środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 88

*Oczami Violetty*


Obudziłam się dosyć wcześnie rano, zegarek wskazywał zaledwie 7:32. Ekscytacja dzisiejszym wieczorem nie pozwalałam mi spać, dlatego postanowiłam nie marnować czasu w łóżku. 
Z szafy wyłowiłam bordową spódniczkę i kremową bluzkę, a włosy spięłam w luźnego kucyka. Z marszu zabrałam się za to, co lubię najbardziej - szukanie stroju na wieczór. Chciałam wyglądać, jak najlepiej. Był to mój pierwszy Sylwester poza domem, zatem wyjątkowy. W duchu miałam też nadzieję, że spodobam się Diego. Po zerwaniu z Leonem to on stanowił dla mnie wsparcie, był zawsze kiedy tego potrzebowałam. Zabawne, jak szybko można zmienić zdanie o człowieku, gdy się go lepiej pozna. Kiedy byłam z Leonem wszystko wydawało się takie skomplikowane, a Diego.. Podburzana przez Verdasa miałam o nim, jak najgorsze zdanie. Teraz wszystko okazało się być inne.

- Widzę, że robisz porządki. - Do mojego pokoju weszła Angie. Uśmiechając się promiennie, odgarnęła ze skraju łóżka kilka spódniczek, aby móc usiąść.
- Nie do końca. - Mruknęłam. - Próbuję znaleźć coś na dzisiejszą imprezę. Wiesz, to moje pierwsze takie wyjście.. No i tato się zgodził.. Chce wyglądać jakość wyjątkowo..
- A to nie przypadkiem, dlatego, że na tym przyjęciu będzie Diego? - Rozbawiona, uniosła brwi. Jak zawsze przejrzała mnie na wylot. Przed nią nie dało się niczego ukryć.
- Wcale nie. - Pisnęłam, próbując odgonić podejrzenia, lecz po chwili moja twarz złagodniała, a kąciki ust powędrowały w górę. - Może trochę.. - Przyznałam.
- Czyli to z Leonem, to..
- Koniec.
Na wspomnienie chłopaka poczułam ukłucie w sercu. To, co teraz jest między nami tylko potwierdziło, że do siebie nie pasowaliśmy. Unikamy siebie wzajemnie, a kiedy już staniemy na swojej drodze- wybuchają same kłótnie. Angie spojrzała na mnie spod swoich ciemnych rzęs i lekko szturchnęła, próbując rozweselić.
- To może wspólnie poszukamy czegoś fajnego? - Zaproponowała. Z podłogi uniosła naręcz pastelowych spódniczek, a z fotela- różnorakie bluzki.
Momentalnie na mojej twarzy zagościł uśmiech i dołączyłam do porządków. Fajnie  jest mieć taką ciocię, jak Angie.

- Może ta? - Kobieta uniosła turkusową tunikę na ramiączka.
- Ee, niee. Szukajmy dalej.
- A ta? - Tym razem pokazała fioletową spódniczkę. Ponownie pokręciłam nosem. - Violu, przekopałyśmy całą szafę. - Zaśmiała się, opadając na łóżko.
- Wiem, wiem.. - Mruknęłam. - O! Co byś powiedziała na tę czerwoną  i.. te czarne szpilki? - Spod sterty ubrań wyłoniłam kusą sukienkę do połowy uda i parę nie noszonych butów.
- Wiesz, kochanie, myślę, że twój tato nie byłby zadowolony, gdybyś tak mu się pokazała.
- Za wyzywająco.. Z resztą czym ja bym wypchała górę? Skarpetkami, czy papierem toaletowym? - Westchnęłam, spoglądając na swój biust, po czym położyłam się obok siostry mamy. - Ładny mam sufit, co? - Powiedziałam, po czym obie wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem. Chichoty przerwało pukanie do drzwi.
- W porządku, dziewczyny? - W progu stanął zdziwiony tata. Nasze wybuchy musiały go zaalarmować.
- Tak, już się uspokajamy.
- Przepraszamy. - Zadźwięczała Angie, zdmuchując z czoła opadającą grzywkę.
- Moje wariatki. - Mruknął. - Kocham was.
- A my ciebie. - Odpowiedziałam, obserwując, jak jego partnerka się czerwieni. Na ziemię sprowadził ją dopiero stukot klamki
- To, jak? Szukamy dalej?

Podczas obiadu wszyscy mieli doskonałe humory. Dowiedziałam się, że Cardozo, Olga, Ramallo i ciocia Melania zostają w domu, podczas, gdy tata i siostra mamy wychodzą do resteuracji.
Gdy pomagałam sprzątać Oldze ze stołu, zaważyłam przez uchylone drzwi, jak tato przytula Angie. Oj, ile  czasu upłynęło zanim w końcu przyznali się do swoich uczuć. Są świetną parą, całym sercem im kibicuję i mam nadzieję, że wkrótce doczekam się ślubu, a nawet rodzeństwa.
Pamiętam, jak początkowo miałam do niej żal o ukrywanie naszego pokrewieństwa i związku z tatą, lecz później zrozumiałam, jaki błąd popełniłam. Życie z dala od rodziny sprawiło, że odizolowałam się od innych i zapomniałam, jak to jest mieć kochających cię i wspierających bliskich.
- Nie rozumiesz, co się stanie, gdy German odkryje, że to ja jestem Angeles, siostra Marii, ciotka Violetty?! - Krzyczała w stronę Pablo.
Stałam wtedy zdezorientowana przed rzutnikiem, nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa. Czułam się, jak idiotka. Oszukana, zawiedziona. Ile osób przede mną wiedziało o Angie? Byłam wściekła, a z drugiej strony wypełniała mnie swego rodzaju ulga. Wybryk Ludmiły poniekąd mnie uskrzydlił, lecz również podważył wszystko, co miało miejsce do tamtej pory..
- Violu, tak bardzo cię przepraszam. Nie chciałam, żebyś dowiedziała się w ten sposób.. Zrozum, gdyby to wyszło na jaw twój tata zabrałby cie stąd i znowu bym cię straciła..
Złość i radość zmieszały się ze sobą, tworząc zamęt. Sprzeczne emocje nie pozwalały na wyodrębnienie jednej, konkretnej. Jedyne, co mogłam w tamtej chwili zrobić to zdać się na serce. To ono właściwie mnie poprowadziło.
Uścisk Angie sprawił, że poczułam nieznaną dotąd euforię. Już nie byłam sama..
Na wspomnienie zdarzeń sprzed ponad roku uśmiechnęłam się pod nosem. Nasza rodzina jest teraz w komplecie.. Razem możemy więcej..


