Nikt nie wie, jak to jest, nikt żywy tego nie doświadczył. Snują się tylko domysły, co stanie się z nami po śmierci. Istnieją teorie, założenia, lecz żadna nie została potwierdzona. O tak, śmierć zawsze będzie zagadką, i odwiecznym postrachem ludzkości.
Mówią, że ci, co otarli się o nią doceniają życie i starają się z niego korzystać, jak najlepiej.
A, co jeśli czarna zguba dotyka dzieci? Czy wtedy ból jest większy? Tęsknimy tak samo, niezależnie od wieku. Gdy umiera dziadek pojawia się smutek, gdy mąż- żal, dziecko- rozpacz. Niezależnie od tego, co byśmy czuli w parze z niszczącymi nas emocjami idzie niewyobrażalna furia i chęć powrotu do tego, co było.
Wciąż zadajemy sobie to pytanie "Dlaczego?". "Dlaczego to właśnie ona/on?" Mamy do siebie przeogromny żal, że nie spędzaliśmy z tą osobą wystarczająco dużo czasu, łakniemy więcej wspomnień. Mówimy "Mogłem wtedy..", próbujemy zmienić przeszłość, powrócić. Wszystko jest takie nagłe i niespodziewane, jak sama śmierć..
Słowa otuchy, kondolencje nijak nie mają się do bólu, który odczuwamy, nie goją ran, nie poprawiają samopoczucia. Wtedy nawet "Wszystko będzie dobrze.." jest największą obelgą, przekleństwem, kaleczy uszy..
Bo kto by pomyślał, że ten wyjątkowy wieczór zmieni wszystko i stanie się koszmarem, z którym przyjdzie mi borykać się przez resztę życia..
- Dobrze, Ramallo. Już jedziemy. - Pozornie dwa krótkie zdania, a same w sobie przyprawiają człowieka o ból głowy i drżenie kolan.
- Co się stało? - Wyjąkałam, przerażona minął towarzysza. Już bez słów przeczuwałam, że odpowiedź nie będzie satysfakcjonująca.
- Javier. - Rzucił, po czym oboje zaczęliśmy biec do auta.
Choć German pędził, jak szalony, droga ciągnęła się w nieskończoność. Nagle na drodze do szpitala pojawiały się miliony przeszkód, dzielących nas od tego miejsca. Od chłopca, który tak bardzo potrzebował teraz naszej bliskości i ciepła..
Z głową opartą o szybę samochodu, wpatrywałam się w krople deszczu, toczące walkę z wycieraczkami. Jedne spływały dość szybko lub ginęły po uderzeniu z maszyną, inne zaś wlokły się zupełnie, jak my..
W aucie panowała absolutna cisza, ani ja, ani German nie mieliśmy siły na jakiekolwiek rozmowy. Widziałam, że jest przejęty. Na jego czole pojawiła się ta sama, głęboka zmarszczka, która daje o sobie znać, gdy się martwi, a oddech - nierównomierny i urywany, momentami przyspieszał, bądź zwalniał. Silna dłoń zaciśnięta na biegu drżała. Ostrożnie przykryłam ją swoją, wyczuwając pod jego ciepłem chłód, jaki opanował moje ciało.
Mężczyzna na moment odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się słabo. Ja również próbowałam unieść kąciki ust, jednak w tamtej chwili obarczał je niezwykły ciężar. Odpuściłam.
W końcu dojechaliśmy na miejsce. Szpital nawet w Sylwestra stanowił oświetloną twierdzę, pełną odwiedzających, którzy nie chcieli zostawiać swoich bliskich samych w tę noc. Poczułam się, jak egoistka i już wiedziałam, że wyjście do resteuracji było złym wyborem.
Od razu skierowaliśmy się ku wejściu, a następnie windą na piętro, gdzie znajdowała się sala Javiera. Przed drzwiami jego pokoju natrafiliśmy na znajomą pielęgniarkę.
- Lindo! Cześć. - Wysapałam, zmęczona biegiem. Ciężko oddychając, zgięłam się wpół, opierając nadgarstkami o uda. German pomógł mi się podnieść.
- U Javiera nastąpiły zmiany leukocytów w węzłach chłonnych, a teraz w śledzionie. Jego stan gwałtownie się pogorszył. - Tłumaczyła z zaszklonymi oczami.
- Jak to możliwe, że badania tego nie wykazały? -Inżynier jako jedyny zachował zdrowy rozsądek.
- Lekarze skupili się na próbkach krwi, nie narządów wewnętrznych. - Wyjaśniła, a jej głos się załamał.
- Co to znaczy?! - Warknęłam. Nie potrafiłam już panować nad emocjami. - No mów! - Potrząsnęłam ramionami kobiety. Pielęgniarka milczała, a po jej policzkach spływały łzy.
- Angie, kochanie, spokojnie.. - German odciągnął mnie od Lindy, próbując przytrzymać moje ręce, ze wściekłością uciekające w stronę Lindy.
- Nie chce być spokojna! - Wrzasnęłam, niczym małe dziecko, jednak chwile potem odpuściłam walkę z silnym mężczyzną i wybuchnęłam płaczem.
Nie potrzebowałam już słów, to co było przeznaczone dla chłopca, nadchodziło wielkimi krokami. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że ani ja, ani German, ani najlepszy lekarz nie mogliśmy temu zapobiec, jednak to tak bolało.. Czułam się bezsilna, a równocześnie pełna żądzy krzyku.
- Chce tylko jego.. - Załkałam, wtulając się w tors inżyniera. Ramiona Germana bez wahania objęły moje plecy, a palce gładziły kark. Zacisnęłam w pięści jego koszulę, jakbym w ten sposób chciała zniwelować ból, rozchodzący się po moim ciele. Wsparta o mężczyznę, przyciskałam swoje ciało do jego całą mocą, siłą na jaką było mnie stać. Zupełnie, jakbym bała się, że jego też stracę, że odejdzie. On jednak nie miał zamiaru tego robić. Wtórując mi- przysunął się jeszcze bardziej, tak że nie mogłam oddychać, lecz nie przeszkadzał mi ten fakt. Czułam, że jest i mogę na niego liczyć.
Nieco uspokojona przetarłam zapłakane oczy i chusteczką zmyłam tusz z policzków. Noga, za nogą, trzymając się kurczowo dłoni ukochanego, weszłam na salę, gdzie leżał chłopiec. Widok, który tam zastaliśmy uderzył do mnie tak gwałtownie, podobnie jak całe zdarzenie. Javier leżał bezwładnie na łóżku, podpięty do różnych, pikających urządzeń. Jego blade ciało wydobywało z siebie nieregularne oddechy, dając jedyną oznakę życia. Był taki kruchy, niewinny.
Z lekkim wahaniem podeszłam do łóżka i usiadłam w stojącym przy nim fotelu. Za mną stanął German.
Drżącą ręką pogładziłam dłoń chłopca, która pod wpływem mojego dotyku poruszyła się nieznacznie.
- Angie.. - Do moich uszu doleciał słaby szept. Gwałtownie zwróciłam wzrok na twarz chłopca. Ciężkie, sine powieki uniosły się ku górze.
- Cii, jestem. - Musnęłam opuszkami palców jego policzek. - Jak się czujesz?
- Dobrze.. Tylko trochę boli mnie główka. - Wyjąkał. Jego głos był tak słaby i przejęty.. - Porysujemy, jak wyzdrowieję?
- Tak.. - Uśmiechnęłam się przez łzy. - Oczywiście, że porysujemy. I zabierzemy cię na lody. Malinowe, takie, jak lubisz. I Pinto będzie z nami. I wszyscy razem pojedziemy na wakacje.. - Chlipałam. Malec zamrugał wesoło.
- Wiesz.. Trochę boje się iść ze swoim Aniołkiem, chociaż Linda mówi, że nie zrobi mi krzywdy..Nie chciałem być sam, kiedy po mnie przyjdzie..
- Teraz nie jesteś sam. - Chrząknął German, przejętym głosem. - Możesz być spokojny..
Javier uśmiechnął się słabo, po czym przymknął powieki. Jego usta lekko się rozchyliły, a oddech powoli ustawał. Ścisnęłam jego dłoń mocniej, czułam jak powoli rozluźnia się w uścisku.
Wtem rozległ się przeraźliwy ryk aparatury. Jak na zawołanie, poczułam dłonie inżyniera na swoich ramionach. Zacisnął na nich swoje palce, a ja podobnie uczyniłam z wargami i oczami. Przykładając drobną rączkę chłopca do ust, załkałam cicho. Cała się trzęsłam. Czułam, jak nie tylko ciało Javiera opanowuje chłód, lecz to samo dzieje się ze mną. Serce zdawało się pękać, a nienamacalny młot w głowie - kołatać zawzięcie.
Nagle ogarnął mnie dziwny lęk. Przeżyłam śmierć Marii, taty, ale teraz to było coś zupełnie innego. Patrzyłam, jak odchodzi niewinne dziecko. Mimo, iż nie byłam jego matką, w tamtej chwili podzielałam ból i żal milionów kobiet na świecie. Zawiodłam go. Nie potrafiłam uchronić..
Wraz ze Starym Rokiem odszedł Javier. Teraz wszystko miało się zmienić. Śmierć była początkiem..
______________________
Tak oto znika postać Javiera, a Wy macie odpowiedź na wytłuszczoną zapowiedź.
Wiem, jestem okropna - zabiłam dziecko.. o.O
Dziękuję za uwagę,
Wiktoria
O w dupe.. Poryczałam się, kurde.. Cholero ty jedna, umiesz wywoływać u ludzi takie emocje za pomocą słów.. :/
OdpowiedzUsuńKurde i to jeszcze w sylwestra i Angie mu obiecała, że pojadą razem na wakacje, Pinto z nimi będzie.. To mnie do końca rozwaliło. Dzięki wielkie :(
Świetny, do bólu smutny tekst.. Nadal rycze głupia ja..
Wiktoria nie zabijaj już nikogo..
Mimo, że się nie popłakałam to wywołałaś u mnie smutek.
OdpowiedzUsuńCzytając, jak Javier odchodzi, cóż... Łzy zebrały mi się w oczach.
Umiesz wywołać emocje.
Oczywiście jest genialny, jak zwykle, ale ... 89 ma w sobie coś... Innego. Odchodzi postać dziecka, które wnosiło do Twojego opowiadania. Hmm ... Dużo ciepła.
Czekam z niecierpliwością na next'a <3
Wiesz że za zabicie dziecka, można pójść do więzienia na całe swoje życie, moje uczucia, równają się z uczuciami Angeles, rozdział mimo że cholernie smutny, ja zawsze zajebisty, czekam na WESELSZEGO next'a :'( płakam przez Ciebie
OdpowiedzUsuńIdę trumne zbudować. ;(( Dla ciebie oczywiście...
OdpowiedzUsuńWeeeeź no... :c Poryczałam się ;----;
OdpowiedzUsuńRyczę jak głupia. :c
OdpowiedzUsuń