niedziela, 19 stycznia 2014

Jednorazówka: Angieluszek

Za górami, za lasami, czterema rzekami i czterema jeziorami znajdowało się przepiękne królestwo. Rządziła nim para doskonałych władców, a pomagał im ich jedyny syn.
W drugiej części wspaniałego krainy żyła zaś pewna rodzina. Jeśli takowych ludzi można tak określić. Jednorodzinny dom zamieszkiwały dwie siostry wraz ze swoją matką i dziewczyną, która rzekomo była ich służącą. W rzeczywistości piękna, młoda kobieta była córką zmarłego męża gospodyni. Niestety tuż po śmierci ojca, zła macocha zmieniła życie pasierbicy w koszmar. Angieluszek, bo tak ją nazywały skazana była na wszystkie prace domowe, od których leniwe siostry umywały swe delikatne dłonie. Sama gospodyni uważała swoje potomkinie, jak i samą siebie za niegodne ręcznych robót. Wszystko maniakalnie zrzucane było na biednego Angieluszka. Dziewczyna za każdym razem ulegała rozkazom krewnych, jej serce przepełnione miłością nie znało asertywnych odmów. Z biegiem czasu czyszczenie kominka, mycie podłóg, okien, cerowanie ubrań stało się dla niej nieodzowną codziennością. Wręcz to polubiła.
- " Veo, veo que ves?
Todo depende de que quieras ver..
Piensalo bien, antes de acturar.
Si ten amoras te puedes lastimat! "
Każdy nowy dzień Angieluszek witała z piosenką na ustach. Mimo wczesnej pory, kiedy to musiała się zrywać do pracy, uśmiech nie znikał z jej twarzy, a radość rozkwitała pod wpływem kojących promieni słonecznych. W powietrzu unosiła się słodka woń zroszonej trawy, a gdzieniegdzie w oddali, słychać było pomruk świerszczy.
- Pablo, Beto! - Na ramieniu dziewczyny przysiadły dwa zaprzyjaźnione gołębie. - No proszę i jest też Diego i Tomas! - Ucieszyła się na widok nadbiegających myszek.
Dziewczyna zarzuciła na siebie niechlujne ubrania, po czym zabrała się za przygotowywanie śniadania dla domowników, którzy jeszcze pochrapywali w swoich sypialniach. Tylko ona jedna krzątała się po kuchni, pichcąc smakowite potrawy. Wbrew pozorom było to prawdziwe wyzwanie, albowiem siostry miały dość wybredny gust, podobnie jak ich matka. Nie do rzadkości należało, że najmłodsza z kobiet musiała zbierać pozostałości po śniadaniu z podłogi, czy ścian.
Ostrożnie, uważając, aby nie wywołać jakiegoś płochliwego hałasu, Angieluszek przygotowała zastawę, a następnie udała się na górę, do pokoi sióstr. Z niezwykłą troską powitała najpierw Esmeraldę, później Jade, a na końcu ich matkę-  Angelikę. Oczywiście zanim wszystkie trzy zjawiły się w jadalni, padło tysiące różnych komentarzy i bluźnierstw. "Ach, jak się nie wyspałam!", "Angieluchu, wieczorem źle ułożyłaś poduszki, boli mnie kark! Po śniadaniu zrobisz mi masaż!", "Co ty, szacunku do nas nie masz?! Budzić, jak psy, traktować jak bydło.." Po latach zmagań z kobietami, nasza bohaterka trafne nauczyła się ignorować wszystkie kąśliwe uwagi pod jej adresem. Pokornie, ze spuszczoną głową wysłuchiwała wszystkiego, aby później w milczeniu niwelować ból zadany przez rodzinę.
- Co to za habździe?! - Pisnęła Jade na widok flakonu ze stokrotkami, urozmaicającego stół. - Natychmiast zabierz to zielsko! - Rozkazała.
I tym razem Angieluszek bez słowa wykonała polecenie starszej siostry. Wiedziała, że kłótnie nie są niczym dobrym, a jej słowo niepotrzebnie może zaognić konflikt. Przecież na świecie jest tyle zła.. Ona swoją dobrocią chciała jedynie je zwalczać, nie prowokować..
Nagle w całym domu rozległ się świszcząc dzwonek do drzwi, który momentalnie otrzeźwił służącą. Przestraszona, upuściła trzymany flakonik, a delikatna porcelana roztrzaskała się o parter.
- No i co żeś narobiła?! - Warknęła oburzona gospodyni. - Zobacz, czego kto chce, a potem to posprzątaj, bo jeszcze mi się moje księżniczki pokaleczą przez ciebie!
Angieluszek posłusznie pobiegła na ganek, zerkając przez dziuplę. Przed willą rodziny Cararra zaparkowała wspaniała kareta, a gościem przybyłym z wizytą był najwierniejszy przyjaciel i sługa głowy kraju - Ramallinio.
- Dzień dobry. - Zadźwięczała dziewczyna, ukradkiem poprawiając fartuszek. - W czym mogę pomóc, panie?
Na dźwięk rozmowy, w mgnieniu oka na tarasie pojawiły się dwie siostry wraz ze swoją matką.
- Witam. W imieniu rodziny i syna królewskiego pragnę przekazać zaproszenie na wieczorny bal. Książę German poszukuje prawowitej żony, dlatego zaprasza się niezamężne panny z całego kraju. Gorąco zachęcam do udziału w przyjęciu i oczekuję przybycia pięknych panien. - Po tych słowach, posłaniec ucałował dłonie macochy i odszedł w kierunku karocy. Po jego odejściu Angelika nie kryła swojego szczęścia i razem z córkami poczęła tańczyć po całym salonie.
- Z pewnością wybierze, którąś z was! - Ekscytowała się, czemu wtórowały dwie pozostałe.
- Nie mam wątpliwości, że to będę ja! - Zatrzebiotała Jade.
- Chyba śnisz! - Obrzuciła nadąsana Esmeralda. I tak wybuchła wojna między siostrami.
- Dziewczynki, spokojnie! - Wkroczyła gospodyni. - Będziecie tam najpiękniejsze! Obie! Żaden nie oprze się waszym wdziękom! - Słodziła. Angieluszek natomiast stała podparta o ścianę i uważnie przysłuchiwała się monologowi macochy o wspaniałościach i przepychu zamku. Jakże to byłoby pięknie móc choć przez chwilę zmienić się w księżniczkę i wirować po błyszczącym parkiecie! - Marzyła.
- A czy ja.. Czy ja też mogę iść? - Nieśmiało szepnęła, wiedziona wizją wspaniałego wieczoru. Jak na zawołanie trzy pary oczu obróciły się w stronę dziewczyny, a tuż potem rozległ się parszywy chichot.
- Ty? Na bal do księcia?! - Wyśmiewała Esmeralda. - Przecież nawet przyzwoitej sukienki nie masz! Brudna, śmierdząca! Lepiej przyszykuj stroje nam!
- Garnkotłuku, wracaj do roboty! - Drwiła Jade.
- Dość, księżniczki. - Odparła stanowczo Angelika. - Nie widzicie, jak jest przykro naszemu Angieluszkowi? - Udawała przejętą, a siostry momentalnie umilkły. - Oczywiście, że możesz z nami iść, kochanie! - Jade i Esmeralda zdziwione, wlepiły wzrok w matkę. Słowa głowy rodziny szybko znalazły sprostowanie. - Dołączysz do nas, jak tylko wyszorujesz schody, wypierzesz wszystkie zasłony, wyplewisz ogródek i umyjesz wszystkie okna. - Mruknęła z wyraźną satysfakcją, a jej córki dołożyły złośliwym śmiechem. - Do roboty! - Zawołała, triumfalnie, odchodząc z córkami w celu wyboru najlepszych kreacji na wieczór. Angieluszek została sama. Do jej oczu napłynęły łzy, które wolno spłynęły po różowych policzkach, gdy domowniczki zniknęły z pola widzenia. Pierwszy raz czuła się tak upokorzona i poniżona. Pierwszy raz w życiu, mimo wielu powodów płakała prze macochę i przyrodnie siostry. Chyba nie ma nic gorszego od braku akceptacji przez rodzinę. Przecież mimo wszystkich nieprzyjemności coś ich łączyło. Nieodparta więź..
Dziewczyna westchnęła głucho i przetarła zapłakaną twarz dłońmi. Cóż mogła zrobić? Widocznie taki miał być los, nie mogła sprzeciwić się matce. To dzięki niej miała, co jeść, gdzie mieszkać.. Koniec końców dużo jej zawdzięczała.. Serce i stan bycia nie pozwalały na najmniejszy wybuch, jednak w duchu tak to bolało..
Nawet nucenie piosenek razem z zaprzyjaźnionymi zwierzętami nie pomagało. Myślami Angieluszek była w pięknym pałacu, pełnym przepychu i gwaru. Jej siostry zapewne teraz świetnie się bawią pośród gości.. Może nawet widziały księcia Germana..
Dziewczynę zawsze ciekawiło jaki jest następca tronu, dotychczas znała go tylko z opowiadań. Czy jest wysoki? A może niski? Umięśniony? Garbaty? Blondyn? Szatyn? Czy jego oczy błyszczą kryształami, czy może przypominają dwa węgielki? A jaki jest z charakteru? Czy rzeczywiście dorównuje plotkom o sprawiedliwości i odwadze, czy może po prostu to rozpieszczony burak? Tego nie dane było dowiedzieć się naszej bohaterce..
Wtem przestrzeń rozbłysła, zamieniła się tysiącami diamencików, zawirowała.. Kujący blask oślepił źrenice dziewczyny, przywołując uczucie lęku i strachu. Dobiegła ją panika. Czy to sen, czy jawa? Może Morfeusz płata jej figle, pokazując niezapomniane sceny, niczym przy powiewającym grozą seansie? A może to namacalna rzeczywistość..?
Gdy po pewnym czasie światło zniwelowało swą ostrość, a rozkołysany obraz, chwiejnie powracał do normalności, przed klęczącą dziewczyną uwidocznił się zarys niewielkiej postaci. Nasza bohaterka z drżeniem serca przetarła oczy, choć bała się tego, co może ujrzeć. Ku jej zdziwieniu przed swoim obliczem znajdowała się młoda, drobna dziewczyna o pięknych, kasztanowych włosach i oczach. Uwagę kobiety od razu przykuła jej długa, różowa suknia i cukierkowe skrzydła, wyrastające z pleców. W ręku trzymała gwieździstą różdżkę. Wciąż biło od niej baskiem, lecz już nie tak potężnym. Mimo to dziewczyna się zlękła.
- Nie bój się, Angieluszku. - Powiedziała słodkim głosem, uśmiechając się do niej życzliwie. - Jestem Violett,  twoja wróżka.
Słowa dziewczyny wciąż nie trafiały do oszołomionej służki. W głowie dudniało jej echo, a serce wciąż wyrywało się do przodu.
-" Zwariowałam. " - Jęknęła w myślach, próbując podnieść się z szorowanej podłogi.
- Nie, wcale nie zwariowałaś. - Zachichotał gość. - Ja jestem prawdziwa. Tak, jak ty jesteś prawdziwa, ten dom jest prawdziwy. I on też. - Wskazała na wychylającego się z kieszeni fartuszka Thomasa. - Chociaż, jakby nie patrzeć, to wszystko jest naszym wyobrażeniem, życie bajką, a magia nad nami panuje.. - Roześmiała się zupełnie z niczego. - No dobrze, bo zapomnę po co tu jestem i nie wypłacą mi premii. - Westchnęła, mrugając przyjaźnie. - Więc czego sobie życzysz?
Angieluszek popatrzyła na wróżkę ze zdziwieniem. Czego ona mogła pragnąć? Jej jedynym, prawdziwym marzeniem było spotkanie z rodzicami, których przedwcześnie utraciła. Poza tym mimo uprzykrzeń ze strony przybranych sióstr i macochy była szczęśliwa, niczego jej nie brakowało.
- Ale ja nic więcej nie potrzebuję.. - Szepnęła po dobrym kwadransie milczenia. Violett tylko ponownie zachichotała.
- Słoneczko, mnie nie oszukasz! Jestem twoją wróżką, więc i częścią ciebie, twoją podświadomością. Czy czasem nie jest tak, że teraz snujesz scenariusze wspaniałego, królewskiego balu? I na Boga, wstań z tej podłogi! - Wzdrygnęła się z uśmiechem, widząc zmieszanie na twarzy rozmówczyni. - Dobrze, nie musisz nic mówić, zaraz coś poradzimy.. - Przechadzała się po pokoju. Angieluszek z niedowierzaniem obserwowała marsze, pogrążonej w myślach wróżki. To, co się tu działo, było dla niej czymś wprost wyrwanym z najśmielszej legendy. Nagle Violett przystanęła, dumnie unosząc palec w górę. - Już wiem! - Zawołała, radośnie, obracając się ku służce. Przygryzając wargę, zmarszczyła czoło, po czym machnęła różdżką. Jak na zawołanie, wokół Angieluszka pojawił się złocisty pył, wirujący wokół jej talii. Drobinki przyległy do ciała dziewczyny, wybuchając rażącym światłem. Wtem błysk przerodził się w krwisty odcień o kształcie sukienki, sięgającej wpół uda. - Ee, niee.. - Wróżka pokręciła głową, ponownie używając swojej magicznej mocy. I znowu kreacja dziewczyny przybrała inną postać; tym razem dokładnie zakrywała kostki, szczycąc się jaskrawym kolorem. Kreacja dziewczyny jeszcze kilkakrotnie ulegała zmianie, aż w końcu na twarzy wróżki pojawił się triumfalny uśmiech.
- Cudownie! Ale nie, jeszcze nie patrz! - Skarciła dziewczynę, która wychylała się w stronę lustra. - Teraz jakieś szpile i fajny fryz..- Machnęła różdżką, a na bosych stopach Angieluszka pojawiła się para pantofelków. W ułamku sekundy również włosy bohaterki zmieniły ułożenie. Teraz buchały we wszystkie strony milionami drobnych warkoczyków. - Ups. - Zachichotała, jeszcze kilkakrotnie używając magii. W końcu Angieluszek stanęła przed Violett w liliowej wieczorowej sukni, pełnym makijażu i strojnej fryzurze; dziś nietypowo jej włosy upięte były w wysokiego koka. Każdy detal sprawiał, że dziewczyna czuła się bardziej niezwykle. Nigdy nie wyglądała tak pięknie, tak bajecznie.. Nawet w najśmielszych snach nie wyobrażała sobie czegoś takiego.
- Jestem..Jestem..
- Jesteś laska. - Dokończyła za nią zadowolona wróżka. - Ale powoli, teraz jakiś transport.. - Rozglądnęła się dookoła. Jej wzrok zatrzymał się na rosnących w ogrodzie dyni. - Idealnie! - Zapiszczała, pstrykając palcami. Jej ruch sprawił, że obie kobiety przeniosły się przed dom. Tam też roślina na zawołanie wróżki zadrżała, i stopniowo rosnąc- przeistoczyła się w królewską karetę. - Dobra.. - Mruknęła Violett, z szyderczym uśmiechem, patrząc na Thomasa i Diego. Myszki siedziały przy nodze swojej przyjaciółki, uważnie obserwując całe zajście. Im, jak i dziewczynie nie spodobało się jednoznaczne spojrzenie wróżki. I nagle bum! Dwa niewinne zwierzątka zmieniły się w dorosłych mężczyzn, dwójkę lokai. Angieluszek wytrzeszczyła oczy, lekko zaniepokojona widokiem. - I jeszcze.. - Jak na zawołanie para siedzących na rynnie gołębi przeistoczyła się w białe rumaki. Zaprzęg był gotowy. - Wuala! Teraz jesteś gotowa na tańce. - Zadźwięczała Violett. - No nie patrz tak na mnie. I zamknij buzie, bo ci mucha wpadnie. - Chichotała. - Dobra, koniec gadania, bo mi pojadą po pensji. Także, co ja to miałam...? A tak! Bla, bla, bla.. Musisz wrócić przed północą, bo.. coś tam.. W każdym razie musisz. Jeśli nie, to.. z resztą sama zobaczysz. - Mruknęła. - Dobrej zabawy, połamania nóg i no, ten.. Geremka! Ciao! - Rzuciła, po czym w dokładnym  słowa znaczeniu - zniknęła.
Angieluszkowi nie pozostało nic innego, jak skorzystać z nadarzonej okazji. Targana sprzecznymi emocjami wsiadła do karety, która wraz z jej obecnością ruszyła z miejsca. Zaczarowany pojazd pędził przez łąki, pola , lasy, aż do potężnego zamku. Oświetlony budynek był widoczny już z oddal. Kolorowe światła stanowiły wyjątkową ozdobę z okazji niezwykłego wydarzenia. Zapierającym dech w piersiach widokiem okazała się być również zjawiskowa sala balowa. Tysiące, miliony kwiatów rozsiane były dosłownie wszędzie. Połyskująca zastawa, skrupulatna orkiestra i zwisające z sufitu serpentyny.. Wszystko było takie magiczne, nierealne. Dokładnie, jak ten wieczór, w którym to dostała szansę od losu, miała poczuć się, jak księżniczka.
Brakowało tylko jednego detalu. Wśród wspaniałego przepychu nasz Angieluszek była zupełnie sama i chociaż pośród tłumu kilkakrotnie wyłoniły się twarze jej sióstr i macochy, ta uciekła w drugi kąt sali z obawy, że krewne mogą ją rozpoznać.
Muzyka grała, a szczęśliwe pary wirowały w jej rytm, ciesząc się z mile spędzanego wieczoru. Tylko ona stała pod ścianą obserwując przybyłych gości. Mimo początkowego, korzystnego obrotu spraw i cudownie zapowiadającej się zabawy, zwyczajnie się nudziła.
- Dlaczego tak piękna dama stoi sama? - Nieoczekiwane orzeźwienie przyniósł męski głos. Tuż przy dziewczynie stał wystrojony brunet o ciemnej czuprynie i zniewalająco czekoladowych oczach. Patrząc życzliwym wzrokiem, uśmiechał się promiennie.
- Przepraszam, czy mówisz do mnie? - Nasza bohaterka zdziwiona rozejrzała się dookoła. Brunet przytaknął, nie odrywając od niej wzroku.
- A więc, czemu taka piękna kobieta siedzi sama? (Jesteś zajęta?)
- Do tej pory wolałam siedzieć sama. (Nie jestem zajęta.)
- Czyżbyś nie lubiła męskiego towarzystwa? (Dlaczego nie jesteś zajęta?)
- Lubię, ale nie każdego. (Popatrz na gości.)
- (Faktycznie.) Przepięknie wyglądasz, gdy niebiańskie Twe spojrzenie kontrastuje z zalotnym uśmiechem. (Podobasz mi się.)
- Dziękuję za komplement. (Ty mi też.)
- Widzę, że masz czym oddychać. (Cóż za kształty!)
- A ty czym dotykać.. (Precz z łapami!)
- Więc, jak ci na imię, pani? - Palnął brunet, ponownie przywołując dziewczynę do rzeczywistości.
- Ee, ja.. - Jęknęła, lecz szybko przybrała postawę pewnej siebie kobiety. - Mówią na mnie Angieluszek, lecz to chyba nie właściwie zdradzać swą tożsamość nieznajomemu, prawda? - Uniosła brew, a na twarzy rozmówcy pojawił się szelmowski uśmiech. Wyglądał na typowego flirciarza.
- Ach, mój błąd! Zwą mnie German. - Ucałował wierzch jej dłoni. - Widzisz, już nie jestem nieznajomy. - Ponownie uraczył ją uwodzicielskim uśmiechem, potwierdzając miano kobieciarza. - A więc Angieluszku, czy zechciałaby pani ze mną zatańczyć? Miałbym okazję zaprezentować swoje wdzięki. - Zaśmiał się, obserwując niepewny wyraz twarzy dziewczyny. Ta jednak ku jego wielkiej radości, ochoczo przystanęła na propozycję.
German, ująwszy jej delikatną dłoń, zaprowadził na sam środek sali. Przez chwilę naszą bohaterkę ogarnął łapczywy strach, który został zniwelowany do zerowego poziomu, gdy znalazła się w uścisku mężczyzny. Jego silne, umięśnione ramiona w niezrozumiały sposób uczyniły ją niezwykle szczęśliwą osobą, dając poczucie nieznanego dotychczas bezpieczeństwa i spokoju. Byli blisko. Jedna dłoń Germana spoczywała na damskiej talii, zaś druga ściskała jej dłoń, układając krokiem do tradycyjnego, ludowego tańca. Ciepło bijące od ich ciał, mieszało się i gwałtownie uderzało do głów, mieszając w nich i plątało wszystkie myśli.
Bez pamięci zapatrzeni w swoje oczy wirowali po parkiecie, nie zważając na nikogo, ani nic. W tamtych chwilach byli dwójką najszczęśliwszych ludzi na świecie. Ich serca waliły, jak oszalałe z każdym krokiem, z każdy otarciem się ciała, o ciało, z każdym spojrzeniem, uśmiechem, szeptem..
Sami nie wiedzieli ile czasu spędzili w swoich objęciach. Towarzystwo braterskiej duszy, kawałek parkietu i muzyka było najwspanialszą ambrozją, najsłodszym nektarem..
Wskazówki nieubłagalnie sunęły w przód, sekundy mijały.. Czas poza ich światem wcale nie stanął, a już po chwili rozbrzmiało bicie zegara, ogłaszające, że nadeszła północ. Mimo wspaniałych uczuć, rządzących sercem i umysłem Angieluszka, pamiętała ona o słowach wróżki. "Musisz wrócić przed północą.." - mówiła. Dziewczyna, aczkolwiek niechętnie wyrwała się z objęć towarzysza. Tak bardzo nie chciała tego robić, opuszczać go, znikać, lecz nieznane konsekwencje budziły lęk i obawy.
- Muszę iść. - Szepnęła, przygryzając dolną wargę. - Przepraszam.. - Tym razem szepnęła znacznie ciszej, zrywając się do biegu.
- Angieluszku! - Za plecami słyszała głos Germana, co nie kolidowało z nieustaniem w biegu. Jak najszybciej przeciskała się między tłumem, zmierzając do drzwi. Z każdym krokiem czuła zachodzące zmiany. Części jej garderoby powoli zaczęły znikać, zwalniając miejsca starym łachmanom, a wspaniała biżuteria po prostu wyparowywała. Nagle pędząc po schodach ze skostniałej nogi dziewczyny osunął się kryształowy pantofelek, i zatrzymał na jednym ze stopni. Nie zważając na to Angieluszek biegła dalej, a już po chwili jej zaczarowana kareta pędziła w stronę wioski. Jedynie przez okno mogła obserwować zanikający obraz rozświetlonego pałacu,a w myślach odtwarzać wspaniały wieczór z Germanem. A może to nie jest właściwe? Życie przeszłością, czymś co nie ma prawa więcej zaistnieć.. Przecież to już nigdy się nie powtórzy, już nigdy nie spotka tego mężczyzny, nigdy nie zawiruje na królewskim parkiecie, nigdy nie poczuje się, jak księżniczka..


Stukot damskich obcasów zbudził ją ze snu. Za oknem świtało. To macocha i jej córki powróciły z balu i teraz dobijają się do drzwi. Angieluszek niepewnie uniosła głowę znad stołu, gdzie dotąd spoczywała.
Jej ubrania już całkowicie zmieniły swój stan, powracając do swoich dawnych postaci. Znów była tylko służącą..
- Angieluchu, przygotowałaś nam łóżka?!
- Jesteśmy zmęczone! - Dolatywało z przedsionka. Parę chwil i głosy domowniczek umilkły. Zapewne zmęczone imprezowiczki położyły się spać. Dom ponownie zamarł, a wraz z nim nasza bohaterka..

Mijały dni, zdawać by się mogło, że wszystko wróciło do normy. Z perspektywy Jade, Esmeraldy i ich matki , jak najbardziej nic nie uległo zmianie. Tak, jak zawsze dokuczały młodszej siostrze, tak jak zawsze godzinami wylegiwały się na kanapie lub dumnie przechadzały po ogrodzie. Tylko Angieluszek wciąż rozpamiętywała wydarzenia sprzed kilku dni. Mimo, iż wszystko ucichło ona nadal odtwarzała w pamięci tamten wieczór, zawirowania, dotyk w prawdzie nieznanego mężczyzny..

Wtem rozległ się głuchy trzask kołatki. Nasza bohaterka niechętnie odstawiła garnek z obieranymi jabłkami i pospieszyła otworzyć drzwi. Kim był niespodziewany gość? Jego oblicze było dobrze znane Angieluszkowi.
- Witam, ukłony. Jestem tu z polecenia księcia Germana. Zlecił mi przymierzenie każdej pannie tego oto pantofelka. - Posłaniec uniósł wieczko niewielkiej skrzyni, gdzie na aksamitnej poduszce spoczywał kryształowy bucik. Serce dziewczyny zabiło mocniej. A więc książe o niej nie zapomniał, co więcej.. szuka jej. - Czy mogę wejść? - Orzeźwił jej głos Ramallo.
- Tak, ee.. Oczywiście, zapraszam. Zaraz pójdę po siostry i matkę. - Powiedziała, biegnąc po schodach. W ułamku sekundy na dole znajdowały się już wszystkie domowniczki.
- Dzień dobry, panie. Proszę: oto moje córki, które uczestniczyły w balu. Pantofelek jest na pewno którejś z nich.
Posłaniec zmierzył podejrzliwym wzrokiem kłócące się za plecami matki siotry, lecz nie oponując, polecił aby usiadły na sofie i odsłoniły część prawej nogi. Pierwsza wyrwała się Jade
- Zostanę żoną księcia, zostanę żoną księcia! - Podśpiewywała, gdy Ramallo wkładał na jej stopę kryształowy pantofelek. Ku jej niezadowoleniu bucik wraz z osunięciem ręki mężczyzny, spadł na ziemię. Był po prostu za duży. - Ale to mój! Na pewno! - Chlipała.
- Spadaj, teraz moje pięć minut. Ja jestem idealną kandydatką dla Germana. - Prychnęła Esmeralda, sadowiąc się na sofie. Tym razem pantofelek był za mały i mimo uporczywych prób wciskania go na niewymiarową stopę starszej córki Angeliki - wszystko wskazywało na to, że w tym domu nie ma jego prawowitej właścicielki. Tak przynajmniej wydawało się Ramallo.
- Czy mieszka tutaj jeszcze jakaś panna? - Zapytał gotowy do wyjścia. Cała trójka zgodnie milczała. Posłaniec mimo ich zapewnień jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu, dostrzegając wychylającą się zza drzwi Angieluszka. - A kim jest ta pani? - Wskazał na zauważoną postać.
- O nie, to tylko służąca! - Machnęła ręką gospodyni. - I w dodatku nawet nie była na balu. Nie warto tracić na nią czas.
Ignorując sprzeciwy Angeliki i jej córek, Ramallo poprosił o podejście Angieluszka. Dziewczyna posłusznie usiadła na skraju kanapy i nieśmiało wyciągnęła bosą stopę w jego kierunku. Wraz z ubraniem jej w kryształowy pantofelek, zmieniła się i reszta garderoby naszej bohaterki. Pojawiła się liliowa suknia, biżuteria, a włosy same ułożyły się we wspaniałą fryzurę.
- No i bam. - Zachichotała niespodziewanie pojawiąca się Violett.
- To ona.. - Wysapał podeksyctowany Ramallo. - To ona! Pantofelek idealnie pasuje! - Wołał, uradowany. Dziewczyna spojrzała na wściekłe siostry i poczerwieniałą macochę. W jej głowie kotłowało się tysiące przeróżnych myśli; miała jechać do zamku, czy zostać z rodziną? Kochała ich na swój sposób..  - Jedziemy! Niezwłocznie! Jedziemy! Do księcia! - Wykrzykiwał.
Szybka decyzja. Serce Angieluszka wprost wyrywało się do przodu. Po chwili wahania uległa namowom posłańca i wsiadła do wspaniałej, królewskiej karety. Powóz pędził, jak szalony, zacięcie pokonując wszelkie przeszkody. Mijały kilometry, a wraz z nimi zmniejszała się odległość między zakochanymi.
Jaka była radość ksiącia, gdy ujrzał swoją ukochaną w zamkowym progu. Ich serca zabiły mocniej, myśli rozmnożyły się, a niewidzialna nić, która ich wiązała, zaczęła się zacieśniać, gdy tonęli w swoich oczach, dzieląc się ciepłem swoich ciał. Silne ramiona Germana obejmowały plecy Angieluszka, starając się pokazać dziewczynie, że teraz wszystko się zmieni, że to nowy początek, ich nowa przyszłość. Wszystkie uczucia, które chcieli sobie przekazać zostały zawarte w jednym, konkretnym pocałunku. Każde muśnięcie wprawiało ich w niebywałą euforię, szczęście, którego jeszcze nigdy w takim stopniu nie odczuwali. Teraz tworzyli jedność, tworząc nową historię..

Wzięli ślub, czy nie wzięli, oto jest pytanie?!
Lecz ja chętnie odpowiem Wam na nie.
Tak, German stanie przy swej żonie,
I odwrotnie do Romea- wcale nie po zgonie.
I choć wspaniały Andersen w grobie się przewraca,
Oni się cieszą, a jutro będą leczyć kaca.
Za chwilę rozpocznie się bal ślubny,
A ja zakończę mój monolog nudny.

Życie Angieluszka, choć żmudne było, to wszystko dobrze się skończyło.. 



The End

_________________________
Teksty zapisane kursywą zostały zaczerpnięte ze scenariusza "Być jak Romcio i Julcia", a następnie poddane przeze mnie modyfikacji.
Tak oto prezentuję jednorazówkę o Angieluszku. :D
Nie wiem skąd narodził się taki pomysł, ale postanowiłam zebrać się i coś takiego napisać.
Jeśli chodzi o rozdział to pojawi się już wkrótce, zważywszy na rozpoczęcie przez moje województwo ferii.

Pozdrawiam,
Wiktoria 

      

23 komentarze:

  1. Genialne, genialne ;)
    W jakim województwie mieszkasz ? Ja też mam ferie, łódzkie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Jestem z podkarpacia.

      Usuń
    2. Lubelskie także pozdrawia:-)
      Udanych ferii!

      Usuń
    3. Natalii Ty też z Lubelskiego??? Hehe

      A co do jednorazówki, śmiałam się jak opętana, przez cały czas. Książę German hahaha. Super, z niecierpliwością czekam na next'a :p

      Usuń
  2. A ja tak sobie myślałam czemu od tygodnia nie ma rozdziału. I już mam wytłumaczenie -ciężko pracowałas :D genialne *-* Haha siostry Jade i Esmeralda. Idealnie pasują te imiona ;D czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisałam tego cały tydzień, ale mniej- więcej można to tak tłumaczyć. :P
      Dziękuję. ♥

      Usuń
  3. Jeju! Jaka to była świetna jednorazówka, aż brak mi słów, naprawdę! Nigdy nie wpadłabym na pomysł, że do stworzenia czegoś tak genialnego wystarczy wykorzystać zwykłą bajkę:) Jestem pod wrażeniem Twojego talentu!
    Nie pozostaje mi nic innego jak napisać, że czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach sama nie wiem, skąd taki pomysł.
      Dziękuję i również pozdrawiam. ♥

      Usuń
  4. Genialna jednorazówka, nie wpadłabym na taki pomysł nigdy :) Czekam z niecierpliwością na kolejny "One shot" oraz rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.♥
      Siedzę się, że jednorazówka przypadła do gustu. :)

      Usuń
  5. Ryjesz mi banie *lalalalalalalalalalal* Te skreślone teksty.. OMG... chyba padne *_*. CUDEŃKOOOO ♥
    Zapraszam :) http://onedirectionmniejmarzenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. BOSZ WIKTORIA <3
    Zajebista jednorazówka, oryginalna i w ogóle.. Zazdro talentu :c
    Długa, fajna i GENIALNA <
    Monolog najlepszy xD
    No to co czekam na rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialne xD
    Miałam problemy z czytaniem tego przekreślonego tekstu, a to dlatego, że popłakałam się ze śmiechu xD
    Czekam na następną notkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej. XD Fajnie, że się podobało. Taka miała być rola tych 'podtekścików'.
      Dziękuję. ♥

      Usuń
  8. Owacje na stojąco za pomysł i oczywiście za zrealizowanie go!
    W 100% pozytywnie przyjęty:-)
    Pozdro:>

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahahahaahah! GE-NIAL-NE! Nie wiem czy lepsza była rozmowa Germana, czy wróżka :D Swoją drogą, dzięki za te teksty w nawiasach. Zawsze mam w bajkach problem z tłumaczeniem sobie mowy bohatera. Wiesz, tłumaczę sobie "z polskiego na nasze" XD Zaiste, zacna bajka, która utwierdza mnie w słusznym przekonaniu, iż Germangie should be tugewer XD Przed oczami widzę chędoży zamek...Bla, bla bal :D Zobaczysz, że moje dzieci będą znały Angielistyczne wersje bajek :D Ukłony - B.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś laska. :D Księżniczka na lodzie mi się przypomniała. I blondynka z dubbingiem Angie. Mniejsza o to. :D
    Wierszyk genialny. Ja sobie go zanuciłam w głowie nie wiem czemu. XD Cóż, widzę, że B. już wszystko napisała, więc co mogę dodać - gratuluję. :D
    W sumie miałbyć to Germaniuszek, ale Twoj wersja jest logczniejsza. :D Dobra, nie słuchaj mnie. Idę spać. Adios! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to już wiem, skąd kojarzyłam ten tekst. :D
      Dziękuję, dobranoc. ;)

      Usuń