O siedemnastej rozpoczęłam przygotowania do wyjścia. Po długich rozmowach z Angie wybrałyśmy sukienkę do połowy uda, w całości pokrytą szaro- złotymi cekinami oraz zabudowane pantofelki na niezbyt wysokim obcasie. Nie chciałam drażnić wyglądem taty, dlatego przystanęłam na propozycje swojej cioci. Jedynie makijaż niecodziennie zrobiłam mocniejszy, a włosy pozostawiłam rozpuszczone.
Gdy schodziłam na dół, Angie i tato właśnie wchodzili do domu. Z tego, co powiedział mi Ramallo byli odwiedzić Javierka.
- Masz tak zamiar ludziom się pokazać? - Huknął  rozdrażniony mężczyzna.
- Daj spokój, tato, mamy Sylwestra.
- German.. - Szepnęła moja ciocia, kładąc na silnym ramieniu swoją dłoń. - Odpuść..
Tato westchnął głęboko, a jego rysy twarzy zacznie złagodniały. Nim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, rozbrzmiał ryk dzwonka. Jako osoba stojąca najbliżej drzwi, zbliżył się, po czym je otworzył. Na widok gościa zakręciło mi się w głowie.. Do środka wszedł wysoki chłopak o ciemnej, bujnej czuprynie i kpiącym spojrzeniu. Miał na sobie bordowy t-shirt, opinający jego umięśnioną klatkę piersiową, skórzaną kurtkę i czarne jeansy. Nie można było zaprzeczyć, że był przystojny, a wręcz- idealny
- Dzień dobry, jestem Diego. - Powiedział z hiszpańskim akcentem, wyciągając rękę w stronę inżyniera. Ten jednak nie zamierzał wykonywać przyjaznego gestu. - Przyszedłem po Violettę, czy  jest?
- Jest. - Burknął mój tato, spoglądając na tancerza spod przymrużonych powiek.
- Cześć, miło mi, nazywam się Angie. Może kojarzysz mnie ze Studia, uczę tam, jednak nie mamy razem lekcji. - Angie postanowiła interweniować, uśmiechając się zachęcająco. Chłopak zbliżył się w jej kierunku, po czym ujął wysuniętą w jego stronę dłoń i szarmancko ucałował jej grzbiet.
- Tak, widziałem panią parę razy na korytarzu. Poza tym Violetta dużo opowiadała mi o swojej utalentowanej i jakże pięknej cioci. - Skomplementował ją, głęboko zaglądając w oczy. Speszona, zabrała rękę, stając obok poczerwieniałego ze złości pana domu. (Sama mało nie eksplodowałam. Niech spada do taty, Diego jest mój.)
- To my już pójdziemy. - Wtrąciłam. - Miłego wieczoru, kochani. Do zobaczenia w Nowym Roku!
- Bawcie się dobrze. - Dodała moja ciotka, odprowadzając nas wzrokiem. (A wypchaj się.)
- Przepraszam cię za tatę. - Powiedziałam, gdy byliśmy już przed willą.- On po prostu..
- Boi się o swoją córkę, rozumiem. Kto by się z resztą nie martwił. Taka piękna dziewczyna.. - Zamruczał uwodzicielsko. - Ślicznie wyglądasz..
Poczułam, jak moje policzki płoną rumieńcem.(Lalala, Angie mi nie straszna, on mnie kocha!) Lekko zawstydzona, przygryzłam wargę i spuściłam wzrok. Droga do domu Camili upłynęła nam bardzo szybko, świetnie się czułam w towarzystwie Diego. Był zabawny, błyskotliwy i czarujący. Po prostu.. idealny..

