środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 72

Po kąpieli postanowiłam zajrzeć do pokoju siostrzenicy. Mimo,iż godzina była późna,dziewczyna jeszcze nie spała.
- Mogę wejść? - Zapukałam. Ciche mruczenie oznaczało zgodę. - Jak tam? Dlaczego jeszcze nie na 'imprezie' u  Morfeusza? - Zażartowałam,próbując rozchmurzyć ponurą minę nastolatki. - Co jest skarbie?
Zamiast słów, nastąpiły czyny. Sekundę po pytaniu, Violetta płakała z głową na moich kolanach.
- No już.. - Gładziłam jej idealnie rozczesane włosy. - Cii..
Między kolejnymi,głębokimi wdechami i łykaniem nowych łez ,udało mi się dosłyszeć wyjaśnienia dziewczyny.
- I..I wtedy Lleo-on. - Chlipała. - I wteddy powiedziiał,że z nami koniec i  tylk-ko oboje się oszukujemy.. Nie uwierzył mi,że D-diego.. - Przerwała,znów wybuchając płaczem.
- Wiem,że może ci się wydawać to trudne,a nawet bezduszne,ale może lepiej się stało? Związek opiera się na zaufaniu.. Być może Leon po prostu jest zagubiony, jemu przecież też nie jest łatwo..Myślę, że prędzej, czy później dojdziecie do porozumienia. Oboje potrzebujecie czasu.. - Pocałowałam czubek jej głowy. - Odpocznij, skarbie. - Chciałam wstać,lecz Violetta nadal ściskała moje kolana. - Słońce..
- Zaśpiewasz mi? - Wypaliła,płaczliwym głosem.
- Jeśli masz na to ochotę. - Zgodziłam się po chwili namysłu. - W takim razie szybko pod kołdrę. - Zarządziłam,uśmiechając się. W ułamku sekundy moja siostrzenica leżała już szczelnie okryta, wpatrując się we mnie z błyskiem w oku.
- "Fuentecita que corre clara v sonora.." - Zanuciłam cicho. - " Ruiseñor que en la selva cantando llora..Calla mientras la cuna se balansea ..A la nanita, nana..Nanita ella.."
Śpiewałam kołysankę, którą niegdyś koiła mnie sama Maria. Po urodzeniu Violetty również ją w ten sposób usypiała. Dziewczyna musiała zapamiętać starą pieśń - niemalże od razu zasnęła z uśmiechem na ustach.
Ostrożnie zsunęłam głowę nastolatki ze swoich kolan i wygodnie ułożyłam na miękkiej poduszce.
- Zaraz przyjdę, idź, bo ci nogi zdrętwieją. - Szepnęłam rozbawiona, nie oglądając się za siebie. Doskonale wiedziałam, że w drzwiach stoi German. Od dawna czułam jego obecność. Mężczyzna posłusznie wykonał moje polecenie.
Chwilę jeszcze postałam obok łóżka siostrzenicy, lekko się uśmiechając. Kiedy spała, można było w niej dostrzec tę małą Violettę, sprzed kilkunastu lat. Ten sam wyraz twarzy..
Uważając, aby nie stukać drzwiami, powoli opuściłam pokój siostrzenicy.
- Już drugi raz tego samego dnia mnie podsłuchujesz.. - Udałam oburzoną, wchodząc do sypialni ukochanego.
- Po prostu masz niebywały głos i złote serce. Uwielbiam cię słuchać, każde słowo, które wychodzi z twoich gorących ust, wzburza we mnie falę emocji. - Powiedział, wpatrując się we mnie głodnym wzrokiem.
Pod urokiem Germana ,spokojnie opadłam na łóżko. Dopiero teraz poczułam zmęczenie.
Mężczyzna ułożył się obok mnie, opierając głowę na ręce. Jego kasztanowe oczy, przepełnione miłością, zawsze działały na mnie tak samo.
- A może teraz ty mi coś zaśpiewasz na dobranoc ? - Mruknęłam, wyszczerzając zęby. Germanowi chyba nie do końca spodobał się ten pomysł, bo na jego twarzy zaobserwowałam przejściowy grymas.
- Skoro chcesz.. - Przystanął po chwili namysłu.
Zadowolona oparłam głowę na jego piersi, a rękę na brzuchu.
- "Śpij spokojnie,bo już zasnął dzień.." - Zamruczał męskim głosem, muskając dłonią moje ramię. - "Będę z tobą, gdy nadejdzie sen..Wiatr za oknem na dobranoc gra, zakochanym tak, jak ty i ja.. - Spodobał mi się jego spokojny, opiekuńczy ton, który tak kojąco obijał się o moje uszy. - Śpij spokojnie, w górze wielki wódz, zabrał smutki i nie wrócą już.. A ja nocy tej przy tobie złe wypłoszę sny. I obudzą się poranne mgły.. Śpij spokojnie, jestem blisko tak. Będę zawsze, miłość ma swój smak..Już niedługo noc odejdzie,świt rozwieje sny..Pozostanie miłość - ja i ty.. - Zakończył.
Mimo, iż German skończył śpiewać, jego słowa wciąż rozbrzmiewały we mnie. Czułam się niezwykle. Ciepło bijące od mężczyzny zmieszało się z historią, którą przekazał.
Wtulona w ukochanego, odpłynęłam..


