niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 70

-Zostało tylko powiedzieć mojej mamie. - Mruknęłam,zasypiając wtulona w tors Germana. Mężczyzna niespokojnie zamruczał. -Słyszysz?
-Ymm..Tak,tak,już idę. - Chrząknął. - Ymm,Marto.. - Ścisnął poduszkę. - Miękka Marto..
-German?
-Ramallo,idę.. - Mamrotał przez sen. - Musze tylko powiedzieć Angie,że ją kocham.. - Pociągnął nosem.
W duchu zaśmiałam się z usłyszanych słów.Uważając,aby nie obudzić mężczyzny,delikatnie musnęłam jego wargi. - Ja też cię kocham. - Szepnęłam patrząc na  śpiącego inżyniera.Odpowiedziało mi głośne chrapnięcie.Przerażona nieoczekiwanym hałasem,poderwałam się z łóżka.Niezrażony mężczyzna,przekręcił się na drugi bok. - Kocham cię,kocham,ale chrapać mi nie będziesz. - Chichotałam,z powrotem gramoląc się na pościel.Niemalże od razu zasnęłam.


                                                                        ***

Nazajutrz role się odwróciły.Teraz to German całował moje usta.
-Dzień dobry,słońce. - Uśmiechnął się,widząc,jak powoli podnoszę ociężałe powieki. - Jak się spało?
-Ymm,pomijając to,że wydobywasz z siebie dźwięki,niczym traktor - wspaniale. - Wyszczerzyłam zęby.
-O nie,ja nie chrapie. - Zmarszczył brodę,kręcąc głową.
-Tylko mieliśmy w sypialni koncert trzody chlewnej. - Zakpiłam,topiąc dłonie między jego włosami.
-Bardzo zabawne,Angeles. - Przewrócił oczami. - Ha-ha-ha.Droczenie się ze mną sprawia ci przyjemność?
-Ach,przejrzałeś mnie.- Przytaknęłam ze złośliwym uśmieszkiem.

