W wielkiej zgodzie zasiedliśmy do stołu. Dzisiejszego wieczoru nawet Ramallo i Olga wydawali się porozumieć.
Siedząc przy stole mogłam dokładnie przyjżeć się porozstawianym na nim dekoracjom. Biały obrus gościł adwentowy wianek zrobiony z gałązek jodły, przystrojony fioetowymi wstążkami i czterema świeczkami. Zgodnie z opowiadaniami Olgi zieleń jodły symbolizuje nadzieję, fiolet - refleksje nad przeszłością, a świeczki - światło. Gosposia co niedzielę zapalała jedną, zaś za kilka chwil miała zabłysnąć ostatnia - czwarta, mówiąca, że nadeszło Boże Narodzenie. Kolejnym mało mi znanym zwyczajem było umieszczenie w oknach światełek, kolorowych gwiazdek i różnych figurek z papieru. W Niemczech Wigilia, jak i Boże Narodzenie różnią się od tutejszych , lecz Olga starała się kultywować nasze tradycje, gdzie główną świąteczną potrawą jest cordero - pieczone jagnię ze specjalnym barbeque, deserowy musujący cydr - wino jabłkowe i ciasto z bakaliami. O tej porze w Argentynie zaczynają się zbiory owoców i na stole nie mogło zabraknąć też słodkich owoców - czereśni, malin, porzeczek. Z dań zaczerpniętych z kultury niemieckiej pojawiła się m.in pieczona kiełbasa, potrawy z kaputy kiszonej, strucla. W powietrzu unosił się aromatyczny zapach piernika i leśnego drzewka, kojącego nas swoim blaskiem.
Przygotowane dania były na prawdę wyśmienite, Olga, jak zwykle zachwyciła swoim fachem kulinarnym. Starałam sie spróbować choć kęs każdej potrawy, chociaż już po paru mój brzuch dosłownie pękał. Inni również zajadali się ze smakiem, chwaląc talent gosposi, która zadowolona, rumieniła się pod wpływem komplementów. Dziś nie szczędził ich nawet Lisandro.
Po odejściu od uginającego się pod stosem talerzy i półmisków stołu, przyszedł czas na otwarcie prezentów.
- W tym roku Mikołaj nie mógł osobiście do nas przyjść, ale poprosił, żeby upominki rozdał najmniejszy członek rodziny. - Powiedział German. Spodobał mi się jego opiekuńczy ton, ciągle dziwiło mnie jego podejście do dzieci.
- To ja, to ja! - Poderwał się Javier. Z pomocą Violetty odczytywał karteczki z imionami na paczkach i dostarczał je zebranym.
Z uśmiechem obserwowałam radość na twarzy chłopca, przy otwieraniu coraz większych upominków. Zadowolony, oglądał podarowane mu ubrania i zabawki. Zapewne od córki pana domu otrzymał też dwa nowe zeszyty,blok i duże pudełko kredek i farb. Reszta domowników też ucieszona była swoimi prezentami. Ramallo zachwycał się kompletem poszetek ode mnie oraz innymi dodatkami do garniturów, a Olga nowymi fartuszkami, neonowymi bransoletkami i zestawem szminek. Violetta z dumą mierzyła cukierkowe spódniczki, a ciocia Melania - wełniane szaliki i rękawiczki. Podarowano jej także czerwone korale w parze z żurawinowymi kolczykami. Teraz swoje prezenty otwierał German. Pośród dwóch buteleczek wody kolońskiej, krawatu w renifery oraz skarpet w mikołaje ( Od Melanii ) wyciągnął odtwarzacz mp3 i słuchawki. Z wyraźną ekscytacją uruchomił urządzenie, rozkoszując się usłyszanymi dźwiękami. Na odtwarzaczu nagrana była piosenka ostatnio skomponowana przeze mnie. " Neustro Camino" było odzwierciedleniem spontaniczności i miłości, którą czułam. Wzruszony mężczyzna popatrzył na mnie z czułością, spod swoich ciemnych rzęs. W jego czekoladowych oczach tliły się iskierki radości.
- Dziękuje. - Szepnął, całując mój policzek, płonący rumieńcem. Skąd wiedział, że to prezent ode mnie?
Na końcu przyszła moja kolej. Zaciekawiona różnokształtnymi paczkami, sięgnęłam po jedną z nich. Skrywała w sobie ręcznie haftowaną, kremową apaszkę. Z kolejnych wydobyłam flakonik moich ulubionych prefum, spinkę do włosów w kształcie klucza wiolinowego i zwiewną, liliową sukienkę.
- Wiesz, ja i Javier mamy dla ciebie jeszcze jeden prezent.. - Powiedział tajemniczo German, podając mi ostatnie pudełeczko, leżące pod leśnym drzewkiem. Była tam czerwona ramka w kolorowe ciapki, a w środku laurka namalowana przez Javiera. Przedstawiała mnie, chłopczyka oraz pana domu. Szeroko się uśmiechając, trzymaliśmy się za ręce. Z tyłu rozciągała się udekorowana choinka, a w rogu - błyszcząca gwiazdka.- Wzruszyłam się.. Cudowny prezent.. - W oczach miałam łzy szczęścia, sentyment do takich rzeczy był w mojej rodzinie dziedziczny.
- Jesteś, jak mama. - Malec przytulił się do mojego uda. Spojrzałam na równie przejętego Germana. Javier potrzebował rodziców, rodziny i tego domowego ciepła, którego w żaden sposób nie mogliśmy, nie chceliśmy mu odmówić
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk fortepianu. To German zasiadł przy instrumencie, wygrywając " Dzisiaj w Betlejem ". Bez wahania dołączyła do niego Violetta, a następnie ja i reszta zebranych. Nie skończyło się oczywiście na jednej kolędzie. Następnymi było " Lulajże Jezuniu" , "Gdy śliczna Panna " , " Bóg się rodzi" i w końcu przy akompaniamencie nowej gitary Violetty " Let it snow" oraz " Jingle Bells". Szło nam całkiem nieźle, tworzyliśmy zgrany chórek. Po wykonaniu jeszcze paru pastorałek, zmęczeni domownicy zaczęli rozchodzić się do swoich pokoi. W salonie pozostał jedynie German, Javier i ja. Chłopiec leżał na kanapie z główką ułożoną na moich kolanach. Powoli zasypiał.
- Pójde zanieść go na górę.- Szepnęłam, gdy oddech malca całkowicie się umiarowił. Inżynier bez słowa skinął głową.
Ostrożnie wzięłam dziecko na ręce i powoli podążyłam w stronę schodów. Starając się, aby go nie obudzić, delikatnie ułożyłam drobne ciało na łóżku. Wychodząc z pokoju, usłyszałam cienki głosik :
- Nie idź..
Gwałtownie się odwróciłam, powracając do chłopca. Ziewając, przecierał zaspane oczy.
- Może ściągniesz adidasy ? - Wskazałam na stopy Javiera. - Będzie ci wygodnie.
- Nie chcę, żeby było wygodniej. - Odrzekł stanowczo. Wzruszające, jak wielką radość może sprawić dziecku zwykła para butów. Niby drobnostka.. Dla Javiera było to coś niebywałego. Święta, taka sytuacja. Cieszyłam się, że przez te parę dni może być z nami.
- Śpij już. - Pogłaskałam jego policzek, a chłopiec posłusznie wykonał polecenie, przewracając się na drugi bok. - Dobranoc, zuchu.
- Dobranoc, Angie.. - Ziewnął i momentalnie ucichł.
Jak najostrożniej wyszłam z pokoju, kierując się do sypialni swojej i Germana, gdzie ociężale rozłożyłam się na łóżku. Dopiero teraz poczułam niebywałe zmęczenie, to był dzień pełen wrażeń. Przymykając powieki, czułam jak powoli odpływam. Do stanu trzeźwiości przywołał mnie skrzyp drzwi. Nie musiałam zgadywać, kto wszedł do pokoju.
- Kładziesz się? - Zapytałam, wciąż z zamkniętymi oczami. Odpowiedziała mi cisza. Czyżby German już się ulotnił?
- Ho, ho, ho! - Rozległo się parę minut potem dźwięcznym basem. Twarde bity uderzyły do moich uszu, a serce przyspieszyło.Gwałtownie stanęłam na nogi. Przede mną stał nieoczekiwany gość, a reczej hmmm.. German w stroju Mikołaja. Wciąż lekko oszołomiona wybuchłam niepohamowanym śmiechem na widok jego długiej, zwisającej do pasa brody.
- Jak ty.. German..Hahahaha... Co ty... ? - Chichotałam, ze łzami w oczach. Trzymając się za brzuch ponownie opadłam na łóżko.- Jaki German?! Jestem św.Mikołaj, a tu chyba nie ma tu grzecznych dzieci.. - Mruknął zdegustowany.
- Oj, przepraszam.. - Chrząknęłam, ocierając kąciki oczu z łez. Obraz inżyniera krótko mówiąc mnie rozgromił. - No ja jestem. - Uśmiechnęłam się niewinnie, a na twarzy mężczyzny pojawił się łobuzerski grymas. Dopiero teraz zauważyłam, że za plecami chowa wielki, lniany worek. Przysiadając na fotelu, ułożył go przy swoich nogach i skinął ręką w kierunku mnie, abym podeszła. Bez słowa wykonałam polecanie. W momencie, gdy stanęłam przy nim, objął mnie w pasie, tak, że znalazłam się na jego kolanach.
- To teraz mi powiedz, co stary Mikołaj może dla ciebie zrobić? - Powiedział niskim głosem, wywołując na mojej twarzy jeszcze szerszy uśmiech.
- Hmm.. - Zmrużyłam oczy, a usta zwinęłam w dzióbek. - Czego mogę sobie życzyć? Czterech sukienek z czystego jedwabiu, przeplatanych złotymi nićmi, swojej gwiazdy, wycieczki na Księżyc, własnej wyspy. - Wyliczałam. - Biegania po Drodze Mlecznej, podróży twoimi saniami i ujeżdżania reniferów.. To chyba będzie na tyle.. - Westchnęłam ociężale, w duchu śmiejąc się ze zmieszanej miny Germana. - Ale najbardziej.. - Okręciłam się do niego przodem, owijając dłonie wokół jego szyi. Oddechem delikatnie muskałam brodę inżyniera, kusząco przygryzając wargę. Wiedziałam, że w tej chwili nad nim góruję, to przysuwając do jego warg, to odsuwając swoje usta. - Najbardziej pragnę, żeby zawsze już było tak, jak jest. Tengo ganas de ti.. - Szepnęłam, ostrożnie skubiąc górną wargę inżyniera. Po chwili poczułam, jak wszczepia on swoje usta w moje, delikatnie gładząc ich kącik kciukiem. Nie czekając na nic więcej zacisnęłam palce na sztucznej brodzie, osuwając ją całkowicie z twarzy Germana. W tamtej chwili poczułam niebywały przypływ pożądania. Kierowana emocjami, bez wahania pogłębiłam pocałunek, czując, jak mężczyzna stara się mi dorównać; jego dłonie powędrowały z moich żeber wprost do pasa, z każdym ruchem wywołując falę przyjemnych dreszczy, wzniecających pragnienie. Obojgu brakowało już tchu, jednak zachłannie pragnęliśmy więcej, dzieląc się swoim ciepłem, miłością i oddaniem. Chwilę potem niechętnie oderwaliśmy się od siebie, łapiąc oddech. W oczach Germana wciąż widniały łobuzerskie chochliki, a na policzkach podobnie, jak i moich - palące rumieńce.
- Pani chyba nie uznaje jemioły. -Zaśmiał się inżynier.
- Skądże. - Odparłam, jeszcze raz muskając jego wargi.
- Wnioskuję, że tu chyba na prawdę nie ma grzecznych osób. - Westchnął German z udawanym zawodem, grzebiąc w worku, z którego wyciągnął parę krótkich gałązek, przewiązanych żółtą wstążką. - Rózga.- Wzruszył ramionami. - Ale w tym roku pewien mały elf z nieco większym podpuścili mnie i mam coś jeszcze. - Tym razem z kieszeni mikołajowej kurtki wydobył niedużej wielkości pudełeczko. - Otwórz.
Z biciem serca pociągnęłam czerwoną wstęgę. Po rozchyleniu wieczka moim oczom ukazała się miniaturka fortepianu.
- To nie koniec. - Rzekł tajemniczo, wskazując na klamrę z wierzchu figurki. Gdy ją uniosłam, rozległ się dźwięk dobrze znanej mi piosenki.
- " I don't want a lot for Christmas, there's just one thing I need. I don't care about the presents, underneath the Christmas tree." -Śpiewał German. Wsłuchując się w jego melodyjny głos, zauważyłam, że pod wieczkiem kryje się jeszcze coś. W środku na cienkim, złotym łańcuszku błyszczała mała nutka z diamentowym oczkiem. Naszyjnik był tak delikatny, że bałam się go dotknąć. Za mnie zrobił to inżynier.
Nie przerywając nucenia, ostrożnie odgarnął moje włosy, całując w obojczyk. Następnie powolnym ruchem zapiął na niej wisiorek. To był prezent, którego nie wyobrażałam sobie w snach. Skrywał w sobie nie tylko cząstkę materialną.
- " I just want you for my own, more than you could ever know. Make my wish come true, all I want for Christmas is you.." - Uśmiechając się, dołączyłam do niego w refrenie.
- " Cause I just want you here tonight, holding on to me so tight. What more can I do,baby I all want for Christmas is you..You baby.." - Nagle inżynier wstał i ujmując moją dłoń pociągnął w górę. Posłusznie poddałam się jego działaniom, układając na umięśnionych ramionach dłonie, zaś przy obojczyku - głowę. Mężczyzna objął moje plecy i zaczął lekko kołysać w rytm piosenki. - " All the lights are shining, so brightly everywhere. And the sound of children's laughter fills the air. And everyone is singing, I hear those sleigh bells ringing Santa won't you bring me the one. O really need, won't you please bring me baby to me. " - Zaśpiewaliśmy wspólnie, patrząc sobie w oczy.
- Dziękuję. - Wyszeptałam, po długiej, lecz jakże błogiej ciszy. Wtem rozległo się bicie zegara. Nadeszła północ, na świat przychodził Syn Boży , a do mojego serca zapukało nieznane uczucie..
_______________________
Ta- daam. 80 rozdział za nami. Kto by pomyślał, że to już? :)
Kiczowaty prezent Angeles, a jakże. :D
German - Mikołaj. Zmieściłby się do komina? :D I oczywiście nie ma pytań do jego zdjęcia. :D
Mam nadzieję, że Violcia nie będzie mnie ścigać za przywłaszczenie Angie piosenki. :D
Udanej zabawy sylwestrowej! Wyszalejcie się! :)
Do przeczytania w Nowy Rok,
Wiktoria
Mikołaj German - hahah xD Leże i nie wstaje :D
OdpowiedzUsuńGermangie *o*
Rozdział genialny czekam na next'a <3
Wiesz co, a ja myślałam że do czegoś dojdzie, super rozdział, czekam na nexta <3 <3 ♥♥♥
OdpowiedzUsuńMamy podobne myśli :D
UsuńGenialnie przerobiony German-Mikołaj. xd Na rysunku nie ma Violetty, buahahah. :D
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział i piękne Germangie. ♥
A po co im do szczęścia Violka? ;3
UsuńAch, miszcz painta. :D
Dziękuję. :)
Hahahaha german + mikolaj ahahah
OdpowiedzUsuńnie moge pszestac sie smiac
Romantyzmu zawsze troche musi byc hahaha
Czekam na nexta
HAHAHAHAHAHHAHAHHA LEŻE LEZE XDDD
OdpowiedzUsuńWiktoria mistrzyni painta! Udzielaj nauk na ten temat xD
Boski rozdział, German jako Mikołaj i jego gadka! :D
Z pewnością już planujesz jakieś zniszczenie Germangie, ale na razie naciesze się tym!
Czekam na nexta!
Saludo i szczęśliwego nowego roku :)
Oczywiście! :D
UsuńA dramaty nadejdą po Nowym Roku. :3
Dziękuję. :)