- German.. - Wymamrotałam. - Przestań..
- To nie ja.. - Ziewnął również przez sen. Zaraz, zaraz. Skoro to nie on, to..
- Poobuudkaa! - Rozległo się w całym pokoju. Oboje z inżynierem, podskoczyliśmy, jak oparzeni. Na skraju łóżka siedział Javier. Chłopiec z łobuzerską miną, zasłaniał swoje usta ręką. - Przyszedłem do was. - Zachichotał, gramoląc się między nas. Rozbawiona i.. nie do końca obudzona spojrzałam znacząco na mężczyznę.
- Oj, no w końcu są święta. - Uśmiechnął się, ponownie opadając na miękki materac. Ja również rzuciłam się na poduszki, uważając, aby nie przygnieść malca.
Fakt. Dzisiaj Boże Narodzenie, pierwszy dzień świąt. W sumie mogliśmy pozwolić sobie na chwile leniuchowania.
Niestety moja osobowość nie pozwala mi cierpieć na brak zajęć. Javier i German w najlepsze, beztrosko rozmawiali o samochodach i wyścigówkach, śmiejąc się do rozpuku, a ja - cóż, leżąc gapiłam się w sufit, rozmyślając o wszystkim i niczym. W końcu postanowiłam wstać. Zegarek wskazywał 8:53, lecz z racji świąt, śniadanie zostało przełożone na późniejszą godzinę.
- Może jednak już się ubierzecie? - Zwróciłam się do towarzyszy, którzy zajęci gorączkową dyskusją na temat footboll'u, nie dosłyszeli mojego pytania. - Faceci. - Zaśmiałam się pod nosem. Z naręczem ubrań, poczłapałam do łazienki.Gdy doprowadzona do stanu normalności zeszłam na dół, powitał mnie cały skład domowników, łącznie z małym chłopcem i tym nieco starszym.
- Dzień dobry, wesołych świąt! - Zawołałam, siadając do stołu. Po jadalni rozchodził się kuszący zapach potraw z poprzedniego wieczoru. Zebrani zajadali się nimi równie chętnie, co wczoraj, nie brakowało też rodzinnych plotek, sprzedawanych przez Melanię oraz opowieści Cardoza.
Po skończonym posiłku dom opustoszał. Olga zobowiązała się pokazać kuzynowi miasto, zabierając przy okazji Javiera, Violetta wybrała się do znajomych, Melania ucięła sobie drzemkę, a Ramallo też, gdzieś przepadł. Korzystając z chwili spokoju, razem z Germanem usadowiłam się na kanapie przed telewizorem. Wtuleni w siebie, oglądaliśmy "Kevina samego w domu".
- Myślę, że.. - Nagle wyprostowałam się, nabierając powietrza. Inżynier spojrzał na mnie pytająco. - ...powinniśmy odwiedzić grób Marii.. - Wypaliłam w końcu. Przez twarz mężczyzny momentalnie przeszedł cień, jak zawsze, gdy wspominano o jego zmarłej żonie. Z perspektywy czasu się do tego przyzwyczaiłam, choć nie było to łatwe. Byłam zazdrosna o zmarłą? Może to nie było trafne określenie. Raczej czułam się niepewne, widząc zakłopotanie ukochanego. Ani jemu, ani mi nie było z tym komfortowo.
- Ja też tak uważam.. - Przetarł czoło, ponownie otaczając mnie ramieniem. - Może chodźmy teraz, nikogo nie ma, unikniemy pytań. - Zaproponował, na co bez słowa przystanęłam.
- Pójdę zostawić wiadomość dla reszty. - Z szuflady wyciągnęłam kartkę papieru i długopis.
Kochani!
Jesteśmy na spacerze,
widzimy się przy obiedzie.
Angie
Kartonik przyczepiłam magnesem do lodówki, po czym chwytając torebkę i płaszcz, razem z Germanem opuściłam dom.
Szliśmy powoli, w ciszy. Żadnego z nas nie ciągnęło w cmentarne progi. Było Boże Narodzenie, czas radości, a nam towarzyszył nostalgiczny nastrój.
Pogoda nie dodawała optymizmu. Od kilku dni padał deszcz i szalał porwisty wiatr. Dziś przynajmniej niebo było suche, lecz chmury uporczywie więziły Słońce. Trzymając Germana pod rękę, czułam, jak z każdym krokiem w stronę kaplicy napinają się jego mięśnie, a krew w żyłach buzuje. Starałam się ukryć swój niepokój, próbując okiełznać przyspieszający oddech. Każdy na swój sposób przeżywał wizytę na cmentarzu.