-Nie kłam,kochanie..
-Ja nie kłamie..
Po tych słowach podniosłam się z łóżka,a inżynierowi zapewniłam towarzystwo poduszki.
-Masz,żebyś nie czuł się samotny. - Rzuciłam w jego stronę puchatym workiem.
-A ty gdzie? - Zapytał zdziwiony,widząc,jak zmierzam ku drzwiom.
-Na śniadanie.. - Odparłam z satysfakcją.
-I zostawiasz mnie?
-Ktoś musi pilnować Marty. - Zaśmiałam się,opuszczając pokój i tym samym zdezorientowanego mężczyznę.
Po rewolucji w szafie,zeszłam na dół,gdzie krzątała się już gosposia.Podśpiewując niemiecką piosenkę,rozstawiła jedzenie.Niespodziewanie jej radosny nastrój udzielił się też Ramallo,który popijając kawę,przeglądał najnowszą prasę.Nim jednak zdążyłam zejść po schodach,rozpętała się kolejna awantura.
-No mogłaby pani trochę uważać! - Oburzył się Lisandro,odbijając się od gosposi,niosącej sałatkę. - To nowy garnitur. - Dumnie pogładził materiał.
-Też mi coś. - Prychnęła kobieta. - Wystroił się,jak szczur na otwarcie kanału.
-No ja przynajmniej nie  biegam z jedzeniem,jak dzikie prosie na zakrętach. - Odrzucił asystent Germana,który właśnie pojawił się obok mnie.
-Znowu się kłócą? - Szepnął.
-...taaak?Twarz masz pan od konia,a tyłek od słonia! -Wrzasnęła gosposia,stojąc oko w oko z poczerwieniałym ze złości biznesmenem.
-Dzień dobry. - Wkroczyłam do akcji.
-Co dziś na śniadanie? - Wtrącił się pan domu. - Same przyjemne zapachy się unoszą.Ale..Olgo,czy ja czuję spaleniznę?
-Nie,to tylko Ramallo. - Wycedziła wściekła kobieta. - Zaraz..Moje bułeczki! - Złapała się za głowę,biegnąc do kuchni.
-A nie mówiłem?Szybka,jak Egipska policja na wielbłądach. - Zaśmiał się Lisandro.
-Ty już lepiej nic nie mów,do gabinetu! - Rozkazał mój szwagier. - Lepiej zjem w tam i go popilnuję.Nie wiadomo,co takiemu jeszcze do głowy strzeli. - Pocałował mój policzek. - Przepraszam.
-Nie szkodzi. - Zamruczałam. - Idź,smacznego.
W jadalni zostałam sama,lecz tylko na chwilę,bo zaraz po schodach zbiegła Violetta.
-Cześć,Angie. - Zawołała wesoło,zajmując miejsce przy stole. - A co tu tak pusto?
Nakładając na talerz twarożku,wyjaśniłam dziewczynie przyczynę nieobecności domowników.Zareagowała dość zabawnie.
-Słońce,może przestań zamiatać podłogę ubraniami  i chodź jeść. - Zaproponowałam,rozbawiona jej wybuchem śmiechu.
-Wybacz. - Chichotała,podnosząc się z ziemi. - Już,już. - Z powrotem usiadła na krześle.
-A może zdradzisz mi,co jest powodem twojego dobrego humoru,hmm? - Uśmiechnęłam się,podejrzliwie.
-Tak jakoś. - Zarumieniła się.
-Ty się zakochałaś! - Stwierdziłam.
-Angie,cii,nie tak głośno. - Oburzyła się,przykładając palec do ust. - Po pierwsze: nie krzycz tak,bo jeszcze tato usłyszy,a po drugie: wcale się nie zakochałam,co za bzdurny pomysł.
Rozbawiona zerknęłam na siostrzenicę.Jej oczy zdradzały,że kłamie.
-Coś mnie bujasz. - Skrzyżowałam ręce na piersiach. - Opowiadaj. - Zarządziłam,ciekawa,a zarazem podekscytowana tematem.
W odpowiedzi dziewczyna wzięła głęboki oddech,po czym zaczęła mówić.
-Diego.Na pewno go kojarzysz,od niedawna chodzi do naszego Studia.Proszę,nie myśl,że coś do niego czuję,nie.. - Broniła się,widząc moją zafascynowaną minę. - Tylko..Ach..Od dłuższego czasu za mną łazi,nie daje spokoju.Leon jest o niego szalenie zazdrosny,co w tym przypadku wcale nie jest dobre..Postanowiłam porozmawiać z Diego.Kilka razy już próbowałam,ale zawsze coś przeszkadzało,więc tym razem,aby ostatecznie zakończyć jego temat - zaproponowałam spotkanie w parku,po lekcjach.I wiesz,Angie..?To takie dziwne..Z jednej strony wiem,dlaczego idę się z nim zobaczyć,ale z drugiej - wypełnia mnie jakaś radość..Nie wiem..Szczęście?Nie mogę przestać o nim myśleć,niespokojnie zerkam w stronę zegarka,a wskazówki przesuwają się coraz wolniej.Czy ja zwariowałam? - Zapytała z przerażeniem w oczach. - Jestem przecież z Leonem,kocham go..Wszystko się skomplikowała. - Ukryła twarz w dłoniach,głośno wzdychając.
-Violu.. - Kucnęłam obok niej. - To,co się teraz dzieje,to pewne zauroczenie tym chłopakiem.Jest nowy w szkole,przystojny i bardzo utalentowany.Imponuje ci,jesteś nim zafascynowana.Myślę,że uczucie,które żywisz do Leona przetrwa te próbę,stanowicie doskonałą parę.Z drugiej strony to swego rodzaju test sprawdzający.Może sytuacja z Diego ma pokazać,czy wasz związek jest silny?Jestem pewna,że ty i Leon dacie radę.
-Ale co jeśli podczas spotkania z Diego znowu stracę nad sobą panowanie? - Jęknęła. - On na prawdę umie mnie omamić,zaczarować..
-Przede wszystkim pamiętaj,po co się z nim spotkałaś.Myśl o Leonie,waszej wspólnej przyszłości,kieruj się sercem.Nie można robić niczego na siłę,uwierz mi.Szczera rozmowa wiele może zdziałać,spróbuj. - Uśmiechnęłam się,całując grzbiet jej dłoni.
-I co ja bym bez ciebie zrobiła? - Przytuliła mnie. - Bardzo,bardzo cię kocham.
-Oo,ja ciebie też,skarbie. - Zawtórowałam jej. - A teraz dopij kawę i idź po torebkę,musimy wychodzić. - Ponagliłam ją,a sama zapakowałam do papierowej torebki dwie maślane bułeczki,które Olga zdołała reanimować,po randce z piekarnikiem.
-German,przepraszam,że przeszkadzam. - Jeszcze na moment zajrzałam do gabinetu ukochanego. -Wychodzimy. - Poinformowałam go.Nim jednak opuściłam pracownię,dodałam: -Po lekcjach chciałabym odwiedzić Javiera,mały pytał o ciebie ostatnio,może pójdziesz ze mną? - Zaproponowałam.
-Tak,jasne. - Zgodził się.Widać było,że ta sugestia go ucieszyła. - Spotkamy się na miejscu?
W odpowiedzi skinęłam głową i posyłając Germanowi całusa,dołączyłam do wychodzącej Violetty.



