na kanapie.. Tańczyliśmy, a potem Diego przyniósł nam cole. Pocieszał mnie po tym, jak zobaczyłam Leona i.. Larę! - Odtwarzała wspomnienia. - Dosypał coś do napojów. Mówił, że po tym przestanę się martwić..
- Chwila. - Przerwałam. - Pamiętasz, co to był za proszek?
- Nie.. To znaczy.. Miał go w takiej malej saszetce. Nic więcej nie wiem.. - Westchnęła. - Przepraszam, Angie. Wiem, że cię zawiodłam. - Z jej oczu popłynęły łzy.
Bez wahania przytuliłam dziewczynę. Czy w takiej sytuacji miała dowiedzieć się o tragicznej nocy?
- Myślę, że będziesz miała nauczkę na przyszłość i następnym razem zastanowisz się, nim zrobisz coś głupiego. - Skwitowałam.
- Obiecuję. - Wychlipała. - Ale dlaczego tu tak cicho? Od rana nie widać, nawet nie słychać nikogo..
- Odpoczywają. No wiesz, każdy balował. - Skłamałam. Właśnie tego pytania się obawiałam. Na razie jednak uznałam, że Violetta nie powinna wiedzieć. - Pójdę już. Może jesteś głodna?
- Nie, dziękuję. - Odparła. - Tylko mam prośbę..
- Nie powiem tacie. - Zapewniłam, po czym szybko ulotniłam się z pokoju.
Oczywiście German, jako ojciec miał prawo wiedzieć, jednak w danej sytuacji, to tylko pogorszyłoby sprawę.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Ociężale poczłapałam do salonu. Przed willą stał Pablo.
- Angie, wszystkiego dobrego w Nowym Roku! - Zawołał, gdy uchyliłam drzwi. Jego radosny ton sprawił, że do moich oczu napłynęły łzy. Nie podzielałam jego szczęścia, a każdy, najmniejszy ruch przypominający mi o zabawie, sprawiał, że świeże rany bolały jeszcze bardziej. - Dużo szczęścia, zdrowia, radości, pieniędzy, spełnienia marzeń. No i.. miłości. Wiele uśmiechu, pogody.. Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś.
Z trudem przełknęłam ślinę i bez słowa rzuciłam się w ramiona mężczyzny. Ciepły uścisk przyjaciela, sprawił, że rozczulona dałam upust emocjom i zwyczajnie się rozkleiłam. Pablo najwyraźniej nie przeszkadzało, że zaryczana kobieta w szlafroku moczy jego koszulę w progu budynku, bo jeszcze mocniej objął moje trzęsące się plecy, zacieśniając uścisk. W końcu chlipiąc, oderwałam się od niego i przetarłam nos chusteczką.
- Javier. Opowiadałam ci o nim. Zmarł dziś w nocy. - Powiedziałam z marszu, zduszonym głosem.
Mężczyzna westchnął ciężko, osuwając dłońmi twarz.
- Tak mi przykro, Angie. Brak słów.. Moje wyrazy współczucia.
- Ale to nawet nie było moje dziecko! - Wrzasnęłam, objęta nagłą złością. Po moich policzkach znowu popłynęły słone łzy. Przywiązałam się do tego chłopca, a z czasem zaczęłam traktować, jak własnego syna.
To samo bez wątpienia mogłam powiedzieć o Germanie. Dla niego także Javier był członkiem rodziny.
- Przepraszam. - Odgarnęłam spływające na czoło włosy.
- Może weź trochę wolnego. Tobie i Violetcie się to przyda.. - Powiedział z troską w głosie. - A jak ona sobie radzi?
- Nie wie.
- Jak to? - Pablo zrobił zdumione oczy.
- Coś stało się na sylwestrze u Camili. Podejrzewam, że Diego - ten nowy uczeń podał jej narkotyki.
- Niemożliwe. To wspaniały tancerz, dobry dzieciak.. No może swoim wyglądem wzbudza jakieś wątpliwości, ale nie oceniajmy pochopnie..
- Wiem, Pablo, wiem.. Jednakże znam swoją siostrzenicę i wierzę jej.
- No dobrze, przyjrzę mu się bliżej. - Powiedział dyrektor Studia. - A tymczasem sądzę, że powinnaś powiedzieć jej o Javierze. Wiem, że ciebie też to boli, ale Violetta nie jest już małym dzieckiem.
- Akurat mnie tego nie musisz tłumaczyć. - Burknęłam.
- No właśnie, sama widzisz..
- Może masz rację. - Przyznałam. - Dziękuję.
- Na prawdę nie masz za co. Jestem tu, żeby ci pomóc. Wiem, że teraz cierpisz, ale to w końcu przejdzie. Z pomocą rodziny dasz radę. - Mówiąc to, jeszcze raz mnie przytulił. - Do Studia wrócisz, jak tylko będziesz gotowa. W razie czego - dzwoń. - Podsumował, wychodząc.
Po chwili znowu zostałam sama. Rozmowa z Pablo dodała mi odwagi, dlatego zdecydowanie pomaszerowałam do pokoju siostrzenicy. Już od schodów dobiegł mnie gromki płacz. Przestraszona wpadłam do sypialni dziewczyny.
Na łóżku siedział German, a na jego kolanach chlipała Violetta. Mężczyzna spojrzał na mnie smutnymi oczami, jego córka już wiedziała..

_________________________
Dramatico.. :D To dopiero początek..
Ferie, ferie i po feriach.. :/
Dzisiaj urodziny naszej Clary! Jak pewnie wiecie - jej udział w 3 serii Violetty został potwierdzony. Cieszmy się, podwójne święto! :)

Feliz Cumple, Clari, dziękuję za uwagę,
Wiktoria