Gdy dotarliśmy na miejsce, inżynier ułożył na kamiennej płycie bukiet czerwonych róż - ulubionych kwiatów Marii. Świszczący wiatr był naszym jedynym towarzyszem. W końcu w Boże Narodzenie nie wiele osób szuka czegokolwiek wśród zmarłych.
Staliśmy tak milcząc, jednak wiedziałam, że podobnie, jak ja w duchu, mężczyzna również odbywa swoją własną rozmowę z Marią.
- "... i mam nadzieję, że teraz patrzysz na nas z góry i nie masz mi tego za złe. Bardzo cię kocham i równie mocno tęsknię. On też.. "- Mówiłam w myślach. Niespodziewanie po mojej twarzy spłynęła pojedyncza łza. Nie miałam siły, żeby jej otrzeć.
Bez słowa, ujęłam dłoń inżyniera, czując, jak zaciska swoje palce na moich. Dzieliliśmy się bólem, zajmującym nasze serca, lecz także wsparciem i odwagą, mającą pomóc brnąć dalej.
- German.. - Wyszeptałam, drugą ręką przesuwając po jego. Policzek zaś przytuliłam do umięśnionego ramienia.
- Kocham cię. - Padło. - Najbardziej na świecie. - Dodał szybko, płynnym ruchem stając przede mną. Z lekkim niepokojem spojrzał mi w oczy, a następnie przytulił. Mimo wszystko czułam się bezpiecznie w jego ramionach, dawał mi stuprocentowe poczucie bezpieczeństwa. - Ona bardzo by chciała, żebyśmy byli szczęśliwi. - Powiedział, ocierając mokrą ścieżkę na moim policzku.
- Wiem. - Mruknęłam, wzdychając.
- Wracajmy do domu. Tam czeka nasza rodzina. - Ze spokojem rzekł mężczyzna. Ja tylko twierdząco pokiwałam głową. Objęci ruszyliśmy w kierunku willi.
______________________
Lekko dołująca końcówka. >.<
I nie obyło się bez Kevina. :P
<Klik>
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Wiktoria
SUPCIO bardzo fajny ehheeh angie zazdrosna o zmarla siostre ??? haha
OdpowiedzUsuńczekam na nexta
Cóż ja tutaj mogę dodać :) Jest na prawdę wzruszający i .. Romantyczny :) Podoba mi się niezmiernie :) Czekam z niecierpliwością na kolejny. ;*
OdpowiedzUsuńŚwietny! Ciekawie, gdzie przepadł Ramallo.. :D
OdpowiedzUsuńZazdrość o zmarłą osobę.. Nie.. Coś mi się to nie podoba.
A ja nie oglądałam Kevina T.T Rodzice mają już go dość i tata włączył jakiś mecz piłki nożnej. -.-
NEXT!
Oni są małżeństwem u Ciebie?
OdpowiedzUsuńCo,jak co,ale nie przypominam sobie, żebym ożeniła Germangie. :D XD
Usuńsuper czeam na nexta
OdpowiedzUsuńO Matyldo! Nie pamiętam jak dawno temu komentowałam. Nadrobię dzisiaj. Więc:
OdpowiedzUsuńŚwięta. Święta, Święta, Święta. Germangie. Święta u Germangie :D Perfect. Była Melania, był Mikołaj-German, była różowa Violka... Ach i co najważniejsze - Olga i jej potrawy :D Cudeńko. Życzę Ci bombastycznego Nowego Roku: Germangie, Clary Alonso w Polsce, śniegu, dużo radości, miłości, itd., żeby Argentyna lub Hiszpania wygrała mistrzostwa świata w piłce nożnej, żebyś miała weny za trzech, pizzy, czekolady, fajnych t-shirtów, Angie w V3... Resztę sobie dożycz :D Ten rozdział - miód malina. I Maria. W sensie Maria nieżywa. Znaczy ona tak czy siak nie żyje... OCH! Grób Marii. Kevin to tradyszyn. Javier ich obudził. Jednym słowem - GENIALNE (mogłam w sumie napisać jako komentarz jedno słowo) ;D Jest rok 2014. Co nas czeka?! World over (czyt. V3 bez Angie) czy Germangie? Tak bardzo dylematy XD Mam dziś humor jak stąd (nie wiesz skąd, ale co tam XD) do BA. Pozdrawiam - B.
Świetny rozdział, czekam na następny! ;D
OdpowiedzUsuń