piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 79

Obudziło mnie łaskotanie policzka. Rozchylając powieki ujrzałam nachylającego się nad łóżkiem Germana. Owinąwszy wokół palca pasmo moich loków, muskał nimi to swoje, to moje okolice ust i nosa. Kiedy zauważył, że nie śpię szeroko się uśmiechnął.
- Dzień dobry. - Szepnął. Dopiero teraz dotarło do mnie, że nocowałam w pokoju Javierka, a chłopiec wciąż zatopiony jest w błogim niebycie.
Jako odpowiedź odwzajemniłam uśmiech, ostrożnie się podnosząc. Razem z inżynierem po cichu opuściłam pokój, tak, aby nie obudzić dziecka.
- Dlaczego wieczorem mnie nie obudziłeś? - Zapytałam, opierając się o drzwi sypialni.
- Tak rozkosznie wyglądałaś, nie miałem serca.. - Zamruczał, opierając dłonie na moich biodrach. - Tak niewinnie, uroczo.. Aż w końcu wstałaś. - Prychnął.
- Iidź.. - Wycedziłam z udawanym oburzeniem, wyzwalając się z uścisku mężczyzny. - "Dziś Wigilia" - Z taką myślą podążałam do swojego pokoju, a następnie już ubrana na śniadanie.
Olga chyba nie spała całą noc, bo wszystkie szafki i stoły obładowane były rozmaitymi potrawami. Zdecydowanie było ich więcej niż dwanaście. Każde danie szykowne, wytworne. Wielu z nich nie rozpoznałam, gosposia musiała czerpań pomysły z rodzinnej, niemieckiej książki kucharskiej. Zachęcona cudownym zapachem, usiałdłam do stołu. Lecz, co otrzymaliśmy na talerzach?
- Jajka? - Skrzywił się Ramallo.
- Śledzie. - Jęknęła Violetta.
- A to, co tam w kuchni.. - Nieśmiało wybełkotał Lisandro.
- To na kolację. Dzisiaj cały dzień pościmy. - Wyjaśniła Olga.
- Na śniadanie jajka i śledzie..A co na obiad? - Wtrącił German.
- Śledzie i jajka. - Rzuciła gosposia, lekko oburzona ich grymaszeniem.
Z mieszanymi uczuciami spojrzałam na swój talerz, po którym wił się płat ryby, usłanej marynowaną cebulą. Pozostali domownicy również nie wyglądali na zachwyconych, tylko Olga ochoczo pałaszowała swoją porcję. W jej stronach należało to do tradycji.
W końcu śledzia postanowiłam spróbować i ja. Dłubiąc widelcem, ugryzłam kęs ryby.
- " Całkiem dobre." - Stwierdziłam, przegryzając chlebem. Zachęceni moim czynem Violetta i German również skosztowali jedzenia.
W połowie śniadania na balkoniku ukazał się zaspany Javier. Przecierając oczy, wspiął się na moje kolana.
- I jak się spało? - Przeciągnął pan domu, na co chłopiec zaregował szerokim ziewnięciem. - Rozumiem, że dobrze. - Zaśmiał się.
Dla małego gościa Olga przygotowała specjalne danie. Dzisiaj chłopiec miał równie duży apetyt, co wczoraj. Cieszyło mnie to, wracał do zdrowia.


Przez następne parę godzin trwały gorączkowe przygotowania do Wigilli. Ramallo testował światełka na choince oraz zewnątrz domu, a Olga z Violettą pilnowały ciast. Co robiłam ja? Otóż poza nerwowym obgryzaniem paznokci - nic. Zamyślona patrzyłam, jak Javier przy stoliku maluje coś farbami.

- O której będzie w Buenos Aires? - Za moimi plecami pojawił się pan domu.
- Uwzględniając zmianę czasu - powinna dotrzeć około godziny szesnastej. - Rzuciłam, pogrążona w lewicie. Mowa oczywiście o moje matce. Inżynier głęboko westchnął, przysiadając obok mnie na kanapie i otaczając ramieniem. Bez słowa wtuliłam się w jego tors. - A Melania?
- Znając ciocię - można się jej spodziewać w każdej sekundzie. Nawet nie pytałem, czy po nią wyjechać. Ona uznaje pociągi i autobusy, jako jedyny środek komunikacji. - Zaśmiał się, próbując rozładować napięcie. - A może pójdziemy na spacer? Javierowi przydałoby się zaczerpnięcie świeżego powietrza. Co, mały? - Chłopiec w przeciwieństwie do mnie, ochoczo przystanął na propozyję. - Dwa do jednego. - Poderwał się German, ciągnąc mnie w górę.
- Z wami nie wygram. - Westchnęłam, śmiejąc się pod nosem.


Słońce nieśmiało wyglądało zza szarych chmur, a wiatr wcale nie dodawał uroku pogodzie. Szliśmy przez wyjątkowo pusty dziś park. W wielu domach również odbywały się ostatnie poprawki przed wieczerzą. Na deptaku mijaliśmy pojedyńczych ludzi, którzy w pośpiechu gniali do swoich rodzin. Tylko nasza trójka z niebywałym spokojem kroczyła chodnikiem.

W pewnym momencie po drugiej stronie ulicy zauważyłam mężczyznę w średnim wieku, klęczącego pod ścianą jednej z kamienic. Miał na sobie brudne, poszarpane  ubrania i wydawał się być przygnębiony. Przed sobą miał wyciągnięty żelazny rądel. Ujęta przykrym widokiem, przystanęłam.
- Za rogiem pewnie stoi jego porsche. - Skwitował German, zauważywszy moje zachowanie. Mnie jednak przejął ujrzany obraz. - Dziś Wigilia, bierze ludzi na litość. - Ciągnął.
- Nie wydaje mi się.. - Szepnęłam. Serce wprost kroiło się, patrząc na biednego człowieka.
- Widzisz? Już udało mu się cie podłamać. Pomyśl, czy gdybyś była w podobej sytuacji, to stałabyś na ulicy, żebrząc? Na pewno nie. Wolałabyś to skrywać, nie chcąc jałmużny od przypadkowych przechodni. - Tłumaczył.
Może German ma rację? Może ciekawszą opcją dla takich ludzi od pójścia do pracy jest litość innych?
- Nie wszyscy kłamią. - Rzuciłam po przemyśleniach w stronę Germana i nie słuchając jego sprzeciwów, podążyłam w stronę mężczyzny. Bez większych zastanowień, wrzuciłam do osmalonego naczynia parę peso. W chwil, gdy to robiłam, mężczyzna uniósł głowę, szepcząc zachrypłe "dziękuję". Obdarowałam go jeszcze najcieplejszym uśmiechem na jaki było mnie stać, po czym dołączyłam do podirytowanego inżyniera.
- Nie przetłumaczysz.. - Mruknął zły. - To naciągacz.
- Człowiek bez domu, rodziny, po prostu z ulicy nie zawsze musi być bezwzględnym złodziejem, mordercą, czy innym "społecznym pasożytem". - Wycedziłam przez zęby. - Uwierz, że tacy ludzie też mają serce, Germanie. Czy gdybym była taka, jak on, pokochałbyś mnie? - Zapytałam z wyrzutem.
- Ale nie jesteś. - Syknął, zaciskając wargi.
- Odpowiedź sama w sobie. - Mruknęłam, zawiedziona jego postawą. - Przecież ty, człowiek z klasą i wysoką rangą nie wiesz, jak kochać nie patrząc na materializm. - Rzuciłam bez zastanowienia, lecz szybko pożałowałam tych słów. Twarz inżyniera przybrała czerwono - blady kolor. Wiedziałam, że zadałam mu ból.
- Nigdy więcej tak nie mów. - Powiedział z niebywałym spokojem. - Dobrze wiedzieć, jak na prawdę o mnie myślisz.. - Szepnął do siebie, jednak udało mi się to dosłyszeć. Mężczyzna jeszcze raz na mnie spojrzał, po czym bez słowa odszedł w przeciwnym kierunku.
- Gdzie poszedł wujek German? - Zapytał Javier, łapiąc rękaw mojego płaszcza. - Płaczesz?
Ocknąwszy się, płynnym ruchem otarłam spływającą po moim policzku pojedyńczą łzę.
- Nie, nie płaczę. - Kucnęłam obok chłopca. - Wujek musiał coś załatwić.. - Skłamałam, zerkając w stronę, gdzie zniknął inżynier. - Wracajmy do domu.


