niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 93

Mineło parę dni od pogrzebu Javiera. W tym czasie nastało wiele niespodziewanych zmian, które drastycznie wpłynęły na życie każdego z domowników. Chociaż Violetta, zarówno jak i personel willi Germana starali się odbudować dawną atmosferę tego domu, nic już nie było takie same. Wszyscy potrzebowaliśmy czasu na oswojenie się z nową sytuacją. Sztucznie posyłane uśmiechy i bezpieczne tematy tylko dodawały napięcia i dyskomfortu.
Pablo uporczywie nalegał, abym wzięła kilkodniowy urlop, aż w końcu uległam, chociaż właśnie ten wolny czas zabijał mnie od środka. Wspomnienia wracały, a przy nich pojawiały się wyrzuty sumienia, myśli typu "Co by było, gdyby.." W duchu obwiniałam się o całą sytuację, choć bezpośrednio nie miałam wpływu na chorobę chłopaca.
Od pochówku obserwowałam zachowanie Germana niczym zza terrarium. Mężczyzna zupełnie odizolował się od świata, zamykając na całe dnie w swoim gabinecie. Rzadko kiedy pojawiał się też przy posiłkach, a Ramallo, jako swojego asystenta i przyjaciela subtelnie ignorował. Wiedziałam, że cierpi, że jest mu ciężo, lecz odpychał każdy gest wysunięty w jego stronę. Ta sytuacja pokazała, jakim na prawdę.  Pozornie mógłby przypominać człowieka oschłego i stanowczego, lecz w duchu był wrażliwym, uczuciowym mężczyzną. Śmierć Javiera sprawiła, że właśnie ten silny i niezależny inżynier zamknął się w sobie, nie radził z własnymi emocjami. Nasz związek także powoli zamierał. Przesiadując zamknięty w swojej twierdzy, unikał wszelkiego kontaktu ze społeczeństwem, jak i ze mną. Każda minuta oddalała nas od siebie coraz bardziej..


Delikatne promienie słońca łaskotały mój policzek, rozpalając na nim rumieniec. Ociężale podniosłam powieki i ziewając, przeciągnęłam się. Miejsce obok mnie było puste - jak przypuszczałam German wyszedł wcześnie rano. Robił tak od niedawna; kładł się bardzo późno, gdy już spałam, a wstawał bladym świtem, żeby uniknąć rozmowy.
Mój urlop w Studiu trwał i chociaż miałam dużo wolnego czasu brakowało mi zgrai roześmianych nastolatków i muzyki. Fortepian, stojący w salonie nie zalegał kurzem tylko dzięki sumiennej pracy Olgi. Inżynier zabronił córce drażniącego grania. Ja też nie miałam ochoty na dźwięki nut.
W chwili, gdy stanęłam na nogi do mojej głowy uderzył gwałtowny ból. Mimowolnie usiadłam na skraju łóżka, dotykając pulsującego czoła. Zacisnęłam zęby i przymknęłam oczy, ociężale sapiąc.
Wtem rozległ się dźwięk pikającej komórki, który jeszcze bardziej wzmorzył ból. Po omacku odszukałam urządzenie i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo, Angie? - Usłyszałam głos Pabla. Był jakiś niespokojny i zdenerwowany.
- Ta..
- Dzięki Bogu odebrałaś! - Nie dał mi dokończyć. - Wiem, że masz urlop, ale muszę prosić cie o natychmiastowe przyjście, chodzi o Violettę.. I Germana.
- Zaraz! - Krzyknęłam do głośnika, jednak połączenie zostało przerwane. Jak to sprawa dotyczy ojca Violetty?
Pod działaniem przypływu energii zbiegłam na dół, ignorując nieznoścny ucisk w czaszce. Celem mojego marszobiegu był gabinet szwagra. Po naciśnięciu klamki stwierdziłam jednak, że pomieszczenie jest puste.
- Olgo, widziałaś Germana? - Zwróciłam się do przechodzącej gosposi. Było to raczej głupie pytanie, zważywszy na to, że ten człowiek przypominał widmo ostatnimi czasy.
- Nein, ale słyszałam jakąś godzine temu, jak wyhodzi. Pewnie znowu jakieś spotkanie..
Taka informacja mi wystarczyła. Mamrocząc Dziękuję zawróciłam do sypialni, gdzie pospiesznie narzuciłam na siebie ubrania, a następnie ruszyłam w kierunku Studia.
Droga, jak na złość dłużyła się niesamowicie, a nogi plątały, ogarnięte dziwną słabością. W końcu jednak stanęłam przed budynkiem szkoły. Od razu udałam się do gabinetu dyrektora, skąd już na korytarzu można było usłyszeć krzyki. Zaalarmowana gwałtownie wpadłam do pomieszczenia. W środku znajdował się mój przyjaciel,Violetta, Diego, jakaś kobieta  i.. German. To właśnie on robił najwięcej hałasu.
- Jesteś.. - Pablo popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. - To jest pani Hernandez, mama Diego.
- Witam. - Skinęłam głową, po czym dalej przysłuchiwałam się wyjaśnianiom dyrektora Studia.
Okazało się, że syn około czterdziestoletniej kobiety wpakował się w dość poważne kłopoty, kiedy to z kieszeni jego kurtki wypadła saszetka z nieznanym proszkiem. Tajemniczy przedmiot od razu wpadł w ręce Gregoria, który znany ze swojej złośliwości (akurat tym razem przydatnej) z triumfem przekazał go Pablo.
Oczywiście natychmiastowo został wezwany na rozmowę, jak i Violetta, której sylwestrowa noc dość szybko rozniosła się po Studio.
- Nie chciałem wzywać policji, jednakże tę sprawę trzeba wyjaśnić. Nie pozwolę, aby w tej szkole działy się podobne rzeczy. Violetta opowiedziała mi o tym, co działo się w Sylwestra, mówiłem też z Diego na osobności. Tym razem pozostanę przy zawieszeniu pani syna. - Zwrócił się do Hernandez. - Liczę, że przez ten czas przemyśli swoje zachowanie i wyciągnie konsekwencje. - Zakończył. Kobieta ze skruszoną miną, złapała chłopaka za kurtkę i pociągnęła w kierunku wyjścia. Za nimi, buchając złością wyszedł German, popychając przed sobą córkę. Violetta zdążyła posłać mi ostatnie, przestraszone spojrzenie, po czym została wypchnięta z gabinetu. Bez wahania ruszyłam za nimi, niestety w korytarzu zatrzymał mnie głos Antonia.
- Angie, czy ktoś mi wytłumaczy, co tu się dzieje?! - Wychrapał.
- Proszę, nie teraz. Przepraszam..- Rzuciłam, zmierzając za Germanem i siostrzenicą. Niestety przed Studiem okazało się, że mężczyzna odjechał. Westchnąłwszy opadłam na marmurowy stopień.
Nie powinnam była go oszukiwać, bo prawda prędzej, czy później wyszłaby na jaw. Kłamstwo nigdy nie prowadzi do niczego dobrego; zawsze boleśnie się o tym przekonywałam. W końcu gotowa do marszu, udałam się w stronę domu.

Gdy przekroczyłam próg w salonie pojawiła się Olga. Natychmiast do mnie podeszła, po czym ujęła moje dłonie i szepnęła przejętym głosem:
- Pan German nie mieć dobrego stimmung. Wrócił do domu z Violettą i strasznie się zank, kłócili. - Mówiła, kalecząc hiszpański. Działo się tak ilekroć była zdenerwowana. Uśmiechnęłam się do niej poceszająco, po czym, jak gdyby odebrano mi wszelkich sił, zapukałam do gabinetu szwagra. Nie czekając na odpowiedź, uchyliłam drzwi. Mężczyzna stał przy oknie, beznamiętnie wpatrując się w siną dal.
- German..

_____________________
Kiepskie, ale lepsze niż nic. 
Panna fioletowa, jako narkomanka, German - przeciwnik muzyki. Co będzie dalej?

Saludo,
Wiktoria

6 komentarzy:

  1. Dalej, to ty ich pogodzisz.! ; D

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę proszę proszę daj szybko nexta bo nie wytrzymam! :3 Musze się dowiedzieć co dalej bo zaraz eksploduje :D czekam na nexta i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawość zrzera mnie od środka. Daj szybko next bo pożre mnie całą! :-D
    super rozdział czekam na next :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaka psychoza. :D Czekam na next. Genialne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział! Czyżby panna fioletowa (podoba mi się takie określanie Violetty :D) miała kłopoty? Tak sądzę. Czekam na kolejny rozdział♥

    OdpowiedzUsuń
  6. superaśne ale dawaj next bo inaczej zostaniesz przymusowo zciągnięta na mój pobrzeb jak mnie ciekawość zabije!!!!!!

    OdpowiedzUsuń