niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 83

Z mieszanymi uczuciami opuściłam willę. Czyżbym uciekała? Przed kim, przed czym?
Wychodząc zabrałam ze sobą prezent kupiony dla Pabla i skierowałam się w stronę jego mieszkania. W drodze jednak przypomniałam sobie o jego wyjeździe na Florydę.
- Ale ze mnie egoistka. - Westchnęłam, przysiadając na parkowej ławce.
Przymknęłam powieki, wsłuchując się w kojący śpiew ptaków. Aktualnie pogoda uległa diametralnej zmianie. Bure chmury rozpłynęły się, zwalniając miejsca Słońcu i puchatym obłoczkom. Niebo w końcu zaszczyciło nas swoim błękitnym obliczem.
Nagle poczułam, jak coś, albo ktoś przysłania mi światło. Niechętnie uchyliłam najpierw jedno, potem drugie oko i kogo ujrzałam przed sobą?
-Pablo?! Co ty tu robisz? - Zawołałąm, rzucając się w ramiona mężczyzny. Chwile potem poczułam, jak jego ciepły uścisk zacieśnia się. - Przecież miałeś być u rodziców.. - Spojrzałam na niego zdumiona.
- Powiedzmy, że się stęskniłem. - Wyszczerzył zęby, lecz widząc mój rozbawiony i dość niepewny wyraz twarzy, dodał: - No i loty zostały odwołane. Wichury.. Ponoć front szaleje też w okolicach Hiszpani. Angelika dojechała?
Chcąc, nie chcąc opowiedziałam Pablo niefortunną historię odwiedzin mamy, zmierzając do jego mieszkania, gdzie zaproponował herbatę.
- Czyli, że nadal nie wie o tobie i Germanie? - Zapytał, stawiając przede mną kubek gorącego napoju.
Mimo, iż rzadko gościłam w mieszkaniu mężczyzny, bardzo je lubiłam. Gustownie, lecz przytulnie urządzone, zamieniało każdego przybysza w istnego domatora. Galindo mieszkał w spokojnej dzielnicy, oddalonej od Studia niecałe pięć minut. Specjalnie szukał lokum w pobliżu pracy, gdyż często przesiadywał tam do późna. Samo blokowisko wydawało się być przyjazne. Miętowo - malinowe ściany dawały poczucie bezpieczeństwa i spokoju.
Kiedyś, gdy jeszcze zajmowałam swoje mieszkanie na przedmieściach, byliśmy niemalże sąsiadami. Pamiętam, jak wystarczyło, żebym wyszła na balkon, a on zaraz się tam pojawiał.
- Nie i chyba prędko się nie dowie. - Westchnęłam, obijając łyżeczką o kubek.
- Jak to? - Pablo spojrzał na mnie z niedowierzaniem. - Sądziłem, że nie chcecie się ukrywać.
- To nie takie proste.. Wiesz, jak mama.. hmm.. wiesz jakimi uczuciami pała do Germana. Wpadnie w furię, gdy sie dowie. Z resztą nieczęsto bywa w Buenos Aires. Może i na nasze szczęście.. - Mruknęłam.
- W tym przypadku czas działa na waszą niekorzyść. Im dłużej będziecie ją okłamywać, tym dłużej ona będzie wam to rozpamiętywać. Powinnaś to już wiedzieć z przykładu ciebie, Germana i Violetty.   -  Rzekł ze stoickim spokojem. - Angie! - Tym razem rozdrażniony stukaniem podniósł głos. - Jak dziecko. - Dodał z nutką rozbawienia. Na przekór mężczyźnie, kusząco oblizałam łyżeczkę, na co odpowiedział litościwym spojrzeniem. - Chora na głowę. - Śmiał się.
Następne minuty spędziłam w towarzystwie przyjaciela. Dawno nie rozmawiało się nam tak dobrze. Teraz czułam, że w pełni go odzyskałam i bądź, co bądź może być, jak kiedyś. Zawsze mogłam liczyć na jego pomoc, bezgranicznie zaufać. Był i jest dla mnie autorytetem.
Wspominając lata dzieciństwa, studia, śmialiśmy się do rozpuku, żartując z dawnych wpadek. I nagle mnie olśniło.
- Poczekaj. - Wstałam z kanapy, kierując się na korytarz, gdzie znajdowała się moja torebka. - Gdzie to jest.. - Stosy niepotrzebnych przedmiotów, kotłowały się między sobą, utrudniając dostęp do.. - Jest! - Spośród bibelotek udało mi się wydobyć średniej wielkości paczuszkę, zawiniętą w kolorowy papier. Z szelmowskim uśmiechem, podałam ją Pablo. - Nie patrz tak na mnie, tylko otwórz. - Zakomenderowałam.
Po rozwinięciu pstrokatego opakowania, światło dzienne ujrzał...
- Kremówki! - Zdumiał się mężczyzna, lecz na jego twarzy zaobserwowałam radość.
- I to jakie. - Ostrzem noża uchyliłam ciasto, spod którego wychyliła się masa krówkowa - smak naszego dzieciństwa. - Jemy? - Spytałam formalnie i nie czekając na odpowiedź, sięgnęłam po talerzyki.
Pieszcząc podniebienie, kolejny raz powróciły wspomnienia, smaki i zapachy dawnych lat. W każdą niedziele po kościele mój ojciec zabierał nas do pobliskiej kawiarni. Maria też uwielbiała ten deser. Na myśl o siostrze, przeszył mnie dreszcz.
- W porządku? - Pablo chyba to zauważył, przyglądając mi się badawczo.
- Jasne. - Parsknęłam. - Jedz, bo ja za ciebie dokończę! - Zaśmiałam się, mierząc widelcem w stronę talerza Galinda.
- Ejejej. - Odsunął go, chichocząc. - Masz swoje. - Wystawił mi język, na co zareagowałam tym samym.
- Już późno, powinnam iść. - Niechętnie wstałam, przeciągając się. Za oknem robiło się szarawo.
- Odprowadzę cię. - Padło stanowczo.



