środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 101

Ciepłe promienie słońca, przebijające się przez fioletową zasłonę łaskotały moje nagie ciało. Pod ich wpływem uniosłam powieki i z na wpół rozchylonymi ustami, niemrawo  wpatrywałam się w sufit. Czułam przyjemne szczypanie skóry ramion i ud, nagrzewanych przez słońce. Moja głowa spoczywała na torsie Germana,  który pochrapując cicho, cały czas obejmował mnie ramieniem, jakby bał  się, że uciekne. Ostrożnie uniosłam głowę, spoglądając na mężczyznę. Wyglądał tak niewinnie uroczo. W domu panowała idealna cisza, słychać było jedynie miarowy stukot zegarka, który wskazywał godzinę 5:02. Wiedziałam, co muszę zrobić, jednak po nocy spędzonej z Germanem moje plany zostały podburzone. Znów poczułam, że przegrywam z własnymi słabościami. W końcu kochałam go, mając świadomość, że nigdy nie przestanę. Było mi przy nim dobrze, choć doskonale zdawałam sobie sprawę z przeszłości i tego, że związku nie można budować na porywczych emocjach.
Moja głowa wciąż spoczywała na piersi mężczyzny, a dłoń na umięśnionym brzuchu. Powoli podniosłam się, aby nie obudzić Germana i opierając na łokciu obserwowałam, jak śpi. W duchu zapragnęłam, aby zabrał mnie do swojej krainy snu, gdzie wszystko jest takie łatwe. Żebyśmy zostali tam już na zawsze z dala od trosk, problemów.
Czas mijał, a ja czułam się coraz gorzej. Nie mogłam znieść sprzecznych myśli. Poderwana emocjami wstałam z łóżka. W tym samym momencie inżynier wzdrygnął się, rozkładając na łóżku, jednak wciąż spał. Pośpiesznie nałożyłam na siebie porozrzucane po pokoju ubrania, przeczesałam włosy dłońmi i odszukałam torebkę. Następnie udałam się do pokoju siostrzenicy, gdzie siadając przy biurku zaczęłam bazgrać na kawałku kartki.

Violu!

Wiem, że możesz znienawidzieć mnie za słowa, które chcę Ci tu przekazać,
lecz wierzę, że jako dorosła osoba zrozumiesz.
Wszyscy wiemy, że sprawy ostatnimi czasy mocno się skomplikowały.
Dlatego muszę wyjechać na jakiś czas.
Chcę jednak, żebyś wiedziała, że jestem przy
Tobie, zawsze możesz do mnie zadzwonić, napisać
Jesteś moją księżniczką, bardzo Cie kocham.


                                                           Angie

Gdy skończyłam pisać łzy swobodnie spływały po mojej twarzy, mocząc kartkę. Złożyłam list na pół i ułożyłam go na poduszcze obok głowy siostrzenicy. Następnie, odgarnąwszy z jej czoła kosmyk ciemnych włosów pocałowałam ją w skroń. 
Chwilę potem ponownie wróciłam do sypialni Germana. Jego widok wzbudziłil we mnie jeszcze większy żal. Zaczęłam dławić się łzami, nie mogąc złapać oddechu. Żal rozdzierał moje serce, a w gardle poczułam nieznośną gulę. Czym prędzej podeszłam do łóżka i usiadłam na jego krawędzi, tuż obok 
Germana. Drżącą ręką pogładziłam jego policzek i powoli zbliżyłam twarz do jego.
- Kocham Cię. - Szepnęłam, po czym musnęłam wargami  usta iżnyniera, aby dobrze zapamiętać ich smak. 
Następnie zdjęłam z palca pierścionek, który kiedyś mi podarował. 
Doskonale pamiętałam chwilę, w której mi go wręczał. Wtedy oboje miotaliśmy się z uczuciami, żywiącymi do siebie. Znaczące spojrzenia, uśmiechy, podchody. Aż w końcu pierwszy pocaunek.. 
Jeszcze kilkakrotnie obróciłam w palcach złoty krążek, po czym wsunęłam go w dłoń Germana. 
Ostatni raz spojrzałam w jego stronę i chwyciwszy wcześniej spakowane walizki wyszłam z pokoju, a następnie z willi. Od dziś musiałam nauczyć się żyć bez mojego osobistego anioła..


Taksówka, którą jechałam mijała kolejne uliczki Buenos Aires, a po moich policzkach spływały kolejne łzy. Kołnierz białej koszuli był już cały mokry, a mimo to wchłaniał coraz to nowe potoki smutku.

- Niech pani nie płacze, nie ten, to inny. - Dobiegł mnie głos taksówkarza.
- Słucham? - Powtórzyłam, wyrwana z amoku. Starszy mężczyzna, siedzący za kierownicą podał mi paczkę chusteczek.
- Wytrzyj nos, dziecko. - Polecił. 
- Dziękuję. - Posłusznie wykonałam polecenie, zerkając w podręczne lusterko. 
Wyglądałam wprost okropnie; od oczodołów, aż do brody moją twarz pokrywały czarne smugi tuszu, włosy przypominały słomkową miotłę, a rozmazana, różowa szminka nieudolnie rozprowadzona była poza krawędziami warg. Pospiesznie namoczyłam chusteczkę wodą, otrzymaną od kierowcy i zmyłam resztki makijażu. Rzęsy poprawiłam tuszem, a włosy porządnie rozczesałam. W przeciwieństwie do nastroju mój wygląd prezentował się nieco lepiej. Uporałam się z nim w samą porę, bo taksówka własnie się zatrzymała.
- Proszę. - Kierowca zwinnym ruchem wyciągnął z bagarznika moją walizkę. - Jak ty sobie poradzisz z takim olbrzymem?! - Zaśmiał się. 
- Dam radę, jeszcze raz panu dziękuję. - Słabo się uśmiechnęłam, chwytając rączkę torby. - Zapomniałabym. - Z ramienia zsunęłam brązową torebkę i zaczęłam doszukiwać się portfela. 
- Nie trzeba, proszę pani. Powiedzmy, że chcę wynagrodzić złamane serce. - Skinął głową. 
- Ale..
- Nie ma o czym mówić! - Przerwał mi, zanim zdążyłam zaprotestować. 
- Wie pan co, tutaj w pobliżu jest budka z kawą, ja mam jeszcze trochę czasu. Może zdołam się zrekompensować. 
- Skoro piękna dama zaprasza, zgrzeszyłbym odmawiając. 
- Więc proszę tego nie robić. - Pierwszy raz szczerze się uśmiechnęłam. Mężczyzna zapakował moje bagarze spowrotem do samochodu i oboje ruszyliśmy ku stoisku. 


- A więc przed czym pani ucieka? - Padło pytanie, gdy popijaliśmy kawę, oparci o maskę samochodu.
-  Przed problemami, przed przeszłością, przed sobą.. - Rzuciłam bez zastanowienia.
Może byłam tchórzem, jakim nazwałam Germana, ale czułam, że zostając w tym miejscu nie zacznę nowego życia, o jakie się ubiegałam. 
- Po prostu się boję. 
Mężczyzna sapnął znacząco. 
- Nie musi pan tego rozumieć, nikt nie musi. Proszę tylko o uszanowanie mojej decyzji..
- Doskonale rozumiem. Wiem, jak to jest próbować zostawić w tyle balast przeszłości. Ale wiem też, co się dzieje, kiedy za bardzo się o to staramy. To wraca i wraca, aż w końcu zdaje ci się, że popadasz w obłęd. Lecz czasami może spotkać cię przełom.. Pytanie tylko jak bardzo chcesz zapomnieć. 
- Na tyle, ile jest to możliwe. - Szepnęłam.- Chyba muszę już iść. - Stanęłam na nogi. 
- Rozumiem i w takim razie życzę ci, żebyś osiągnęła to, o czym marzysz. Ale nie zapominaj, że serca nie oszukasz. - Uśmiechnął się, wyciągając w moją stronę dłoń. - I dziękuję za pyszną kawę.
- To ja panu dziękuję, będę pamiętać. - Uścisnęliśmy ręce.
- Jeśli jednak kiedyś postanowisz skonfrontować się z problemem i będziesz potrzebowała podwózki - pytaj o Billego Franksa. - Zawołał za mną.
- Angeles. - Odrzuciłam, machając mężczyźnie na pożegnanie, po czym zniknęłam za drzwiami budynku jednego z lotnisk w Buenos Aires.

______________________________________
I jest 101 rozdział. :D 
Jak widzicie - kontynuuję historię, o co niektórzy pytali.
Kolejny punkt można odhaczyć - wyjazd
A dokąd Angeles się udaje? Tego już dowiecie się w następnym rozdziale. :) 
Komentujcie!

Wiktoria

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 100

Ze snu wyrwał mnie przeraźliwy huk.
Przestraszona natychmiast poderwałam się do pozycji siedzącej, w pokoju było jeszcze ciemno, a na tle granatowego nieba górował blady już księżyc. Z biciem serca wysunęłam drżącą stopę spod kołdry, czując jak chłód zimnych paneli, rozchodzi się po moim ciele.
Nie do końca obudzona miałam wrażenie, jakbym lewitowała, snując się po krainie Morfeusza. Stopniowo moje oczy oswoiły się z ciemnością , wyodrębiając napotkane przedmioty. Po omacku dostałam się na koniec korytarza, gdzie przymróżywszy oczy ujrzałam Germana, wychodzącego z kuchni. Znowu się wymykał..
- Nie tym razem.. - Mruknęłam wracając do sypialni.
Tam w ekspresowym tempie ubrałam dresy, a na plecy zarzuciłam jeansową kurtkę, po czym równie szybko, aczkolwiek ostrożnie i po cichu zbiegłam na dół. Drzwi wyjściowe właśnie się zamykały. Odczekałam bezpieczną chwilę i również opuściłam willę. Mężczyzna wychodził z posesji.
Nad choryzontem widać było pierwsze promienie słońca, rozciągające błękitną zasłonę. Temperatura wciąż była niska, dlatego opuściłam zakasane rękawy bluzy i schowałam ręce do kieszeni.
- "Paranoja, szpieguję własnego faceta.. "- Przeszło mi przez myśl.
Starałam się zachować odpowiedni dystans za Germanem, aby nie zostać zdemaskowaną. Mimo, iż czułam się niezręcznie, wiedziałam, że muszę dowiedzieć się, o co chodzi.
Minęliśmy główną aleję i park, droga, którą zmierzaliśmy wydawała mi się znajoma. Z każdym krokiem nabierałam coraz więcej podejrzeń, które nieuchronnie się potwierdziły. Kilka minut później stałam przed cmentarną bramą, prowadzącą w owiane ciszą i pustką miejsce. Wiedziałam już, dlaczego tu jestem..
Ogarnął mnie lęk i dziwny niepokój. Nigdy nie lubiłam cmentarzy, wywołujących na moim ciele gęsią skórkę. Nic więc dziwnego, że o wczesnym poranku, gdy zakątki Buenos Aires powił jeszcze sen, obleciał mnie strach.
Wstrzymałam oddech, przekraczając pordzewiałą bramę. Na wielu grobach pośród wiązanek paliły się znicze, przypominające o tęsknocie zrozpaczonych rodzin.
Cmentarz mieścił się na rozległej równinie przy obrzeżach miasta. Trudno było uwierzyć, jak tyle ludzi odeszło w niepamięć, ile zniknęło na szalach czasu. Teraz zostały tylko kamienne płyty z wyrytymi nazwiskami.
Szłam powoli, niepewnie stawiając kroki, jakbym dopiero uczyła się chodzić. W pewnym momencie minęłam ścieżkę prowadzącą do miejsca, gdzie  niespełna dwa tygodnie temu gościłam. Parenaście metrów dalej widniał maleńki grób, na którym tliły się cztery świeczki. Poczułam, że robi mi się niedobrze na myśl, że gdzieś tam pod ziemią bezwładnie spoczywa delikatne ciało chłopca, którego miałam za własnego syna. Szybko odwróciłam głowę, wodząc wzrokiem za Germanem. W końcy pomiędzy wysokimi pomnikami wyodrębniła się ludzka sylwetka, tak mi znajoma. Mężczyzna stał pod modrzewiem, wpatrując się w szaro-czarny nagrobek. Nie wydawał się być zdziwiony moją obecnością, przeciwnie - jego twarz wyrażała jedynie głęboką zadumę.
- Co tu robisz? - Odezwałam się pierwsza.
- O to samo powinienem zapytać ciebie. - Rzucił bez cienia emocji. - Wiedziałem, że za mną idziesz.
- "Wiedział, a jednak nie próbował się bronić.. " - Pomyślałam.
Wlepiłam wzrok w buty, wsłuchując się w ciszę, któa zapanowała między mną, a Germanem. Choć chciałam stąd uciec, jakaś siła sprawiała, że wciąż pozozstawałam w bezruchu.
Inżynier poczerwieniałymi ślepiami, pusto obserwował znajdujący się przed nami obiekt.
Poczułam, jakby niewidzialny oszczep przeszył moje ciało. Z niewiadomych powodów towarzyszyły mu też łzy, które napłynęły do moich oczu.  Byłam bezsilna wobec zachowania Germana, miałam świadomość, że nic więcej nie mogę zrobić, niemoc i przepaść, która nas dzieliła były zbyt duże.
 Doskonale też zdawałam sobie sprawę z tego, że nigdy nie będę dla niego tą jedyną, lecz mimo to, rzuciłam się w pełen nieprzewidywalnych zwrotów akcji związek. Długo wahałam się na pojednanie ze swoimi uczuciami, wygrało serce. Ale czy serce Germana było równie czyste?Jemu na prawdę jej brakowała i sama przed sobą musiałam przyznać się, kto pozostanie jego jedyną miłością. Kochał, ją mimo upływu czasu. A ja? Ja mu ją tylko przypominałam..


* * *

Mijały tygodnie, przez które wiele rzeczy uległo diametralnym zmianom, odczuwalnym przez każdego. 
Od incydentu na cmentarzu moich relacji z Germanem również dosięgły zmiany. Pewne szczegóły uświadomiły mi, jak bardzo się myliłam. Wystąpiły wątpliwości: Czy na prawdę go kocham? Czy nasz związek ma przyszłość? 
W tamtych chwilach były to pytania za sto punktów. W duchu karciłam się za sceptyczne myśli, lecz one ciągle powracały.
Czułam, że z każdym dniem coraz bardziej oddalam się od Germana. Patrząc na niego miałam wrażenie, że żyję obok obcego człowieka. Co rusz stawał mi się bardziej nieznajomy.
Milczące dni kolejno przekształcały się w tygodnie, a te w miesiąc zapisany, jako wspomnienie chłodu.

Z  szafy wyłowiłam czarną marynarkę, smuto rzucając okiem na żółtą sukienkę, w której niegdyś tak zachwalał mnie German. Po chwili wahania odrzuciłam trzymany naręcz ubrań i nałożyłam wiszący ciuch.
- Chyba przytyłam.. - Mruknęłam do siebie, obracając się przed lustrem. Sukienka była lekko ciasna i uwydatniała mój podkreślony brzuch.
- Dla mnie zawsze będziesz piękna.. - Usłyszałam za sobą męską chrypkę, a chwilę potem na moich ramionach spoczęły silne dłonie.
Poczułam, jak German muska swoimi ciepłymi ustami mój dziwnie chłodny policzek, a następnie przenosi je na szyję. Mimowolnie przymknęłam oczy, poddając się rozkoszy.
- Tak łatwo dajesz się oszukać fantazji, Angeles.. - Nagły chichot przywołał mnie na ziemię. Odbicie Germana w lusterku rozpłynęło się, za to na jego miescu pojawiła się sylwetka Czarka. Chłopiec patrzył na mnie ze złoścliwym uśmiechem.
- Dlaczego to robisz?
- Żeby udowodnić ci, jaka jesteś słaba. - Rzucił bez cienia przejęcia.  - Zupełnie jak ta ośmioletnia Agnes..
- Nikt tak już do mnie nie mówi. - Broniłam się.
- A jednak pamiętasz swoją dawną ksywkę.
- Raczej uciążliwe przezwisko.
- Daj spokój, Angeles.. Jesteś tą samą dziewczynką, co kiedyś, zawsze nią będziesz, nie wypieraj się przeszłości.
W chwili, gdy chciałam wysunąć kontrargumenty chłopiec zniknął, zupełnie, jak przed minutą widmo inżyniera.
Ogarnięta dziwnym lękiem pośpiesznie przebrałam się w miętowe rurki, biały t-shirt i niedawno trzymaną marynarkę, po czym udałam się do Studia.

Idąc przez park zauważyłam Pablo, odpoczywającego na ławce przy głównej alei. O ile jego sylwetka była mi znana, kobieta towarzysząca mu wydała  się obca. Z każdym krokiem, podchodząc bliżej w mojej pamięci odświeżał się wygląd kelnerki z resteuracji, do której jakiś czas temu zabrał mnie dyrektor Studia.
- Dzień dobry. - Zawołałam, stając przed ławką. Momentalnie kobieta i Pablo oderwali się od siebie, a ich twarze pokryły rumieńce.
- Angie.. Cześć.. - Wybełkotał mężczyzna. - Ee, przedstawiam ci Monicę. Moją.. znajomą. Monica, poznaj Angie.
Kątem oka zauważyłam zmieszanie nowo poznanej towarzyszki Pablo, a także jej lekką irytację.
Wymieniając spojrzenia, podałyśmy sobie dłonie. Wtedy dokładniej mogłam przyjżeć się kobiecie. Właściwie to wyglądała zupełnie tak samo, jak ją zapamiętałam. Większą uwagę wzbudził za to jej szeroki i szczery uśmiech. Wydawała się być tak optymistycznie nastawiona do świata. Choć jej nie znałam, przszło mi przez myśl, że Pablo mógłby być z nią szczęśliwy.
- Idziesz do Studia? - Zwróciłam się do mężczyzny.
- Mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia.
- Rozumiem. - Posłałam mu znaczące spojrzenie. - W takim razie do zobaczenia! Miło było cię poznać. - Skinęłam głową w stronę Monici, po czym udałam się w dalszą drogę do Studia.

W szkole, jak zwykle panował harmider. Kiedy weszłam akurat rozbrzmiał dzwonek, dlatego korytarz wypełniły dziesiątki roześmianych nastolatków. Lubiłam ten przyjazny gwar, choć niekiedy wydawał się uciążliwy, to właśnie on dawał natchnienie do życia i napawał pozytywną energią. Sama praca z młodzieżą, obserwowanie ich postępów, radość z sukcesów dawała mi wiele satysfakcji. Przez wiele lat poznałam tu mnóstwo utalentowanych osób, od których również wiele się nauczyłam. Nabywając nowych doświadczeń robiłam to, co kocham.
- Ty ciamajdo, patrz jak łazisz!
Z pokoju nauczycielskiego słychać było krzyki Gregorio. Każdy musiał przyznać, że był on wyjątkowym nauczycielem. Doskonale wiedziałam, że mimo, iż z zewnątrz nienawidził otaczających go ludzi, był dobrym człowiekiem. Bez niego i porannych wrzasków Studio z pewnością nie byłoby takie samo.
- Prze-przepraszam. - Tym razem rozpoznałam głos Beto.
On także zasługiwał na medal za oryginalność. Kto inny umiałby rozbawić w najczarniejszy dzień? Był uśmiechem całej szkoły.
Po cichu zgarnęłam dziennik, zmierzając do swojej klasy, aby nie narazić się na uszczypliwe docinki Jackie. Możnaby powiedzieć, że przypominała Gregoria, chociaż skoro Pablo ją kochał.. Wierzyłam, że podobnie, jak jej taneczny partner ma w sobie cząstkę dobra.
Do sali śpiewu weszłam równo z dzwonkiem, uczniowie siedzieli już na miejscach, a gdy weszłam posłusznie umilkli.
- Dobrze, kochani. Dzisiaj zajmiemy się pracą domową sprzed dwóch tygodni. - Mówiąc to czarnym mazakiem zakreśliłam na tablicy napis END. - Kto jako pierwszy ma ochotę się zaprezentować?
W górę poszybowały ręce Naty i Maxiego. Przygotowali duet.
- "Remember those walls I bulit,
Well baby they tumbling down. 
And they didn't even put up a fight.
They didn't even make a sound.. "
Chłopak z niezwykłym uczuciem przekazywał treść piosenki, wczuwając się w jej sens.
- " I found a way to let you in,
But i Never really had a doubt.
Standing in the light of your halo.
I got my angel now.." 
Tym razem pałeczkę przejęła Natalia. Byłam pod wrażeniem jej odważnej barwy, doskonale współgrającej z głosem Maxiego. Gdy wspólnie zakończyli piosenkę słowami halo, rozległy się gromkie brawa. Wszyscy byli pod ogromnym wrażeniem ich wysiłku.
Jako drudzy wystąpili Federico i Lena, następnie solo zaśpiewała Ludmiła, Violetta z Andresem i Francesca z Marco. Ostatnia para podobnie, jak wokal Maxiego i Naty zapadł w pamięcie wszystkim zebranym. Dwójka wykonałą utwór "No Lo Beses", wzbudzając na ciele uczniów falę dreszczy.
- "Que ha llegado el momento en que quieres volar. 
Comparar ostros besos y formas de amar,
Soy humano y lo entiendo. 
No detengo tus anhelos de probar tu libertad.."
Zastygając, zagłębiłam się w treść utworu. Historia, którą autor przekazywał była taka prawdziwa, pełna cierpienia, ale i uczucia, emocji idealnie przekazanych przez parę.
- Dziękuję wszystkim, należą się wam wielkie gratulacje. Doskonale wykonaliście zadanie, jestem z was dumna. Teksty piosenek, które wybieraliście dokładnie oddawały to, o czym mówiłam na poprzednich zajęciach. Wszystko kiedyś nieuchronnie się kończy, lata przemijają, aby w końcu pozostały z nami tylko wspomnienia, dlatego powinniśmy zadbać, aby były jak najpiękniejsze.
Gdy skończyłam mówić ryk dzwonka zakończył lekcje. Zadowoleni uczniowie powoli opuścili klasę, natomiast ja podobnie, jak przed minutami Francesca i Marco, podeszłam do fortepianu. Łagodne dźwięki tego instrumentu zawsze mnie uspokajały, tak było i teraz. Delikatne nuty zdawały się rozejść po moim ciele, kojąco łagodząc wewnętrzne obrażenia. Nieświadoma tego, co wykonuję, bezmyślnie stukałam palcami o klawisze, plącząc tonacje. W pewnym momencie kilkakrotnie powtórzyłam układ, który rozbrzmiał, aż w końcu zdecydowałam się go zapisać. Podobnie poszło z następnymi fragmentami, tworzącego się utworu.
Minuty mijały, a ja tworzyłam zupełnie nową, muzyczną historię, oddając się dźwiękom instrumentu.

Dopiero wieczorem odczułam zmęczenie po całym dniu. Ziewając, ledwo doczłapałam do sypialni, wpadając przy tym na wszystkie napotkane ściany. Moje łóżko było puste, dlatego mogłam pozwolić sobie na śmiałe rozwalenie się na całej jego objętości. Mimo wolnej dla mnie przestrzeni, brakowało mi ciepłego uścisku Germana. Sama nie wiedziałam, kiedy uzależniłam się od jego obecności. W gruncie rzeczy bardzo mnie uspokajała, dawała poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.
Stopniowo czułam, jak całe zmęczenie znika. Leżąc godzinami, wpatrywałam się w napis na suficie, który niegdyś wykonał dla mnie German (Rozdział 51). "Miłość jest zawsze chaotyczna(...)" - dudniło mi w głowie.

Nazajutrz po skończonej pracy udałam się na grób Javiera. Od pogrzebu nie przyszłam tu ani razu, choć targały mną wyrzuty sumienia. 
Na kamiennej płycie spoczywał pluszowy piesek, którego kilka miesięcy wcześniej podarowałam chłopcu w szpitalu. Zabawkowy przyjaciel toważyszył mu nawet po śmierci. 
Drżącą ręką ujęłam pluszaka. Materiał, z którego uszyty był miś znacznie poszarzał, a w okolicach brzucha podarł się, ukazując kłębki waty. Na zabawkę opadła łza. Najpierw jedna, później druga. Szybko dogoniły je kolejne. Ostatnimi czasy przyzwycziłam się do płaczu, bólu, tęsknoty. Te uczucia zdawały być się nieodzowną częścią mnie, jakby już na zawsze miały pozostać gdzieś obok.
Kolejne wspomnienia przebiegały mi przed oczami w szaleńczym tempie. