- Kochanie.. - Do moich uszu doleciał dojrzały, wyrazisty głos ukochanego.
Był wieczór. Po raz pierwszy odkąd willę opuścił chłopiec, mieliśmy chwilę czasu dla siebie. Stres, nerwy obojga nas wykańczały. Jednak było coś, co dawało mi do myślenia. W obliczu zagrożenia życia dziecka zupełnie się ode mnie odizolował, milczał. Jego objęcia zazwyczaj pełne ciepła i rozkoszy, owiewały chłodem, wywołując sprzeczne emocje. Zamykał się dla mnie i dla świata..
Z zamyślenia wyrwał mnie dotyk ust Germana na moich. Wargi mężczyzny zroszone były czerwonym winem. Taki też smak miał pocałunek. Płynnym ruchem, delikatnie ułożył moje plecy na łóżku, zaś sam podpierając się ręką, dominował ku górze. Grzbietem dłoni suną wzdłuż mojej talli, pozostawiając na skórze chropowaty ślad ciarek. Czułam jego ciepły oddech w okolicach obojczyka i ciepło, którym rozkoszowało się moje ciało. Tym razem palce inżyniera błądziły między moimi lokami, a już po chwili łaskotały okolice łopatek, następnie żeber. Zaśmiałam się z aprobatą, napinając uda, które z kolei zacieśniły się na mężczyzny. Nagle oboje wybuchliśmy gromkim śmiechem, patrząc sobie w oczy. Zmierzwiłam ciemną czuprynę ukochanego, opuszkami palców dążąc do jego policzka i brody. Uwielbiałam te dwa, małe dołeczki w kącikach jego ust. Po pewnym czasie znudziło mi się udawanie koali i płynnym ruchem, zsunęłam się z Germana, układając obok.
- Jutro Sylwester.. - Olśniło mnie. Przez ostatnie wydarzenia ten fakt zupełnie mi umknął. Inżynier odpowiedział uwodzicielskim pomrukiem.
- Może powinniśmy się.. no nie wiem..rozerwać? - Rzucił po chwili ciszy, co lekko mnie zdziwiło.
- Sądziłam, że z uwagi na Javiera nie chcesz, jakoś specjalnie obchodzić Nowego Roku. .
- Nie mówię o jakiś hucznych dyskotekach, raczej mam na myśli kameralne wyjście. - Wzruszył ramionami.- W końcu kończymy, jakiś etap. Małemu się polepsza, to chyba też jakiś powód do radości, prawda? - Głaskał mnie po włosach, wyczuwając potwierdzające kiwnięcie. Jakby nie patrząc miał rację. Każdemu należy się odpoczynek i zapomnienie od kłopotów.
Mężczyzna bawił się kosmykami moich loków, łaskocząc nimi swoje usta. Pod wpływem jego dotyku i słodkiego półszeptu tuż przy uchu, odpłynęłam..
***
-Tato, proszę! Tak bardzo! Obiecuję, że będę na siebie uważać, trzymać telefon cały czas przy sobie i wróce zaraz po północy!
Od samego rana między Violettą, a Germanem trwały gorące negocjacje na temat wyjścia dziewczyny do Camili na zabawę sylwestrową. Jak to nadopiekuńczy pan domu, oczywiście przystawał przy stanowczym nie. Nastolatka jednak nie odpuszczała.
- .. to przecież jedyny dzień w roku, kiedy wyjdę na wieczorną imprezę. Wszyscy moi przyjaciele tam będą! - Błagała, prześladując chodem ojca, krążącego w kółko po salonie. - Mam siedemnaście lat, umiem o siebie zadbać. - Przekonywała. - Zgódź się.. Ten jeden raz..
Mężczyzna popatrzył na mnie ze zmarszczonym czołem. W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego promiennie, wzruszając ramionami.
- Chce znać dokładną listę gości, plan zajęć i numery do tej.. no Camili i Francesci.. - Burknął, chcąc dalej wyliczać warunki, jednak przerwał mu radosny okrzyk córki.
- Dzięki, dzięki, dzięki! - Rzuciła mu się na szyję. German, choć nie wyglądał na szczęśliwego, wymusił słaby uśmiech. Krzyżując ręce na piersiach, spojrzał na mnie i głośno westchnął.
- Co ty ze mną robisz, kobieto.. - Mruknął pod nosem.
- Ja? - Udałam oburzoną, lecz zdradził mnie stłamszony chichot.
- Źle na mnie wpływasz. - Cmoknął ustami. Nastała chwila ciszy. Ja udawałam, że meble w salonie są niezwykle interesujące, a German natomiast wpatrywał się we mnie z łobuzerską miną. - To o której będziesz gotowa? - Palną w pewnym momencie.
- Gotowa? Gotowa na co? - Rozbawiona, uniosłam brew.
- Na kolację.. - Odparł bez większego przejęcia, szelmowsko się wyszczerzając.
- Nie wiem.
- Nie?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo nie. - Zadźwięczałam, po czym dumnie ruszyłam ku schodom, jednak drogę zagrodziło mi dobrze zbudowane, męskie ciało.
- A pani gdzie? - Przekrzywił głowę.
- A do pokoju. - Ominęłam go, muskając silne ramię inżyniera. Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Już kilkanaście sekund potem siedziałam w fotelu, zagłębiając się w lekturze przypadkowo znalezionej książki. Fabuła była dość wciągająca, gdzie temat odnosił się do życia rosyjskiej piosenkarki w czasach wojny. Oksana- która opowiadała o nieszczęśliwej rozłące z ukochanym przybliżała historię w tych ciężkich latach, z dala od rodziny, przyjaciół i kraju. Niby biografie nie były moim ulubionym gatunkiem, lecz ta książka wyjątkowo mnie poruszyła. Bohaterka przelała całe swoje cierpienie, smutek i żal, rozpamiętując lata wstecz, kiedy to zmuszona przez agencje musiała opuścić ojczyznę, porzucając bliskich. Wkrótce po wyjeździe odkryła, że spodziewa się dziecka, niestety kontakt z ojcem był niezwykle utrudniony. Nawet długo po narodzinach Felicii- córki artystki żył w błogiej nieświadomości. Dalej akcja toczyła się wokół śmierci dziewczynki, choroby Oksany i odnalezienia kochanków, gdy byli już w podeszłym wieku. Zaczytana i poruszona historią piosenkarki, nie zauważyłam, że całą moja twarz pokrywają słone łzy, a bose stopy wprost skostniały od zimnej podłogi. Zerknęłam na wyświetlacz komórki i przecierając grzbietem dłoni oczy, podążyłam na dół, aby zaparzyć sobie herbaty na rozgrzanie zmarzniętego ciała.
Już od salonu przywitała mnie cisza, zmieszana ze stłumionymi szeptami, dobiegającymi z kuchni. Ostrożnie podeszłam do drzwi, gwałtownie je otwierając. W pomieszczeniu znajdowała się Olga, Violetta i German. Zauważając mnie, zamilkli, a gosposia wraz z nastolatką- wyszły. O kuchenny blat natomiast cały czas opierał się inżynier, z zagadkowym uśmiechem wpatrując się w moją osobę.
- Mam coś na twarzy? Zagestykulowałam. Mężczyzna wciąż milczał, aż w końcu ostrożnie, stawiając nogę za nogę, przybliżył się. Delikatnie ujął moją dłoń, po czym całując jej grzbiet, ukląkł na kolano.
- Angeles Saramego, czy..
_______________________
Tak, tak, kończę w takim momencie. :P
Violka idzie imprezować, hmm.. :D
"Nie? Nie. Dlaczego? Bo nie." - z serii Angie może, Angie potrafi.
Czy Germi się oświadczy? :O
Cieszcie się nimi, cieszcie..Póki możecie.
Do przeczytania w 87 rozdziale!
Wiktoria
PS. Jeśli macie ochotę to zapraszam tutaj: Wyblakłe Kartki z Pamiętnika
Mężczyzna popatrzył na mnie ze zmarszczonym czołem. W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego promiennie, wzruszając ramionami.- Chce znać dokładną listę gości, plan zajęć i numery do tej.. no Camili i Francesci.. - Burknął, chcąc dalej wyliczać warunki, jednak przerwał mu radosny okrzyk córki.
- Dzięki, dzięki, dzięki! - Rzuciła mu się na szyję. German, choć nie wyglądał na szczęśliwego, wymusił słaby uśmiech. Krzyżując ręce na piersiach, spojrzał na mnie i głośno westchnął.
- Co ty ze mną robisz, kobieto.. - Mruknął pod nosem.
- Ja? - Udałam oburzoną, lecz zdradził mnie stłamszony chichot.
- Źle na mnie wpływasz. - Cmoknął ustami. Nastała chwila ciszy. Ja udawałam, że meble w salonie są niezwykle interesujące, a German natomiast wpatrywał się we mnie z łobuzerską miną. - To o której będziesz gotowa? - Palną w pewnym momencie.
- Gotowa? Gotowa na co? - Rozbawiona, uniosłam brew.
- Na kolację.. - Odparł bez większego przejęcia, szelmowsko się wyszczerzając.
- Nie wiem.
- Nie?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo nie. - Zadźwięczałam, po czym dumnie ruszyłam ku schodom, jednak drogę zagrodziło mi dobrze zbudowane, męskie ciało.
- A pani gdzie? - Przekrzywił głowę.
- A do pokoju. - Ominęłam go, muskając silne ramię inżyniera. Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Już kilkanaście sekund potem siedziałam w fotelu, zagłębiając się w lekturze przypadkowo znalezionej książki. Fabuła była dość wciągająca, gdzie temat odnosił się do życia rosyjskiej piosenkarki w czasach wojny. Oksana- która opowiadała o nieszczęśliwej rozłące z ukochanym przybliżała historię w tych ciężkich latach, z dala od rodziny, przyjaciół i kraju. Niby biografie nie były moim ulubionym gatunkiem, lecz ta książka wyjątkowo mnie poruszyła. Bohaterka przelała całe swoje cierpienie, smutek i żal, rozpamiętując lata wstecz, kiedy to zmuszona przez agencje musiała opuścić ojczyznę, porzucając bliskich. Wkrótce po wyjeździe odkryła, że spodziewa się dziecka, niestety kontakt z ojcem był niezwykle utrudniony. Nawet długo po narodzinach Felicii- córki artystki żył w błogiej nieświadomości. Dalej akcja toczyła się wokół śmierci dziewczynki, choroby Oksany i odnalezienia kochanków, gdy byli już w podeszłym wieku. Zaczytana i poruszona historią piosenkarki, nie zauważyłam, że całą moja twarz pokrywają słone łzy, a bose stopy wprost skostniały od zimnej podłogi. Zerknęłam na wyświetlacz komórki i przecierając grzbietem dłoni oczy, podążyłam na dół, aby zaparzyć sobie herbaty na rozgrzanie zmarzniętego ciała.
- Mam coś na twarzy? Zagestykulowałam. Mężczyzna wciąż milczał, aż w końcu ostrożnie, stawiając nogę za nogę, przybliżył się. Delikatnie ujął moją dłoń, po czym całując jej grzbiet, ukląkł na kolano.
- Angeles Saramego, czy..
_______________________
Tak, tak, kończę w takim momencie. :P
Violka idzie imprezować, hmm.. :D
"Nie? Nie. Dlaczego? Bo nie." - z serii Angie może, Angie potrafi.
Czy Germi się oświadczy? :O
Cieszcie się nimi, cieszcie..
Do przeczytania w 87 rozdziale!
Wiktoria
PS. Jeśli macie ochotę to zapraszam tutaj: Wyblakłe Kartki z Pamiętnika
SUUPER BARDZO MI SIE PODOBA AHH GERMANGIE HAHA NIECH SIE JEJ OSWIADCZY HAHAH CZEKAM NA NEXTA
OdpowiedzUsuńRozwaliło mnie to "Nie? Nie." XD Pełen zachwyt. Ciamajda się próbuję oświadczyć? Fajnie by było. Tak soł hepi. Adoptowali by Javierka, a on wyzdrowiał. Albo umarł i Pangie. Bosz, co za czarny scenariusz :o Angie udaje koale. Ona może :D I co to za "póki możecie"? Weź nam nie rozwalaj miśków. XD Vilu idzie imprezowa. Będzie dziko: picolo i żelki XD Mam dziś taaaki dobry humor. Muszę go sobie popsuć.... MAM POMYSŁ! Nie, nie jest on dla ciebie jakiś ważny, ale ja i NORMALNY pomysł to coś dziwnego. Wszystko dzięki kopciu...Angieluszkowi! Bajka przyda się w realu! Wiem. Nic nie rozumiesz. Nie przejmuj się. Pozdrawiam~B
OdpowiedzUsuńCzekałam, czekałam i.. Nareszcie! :D
OdpowiedzUsuńI co ja mam powiedzieć, co? ;_;
~,~
Teraz ryję się ze śmiechu i gdakam ze złości,
Ty się ciesz póki możesz i jesteś w całości.
Angie - koala, zwierz na Gemanie,
Niech z niego nie schodzi, bo coś jej się stanie!
Padam, ze śmiechu - nikt mi nie powaga,
I przez to wszystko - cieprpi moja powaga.
Tymczasem kicham, zdycham i tabletki łykam.
Javierek wyzrowieje? - Ja się Ciebie pytam!
Ma wyzdrowieć, przeżyć, w siły swe uwierzyć.
A w lekarzy ze szpitala - lufką wymierzyć.
Wiedziałam, wiedziałam, że tak będzie skończony,
Rozdział z radości, miłości i gniewu stworzony.
Bój się, bój się, bój się całą sobą,
Przyjdę do Ciebie z pochodnią zapaloną.
A kiedy? A dzisiaj - o 3:00 nad ranem.
Dlatego ma tu być Germangie zeswatane...
Chcą do jednego miejsca na ziemi
Gdzie problemy przestają mieć znaczenie
Do objęć, które akceptują ich słabości
Oni pragną, tylko tony miłości
Jest na ziemi jedno słodkie małe miejsce
Gdzie poza Germangie nie liczy się nic więcej
Uciekną tam z ich całą miłością
Wierzą w siebie, wierzą w swoje sacrum..
~,~
Pozwól, iż pozostawię to bez komentarza.
Czekam na nexcika! :D
Hah, popieram Wercik i jej superowy rap xD
UsuńMEZO heheh Wercik super tekst (nie zwracajcie na mnie uwagi)
UsuńNic w tym rozdziale nie rozwaliło mnie tak bardzo jak twój komentarz- '' z serii Angie może, Angie pografi'' XD
OdpowiedzUsuńNo mam nadzieję że się oświadczy :)
czekam na next równie superowy jak ten :-)
GERMANGIE POR SIEMPRE ROZUMIESZ CZY MAM PRZELITEROWAĆ? Supcio *.* czakam na next'a :3 :*
OdpowiedzUsuńHahha :D "Angie może, Angie potrafi".. Dzisiaj to Weronice napisałam, identycznie. :D
OdpowiedzUsuńWracając do rozdziału : genialnyyy ! :D
Czekam z niecierpliwością na next ;)
Nie oświadczy się.. chociaż..
OdpowiedzUsuńWiktoria talent taalent <3 Germangie, sylwester, poprawa Javiera! Żyć nie umierać.. :D Rozdział jak zwykle genialny i czekam na następny rozdział :3
Hmm.. Znając Twoje pomysły jest możliwość, że będzie "Angeles Saramego, czy ... chcesz się czegoś napić?" XD Rozdział genialny :3 Czekam na next'a. :>
OdpowiedzUsuńHue hue hue.. Wercik - boski wierszyk.
OdpowiedzUsuńDzięki Bogu, że z Javierkiem już lepiej.. Tak samo, jak z moim pisaniem na laptopie.
Czekam na imprezę... [Violki]