Dobrze wiedziałam, o czym mówi, do kolekcji moich przeżyć należało jeszcze odejście ojca..
- Cieszę się, że cię mam. - Objął mnie niespodziewanie.
Jego uścisk za każdym razem dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Tak było i tym razem; silne ramiona ukochanego lekko mnie uspokoiły.
- Możesz na mnie liczyć, kochanie.. - Delikatnie pogładził moje plecy i zbliżył usta do skroni, odgarniając z niej kosmyk włosów. Mimo tragicznych wydarzeń miałam go przy sobie. Razem mogliśmy przezwyciężyć szarość nadchodzących dni.
***
Nazajutrz German postanowił załatwić formalności związane z pogrzebem. Oboje zgodnie stwierdziliśmy, że chłopiec nie może zostać potraktowany powierzchownie przez szpital, dlatego za pochówek będziemy odpowiedzialni osobiście.
Inżynier zgodnie z planem wyjechał z samego rana wraz z towarzyszącym mu Ramallo, Violetta nie wychylała się ze swojego pokoju, a reszta domowników jedynie przelotnie spotykała się przy lodówce, gdyż Olga strajkowała z gotowaniem. Dom, jak i wczorajszego dnia okryty był ciszą i zadumą, które z każdą minutą doprowadzały mnie do szału. Ulegając namowom Pablo nie poszłam do Studia, co chyba było błędem, bo bezczynność sama w sobie sprawiała, że wspomnienia wracały.
W końcu po godzinie wylegiwania się na kanapie, postanowiłam udać się do pracy. Tylko ona w tamtym momencie mogła mi pomóc oderwać się od problemów.
Ogarnięcie się sprawiło mi wyjątkową trudność. Nie miałam najmniejszej ochoty na strojenie, czy malowanie się. Noga, za nogą wędrowałam do Studia z myślą, że z powodzeniem zdążę na drugą lekcję. Pogoda była zupełnie nieadekwatna do mojego nastroju; na niebie nie było widać ani jednej chmurki, a roześmianemu słońcu towarzyszył rześki wietrzyk. Idąc przez park, napotykałam wesołych ludzi, beztrosko bawiące się dzieci i zakochane pary. Wszyscy wydawali się być szczęśliwi i pomijać fakt, iż w drugi dzień Nowego Roku muszą wracać do swoich obowiązków. Tylko ja w tym kolorowym obrazku byłam niepasującym puzzlem. Szara, osowiała, smutna.. Swoją osobą psułam radosny krajobraz Buenos Aires.
Na korytarzu Studia panował gwar, symbolizujący trwającą jeszcze przerwę, miałam więc szczęście, od razu powędrowałam do pokoju nauczycielskiego. Znajdowała się tam cała kadra pedagogiczna.
- Dzień dobry. - Mruknęłam i jakby nigdy nic, sięgnęłam po dziennik. Czułam na sobie wzrok nauczycieli.
- Angie, c- co ty tu..? - Wymamrotał Beto, poprawiając swoje zielone okulary.
- No zdaje się, że pracuję. - Burknęłam trochę niegrzecznie, dlatego szybko posłałam Roberto nikły uśmiech i wymamrotałam przepraszam. Tym razem Pablo przejął pytanie. Westchnąwszy, powiedziałam:
- Nie mogłam tak po prostu siedzieć w domu, kiedy nic nie robię to myślę, a gdy myślę to..
- Ty myślisz?! - Prychnęła Jackie, za co została obrzucona piorunującym spojrzeniem przez Antonio.
-.. to sam wiesz. - Dokończyłam beznamiętnie.
- No dobrze, skoro czujesz się na siłach..
W tym momencie rozbrzmiał dzwonek i nauczyciele zaczęli rozchodzić się do swoich sal. Ja również uczyniłam to samo i już chwilę potem pokój zupełnie opustoszał.
- ..dziękuję wam, Cami, Naty, świetne chórki! - Pochwaliłam wychodzące uczennice, po czym zaczęłam zwijać partytuty z biurka, ciesząc się, że lekcje przebiegły bezproblemowo. Niespodziewanie w mojej klasie pojawił się Pablo.
- Jak się trzymasz? - Posłał mi ciepły uśmiech, co niemrawo odwzajemniłam.
- W porządku, dziękuję. Przyjście tutaj było najlepszym, co mogłam zrobić..
- W takim razie się cieszę, nie lubię gdy jesteś taka.. smutna.. - Musnął dłonią mój policzek. Z niewiadomych przyczyn poczułam, jak po moim ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Sparaliżowana dotykiem mężczyzny, wlepiłam wzrok w buty. - Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. - Szepnął, powtarzając wczorajsze słowa Germana i całując mój policzek, wyszedł z sali.
Nie do końca rozumiejąc dane zajście, zostałam wyrwana z amoku dzięki Francesce i Camili, które przyszły pod pretekstem rozmowy. Ochoczo przystanęłam na prośbę. Nastolatki, jak przypuszczałam martwiły się nieobecnością mojej siostrzenicy. Od nich także dowiedziałam się też, co miało miejsce w Sylwestra.
- .. i wtedy znalazłam ją w sypialni rodziców, spała tam do rana, a później Fran pomogła mi zabrać ją do domu. Niestety po Diego nie było już ani śladu.. Dzisiaj też go nie było..
- Dobrze dziewczyny, dziękuję wam za opiekę nad Violą. Myślę, że niedługo wróci do Studia, jak tylko dojdzie do siebie po zabawie i oswoi się ze śmiercią Javiera..
Uczennice pokiwały twierdząco głowami i jak niedawno mój przyjaciel - opuściły klasę. Ja także zaczęłam się zbierać.
W domu przywitała mnie niema cisza, przerywana pochlipywaniem. Płacz dochodził z kuchni, gdzie zaniepokojona natychmiast się udałam. Przy stole siedział Ramallo, a w jego ramię łkała Olga. Mężczyzna z przejęciem na twarzy przytulał gosposię, pomijają swoją przestrzeń osobistą. Nim też władał ogromny smutek. Przygryzłam wargę, aby powstrzymać łzy i wycofałam się z pomieszczenia. W tym momencie drzwi do gabinetu Germana otworzyły się, a zza nich nieśmiało wychylił się mój szwagier.
- Cześć.. - Ucałował mój policzek. - Gdzie byłaś cały dzień? - W tym momencie dotarło do mnie, że nikogo nie poinformowałam o wyjściu.
- Poszłam do Studia, nie mogłam dłużej gapić się w ściany.. Co z pogrzebem? - Szybko zmieniłam temat, na ten nurtujący mnie.
- Najszybszy termin jest za dwa tygodnie, ale pastor zgodził się zrobić dla nas wyjątek i uroczystość odbędzie się za dwa dni..
- W porządku. - Przełknęłam ślinę i minąwszy inżyniera, udałam się do swojego pokoju. Nie miałam ochoty na czyjeś towarzystwo.
Wieczorem po zejściu do salonu dobiegł mnie zapach spalenizny. Przestraszona, pobiegłam do kuchni, gdzie ujrzałam Cardozo, próbującego okiełznać dym i żarzący się rondelek z makaronem. Bez wahania uchyliłam okno i chwytając ścierkę, zaczęłam wymachiwać nią w powietrzu.
- Cardozo, co pan robi?
- No ten.. głodny byłem. - Wymamrotał. - Moja Oleńka nie gotuje, lodówka pusta..
Westchnąwszy, odebrałam od niego spalone naczynie i ostudziłam wodą. W tym samym momencie do pomieszczenia zajrzała gosposia. Ubrana była w szlafrok, a w ręku trzymała materiałową chusteczkę, którą od ocierała zapłakane oczy. Na nasz widok momentalnie nabrała życia.
- Czy wyście oszaleli?! - Wrzasnęła. - Wynocha z mojej kuchni, kolejne nieszczęście! Aussteigen*!
Oboje z Cardozo posłusznie wykonaliśmy polecenie, wycofując się z linii ognia. Z minami zbitych psów i pustymi żołądkami wróciliśmy do swoich sypialni.
_____________________________
*Z niemieckiego - wynocha
Przebłyski Ramallgi, trochę Germangie i szczypta Pangie, ogółem taki nijaki rozdział..
Ocenę pozostawiam w Waszych rękach, bo sama nie umiem go opisać..
Saludo,
Wiktoria
Inżynier zgodnie z planem wyjechał z samego rana wraz z towarzyszącym mu Ramallo, Violetta nie wychylała się ze swojego pokoju, a reszta domowników jedynie przelotnie spotykała się przy lodówce, gdyż Olga strajkowała z gotowaniem. Dom, jak i wczorajszego dnia okryty był ciszą i zadumą, które z każdą minutą doprowadzały mnie do szału. Ulegając namowom Pablo nie poszłam do Studia, co chyba było błędem, bo bezczynność sama w sobie sprawiała, że wspomnienia wracały.
W końcu po godzinie wylegiwania się na kanapie, postanowiłam udać się do pracy. Tylko ona w tamtym momencie mogła mi pomóc oderwać się od problemów.
Ogarnięcie się sprawiło mi wyjątkową trudność. Nie miałam najmniejszej ochoty na strojenie, czy malowanie się. Noga, za nogą wędrowałam do Studia z myślą, że z powodzeniem zdążę na drugą lekcję. Pogoda była zupełnie nieadekwatna do mojego nastroju; na niebie nie było widać ani jednej chmurki, a roześmianemu słońcu towarzyszył rześki wietrzyk. Idąc przez park, napotykałam wesołych ludzi, beztrosko bawiące się dzieci i zakochane pary. Wszyscy wydawali się być szczęśliwi i pomijać fakt, iż w drugi dzień Nowego Roku muszą wracać do swoich obowiązków. Tylko ja w tym kolorowym obrazku byłam niepasującym puzzlem. Szara, osowiała, smutna.. Swoją osobą psułam radosny krajobraz Buenos Aires.
Na korytarzu Studia panował gwar, symbolizujący trwającą jeszcze przerwę, miałam więc szczęście, od razu powędrowałam do pokoju nauczycielskiego. Znajdowała się tam cała kadra pedagogiczna.
- Dzień dobry. - Mruknęłam i jakby nigdy nic, sięgnęłam po dziennik. Czułam na sobie wzrok nauczycieli.
- Angie, c- co ty tu..? - Wymamrotał Beto, poprawiając swoje zielone okulary.
- No zdaje się, że pracuję. - Burknęłam trochę niegrzecznie, dlatego szybko posłałam Roberto nikły uśmiech i wymamrotałam przepraszam. Tym razem Pablo przejął pytanie. Westchnąwszy, powiedziałam:
- Nie mogłam tak po prostu siedzieć w domu, kiedy nic nie robię to myślę, a gdy myślę to..
- Ty myślisz?! - Prychnęła Jackie, za co została obrzucona piorunującym spojrzeniem przez Antonio.
-.. to sam wiesz. - Dokończyłam beznamiętnie.
- No dobrze, skoro czujesz się na siłach..
W tym momencie rozbrzmiał dzwonek i nauczyciele zaczęli rozchodzić się do swoich sal. Ja również uczyniłam to samo i już chwilę potem pokój zupełnie opustoszał.
- ..dziękuję wam, Cami, Naty, świetne chórki! - Pochwaliłam wychodzące uczennice, po czym zaczęłam zwijać partytuty z biurka, ciesząc się, że lekcje przebiegły bezproblemowo. Niespodziewanie w mojej klasie pojawił się Pablo.
- Jak się trzymasz? - Posłał mi ciepły uśmiech, co niemrawo odwzajemniłam.
- W porządku, dziękuję. Przyjście tutaj było najlepszym, co mogłam zrobić..
- W takim razie się cieszę, nie lubię gdy jesteś taka.. smutna.. - Musnął dłonią mój policzek. Z niewiadomych przyczyn poczułam, jak po moim ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Sparaliżowana dotykiem mężczyzny, wlepiłam wzrok w buty. - Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. - Szepnął, powtarzając wczorajsze słowa Germana i całując mój policzek, wyszedł z sali.
Nie do końca rozumiejąc dane zajście, zostałam wyrwana z amoku dzięki Francesce i Camili, które przyszły pod pretekstem rozmowy. Ochoczo przystanęłam na prośbę. Nastolatki, jak przypuszczałam martwiły się nieobecnością mojej siostrzenicy. Od nich także dowiedziałam się też, co miało miejsce w Sylwestra.
- .. i wtedy znalazłam ją w sypialni rodziców, spała tam do rana, a później Fran pomogła mi zabrać ją do domu. Niestety po Diego nie było już ani śladu.. Dzisiaj też go nie było..
- Dobrze dziewczyny, dziękuję wam za opiekę nad Violą. Myślę, że niedługo wróci do Studia, jak tylko dojdzie do siebie po zabawie i oswoi się ze śmiercią Javiera..
Uczennice pokiwały twierdząco głowami i jak niedawno mój przyjaciel - opuściły klasę. Ja także zaczęłam się zbierać.
W domu przywitała mnie niema cisza, przerywana pochlipywaniem. Płacz dochodził z kuchni, gdzie zaniepokojona natychmiast się udałam. Przy stole siedział Ramallo, a w jego ramię łkała Olga. Mężczyzna z przejęciem na twarzy przytulał gosposię, pomijają swoją przestrzeń osobistą. Nim też władał ogromny smutek. Przygryzłam wargę, aby powstrzymać łzy i wycofałam się z pomieszczenia. W tym momencie drzwi do gabinetu Germana otworzyły się, a zza nich nieśmiało wychylił się mój szwagier.
- Cześć.. - Ucałował mój policzek. - Gdzie byłaś cały dzień? - W tym momencie dotarło do mnie, że nikogo nie poinformowałam o wyjściu.
- Poszłam do Studia, nie mogłam dłużej gapić się w ściany.. Co z pogrzebem? - Szybko zmieniłam temat, na ten nurtujący mnie.
- Najszybszy termin jest za dwa tygodnie, ale pastor zgodził się zrobić dla nas wyjątek i uroczystość odbędzie się za dwa dni..
- W porządku. - Przełknęłam ślinę i minąwszy inżyniera, udałam się do swojego pokoju. Nie miałam ochoty na czyjeś towarzystwo.
Wieczorem po zejściu do salonu dobiegł mnie zapach spalenizny. Przestraszona, pobiegłam do kuchni, gdzie ujrzałam Cardozo, próbującego okiełznać dym i żarzący się rondelek z makaronem. Bez wahania uchyliłam okno i chwytając ścierkę, zaczęłam wymachiwać nią w powietrzu.
- Cardozo, co pan robi?
- No ten.. głodny byłem. - Wymamrotał. - Moja Oleńka nie gotuje, lodówka pusta..Westchnąwszy, odebrałam od niego spalone naczynie i ostudziłam wodą. W tym samym momencie do pomieszczenia zajrzała gosposia. Ubrana była w szlafrok, a w ręku trzymała materiałową chusteczkę, którą od ocierała zapłakane oczy. Na nasz widok momentalnie nabrała życia.
- Czy wyście oszaleli?! - Wrzasnęła. - Wynocha z mojej kuchni, kolejne nieszczęście! Aussteigen*!
Oboje z Cardozo posłusznie wykonaliśmy polecenie, wycofując się z linii ognia. Z minami zbitych psów i pustymi żołądkami wróciliśmy do swoich sypialni.
_____________________________
*Z niemieckiego - wynocha
Przebłyski Ramallgi, trochę Germangie i szczypta Pangie, ogółem taki nijaki rozdział..
Ocenę pozostawiam w Waszych rękach, bo sama nie umiem go opisać..
Saludo,
Wiktoria

Ja też nie umiem.
OdpowiedzUsuńTeraz tak dziwnie, jezu kobieto uśmierciłaś dziecko! ;_;
M-A-S-A-K-R-A!
Pangie, czyżby.. ? Nie dobrze oki.
Jackie jak zwykle nie miła me gusta <3
Super czekam na next
OdpowiedzUsuńSmutny, a może to ja mam doła po pisaniu rozdziałów.
OdpowiedzUsuńNo nic, jest Pangie - jakaś tam moc też jest.
Olga ♥
Sorry, że tak późno, ale nie mam siły - ja chce ferie Ehe! Ehe...
wspaniały rozdział.Zapraszam do mnie
OdpowiedzUsuńLOL. Niech Javier zmartwychwstanie. XD Jezu, dzisiaj spotkało mnie tyle złego, a ja mam taki genialny humor. :-D
OdpowiedzUsuńRozdział jak zawsze genialny. :)
Rozdział cudowny. :D Jeśli mam być szczera - uśmiałam się. :D Ale mam dziś napad doskonałego humoru. Wybacz, że ostatnio nie komentowałam, but kobieto! Killnęłaś Javierka! Nie no, rozwaliło mnie "No... Głodny byłem" XD Już nie mówiąc o wspaniałym tle XD Angie zdaje się, iż pracuje w Studio. Ona już niczego nie jest pewna od śmierci... MORDERSTWA Javka. :D Mój koment nie ma sensu XD Pozdrawiam... :D
OdpowiedzUsuńSuper
OdpowiedzUsuń