Podczas jednego z sielankowych wieczorów w towarzystwie Germana, z jego ust padła ciekawa sugestia.
- W Boże Narodzenie ważna jest bliskość.. - Mówił. - Otoczenie przyjaciół, rodziny.. A do tego wariatkowa dawno już dołączył Javier, sądzę, że się ze mną zgodzisz. - Oczekiwał mojej reakcji. Twierdząco skinęłam głową. - Myślę, że powinniśmy zabrać go do domu na ten czas. Mały zasługuje na prawdziwe święta.
- Też się nad tym zastanawiałam. - Przytaknęłam. - Musimy mu pokazać, że wspieramy go w chorobie.
- W tym dziecku jest coś.. coś niebywałego. - Westchnął, uśmiechając się. Lubiłam obserwować te iskierki w jego oczach. Nie myliłam się sądząc, że coś planuje.
Następnego dnia wspólnie mieliśmy udać się na rozmowę z lekarzami opiekującymi się Javierem i zdobyć wszystkie niezbędne dokumenty, aby móc zabrać go z kliniki. O tak, jutro miało być bardzo optymistycznym dniem.
***
Tak, jak to poprzedniego wieczoru zostało uzgodnione, tuż po pracy razem ze szwagrem siedziałam w gabinecie jednego z lekarzy prowadzących leczenie chłopca. Dowiedzieliśmy się, że stan jego zdrowia znacznie się poprawił i nie ma większych przeszkód, aby święta mógł spędzić w willi Germana.
Zgodnie z poleceniem oboje musieliśmy wypełnić tylko kilka niezbędnych formularzy.
Z zadowoleniem opuściłam gabinet doktora, zmierzając ku sali Javiera. Teraz, gdy wszystko było już pewne, mogliśmy przekazać malcowi radosną nowinę.
- Cześć, słońce. - Przytuliłam chłopczyka. - Co tam rysujesz? - Javier z dumą podał mi zapełnioną kartkę. Rysunek przedstawiał uśmiechniętego bałwana w stroju Mikołaja. Bez namysłu pochwaliłam pracę malucha.
Gdy z ust Germana padła propozycja wspólnych świąt, żaden epitet nie mógł opisać szczęścia dziecka. Javiera wprost roznosiła radość. Zadowolony resztę wieczoru przesiedział na moich kolanach, a gdy wychodziliśmy jego oczy lśniły.
***
Pozostały dwa dni do Wigilii, która wypadała w niedzielę. Dzisiaj natomiast gwiazdkę obchodziliśmy w Studio. Koło południa miał odbyć się konkurs kolęd, później opłatek i klasowe poczęstunki z wręczeniem wzajemnie kupowanych sobie prezentów.
Przebudziłam się w doskonałym humorze , czułam, że ten dzień będzie należał do udanych.
Przez delikatne obłoczki przedzierały się promienie słoneczne, parzące szybę, a lekki wiatr mierzwił korony drzew. Już o poranku temperatura była dość wysoka.
Tradycyjnie miejsce po lewej stronie łóżka wypełniała pustka - German znając życie zaszył się już w gabinecie. Może nawet to lepiej, miałam czas, aby przygotować się do konkursu z tak piękną pogodą.
Z racji, że szkolna Wigilia miała rozpocząć się późnym popołudniem - miałam trochę czasu dla siebie. Korzystając z wolnego postanowiłam udać się na długo odwlekane zakupy świąteczne.
Wcześniej jednak zeszłam na śniadanie. Przy stole kawę popijał już pan domu wraz ze swoim przyjacielem.
- Dzień dobry. - Szarmancko przywitał się Ramallo, a German posłał mi ciepły uśmiech. Chwilę potem dołączyła rozpromieniona Violetta. Ekscytacja nadchodzącymi wydarzeniami wprost wychodziła jej uszami.
- Może pójdziemy razem do galerii? - Szepnęłam na ucho dziewczyny. Ta jednak zrobiła niechętną minę, a na jej czole pojawiła się głęboka zmarszczka, jak zawsze, gdy nad czymś myślała.
- Ee, no.. Bo ja już umówiłam się z dziewczynami i wiesz.. - Plątała się. Nie oponowałam, widząc jej zakłopotanie.
- W porządku. - Musnęłam dłonią jej ramię.
Po skończonym posiłku zgodnie z porannymi postanowieniami, wyruszyłam na podbój centrum handlowego. Przyznam, że nigdy nie przepadałam za włóczeniem się po sklepach, nie sprawiało mi to większej przyjemności.
Wystrój budynku Prima zapierał dech w piersiach. Migoczące figurki reniferów, mikołajów , aniołków i innych postaci wypełniały każdy butik, box. Choinki porozstawiane w każdym kącie korytarzy wprawiały w prawdziwie świąteczny nastrój, a kolorowe wystawy sklepików zachęcały do odwiedzenia.
Znajdowało się tu od groma różnych propozycji upominków, jednak co ja miałam wybrać? Zastanawianie się nad właściwymi prezentami było najtrudniejsze.
Postanowiłam zacząć od Violetty. Nastolatka dawno skarżyła się na zmniejszającą się ilość kartek w swoim pamiętniku, dlatego zabrałam się za oglądanie notesików. Wybór nie był łatwy, szczególnie mając przed sobą tyle atrakcyjnych drobiazgów.
- Pomyślmy. - Mruknęłam do siebie, okręcając w dłoniach kolejne notesy. Każdy następny był coraz bardziej kuszący. Po długich minutach wahania, wybrałam dość opasły pamiętnik w kolorze lawendy. Na twardej okładce liliowymi szlaczkami wypisane były teksty hiszpańskich ballad. Dla pewności, znając skrytość siostrzenicy, sprawdziłam zapięcie. Opór przy otwieraniu książeczki stanowiła stalowa kłódka. - Idealnie. - Zadowolona, zapłaciłam za prezent dla Violetty i pewnym krokiem ruszyłam przed siebie.
Po czterech godzinach błąkania po galerii, obładowana zakupami mogłam wracać do domu. Szczerze czułam się usatysfakcjonowana zakupami, udało mi się wybrać dość ciekawe upominki.
Dla Olgi wypatrzyłam prześliczny, bordowy fartuszek w białe śnieżynki, Ramallo miał dostać komplet poszetek na każdy dzień tygodnia, Cardozo - Niemiec, nieznany mi dotąd kuzyn gosposi - kubek z flagą Argentyny i wypisanymi na niej żartobliwymi związkami frazeologicznymi tego kraju. Kwestia Pabla i Javierka też szybko się rozwiązała. German. Wybór prezentu dla niego, choć nie łatwy - sprawił mi ogromną frajdę.
Na końcu pozostała moja mama. W te święta niewątpliwie miała przeżyć szok, żyjąc dotychczas w przekonaniu, że jestem z dyrektorem szkoły muzycznej. Mój związek z Germanem rozwijał się od trzech miesięcy, jednak nie śpieszyliśmy się z poinformowaniem jej. Może Boże Narodzenie nie było odpowiednim momentem na takie wyznania, lecz co innego mogliśmy zrobić? Z trudem udało się mi ją przekonać, że tegoroczną Wigilię spędzimy w willi Castillo, jej niechęć nie wróżyła niczego dobrego.
Dla mamy wybrałam kaszmirową apaszkę, przeplataną złotą nicią. Czy liczyłam na to, że prezentem wkupię się w jej łaski? Choć doskonale zdawałam sobie sprawę z jej reakcji, jakaś część mnie wciąż w to wierzyła.
W niedzielę rano miała poznać prawdę. Miała wykrzyczeć mi w twarz, że to, co robię jest nieodpowiednie, nieetyczne, że zachowuję się egoistycznie, a German to najwyższe zło. Niewątpliwie miało tak być..
Teraz jednak postanowiłam nie przejmować się wizją nadchodzącego dnia. Za kilka godzin rozpoczynał się koncert, a ja wciąż tkwiłam w centrum handlowym.
Bez namysłu wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Ramallo. Po kilku sygnałach, usłyszałam zachrypnięty głos w słuchawce. Błagalnie zapytałam, czy mógłby odebrać mnie spod galerii, na co od razu się zgodził.
Niezauważona, prześliznęłam się d sypialni, a stos prezentów upchałam w szafie. Tam nikt nie powinien ich szukać.
Gdy uporczywie starałam się domknąć drzwiczki, rozległo się pukanie, a ułamek sekundy potem w pokoju znalazła się Violetta.
-I jak zakupy? - Zapytała z ciekawskimi iskierkami w oczach.
Jak powiedziałam - tak zrobiłam. Łóżko, które dzieliłam z Germanem całkowicie zniknęło pod stertą ubrań.
Kilka razy w sypialni pojawiał się pan domu, ponaglając mnie, lecz nadal tkwiłam przed lustrem. Po żmudnej godzinie 'pracy' zeszłam na dół, przyodziana w najzwyklejsze, czarne jeansy, szpilki tego samego koloru oraz białą koszulę i bordową marynarkę. Włosy, jak zwykle pozostawiłam rozpuszczone, a makijaż niezbyt mocny.
W salonie czekała już moja siostrzenica, inżynier poszedł wyprowadzić auto.
- Zdenerwowana? - Pogłaskałam ramię dziewczyny.
- Trochę.. Ale to tylko zabawa. - Odparła. - Moje pierwsze święta w Studio..
- Z pewnością ci się spodoba, a występ doskonale uda. - Roześmiałam się, widząc przejęcie na drobnej twarzyczce. - Chodź, tato będzie się niecierpliwić.
Violetta posłusznie chwyciła torebkę i w ślad za mną, opuściła dom. Całą trójką ruszyliśmy do Studia.
_______________________________
Jedzie, jedzie mazureczek, wiezie, wiezie mi wianeczek..Hej! Iiiaa!
W następnym rozdziale (tj. we wtorek) Germangiowa Wigilia..:D
Śniegu brak, atmosfery też, będę się pocieszać tutaj. ^.^
Miłego wieczoru! ♥
Wiktoria

Super Rozdział :)
OdpowiedzUsuńJuż jestem ciekawa tej Germangiowej Wigilii :) (cokolwiek to znaczy)
Czuję się oszukana. Już ci złożyłam życzenia, a tu nowy rozdział?! A zresztą, nie narzekam. :D Święta wkrótce. Leżę ze śmiechu z miny Violki ( a raczej leżałabym, gdybym już nie leżała) :D Angie schowała prezenty do szafy, to taaaaaka tajna skryjówka. Nikt się nie domyśli XD Zaraz, napisałam skryjówka? W sumie ma to jakiś sens. Matematyczny. :D Javier przybędzie! Zacieszam się na zaś. Ogółem rozdział cudo... Nie, za często używam tego słowa. Nie za bardzo wiem co powiedzieć (napisać). Poczekaj minutkę..... Supercalifragilisticexpialidocious ( a co, po angielsku XD). Jeśli oglądałaś Mary Poppins to wiesz, o co chodzi. Zjadłabym ciasto czekoladowe... Tak trochę nie na temat, ale czekolada jest świetna. Dielari jest w Madrycie. Ciekawe czy jedzą czekoladę... No nic. Wyjątkowo się nie rozpisuję, bo muszę jeszcze... Hmm...W sumie czekam na Skai, więc mam chwilę. Ale taka długość chyba cię usatysfakcjonuje. Ponownie składam Ci życzenia (te same co ostatnio) i w ogóle dożycz sobie czego jeszcze chcesz. Pozdrawiam - B.
OdpowiedzUsuńNie za dużo czekolady hehehehehe nie będę się rozpisywać podpisuję się pod tym, zła ja
UsuńSupper rozdział.
OdpowiedzUsuńCiekawe czy Angelica nas zaskoczy i zaakceptuje związek Germana i Angie.
Teraz tylko czekać na dalszy ciąg tych dwóch Wigilii.
Czekam na next.
WESOŁYCH ŚWIĄT
I SZCZĘŚCIA W NOWYM ROKU
ŻYCZY WIKA
super czekam na nexta i wesołych świąt a przedewszyztkim dobrego barszczu z uszkami XD
OdpowiedzUsuńCudo i czekam na next'a <3
OdpowiedzUsuńświetny rozdział, jestem ciekawa reakcji Angeliki na związek Angie z Germanem.
OdpowiedzUsuńczekam z niecierpliwością na next ;)
pozdrawiam & wesołych świąt<3