Do domu państwa Torres weszliśmy równo z Francescą i Marco. Para przywitała się z nami, po czym zaczęliśmy wtapiać się w tłum.
- Camila, hej! - Zobaczyłam przyjaciółkę, stojącą przy oknie. - Świetna impreza.
- Cieszę się. - Odrzekła rudowłosa, wodząc wzrokiem po gościach. W pewnym momencie zatrzymała się, a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. - Przyszedł. - Szepnęła, jakby do siebie. Odwróciłam się w  stronę, w którą patrzyła i ujrzałam nikogo innego, jak Brodwaya.
- No idź do niego. - Zaśmiałam się, klepiąc dziewczynę po plecach. Zadowolona ruszyła w kierunku czarnoskórego.
Ja natomiast podobnie, jak przed chwilą Camila rozejrzałam się po salonie. Byli dokładnie wszyscy z naszej paczki i kilka osób, których nie znałam. Na kanapie zauważyłam nawet Ludmiłę.
- Violu! - Zapiszczała, podchodząc do mnie. - Jak się bawisz, złociutka? No to super! - Krzyknęła nie czekając na odpowiedź. - Chodź, coś ci pokażę. - Chwyciła mnie za rękę, ciągnąc do jednego z pokoi.
- O co chodzi? - Zdziwiłam się. - Ta jednak ignorując moje pytanie, delikatnie uchyliła drzwi pomieszczenia.
To, co tam zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. O biurko opierała się Lara, a tuż przy niej stał Leon. Całowali się, bez skrupułów zapominając o bożym świecie.
Całe moje ciało przeszyły dreszcze i poczułam przenikliwe ukłucie w sercu. Nie, to nie była zazdrość.. To był żal, zmieszany ze złością, niespotkany mi w takim stopniu.
Oczy zaczęły mnie szczypać, dlatego szybko opuściłam pokój. Chciałam być sama, jednak na mojej drodze stanął Diego.
- Coś się stało? - Zapytał z troską w głosie. Kątem oka zauważyłam, że Leon i jego nowa dziewczyna pojawiają się w salonie. Znów spojrzałam na tancerza. Był moją szansą, okazją na odegranie się.
Może to wydawać się perfidne, ale w tamtym momencie nie myślałam racjonalnie. Po prostu ujęłam w dłonie twarz stojącego przede mną chłopaka i zbliżyłam swoje usta do jego. Już po chwili poczułam, jak Diego obejmuje mnie w pasie i ostrożnie do siebie przyciska. Jego wargi zaczęły współpracować z moimi, dzieląc się rozkoszą. To było niezwykłe, nigdy jeszcze nie czułam czegoś takiego.. Żaden pocałunek z Leonem nie wnosił tego samego i bez wątpienia nie mógł się z nim równać. Czułam się wyjątkowo, jakby w mojej głowie rozgrywała się najpiękniejsza muzyka świata.. Miałam ochotę śpiewać..
Gdy oderwaliśmy się od siebie zrozumiałam, że wszyscy goście na nas patrzą, a z tyłu rozlegają się nawet gwizdy. Pośród tłumu był też ten, któremu dedykowane było to widowisko. Na twarzy Verdasa malowała się furia. Widziałam, jak zaciska zęby i pięści, a następnie wychodzi razem z Larą. Może kiedyś poczułabym się źle z tego tytułu, lecz teraz zupełnie nie obchodziła mnie jego złość.
- Zatańczymy? - Zwróciłam się do lekko oszołomionego chłopaka.
- Chętnie.
Wirowałam na parkiecie  z rękami uniesionymi ku górze i dłońmi Diega na biodrach. Czułam na sobie wzrok wielu zebranych, jednak w ogóle mi to nie przeszkadzało. W pewnym momencie zasapani, opadliśmy na kanapę.
- Przyniosę nam coś ekstra. - Szepnął tajemniczo szatyn, znikając w drzwiach kuchni. Nie minęło jednak dziesięć sekund, a wrócił, niosąc dwie literatki z colą. - Trzymaj. - Podał mi jedną, a sam sięgnął do kieszeni, z której wyłowił mały woreczek z białą zawartością.
- Co to jest? - Jęknęłam, obserwując, jak Diego wsypuje szczyptę do swojego napoju, a następnie mojego.
- Coś po czym się rozweselisz i zapomnisz o Leonie. - Zamruczał. - Nie możesz przecież w taki wieczór się nim przejmować.
Z lekkimi obawami spojrzałam na proszek, który powoli rozpuszczał się w mojej coli.
- Ufasz mi? - Szepnął chłopak tuż przy moim uchu. Momentalnie przeszły mnie dreszcze, a do głowy uderzył zapach jego perfum. - Spróbuj. - Zachęcił.
 Niepewnie upiłam łyk napoju. Pozornie smak się nie zmienił, był może tylko bardziej wyrazisty.. Ponownie przybliżyłam szklankę do ust i wypiłam więcej. Po paru chwilach spodobało mi się na tyle, że opróżniłam szklankę do pełna. Diego obserwował moje ruchy, dumnie rozłożony na kanapie, powoli sącząc płyn. Nagle odłożył literatkę i przysunął się do mnie, kładąc dłoń na moim policzku.
Wpatrywałam się w jego oczy, niczym zahipnotyzowana, aż w końcu chłopak musnął moje malinowe wargi. Na chwilę uniósł głowę, lecz ułamek sekundy potem znów złączył nasze usta. Tym razem był to pocałunek bardziej żarliwy, namiętny i zachłanny, a wręcz- natarczywy. Nie przeszkadzał mi jednak żaden ruch z jego strony. Czułam, jak jego palce tańczą to na moich udach, to plecach, biodrach.
Kiedy z braku tchu oderwaliśmy się od swoich ust, Diego kolejny raz zaprosił mnie na parkiet. Podałam mu rękę, jednak, gdy wstałam nogi się pode mną ugięły. Ignorując to podążyłam za tancerzem. Na samym środku sali, zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Chłopak miał stuprocentową rację - już teraz odczułam przypływ dobrego humoru. Mimo, iż obraz po pewnym czasie zaczął się chwiać i rozmywać, w dalszym ciągu szalałam na parkiecie. Nie wiedziałam, co tak bardzo mnie bawiło, lecz opierając się o Diego śmiałam się w niebogłosy, nie zwracając uwagi na nic.
Nagle zabrakło mi powietrza. Zataczając się, doczłapałam na taras i opierając się o balustradę, czułam, że zaraz zwymiotuję. Było mi ciężko oddychać, nogi odmawiały posłuszeństwa i prawie nic nie widziałam na oczy. Resztkami sił, podparłam się o barierę, łykając tlen.
- Oj, Violu. - Usłyszałam znajomy głos, jednak oprócz mnie - nikogo innego nie było w pobliżu. Przestraszona, rozejrzałam się dookoła. Na schodach stał..
- Thomas? - Wybełkotałam.
- W rzeczy samej. - Zaśmiał się. - A czy nie ostrzegałem, że Leon cię nie kocha, wykorzysta i zostawi? Pewnie, że mówiłem. Teraz ten Diego. Phi, patrz co z tobą zrobił! - Drwił. - Trzeba było wybrać mnie..
- Przestań! - Warknęłam, chwiejąc się. - To ty wyjechałeś do Hiszpani! Zostawiłeś mnie!
- Nie, Violetto. - Zbliżył się. - Sama mnie straciłaś. A teraz Leona. Nim się obejrzysz zostawią cie wszyscy, których kochasz..
- Dość! - Jąkałam się.
- Wspomnisz moje słowa! - Rzucił, lecz nie chciałam go słuchać. Obijając się o futryny, dowlokłam do jednego z pokoi. Wnętrze było idealnie urządzone, a na środku stało wielkie łóżko. Zapewne była to sypialnia rodziców Camili. Nie zastanawiając się długo, opadłam na miękką pościel, głośno sapiąc. Bolała mnie głowa, a w uszach rozdzierał się dziwny świst. Powoli wszystko wokół mnie zaczęło się rozpływać, aż w końcu oszołomiona zasnęłam..

