Irytujące tykanie zegarka zmotywowało mnie do wstania. Budzik stojący na komodzie, wskazywał 12:36. Oszołomiona, z prędkością światła stanęłam na nogi, niechętnie zarzucając na siebie pierwsze- lepsze ubrania, po czym zajrzałam do pokoju Javiera. Ku mojemu zdziwieniu wnętrze było puste, a łóżko idealnie pościelone. Zdziwiona i lekko zaniepokojona, zbiegłam na dół. W salonie natrafiłam na zgubę. Chłopiec siedział na kanapie, ubrany w dresy i zaszklonymi oczami obserwował rozgrywającą się na ekranie telewizora bójkę między Tomem, a Jerrym.
W kuchni tradycyjnie krzątała się gosposia.
- Olgo, co się dzieje?! - Panikowałam. Kobieta westchnęła ciężko.W tym samym czasie do kuchni wszedł German. Po jego minie bez problemu można było orzec, że ta noc należała do niezwykle ciężkich. Miał zmęczoną i bladą twarz, a pod oczami malowały się siwe cienie.
- W nocy gorączka się nasiliła. - Powiedział zachrypłym głosem, wyławiając z lodówki butelkę wody. Niechlujnie zrzucił zakrętkę z szyjki i jednym haustem opróżnił całość. - Skontaktowałem się już z kliniką, kazali niezwłocznie wstawić się na badaniach. - Rzucił po długim milczeniu. Chciał coś dodać, ale w tym momencie, do pomieszczenia wszedł Javier. Jak na zawołanie umilkliśmy. Po kilku sekundach pierwsza odezwała się Olga.
- Spójrz, kochanie, co tu dla ciebie mam. - Wskazała na papierową torebkę. - W środku jest twoja ulubiona czekolada z orzechami, pierniczki, pomarańcze i jabłuszka oraz suszone morele. Wrzuciłam też dwa kartoniki soku truskawkowego, dobrze? - Powiedziała z przejęciem w głosie. Malec tylko pokiwał głową, pociągając nosem. Gdy kobieta chciała podać mu pakunek chłopiec objął rękami jej udo i przytuliwszy do niego głowę, rozpłakał się.
- Ciociu.. - Łkał. - Nie oddawaj mnie do szpitala! Będę bardzo, bardzo grzeczny! Zostanę z wami i będę jadł wszystko, co będziesz kazała!- Skarbeńku.. - Olga pogłaskała blond czuprynkę. - Pojedziesz tam tylko na trochę, na badania..
Javier zignorował słowa gosposi i momentalnie odrywając się od niej, podbiegł do mnie.
- Angie, będę chodził do lekarza! Będę połykał nawet te duże tabletki i nie pisnę przy zastrzyku! - Chlipał, a łzy wielkości pięciozłotówek, spływały po jego rozpalonych policzkach i luźno opadały na podłogę.
Otarłam oczy, spoglądając na inżyniera. Czułam, jak pęka mi serce. Nie wiedziałam, co miałam mu powiedzieć, choć powrót do kliniki był konieczny.
German przetarł twarz dłońmi i kucną obok chłopca.
- Wytrzyj buzie, zuchu. - Starał się mówić normalnym tonem, choć głos mu się łamał. Było to dla niego trudne. - Hej, duzi faceci nie płaczą. - Zaśmiał się, przez co kąciki ust dziecka mimowolnie powędrowały w górę, lecz zaraz ponownie opadły. Podałam mu chusteczkę. - Teraz niestety musimy jechać, ale umówmy się, że jeżeli wyniki badań będą w porządku, to przyjedziesz do nas na weekend po Nowym Roku, dobrze?
Javier pokiwał głową, ale oczu, wlepionych w buty nie podniósł. Mężczyzna podał mu rękę, a w drugą ujął bagaże, i ruszyli w stronę wyjścia.Chłopiec nie pożegnał się z domownikami. Milcząc, szedł ze spuszczoną głową. Za nimi podążyłam ja.
Jechaliśmy w ciszy, przerywanym pojedynczymi pociągnięciami nosa przez małego. Siedząc z tyłu i obejmując go ramieniem, czułam, jak drobne ciało drży pod wpływem gorączki i nerwów.
Tak bardzo było mi go żal. Mała duszyczka, okrutnie skrzywdzona przez los. Teraz pozbawił go też nadziei na nowy początek wśród rodziny. Pragnęłam, abyśmy razem z Germanem mogli zapewnić temu chłopcu to wszystko, co kiedyś zostało mu poskąpione. Dla innych dzieci szlaban na komputer, czy odebranie zabawki jest końcem świata, dla Javiera to strata rodziny równała się z najwyższą karą.
-Nie zostawiajcie mnie! - Oczy małego ponownie się załzawiły, gdy ubrany w pasiastą piżamę, leżał w szpitalnym łóżku. Jego głos przesiąknięty był smutkiem i żalem, którego nikt nie mógł trafnie opisać. Mówią, że najszczerszy jest płacz dzieci. W tym maluchu było jej, aż zaś. Niewinność podkreślała braterski strach i ból, który stał się nieodzowną częścią chłopca.
- Nie zostawiamy. - Ujęłam jego dłoń, powstrzymując cisnące się do oczu łzy. - Teraz musimy porozmawiać z panem doktorem, ale zaraz wrócimy. Spójrz, Pinto dotrzyma ci towarzystwa. - Wskazałam na leżącego na nakasiku pluszaka. Pocałowałam jeszcze czoło chłopca, po czym razem z ojcem Violetty wyszłam z sali.
- Dzień dobry. German Castillo, moja partnerka Angeles. - Powiedział inżynier, podając lekarzowi rękę.
- Angeles Saramego. - Również uścisnęłam jego dłoń.
- Miło mi państwa poznać, Conrado Belucci, proszę spocząć. - Rzekł medyk obojętnym głosem. Zer przejęcia, zero jakichkolwiek emocji.
Siedząc we wskazanym fotelu mogłam dokładniej przyjrzeć się rozmówcy. Lekarz okazał się być około pięćdziesięcioletnim mężczyzną z siwym wąsem i niemrawym spojrzeniem. Głębokie zmarszczki na jego czole oraz krzywy grymas, świadczył o zmęczeniu i niechęci do naszej sprawy. Po latach pracy, ciężkich przypadkach,śmierć, czy ozdrowienie jednego dziecka nie robi mu różnicy.
- ..Tak, więc widzą państwo w jakiej sytuacji znajduje się chłopiec. - Ocknąwszy się, zorientowałam, że German prowadzi z Fernandezem dość zawziętą konwersację. - Roimy wszystko, co w naszej mocy..
- Akurat. - Prychnęłam pod nosem, o wiele głośniej niż sądziłam.
Doktor popatrzył na mnie spod przymrużonych powiek, ale kontynuował: - Tych, jakby to prosto ująć.. Szkodliwych komórek cały czas przybywa. Antybiotyki, które podajemy choremu nie przynoszą efektów. - Wyjaśnił. - Spróbujemy jeszcze nowych szczepionek, choć nie gwarantuję, ze to pomoże. Walczymy o niego. - Rzucił bez przekonania. - A teraz przepraszam państwa, ale jestem umówiony na spotkanie.
- Chyba nie służbowe. - Skomentowałam na boku.
- Oczywiście. - Chrząknął German, automatycznie podrywając się z miejsca. To samo zrobiłam i ja, po czym opu
ściliśmy gabinet. Tuż przed drzwiami czekała zniecierpliwiona Linda.
- Pójdę do Javiera. - Rzekł mężczyzna, przecierając dłonią usta. Widać było, jak bardzo jest przygnębiony i zmęczony.
- Przejmuje się chyba bardziej ode mnie.. - Westchnęłam. - Wiesz może coś bardziej konkretnego niż lekarz? - Popatrzyłam z nadzieją na pielęgniarkę. Niestety ta pokręciła głową. W sumie, co jeszcze mogłabym usłyszeć? " Robimy wszystko, co w naszej mocy " ? Wystarczająco dużo razy otrzymywałam tę zbywającą wymówkę.
- Trzeba być dobrej myśli. Teraz Javier ma dla kogo walczyć.. - Kobieta poklepała moje ramię, po czym odeszła. Ja nie miałam siły iść na salę chłopca. Frustracja i lęk przeważały. Powróciły wspomnienia sprzed kilkunastu lat, kiedy zginął mój ojciec. Monotonnie z każdym dniem mijałam szpitalne drzwi, przez co niewątpliwie wpadłam w jakąś fobie..
- "Angie, nie zachowuj się, jak dziecko.. " - Mruknęłam w myślach i już po chwili z drżeniem serca znalazłam się obok Javiera i Germana. Widać, mężczyzna nieco poprawił mu humor, a podane lekarstwa zadziałały, bo chłopiec samodzielnie utrzymywał w dłoni kubek z herbatą, lekko się uśmiechając. To nieznacznie podniosło mnie na duchu, lecz nie wyeliminowało obaw i drażniącego strachu. Starałam się jednak zachowywać, jak najnaturalniej, aby nie wzbudzić lęku w Javierze. Po oczach inżyniera również zauważyłam, że stara się grać, choć w głębi duszy nie jest to dla niego łatwe.Aż do późnego wieczora czuwaliśmy przy łóżku dziecka, nie odstępując go na krok. W końcu jednak doszczętnie się ściemniło, malec zasnął, a my musieliśmy wracać do domu.
Jechaliśmy w zupełnej ciszy. Nawet samochodowe radio milczało, zatracone w lewicie. Ani ja, ani German przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie, obydwoje pogrążeni w dziwnym transie. Na czole mężczyzny znów pojawiła się głęboka zmarszczka, ujawniająca niepokój panujący w jego sercu. Nie było łatwo..
- Hej.. Violu, dlaczego nie śpisz? - Weszłam do pokoju siostrzenicy, zajmując krawędź łózka. Dziewczyna miała widocznie zaczerwienione oczy i mokre zacieki na policzkach.
- C-co będzie, jeśli Jav-vierowi tak bardzo się pogorszy, że.. - Chlipała, drgając. Bez wahania przytuliłam ją do siebie, wyjaśniając sytuację. Chyba nieznacznie udało mi się ją uspokoić, bo jej oddech stopniowo się umiarowił. Swoją drogą sama do końca nie byłam przekonana do wypowiadanych słów, lecz jak mówią "Nadzieja umiera ostatnia".. Nie należało tracić zdrowego rozsądku.
- Chodź, już późno.. - Za plecami usłyszałam szept Germana, ściągającego głowę córki z moich kolan. Przykrył ją kołdrą i ucałował czoło, po czym chwycił moją dłoń, prowadząc do sypialni. Tylko jego uścisk w tamtym momencie dawał ukojenie i wiarę w lepszy czas. Wsłuchiwałam się w spokojne nucenie ukochanego, otulona jego ramieniem. Przy nim czułam, że nic mi nie grozi, a ciepło serca napawało optymizmem. Zasnęłam.
_________________________
Lalalallalaala, dramaty czas zacząć! :D
Jak Wam się podoba 85-ka? :D
Muchos besos,
Wiktoria
Nawet depresyjny rozdział, wychodzi ci genialnie :))
OdpowiedzUsuńNie umiem komentować, Wiktorio, ale dla ciebie się postaram. Ważne, że Javier żyje (i mam nadzieję że będzie żył), choć szkoda, że się pogorszyło.. Coś tak sądze, że ten dramat skończy się serio dramatycznie. Wiem takie masło maślane :DD
Wyobraziłem sobie większość sytuacji z tej 85 i czuje się jeszcze bardziej przygnębiony.
Mimo to wszystko świetnie przedstawione, opisane..
Życzę weny i gorąco ciebie Wiktoria pozdrawiam :*
Piękny rozdział. Smutny, ale piękny. Mówiłam Ci już kiedyś jak genialnie piszesz? Jeżeli nie, to mówię Ci to teraz: Genialnie piszesz. O czym to ja? A, tak. Rozdział. Mam nadzieję, że Javierkowi nic nie będzie. Czekam na next. :D
OdpowiedzUsuńSuper czekam na next
OdpowiedzUsuńZa mało ja chcieć więcej :) - to mówi chyba samo za siebie :3
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, czekam na next'a. :3
OdpowiedzUsuńŚwietny! Smutaśny :(
OdpowiedzUsuńBiedny Javierek! Jeżeli uśmiercisz Javiera, wiesz co ci zrobię.
Nie wiem, czy będę dalej czytać, skoro to dopiero początek, ale pewnie i tak będę od tak, albo żeby zobaczyć, że inne piszą lepiej od mojego nudnego stylu :<>
Piękny rozdział.
OdpowiedzUsuńJakoś... Nie wiem, co powiedzieć. Zatkało mnie.
Uwielbiam czytać Twoje teksty. Już Ci kiedyś pisałam, że ja przeżywam Twoje opowiadanie, a nie tylko czytam. Aż się łezka w oku zakręciła :(
Mam nadzieję, że Javierek przeżyje :(
Z niecierpliwością czekam na nast.rozdział:)
OdpowiedzUsuńKiedy next? Juz się nie mogę doczekać *-*
OdpowiedzUsuń