                                                                             ***


Nazajutrz, gdy się obudziłam, miejsce po lewej stronie łóżka było puste. Przetarłam zaspane oczy, rozglądając się po pokoju. Rzeczywiście - byłam w nim sama.
Ponownie uspakajając oddech, przymknęłam powieki. Mimo, że nie było przy mnie Germana, a za oknem nastał dzień, postanowiłam jeszcze trochę poleniuchować.
Myślami próbowałam powrócić do sennych fantazji, lecz za wszelką cenę nie mogłam przypomnieć sobie obrazów namalowanych przez Morfeusza. Od środka jednak wypełniało mnie przeświadczenie, że było to coś pięknego, czułam się szczęśliwa.
Po chwili drzwi do sypialni zaskrzypiały. Dobrze wiedziałam kim jest tajemnicza osoba. W pomieszczeniu oprócz stukotu butów, roznosił się zapach wody kolońskiej.
Ciepła dłoń delikatnie odgarnęła włosy, opadające na moje ramię. Zaraz potem w tym miejscu poczułam dotyk męskich warg.
- Skarbie.. - Usłyszałam szept tuż przy uchu. Łaskoczące powietrze, sprawiło, że mimowolnie się uśmiechnęłam. - Nie udawaj, że śpisz. - Zaśmiał się mój szwagier.
- Nie udaje. - Rzuciłam bez namysłu, zdradzając się. Teraz chcąc, czy nie chcąc - musiałam rozchylić powieki. -  Dzień dobry. - Przeciągnęłam się, śmiejąc z samej siebie. - Piękny początek dnia.
- Ymm,a może być jeszcze piękniejszy, gdy wstaniesz. - Podpuścił mnie German. - No już. - Płynnym ruchem, zrzucił kołdrę z łóżka.
Ziewając, podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Która godzina? - Zapytałam, szukając budzika.
- Ósma. - Ojciec Violetty, podał mi leżący pod poduszką zegarek. - Schowałaś go tam, kiedy zadzwonił. - Wyjaśnił, widząc moją pytającą minę. - Mocno spałaś.
- Zasługa kołysanki. - Uśmiechnęłam się. - A teraz przepraszam,ale spóźnię się do pracy, jeśli natychmiast nie zacznę się zbierać. - Powiedziałam, otwierając szafę w poszukiwaniu ubrań. German natomiast wyszedł z pokoju, informując mnie wcześniej, że czeka ze śniadaniem.
Dosłownie parę minut zajęła mi poranna toaleta oraz wybór garderoby. Już chwilę potem siedziałam przy stole razem z ukochanym.
- To chyba przeszło do tradycji. - Skomentował dźwięki kłótni personelu, dobiegającej z kuchni.
- Chyba trzeba coś z tym zrobić.. -Mruknęłam biorąc kolejny kęs tosta.
- Ty stary baranie, łapy precz od mojego sosu! Brudne łapska będzie mi tu pchał!
- Odczep się, kobieto!
- Oj, trzeba.. - Westchnął pan domu. - Olgo, Ramallo, zapraszam tutaj! - Krzyknął w stronę kuchni, wycierając usta serwetką.
Gosposia i przyjaciel pana domu, posłusznie zjawili się w jadalni. Milcząc, zachowywali między sobą bezpieczną odległość.
- Poprosiliśmy was tutaj, aby ostatecznie zażegnać wasz spór. - Zaczęłam, oczekując wsparcia Germana. -Oboje uważamy, że to już przestało być zabawne, musicie dojść do jakiegoś porozumienia.
Po minach obu stron widziałam, że nie są zachwyceni tym pomysłem,jednak postanowiłam kontynuować.
- Przynajmniej spróbujcie, proszę.. - Zrobiłam błagalną minę.
- Dobrze. - Przystanęła Olga. - Jeśli tylko ten.. - Zawahała się, widząc, jak unoszę brew. - Jeśli Lisandro przestanie się dobierać do moich garnków, brudzić zabłoconymi buciorami podłogę, wylegiwać się na uporządkowanej kanapie, tłuc filiżanki, zużywać całą zawartość kawy zbożowej, zostawiać swoje papiery byle gdzie.. - Wyliczała. - Wsypywać do cukierniczki sól, przestawiać mi pojemniczki do przypraw, grzebać w lodówce, wyżerać żęłty ser..
- Olgo, Olgo.. - Przerwał German.
- Nie będę tego słuchać. - Oburzył się asystent mojego szwagra. - Wychodzę.
- No i z Bogiem. - Rzuciła gosposia, również oddalając się.
Jednoczenie tej dwójki nie przyszło łatwo i chyba w najbliższym czasie nie będzie prostym zadaniem. Na razie trzeba było czekać. Czekać, ale nie odpuścić.
Przypadkowo zerknęłam na wyświetlacz komórki i z przerażeniem stwierdziłam, że za trzynaście minut zaczynam lekcje.
- Spóźnię się. - Jęknęłam, łapiąc torebkę. Szybkim krokiem podążyłam ku drzwiom. Przed domem dogonił mnie German.
- Podwiozę cię. - Zaproponował, otwierając auto. - No, chodź. - Uśmiechnął się życzliwie.
Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Z prędkością światła, zajęłam miejsce na siedzeniu obok kierowcy.
- Mój bohater. - Pogładziłam policzek mężczyzny.
- Uchroniłem, a raczej uchronię od niefortunnej retardacji. - Zaśmiał się, wprowadzając samochód w niebezpieczną prędkość.
-Zwolnij.. - Szepnęłam,jednak moją prośbę w wyścigu do uszu Germana, wyprzedził pisk opon.Nastąpiło uderzenie.

_______________________________
Macarena, macarena! Baila, baila, ella, ella. :D
Piosenkę, którą śpiewała Angie znajdziecie tu , a kołysankę Germana: tu. :)
Jak zauważyliście rozdziały pojawiają się ostatnio regularnie, tak będzie dokąd mnie nie opuści wena i wystarczy czasu. ;)
Bardzo zależy mi na Waszej opini. Może chcielibyście, żebym coś zmieniła, wprowadziła? Swoje uwagi śmiało kierujcie do specjalnej zakładki lub w komentarzach pod postem. :)

Pozdrwaiam.
Wiktoria

14 komentarzy:

  1. SUPCIO ROZDZIAL CZEKAM NA NEXTA MOJ BLO > http://historia-germangie.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  2. Trolololololololo
    Dawaj szybko neta!!!
    Wiśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje. ☺
      Rozdziały,jak narazie będą pojawiać się co dwa dni. ;))

      Usuń
  3. O Boże!!!! W co oni uderzyli?? O.O

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnie zdanie mi się nie podobało o,o
    Ale rozdział Genialny :*
    Czekam na next'a :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Czo Ty mi tu?! Chcesz żebym wykitowała? Poza tym Hem hem hem... Świetne, zajebiste, urocze, takie słodkie, ciepłe i wszelki synonimy tylko te ostatnie zdania O,O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. ♥
      Ostatnie zdanie chyba na wszystkich tak podziałało. ;D

      Usuń
  6. Komentarz na wszystkie rozdziały, których nie komentowałam: CUDOWNE!!!!!!! ;D Najlepsza jest oczywiście poranna kłótnia w wykonaniu Ramallo i Olgity :D Niestety, nie mam tajmu, aby pisać długaśny komentarz (może to i lepiej, nie wynudzisz się) :D Wyobraź sobie teraz ile radości dają nam twoje rozdziały. Pozdrawiam - B.

    OdpowiedzUsuń