_____________________________
Panna fioletowa w tej niegrzecznej odsłonie.
Nietypowy rozdział z pozdrowieniami dla pomysłodawczyni Ashamati. :)
Kolejny post będzie już pisany oczami naszej Angeles.

Abrazo,
Wiktoria


6 komentarzy:

  1. hahahah pierwsza

    Super, tak trzymaj, krzywdź Violke ile wlezie, nienawidzę jej.
    Diengie, jaram się :p
    Czekam na next'a

    OdpowiedzUsuń
  2. *SMILE FACE* next *FACEPALM*
    Na początek, dzięki, dzięk - ale ja jestem Asah.. o "A" zapomniałaś, ale spoko - i tak miałam zmieniać niedługo nick ;)

    Diengie - ♥
    Jest moc! Myśli Violki - Best.
    Diego dodał Violce pigułkę gwałtu o.O'''' (To co on by zrobił z Angeles!?)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie różowiuuutkie tło :D
    Mniejsza... Rozdział... Boski :D
    Das ist genial ;)
    Niegrzeczna Violcia, niech się modli, aby tatulek się nie dowiedział ^^ Chociaż.. .Byłoby ciekawie ;)
    Jak mówiłam: cudeńko :*
    Czekam z niecierpliwością na next.
    Saludos ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha leże XD Violetta narkomanka hahaha xd Już myślałam, że pomiedzy nia a Diego ekhe..
    Świetnie! Czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń