Od przyjazdu do domu około drugiej w nocy, aż do teraz przesiedziałam na strychowym parapecie w pokoju Marii, wpatrując się w szarobury widok za oknem. Z niewiadomych przyczyn wybrałam właśnie to miejsce na kryjówkę przed światem. Być może kąt pełen wspomnień nie był najlepszym wyborem, jednak mało mnie teraz to obchodziło. Już nie płakałam, nie miałam siły.. Wciąż byłam w wieczorowej sukience, odsłaniającej moje nagie ramiona. Mimo, iż trzęsłam się z zimna, nie przeszkadzało mi to. Nawet własna osoba zdawała się być dla mnie nieistniejąca i odległa, jakby wszystko zniknęło. Został jedynie nieodzowny smutek, żal i rozpacz.
Przed oczami wciąż miałam wydarzenia sprzed tygodni, kiedy kolejno spotkałam Javiera na szpitalnym korytarzu, później odwiedziny, wtajemniczenie Germana, wspólne święta.. Te sceny już na zawsze miały być nieodzowną częścią mnie, przypominającą, jak bardzo nieprzewidziane zwroty akcji maluje dla nas życie. No właśnie. Życie. Czy rzeczywiście rodzimy się tylko po to, aby wycierpieć swoje, a następnie umrzeć? Co to za scenariusz?! Jesteśmy tylko pionkami w grze Boga, które przesuwa sobie po planszy?
Rankiem, kiedy witam kolejny dzień rytualnymi gestami- śniadaniem podanym przez gosposię, posiłkiem z rodziną, pracą, nauką z siostrzenicą nie jestem w stanie przewidzieć,że któryś dzień potoczy się inaczej i że jedno małe coś, niczym reakcja łańcuchowa, pociągnie za sobą tok wszystkich, innych wydarzeń, czekających w przyszłości.
Podobno z każdej sytuacji można wyciągnąć wnioski, nauczyć się czegoś. Ale co wtedy, gdy nadejdzie czas, kiedy po prostu bezwładnie odpuszczasz, mówisz dość?! Są rzeczy, ludzie, słowa, gesty i zdarzenia, które wywracają twoje życie do góry nogami i wcale nie pomagają wstać. One same w sobie grzebią cię pod stertą porażek i niespełnionych nadziei.
Trzask drzwiami. Do domu wróciła Violetta. Widocznie nikt nie miał ochoty wdawać się w zbędne dyskusje, bo prócz stukotu obcasów, cisza pozostała nienaruszona.
Mimo braku sił, ociężale podźwignęłam się z miejsca. Ktoś musiał porozmawiać z nastolatką, w końcu nocne wydarzenia dotyczyły również i jej.
Zanim jednak udałam się do pokoju siostrzenicy, celem mojego marszu stała się łazienka. Niechętnie spojrzałam w lustro. Gładka tafla ukazała blade widmo z podkrążonymi oczami i strużkami zaschniętego tuszu na policzkach. Podupadły kok, zamienił się w zamotaną kulę włosów. Nawet mój wygląd, choć przerażający nie zmotywował do działania. Mleczkiem zmyłam resztki makijażu, a lokom pozwoliłam swobodnie opadać. Było to jednak błędem, bo teraz tworzyły jeszcze większy nieład. Czarną frotką, leżącą na komodzie związałam je w kucyka. W końcu pozbyłam się też sukienki, zamieniając ją na wiszący w łazience szlafrok.
Jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w swoje odbicie, po czym podreptałam do pokoju Violetty. W odpowiedzi na pukanie, usłyszałam zdegustowany pomruk. Nie czekając dłużej, uchyliłam drzwi. Nastolatka leżała na brzuchu z głową przekrzywioną w bok. Wyglądała na niezwykle zmęczoną. Przysiadłam obok niej i odgarnęłam część ciemnych włosów opadających na wypudrowane czoło.
- Jak było u Camili?
- Eyeaa - Odpowiedziała mi.
- Violatta, czy ty coś piłaś?! - Niemalże krzyknęłam, a dziewczyna przewróciła się na plecy, spoglądając na mnie niemrawo. Widząc moją minę, usiadła, trzymając się za głowę.
- Cii, Angie, nie krzycz. - Wybełkotała.
- Odpowiedz.
- Nie pamiętam.. - Jej oczy zaćmiły łzy. - Wiem tylko, że siedziałam z Diego na kanapie, a wcześniej się całowaliśmy.. No i jeszcze rozmowa z Cami, ale później przyszedł Brodway.. - Chlipała. To nie była najlepsza sytuacja na powiedzenie jej prawdy.
- Boże, Violu.. - Westchnęłam. - Dobrze, prześpij się, porozmawiamy później. - Pocałowałam jej czoło i opatuliłam kołdrą. Uważając, aby zbytnio nie hałasować, wyszłam z pokoju. Sama nie miałam siły, ani ochoty na kłótnie, dlatego odpuściłam.
Nastał wieczór, a dom w dalszym ciągu pozostawał pod amokiem melancholii. Nikt nawet nie ważył się wychylić ze swojej sypialni. Jedynie German począwszy od przyjazdu do willi, przesiadywał w gabinecie. Choć nie odezwał się ani słowem, szanowałam to. On także głęboko przeżywał całe zajście. Dodatkowo sprawę z Violettą postanowiłam rozwiązać sama, aby nie dostarczać mu zmartwień.
Razem ze szklanką wody i połówką aspiryny udałam się do pokoju siostrzenicy. Dziewczyna już nie spała, lecz przebrana w dresy siedziała przy biurku. Na mój widok gwałtownie zerwała się z miejsca.
- Angie, ja.. - Wydusiła, płaczliwym głosem. - Nie mogę.. Impreza, Diego.. Odprowadziła mnie Francesca..
- W porządku, wiem. Wypij to. - Podałam jej płyn. Gdy chwyciła szklankę, jej wzrok utkwił w rozpuszczającej się tabletce.
- Już wiem! Pamiętam! - Zawołała, mrużąc oczy. - Siedziałam na kanapie.. Tańczyliśmy, a potem Diego przyniósł nam cole. Pocieszał mnie po tym, jak zobaczyłam Leona i.. Larę! - Odtwarzała wspomnienia. - Dosypał coś do napojów. Mówił, że po tym przestanę się martwić..
- Chwila. - Przerwałam. - Pamiętasz, co to był za proszek?
- Nie.. To znaczy.. Miał go w takiej malej saszetce. Nic więcej nie wiem.. - Westchnęła. - Przepraszam, Angie. Wiem, że cię zawiodłam. - Z jej oczu popłynęły łzy.
Bez wahania przytuliłam dziewczynę. Czy w takiej sytuacji miała dowiedzieć się o tragicznej nocy?
- Myślę, że będziesz miała nauczkę na przyszłość i następnym razem zastanowisz się, nim zrobisz coś głupiego. - Skwitowałam.
- Obiecuję. - Wychlipała. - Ale dlaczego tu tak cicho? Od rana nie widać, nawet nie słychać nikogo..
- Odpoczywają. No wiesz, każdy balował. - Skłamałam. Właśnie tego pytania się obawiałam. Na razie jednak uznałam, że Violetta nie powinna wiedzieć. - Pójdę już. Może jesteś głodna?
- Nie, dziękuję. - Odparła. - Tylko mam prośbę..
- Nie powiem tacie. - Zapewniłam, po czym szybko ulotniłam się z pokoju.
Oczywiście German, jako ojciec miał prawo wiedzieć, jednak w danej sytuacji, to tylko pogorszyłoby sprawę.
- Angie, wszystkiego dobrego w Nowym Roku! - Zawołał, gdy uchyliłam drzwi. Jego radosny ton sprawił, że do moich oczu napłynęły łzy. Nie podzielałam jego szczęścia, a każdy, najmniejszy ruch przypominający mi o zabawie, sprawiał, że świeże rany bolały jeszcze bardziej. - Dużo szczęścia, zdrowia, radości, pieniędzy, spełnienia marzeń. No i.. miłości. Wiele uśmiechu, pogody.. Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś.
Z trudem przełknęłam ślinę i bez słowa rzuciłam się w ramiona mężczyzny. Ciepły uścisk przyjaciela, sprawił, że rozczulona dałam upust emocjom i zwyczajnie się rozkleiłam. Pablo najwyraźniej nie przeszkadzało, że zaryczana kobieta w szlafroku moczy jego koszulę w progu budynku, bo jeszcze mocniej objął moje trzęsące się plecy, zacieśniając uścisk. W końcu chlipiąc, oderwałam się od niego i przetarłam nos chusteczką.
- Javier. Opowiadałam ci o nim. Zmarł dziś w nocy. - Powiedziałam z marszu, zduszonym głosem.
Mężczyzna westchnął ciężko, osuwając dłońmi twarz.
- Tak mi przykro, Angie. Brak słów.. Moje wyrazy współczucia.
- Ale to nawet nie było moje dziecko! - Wrzasnęłam, objęta nagłą złością. Po moich policzkach znowu popłynęły słone łzy. Przywiązałam się do tego chłopca, a z czasem zaczęłam traktować, jak własnego syna.
To samo bez wątpienia mogłam powiedzieć o Germanie. Dla niego także Javier był członkiem rodziny.
- Przepraszam. - Odgarnęłam spływające na czoło włosy.
- Może weź trochę wolnego. Tobie i Violetcie się to przyda.. - Powiedział z troską w głosie. - A jak ona sobie radzi?
- Nie wie.
- Jak to? - Pablo zrobił zdumione oczy.
- Coś stało się na sylwestrze u Camili. Podejrzewam, że Diego - ten nowy uczeń podał jej narkotyki.
- Niemożliwe. To wspaniały tancerz, dobry dzieciak.. No może swoim wyglądem wzbudza jakieś wątpliwości, ale nie oceniajmy pochopnie..
- Wiem, Pablo, wiem.. Jednakże znam swoją siostrzenicę i wierzę jej.
- No dobrze, przyjrzę mu się bliżej. - Powiedział dyrektor Studia. - A tymczasem sądzę, że powinnaś powiedzieć jej o Javierze. Wiem, że ciebie też to boli, ale Violetta nie jest już małym dzieckiem.
- Akurat mnie tego nie musisz tłumaczyć. - Burknęłam.
- No właśnie, sama widzisz..
- Może masz rację. - Przyznałam. - Dziękuję.
- Na prawdę nie masz za co. Jestem tu, żeby ci pomóc. Wiem, że teraz cierpisz, ale to w końcu przejdzie. Z pomocą rodziny dasz radę. - Mówiąc to, jeszcze raz mnie przytulił. - Do Studia wrócisz, jak tylko będziesz gotowa. W razie czego - dzwoń. - Podsumował, wychodząc.
Po chwili znowu zostałam sama. Rozmowa z Pablo dodała mi odwagi, dlatego zdecydowanie pomaszerowałam do pokoju siostrzenicy. Już od schodów dobiegł mnie gromki płacz. Przestraszona wpadłam do sypialni dziewczyny.
Na łóżku siedział German, a na jego kolanach chlipała Violetta. Mężczyzna spojrzał na mnie smutnymi oczami, jego córka już wiedziała..
_________________________
Dramatico.. :D To dopiero początek..
Ferie, ferie i po feriach.. :/
Dzisiaj urodziny naszej Clary! Jak pewnie wiecie - jej udział w 3 serii Violetty został potwierdzony. Cieszmy się, podwójne święto! :)
Feliz Cumple, Clari, dziękuję za uwagę,
Wiktoria

Super czekam na next
OdpowiedzUsuńDzięki. :)
UsuńSuper rozdział :)
OdpowiedzUsuńSmutny ale fajny ;>
Czekam na nexta
Dziękuję. ;)
UsuńCudo, cudeńko !!! :)
OdpowiedzUsuńIdeał ! :D Ale... Smutny :C
No cóż, to nie zmienia faktu, że mi się strasznie podoba :)
Kłaniam się i znikam.
Zapraszam do nas.
Saludos :*
No cóż, uprzedzałam o dramatach. ;)
UsuńDziękuję.
Ja nie chcę iść jutro. .. praktycznie dzisiaj do szkoły znów się zacznie ech co do rozdziału super smutnawy ale i tak wspaniały czekam na next :)
OdpowiedzUsuńMnie też rozleniwiły ferie, no ale co dobre szybko się kończy, trzeba wracać do szarej rzeczywistości. :)
UsuńDziękuję. :)