Niestety moje plany pokrzyżował nieoczekiwany wyjazd Pabla.Gregorio i Jackie niby nic nie wiedzieli,Antonio również milczał,a Beto..Beto,jak to Beto.
W związku z nieobecnością dyrektora zostaliśmy przydzieleni do dodatkowych nadgodzin.Choreografom przypadły dwie lekcje z młodszymi grupami,natomiast mi i Roberto powierzono starszych uczniów.
-Cześć,niestety nieco się spóźnię. - Zadzwoniłam do Germana. - ..nie martw się,zatrzymała mnie po prostu praca.Postaram się do ciebie dołączyć,jak najwcześniej.
-(...)
-Dobrze,całuję.
Musiałam przyznać,że dawno nie byłam tak zmęczona,jak po dzisiejszym dniu.Dzieciaki dawały w kość i mimo,iże uwielbiam swój zawód - miałam dość.
Gdy po skończonym dniu wychodziłam ze Studia,napotkałam kolejną przeszkodę.
-Witaj,Angie.Możemy zamienić dwa zdania? - Na ławce ujrzałam Antonia.
-Ee,pewnie. - Uśmiechnęłam się słabo. - Co się dzieje?
-Widzę,że jesteś zmęczona,dlatego przejdę do sedna sprawy - chodzi o Pabla. - Wyjaśnił,a przez moją twarz przeszedł cień niezadowolenia.
-Wolałabym o nim nie rozmawiać. - Odwróciłam wzrok.Imię przyjaciela wzbudziło we mnie uśpione dotąd emocje.
-Od dłuższego czasu was obserwowałem. - Zignorował moje słowa. - Nie rozmawiacie,unikacie się..Dzieci,przecież jesteście przyjaciółmi.. - Ubolewał.
-Przyjaźniliśmy się,czas przeszły. - Zacisnęłam wargi.
-Angeles.. - Starszy człowiek spojrzał na mnie z politowaniem. - Widzę,że oboje się męczycie,ty i on.Przyjaźń jest skarbem..
-Proszę cię,Antonio. - Powiedziałam zduszonym głosem.Za wszelką cenę próbowałam opanować wylew rumieńców.
-Zbliżają się święta,magiczny czas..Powinno się je spędzać w gronie rodziny,przyjaciół.. - Przekonywał mnie. - Porozmawiajcie..
-Miłego wieczoru. - Chrząknęłam,odchodząc.

__________________________________
Nie wiem,co mnie napadło z Germangie. :D Nie zabrakło także kłótliwej Ramallgi,jęczącej Violki oraz miękkiej Marty. :D
Końcówka lekko zamulająca,a to wszystko przez oglądanie na YT rozstania Pangie.Jakoś mi sie szkoda zrobiło naszego Misia.
Jakieś uwagi,sugestie? :)

Uściski. ♥
Wiktoria

6 komentarzy:

  1. Ramallo i Olga najlepsi.. Jezu rycze XDDD
    A cóż to za Marta? XD
    Czekam na nexta ;)
    Saludo ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. "No heloł Marta jest poduszką" xd Nie no nie wiem >.<
    Ramollga mnie rozwaliła xd
    Rozdział Genialny <3
    Czekam na next'a :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Miękka Marta. :D
    Rozdział genialny. Teksty Olgi i Ramallo zawsze spoko.
    Pozdrawiam i czekam na next. I GERMANGIE. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super blog :) zapraszam do mnie na german-angie-germangie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Extra rozdział :)
    Ramallga jest po prostu przekomiczna!
    Nie wiem czemu, ale w tym fragmencie, gdzie Olga rozstawiała jedzenie i śpiewała "jakąś niemiecką piosenkę" - Do głowy przyszła mi jedyna niemiecka piosenka jaką znam, czyli Schnappi xD Ja wiem... mam dziwną wyobraźnie ;D
    Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń