Przestraszona, poderwałam się do pozycji siedzącej i z ulgą stwierdziłam, że jak wieczorem znajduję się w sypialni Germana. Za oknem świeciło już słońce, przebijające się przez opuszczone żaluzje. Nieskazitelną ciszę przerywało jedynie tykanie zegarka. Wtem drzwi zaskrzypiały, a do środka wszedł mój szwagier, zapinając guziki od białej koszuli. Na mój widok wydał z siebie cichy pomruk:- Czas wstawać.
Minął już wtorek i środa, nastał dzień pochówku Javiera. Na oparciu krzesła spoczywała już czarna sukienka, a w pudełku szpilki takiego samego koloru. Tego ranka wyjątkowo niechętnie zwlokłam się z łóżka. Nie lubiłam cmentarzy, zawsze ogarniała mnie tam panika i dezorientacja, choć dość często odwiedzałam grób Marii i ojca. Za kilka godzin miałam ubrać żałobny strój, wsiąść do samochodu partnera i razem z pozostałymi domownikami udać się w to pełne niepokoju miejsce. Cardozo i Melania postanowili zostać do czasu pogrzebu, aby towarzyszyć nam w pożegnaniu Javiera.
Przy stole panowała napięta atmosfera, wszyscy milczeli z wzrokiem wlepionym w swój talerz. Tylko ja nic nie jadłam, kolejno lustrując wzrokiem każdego z domowników. Cardozo i Melania w spokoju penetrowali widelcem sałatkę, Violetta wystrojona w ciemną sukienkę, między kolejnymi westchnięciami konsumowała tosta, a German popijał kawę. Olga i Ramallo też zajęci byli swoim śniadaniem. Tę dwójkę wydarzenia ostatnich dni bardzo do siebie zbliżyły. Lisandro w końcu zburzył barierę między nią, a gosposią, stanowiąc dla niej wsparcie i przekonując się, jak wrażliwą osobą jest ta kobieta. W duchu cieszyłam się, bo to było jedyną dobrą rzeczą, jaką ostatnio się przydarzyło.
Szurnięcie krzesła pana domu oznajmiło nam, że już czas wyruszać w drogę. Wszyscy zgodnie ruszyliśmy do wyjścia i dwoma autami udaliśmy się na cmentarz.
W ceremonii oprócz mieszkańców willi Castillo uczestniczyła jeszcze Linda, mężczyzna, który z widzenia zdawał się być mi znajomy i pastor.
Po krótkiej wymianie zdań między nim, a Germanem rozpoczęła się msza pogrzebowa w niewielkiej kaplicy. Budynek był nieogrzewany i kostniały klimat idealnie pasował do sytuacji, które się tam rozgrywały. Całą liturgię i kazanie przemilczałam, ignorując wszystkie słowa wypowiadane przez duchownego i wtórujących mu uczestników. Myślałam tylko o tym, żeby na hurra nie rozkleić się i nie zacząć krzyczeć z szaleństwa i rozpaczy, które ogarniało moją osobę. Moje serce zamierało, a ciało dygotało pod wpływem niskiej temperatury. Nic w końcu dziwnego, kaplica okryta była mrokiem, gdyż jedyne źródło światła stanowiły przyćmione świece i dwa maleńkie okna po bokach świątyni. W końcu jednak msza dobiegła końca i wszyscy wyszliśmy na zewnątrz. Ciepłe promienie słoneczne momentalnie mnie ogrzały. Dla rozluźnienia,potarłam dłoni o zmarznięte ramiona i odchyliłam głowę w tył. Powoli stąpając, stanęliśmy przy trumnie obok przygotowanego dla niej miejsca. Już za parę chwil małe drobne ciało chłopczyka miało być złożone w ziemi, gdzie pozostanie już na zawsze. Ta myśl mnie przerażała. Roześmiana twarz chłopca wprost malowała się przed moimi oczami, kolidując z myślą, że już nigdy jej nie ujrzę, nie będę miała możliwości go przytulić, zabrać na spacer, patrzeć, jak maluje i cieszy się z każdego dnia.. Było w nim tyle energii i determinacji. Mimo młodego wieku miał ogromne pojęcie o śmierci i o dziwo się jej nie bał, nie lękał, jak wiele dorosłych ludzi.
Niespodziewanie na ziemię sprowadził mnie chrapliwy głos tajemniczego towarzysza Lindy. Mężczyzna stanął obok trumny i chwytając mikrofon, zaczął przemawiać.
- Chciałem tylko powiedzieć.. W tym dziecku było tyle chęci do życia.. Odwagi więcej niż w niejednym dorosłym. Jestem farmagologiem, towarzyszyłem mu w walce o zdrowie od samego początku, odkąd trafił do naszej kliniki. Każdego dnia patrzyłem na jego dorastający uśmiech i wesołą twarz. Nigdy nie spotkałem bardziej optymistycznej istoty. Mimo choroby był szczęśliwym dzieckiem, doceniającym każdy, najmniejszy gest wysunięty w jego stronę.. Pamiętam, jak marzyłem, żeby za parę lat zobaczyć go, jako lekarza w moim fachu.. A teraz stoję na jego grobem.. Nie powinno tak być, że matka chowa dziecko.. On na to nie zasługiwał..
Gdy mężczyzna zakończył swój monolog, zdałam sobie sprawę z tego, że cała moja twarz jest mokra od łez, a gdy grabarze zaczęli umieszczać białe więzienie cała chłopca w dole, nie próbowałam już kryć emocji. Zamieniłam się w potok łez, wylewających się razem z całym smutkiem, żalem, rozpaczą i złością. Zacisnęłam wargi i powieki, a ręce skrzyżowałam na piersiach. Moje ciało trzęsło się niczym w febrze, której towarzyszyły ciche jęki. W końcu nie wytrzymałam. Głos, który tłumiłam w sobie wydostał się na zewnątrz i głośnie sapnięcia, pomruki i łkania zostały udostępnione dla zebranych. Mimo mojego szału nikt nie zwróciła na to uwagi. Na twarzach każdego z uczestników pochówku malowały się łzy, które w ciszy spływały po policzkach. Tylko ja bezpośrednio wyrażałam swój gniew, dławiąc się słonymi łzami i dusząc z braku tchu. Na swoich ramionach poczułam dłonie Germana. Dziś i one nie emitowały najmniejszego ciepła. Przeciwnie; otulone chłodem, przerażały.. Mężczyzna przeniósł palce na mój nadgarstek i brutalną siłą, przyciągnął mnie do siebie. Było to zdaje się konieczne, gdyż pod wpływem jego ruchów, zaczęłam miotać się, jak oszalała i cicho popiskiwać z łkania. Nie miałam jednak siły na walkę, dlatego szybko się poddałam, wtulając w tors inżyniera. Ściskałam w dłoniach koniuszki jego garnituru,
jakbym chciała przezwyciężyć rozsadzający mnie ból. To jednak w żaden sposób go nie zniwelowało. Choć zebrani zaczęli się rozchodzić mój płacz nie ustawał.
W końcu na cmentarzu zostałam sama z Germanem. Jemu to najwyraźniej nie przeszkadzało, bo przez cały czas tulił mnie do swojej piersi, co rusz, wyczuwając moje gwałtowne drgnięcia i w tamtych momentach przyciskając mocniej. Może minęło pięć minut, może trzydzieści, a może godzina lub dwie, lecz w końcu oderwałam się od muskulatury mężczyzny, poprzedzając to głośnym westchnięciem. Moje oczy całkowicie zapełnione były łzami, tak że nic nie widziałam. Powolnym ruchem spojrzałam na wieńce, otaczające grób Javiera.
- Chodźmy już. - Usłyszałam szept Germana tuż przy swoim uchu. Nie miałam siły na rozmowy, choć dziwna siła kazała mi zostać w tym miejscu. Nie wykazując oporu, posłusznie ruszyłam za inżynierem.
Po przyjeździe do domu od razu zamknęłam się w swoim starym pokoju, gdzie z twarzą schowaną w poduszkach, przeleżałam, aż do kolacji. Wieczorem usłyszałam pukanie. Za ciche, jak na Germana i za energiczne, jak na Violettę. Po wymamrotaniu cichego "Proszę" w drzwiach stanęła Melania. Kobieta uśmiechnęła się do mnie życzliwie i usiadła na skraju łóżka.
- Kochana.. Ja wiem, jak teraz cierpisz. - Zaczęła. - Śmierć bliskiej osoby bardzo boli, ale nic nie dzieje się bez powodu. Pomyśl, że on teraz nie cierpi, a Ty i German daliście mu najlepsze chwile w życiu. Dzięki wam poczuł, że nie jest sam i są ludzie, którzy się o niego troszczą. Odszedł, lecz jest w waszych sercach.. Stale tam będzie. - Powiedziała, lecz ja wciąż milczałam. Ciotka Germana bez słowa pocałowała moje czoło, po czym wyszła z pomieszczenia. Ja natomiast ponownie opadłam na poduszki. Jej słowa przyniosły mi nieznaczną ulgę. Lekko uspokojona nim się obejrzałam, odpłynęłam w głęboki sen..
_________________________
Jakieś takie kiczowate, ale lepsze niż nic. ;)
Pogrzeb Javiera, ach. B, to nie morderstwo. XD
Tak, więc 92 rozdział za nami.
Dziękuję za uwagę.
Con todo mi amore,
Wiktoria
Łza mi poleciała ale fajny rozdział dołujący i smutny ale fajny
OdpowiedzUsuńczekam na nexta
Cóż - nie zawsze jest kolorowo. ;)
UsuńDziękuję. ♥
Wspomniałaś o mnie *.* Och, majowa jutrzenko! XD Javier definitywnie umarł. TAK ZOSTAŁ ZAMORDOWANY. Przez ciebie zresztą. A może ktoś mu odłączył kroplówkę i... Serio, wolę wierzyć w to niż myśleć, że przegrał z chorobą. Ta druga opcja mnie strasznie... Dołuję. Tracę wiarę w siłę nadziei i tak dalej... Melania jest kochana :D Angie płacze, Javier martwy, German stał się kawocholikiem, Olga jest soł wrażliwa, a Violka... je tosta :D Czekam na nexta. Wciąż liczę, że ożywisz małego :D Uszanowanko - B
OdpowiedzUsuńNie, nie zamordowany. XD I raczej nie przybędzie z zaświatów. XD
UsuńDziękuję. ♥
Cudne<3
OdpowiedzUsuńDziękuję. ♥
UsuńJezuu, dosłownie poryczłam sie ;( Piękny rozdział ♥
OdpowiedzUsuń