Na miejscu okazało się, że Germana nie ma w willi, a nikt z domowników nie wie, gdzie się znajduje. Zmartwiona, postanowiłam poczekać na niego w gabinecie. Ścienny zegar, wiszący obok dębowej szafy informował, że dochodzi godzina piętnasta. Za sześćdziesiąt minut miała zjawić się Angelika, a po inżynierze nie było śladu. Zmartwiona, wybrałam jego numer. Po kilku sygnałach, usłyszałam znajomy dźwięk komórki dochodzący zza drzwi. Do swojego biura wszedł pan domu.

Obrzucając mnie obojętnym sporzeniem, odwiesił swój płaszcz na wieszaku.
- German.. - Podeszłam do niego. - Ja na prawdę..
- Wiem, nie musisz się tłumaczyć. - Powiedział bez przekonania, uśmiechając się słabo. - Rozumiem.
- Nie, wcale nie. - Pokręciłam, marszcząc czoło. Ujęłam w dłonie jego chropowate policzki, tak aby patrzył mi w oczy, a nie jak dotychczas - w okno. - Nie powiedziałam tego celowo.. To znaczy.. tak.. Ale nie.. Jejku.. - Westchnęłam.
- Angie, spokojnie. Teraz uświadomiłem sobie po prostu, jak ludzie mnie postrzegają. Miałaś rację. Być może stałem się nieco nieczuły na cierpienie innych, oschły, brutalny.. Ale jednego jestem pewien. Kocham cię. Kocham cię całym swoim sercem, które pod twoim wpływem mięknie z każdą sekundą. Kiedy się stąd wyprowadziłaś, nie wiedziałem, czy ono bije, bo dawno nie patrzyłem w twoje oczy. Cały czas uczysz mnie otwarcia na świat, leczysz dobrocią i niewinnością. Pokazujesz mi, jak żyć. Dziś jest nasza pierwsza, wpólna Wigilia. Te święta będą szczególnie wyjątkowe i ani twoja matka, ani nikt inny nas nie rozdzieli. - Powiedział. - Dzięki tobie się zmieniam..
W oczach obojga widać było ćmienie łez. Zatapiając się w swoich tęczówkach nie potrzebowaliśmy więcej słów. Wystarczyło to, że byliśmy tutaj razem, czuliśmy siebie.
W pewnym momencie zbliżyłam swoje usta do rozgrzanych warg Germana, które momentalnie zaczęły dzielić się swoim ciepłem. Coraz bardziej namiętne pocałunki, sprawiały, że zdawało się słyszeć syk pary unoszącej się z naszych ciał. Na odzew nie musiałam czekać długo, jego dłonie błądziły, gdzieś pomiędzy moimi lokami, za to moje umieszczone były na umięśnionym torsie. Nie obyło się bez kilku rozpiętych guzików przy koszuli Germana i czerwonym od szminki policzku. Tradycyjnie - co dobre, szybko się kończy. Nieoczekiwanie w pomieszczeniu rozległ się przerażający świst mojej komórki.
- Musze odebrać, może to coś ważnego. - Wymamrotałam, pomiędzy kolejnymi muśnięciami. Za piątym sygnałem German niechętnie wypuścił mnie ze swoich objęć. - Halo? - Nie zdążyłam spojrzeć na wyświetlacz, dlatego głos mamy w słuchawce totalnie mnie oszołomił. Miała wyczucie.
- Witaj, córeczko.Jestem na lotnisku w Madrycie, wszystkie loty zostały odwołane, z powodu zbliżającej się wichury. Nie dam rady przjechać na Wigilię i wąpię, czy pojawię się też na świętach.
- Ee, yy.. - Bełkotałam. Do końca nie docierało do mnie, to co mówi mama. - Ale wszystko w porządku, poradzisz sobie? I do kąd pójdziesz? Nie możesz być sama! - Strzelałam.
- Spokojnie, nie będę. Odwiedzę Mirtę i Fryderykę. Pewnie pójdziemy też do domu dziecka, pomagać przy kolacji. - Wyjaśniła. - Nie martw się o mnie. Przeproś i uściskaj ode mnie Olgunię, Ramala, Violę i Pabla. No i ten.. Germana. - Dodała z wyczuwalną niechęcią. - Zdrowych, radosnych świąt. Trzymam kciuki za ciebie i Pabla. Żeby wasza miłość cały czas się rozwijała. Może doczekam jeszcze wnucząt. - Mruknęła, śmiejąc się, a mnie zamurowało. - W każdym razie wszystkiego dobrego, córeczko. Kocham cię ogromnie, buziaki.
- Ja cieie też, wesołych świąt. - Odpowiedziałam wciąż nieco zbita z tropu.
- Nie przyjedzie?! - Zapytał inżynier, nie ukrywając swojego szczęścia.
- Nie, loty zostały odwołane z powodu..
- Yeahaaa!! - Przerwał mi radosny okrzyk. - Wybacz. - Uspokoił się, widząc moją minę. Po chwili jednak sama wybuchłam śmiechem.
- Poważna rozmowa przełożona. - Westchnęłam. - Na razie..


Około godziny siedemnastej rozpoczęły się przygotowania do kolacji. Z wielką ulgą zanużyłam się w pełnej wody wannie, relaksując ciszą i spokojem. Dokładnie umyłam włosy, które później wysuszone - pokręciłam lokówką, a następnie zebrałam w uroczystego koka. Dziś postawiłam na czerwoną sukienkę z czarnym paskiem i szpilki w takim samym klorze oraz nieco mocniejszy makijaż. Nadgarstki i skronie spryskałam perfumami, a usta musnęłam błyszczykiem. Dochodziła osiemnasta, a ja byłam już gotowa. Teraz zabrałam się za przygotowywanie Javierka. Po kąpieli ubrałam chłopczyka w nowe, sztruksowe spodnie i kremową koszulę.

- Elegancko. - Skwitowałam. - Podoba ci się? - W odpowiedzi zachwycony chłopiec energicznie pokiwał głową.
- Mały przystojniak. - W drzwiach sypialni stanęła Violetta. - Angie, pomożesz? - Wskazała na suwak umieszczony z tyłu różowej sukienki. Płynnym ruchem uniosłam zapięcie.
- Gotowe. Ślicznie wyglądasz. - Pocałowałam czubek jej głowy.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi, a następnie radosny okrzyk gosposi, słyszany dość wyraźnie w całym domu.
- Cardozo, mój Cardozo! - Gdy zeszłam na dół gosposia okupowała stojącego w holu mężczyznę. Zapewne był to jej kuzyn.
- Olgiiita! - Zawołał, tuląc się do kobiety. Już teraz śmiało można było stwierdzić, że charakterem dorównuje krewnej, tak jak wyglądem. Był tego samego wzrostu, a nawet budowy. Rysy twarzy także się zgadzały. Jedynie bujne włosy gosposi kolidowały z łysiną Cardoza.
- Dzień dobry. - Przywitał się, wychodzący z gabinetu German. Gdy na mnie spojrzał - znieruchomiał, na co lekko się zarumieniłam. Sam wystrojony był w garnitur i bordowy krawat. Do moich nozdrzy dolatywał mocniejszy dzisiaj zapach perfum.
- Witam szanownego pana. - Kuzyn Olgi, wylewnie uściskał zaskoczonego inżyniera. - Dziękuję jegomości za przyjęcie! - Całował jego policzki.
- Eeyy, nie ma za co. - Wysapał mężczyzna. - To może Olga pokaże panu pokój. - Wybrnął na co kuzynostwo przystanęło. - Pięknie wyglądasz. - Szepnął German, zbliżając się do mnie. Gdy nasze twarze dzieliły milimetry, do salonu wpadła roześmiana chołota, składająca się z Olgi, Cardoza, Violetty oraz Javierka.
- To teraz najmłodsi pójdą sprawdzić, czy na niebie pojawiła sie już pierwsza gwiazdka i możemy siadać do stołu. - Zakomenderowała gosposia, a nastolatka z Javierem poslusznie poszli do kuchennych drzwi. W tym samym czasie German z prędkością światła ułożył pod chionką stosy prezentów. Kiedy mężczyzna trudził się z paczkami, w domu ponownie rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
- Otworze. - Oznajmiłam, zmierzając ku wyjściu. Już po chwili w progu stanęła ciocia Melania.
- Mój aniołki, witam cię. - Pisnęła, wchodząc do mieszkania. - Elvisku! - Zawołała w stronę Germana. Zawsze bawił mnie ten pseudonim oraz historia, wiąrząca się z nim. Ciocia pana domu bez skrępowania rozgościła się w salonie, witając z Olgą, Cardozem oraz właśnie przybyłym Ramallo.
- A pan to..? - Lisandro skierował pytanie do kuzyna Olgi.
- Mój chłopak. - Wypaliła gosposia, a zaskoczeni domownicy wlepili w nią wzrok. Jedynie krewny kobiety wydawał się być niewzruszony. Najbardziej przejętą osobą wydawał sie być jednak asystent Germana. Mężczyzna z naburmuszoną miną odwrócił wzrok i odchrząknął pogardliwie.
- Jest! Już jest! - Do salony wbiegł uradowany chłopczyk. - Gwiazdka na niebie! - Zawołał z przejęciem, jednak na widok obcej osoby natychmiastowo zamilkł i włożył kciuka do ust.
- A co to za maleństwo! - Zachwyciła się melania. Jej nowym obiektem tarmosin został Javier. - Ja jestem ciocia Melania. - Pisnęła. - Angie, nie mówiłaś, że masz dziecko.
- Ale ja.. ee. ni.. Nie.. - Wyjąkałam.
- No w takim raziem powinniście się z Elviskiem pospieszyć, bo to dla niego ostatni dzwonek. - Stwierdziła, a nas zamurowało.
- To może siadajmy już do stołu.. - Bohatersko wybrnął German. Szybki rzut był strzałem w dziesiątkę, bo domownicy bez oponowania powędrowali do jadalni.
- Nie ma, jak rodzinka.. - Westchnęła, chichocząc.

___________________________

Tak, tak, znowu przeoczyłam Wigilię.
Ale swoją drogą rozdziały są coraz dłuższe. ;3

Buenas noches, Buenos dias! ♥
Wiktoria

PS. Na skrzyknę e- mailową dostałam parę wiadomości z pytaniami odnośnie blogów. Piszecie też na Asku ( link ). Tam zaglądam częściej, więc jeżeli odpowiedź chcecie uzyskać szybciej - zapraszam. :)


7 komentarzy:

  1. Wzruszyłam się! Obłędnie napisane!
    German ostatnimi czasy coraz bardziej blokuje "system" swoimi wyznaniami,aż kopara opada;D
    Normalnie udzielił mi się ten ich świąteczny klimat;poczułam się jakbym tam była.
    Ah i nasza kochana swatka Melania-z jej ingerencją na pewno w przyszłym czasie odbędzie się masowa produkcja dzieci naszej parki<3
    (pochowa im wszystkie środki zabezpieczające *o*)

    Siedzenie po nocy zawsze spoko.W szczególności gdy nie musisz się martwić,że szkoła czeka...
    Jest 3:20 i z lekka mi odwala:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super czekam na nexta i dzisiaj o 19 jest twicam tini niezapomnijcie jest szansa z nia pogadac :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu Wiktoria! Nawet nie wyobrażasz sobie jak wielkie masz dziś szczęście, naprawdę. Wiesz dlaczego? Ano dlatego, że miałam ogromną ochotę Cię zabić za pokłócenie Germangie, jednak gdy przeczytałam ciąg dalszy, uspokoiłam się.
    Podsumowując... Świetny, długaśny, w pełni dopracowany rozdział. Jestem pod wrażeniem :):):) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fenomen , świetnie piszesz , a Twój blog jest najlepszy!

    -Alex

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahhahahahahha :D MELANIA! Jak ja ją uwielbiam :D Cardozo :D LOL :D Egzekucja odroczona :D Javierek zajada śledziki :D Violka umarłaby bez różowej sukienki. I GERMANGIE. Cudowne, genialne, urocze, wspaniałe, doskonałe, perfekcyjne, przyjemne, miłe, bombowe, Angielistyczne.... Cóż, powoli zaczyna mi braknąć przymiotników. Rozdział jak zwykle rewelacyjny. :D Znowu się wymigałaś z Wigilią. Śmiałam się cały rozdział, od jajek i śledzi zaczynając, na Melani kończąc. Nie rozpisuję się wyjątkowo. Czekam z niecierpliwością na następny boski rozdział. Pozdrawiam - B.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale zrobisz z Melanii potwora dla Angie jeszcze?
    Przydal by sie jakiś dramacik.
    Coś w stylu babci Germusia z bloga dziewczyn: angie-my-diary.blogspot.com
    XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj raczej nie, nie chcę, żeby ktoś posądził mnie o plagiat. :)
      Mogę zdradzić, że jeszcze trochę, a dramacik to ja będę z Wami miała. :D W każdym razie sielanka nie będzie trwała wiecznie, lecz na razie - święta i nie wypada ich przerywać. :D

      Usuń