Stojąc przed rozświetloną willą, żegnałam się z Pablo. Wiatr delikatnie rozwiewał moje włosy, tworząc nieład, w oddali słychać było koncert świerszczy.
- Może zostaniesz na kolacje, albo jutro na obiad? - Zaproponowałam, lecz mężczyzna odmówił. - No przecież nie będzie świętował samotnie w jakimś barze. - Upierałam się. - Powiedz chociaż, że to przemyślisz.
- Nie ma sprawy. - Uśmiechnął się, całując mój policzek. - Miłego wieczoru, wesołych świąt.
- Wesołych. - Posłałam do odchodzącego. Sama zaś przekroczyłam próg domu. Przywitała mnie przenikliwa cisza. Imprezowicze musieli wciąż odsypiać dzisiejsze popołudnie.
- Co tu taki spokój? - Z zadumy wyrwał mnie głos Violetty. Przestraszona, wzdrygnęłam się. Dziewczyna musiała dopiero wrócić.
- Violu, wiesz która jest godzina?! - Zdenerwowana, podniosłam głos. - Nie było cię cały dzień, twój tato nie będzie zadowolony! - Skarciłam ją.
- Właściwie to.. - Cmoknęła dziewczyna. - Tato był ze mną.. - Wyjąkała. Poczułam się zbita z tropu.
- Jak to? - Niewiele rozumiałam ze słów nastolatki. German był z córką u jej przyjaciół?
- No, bo.. - Miotała się. - To miało pozostać tylko między mną, a nim.. - Powiedziała w końcu, lecz widząc moją zdezorientowaną minę, kontynuowała : - Tato zabrał mnie na cmentarz, pokazał grób mamy.. - Padło.
- W porządku. - Uśmiechnęłam się słabo. - Ymm, przygotuję nam coś do jedzenia, sprawdź, co u Javiera i zejdźcie za chwilę, dobrze? - Zmieniłam temat, odwracając głowę. Violetta nie oponowała.
- Kocham cię. - Przytuliła mnie, po czym w mgnieniu oka pobiegła na górę. W tym samym momencie do salonu wszedł pan domu.
- Oo, cześć. - Powiedział zdziwiony moim widokiem. - Już wróciłaś? Co u Pabla? - Udawał, jakby opowieści jego córki nie miały miejsca.
- W porządku. - Rzuciłam, wymuszając uśmiech, a następnie zmierzając ku kuchni. Tam zabrałam się za przygotowywanie kolacji.
Po co była ta cała wielka tajemnica? Dlaczego German nie wspomniał o swoich planach i wolał to zataić? - Te myśli osowiale błąkały się po mojej głowie. Pochłonięta domysłami, nie zauważyłam nawet, kiedy za moimi plecami pojawił się inżynier. Mrucząc, objął mnie w talii.
- Zachęcająco pachnie. - Westchnął, muskając moją szyję.
- Jestem zajęta. - Burknęłam, szturchając go łokciem. Następnie przygotowane jedzenie ułożyłam na stole, przy którym chwile potem pojawiła się Violetta i Javier. Swoją obecnością zaszczycił nas także Ramallo.
W spokoju zasiedliśmy do kolacji. Atmosfera była dość napięta. Ospałe dzieci cicho zajęły się swoimi talerzami, a asystent inżyniera, który z kolei wpatrywał się we mnie, niczym w zjawisko, popijał jedynie herbatę.
- Hej, może obejrzymy "Smerfy"? - Violetta wyczuła sytuację, zabierając ze sobą Javiera. Ramallo.. cóż.. Ramallo odpłynął, pochrapując od czasu, do czasu.
- Oglądajcie, zaraz do was dołączę. - Zawołałam beztrosko, sprzątając po skończonym posiłku. Kątem oka zauważyłam, że German w dalszym ciągu badawczo się mi przygląda. Zignorowałam to, on też odpuścił. Zgodnie z planem po porządkach, zasiadłam przed telewizorem. Na ekranie szalał już Papa Smerf i Osiłek.
- Gargamel! - Pisnął Javier, zatykając dłonią usta. Sadowiąc się na fotelu, zamilkł, a ja zamiast w ekran wpatrywałam się w jego skupioną twarz. Przez chwilę znajdował się z zupełnie innym świecie.
Podczas, gdy on razem z Violettą śledzili losy niebieskich bohaterów, ja pogłębiałam się w treści otrzymanej pod choinkę książki. Lektura na tyle mnie pochłonęła, że nie zauważyłam kiedy bajka się skończyła, a w salonie pozostałam sama. Spojrzałam na zegarek, wskazujący godzinę 20:13 i pomaszerowałam do pokoju chłopczyka. Pomieszczenie było puste, malec znajdował się u Violetty, gdzie razem śpiewali jedną  ze znanych pastorałek.
- Moi kolędnicy. - Uśmiechnęłam się, stojąc w drzwiach. - Niestety muszę przerwać wasz koncert, Javierku, idziemy się kąpać. - Powiedziałam do chłopca, niechętnie podnoszącego się z łóżka.
- Dobrze.. - Zanucił, uśmiechając się szeroko. - Idę! - Nucąc od nosem refren jednej z kolęd, malec popędził do łazienki, zostawiając mnie z siostrzenicą.
- A ty, jak sobie radzisz? - Przysiadłam obok dziewczyny. - Dawno już nie rozmawiałyśmy, tak w spokoju.. Gniewasz się na mnie?
- Nie, Angie.. - Przytuliła mnie. - Rozumiem, że jest Javier.. I wiesz? Teraz czuję, że jesteśmy rodziną.. - Zacieśniła uścisk.
-Rodziną - Powtórzyłam w myślach, uśmiechając się.

________________________
Bez ładu i składu.
Czy Ash jest choć w połowie zadowolona z Pablita? ;>

Besos,
Wiktoria

5 komentarzy:

  1. Buahaahah! Jakie fajne :3 Jaram się! Jaraam!
    Kremówki.. Moja mama uwielbia krówki, ale też blisko.
    Zadowolona, zadowolona..
    Hej, dzieci! Jeśli chcecie, choć raz Gargamela sprać, do Wiktorii zapraszam dziś Was.. Nie, to głupie jest.
    Ciekawie po co German ukrywał prawdę przed..Ach! Tak.. Bo to sierota -.-
    NEXT!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział :)
    Eh... "Smerfy" i inne bajki z dzieciństwa to było coś a nie jakiś porąbany "Dobranocny Ogród" z Maką Paką czyszczącą kamienie xD
    Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa! Gargamel! Co za horror, w przez niego nie zasnę!
    Haha, super rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Yay! Pablo <3 Super rozdział. :3 Czekam na next'a.

    OdpowiedzUsuń
  5. Smerfy <3 One mają 4 palce (nadal jestem w szoku) XD Pangie jak Pangie. Byłoby świetne, gdyby nie Germangie :D Jak uroczo! Uwielbiam Javierka :D Kremówki zresztą też :D Gargamel jest pro. ;) Hej, wpadłyśmy ze Skai na pomysł, żeby spróbować skontaktować się z fankami Clary/Angie z innych krajów. Przyłączasz się? Moja działka to francuski, Skai rozgarnia hiszpana... No i wiadomo, anglik. Znasz jakiś język? Niemca, włocha czy coś? Byłoby super. Rozdział oczywiście fantastyczny (nic nowego). Tylko proszę - Germangie <3 Pozdrawiam - B.

    OdpowiedzUsuń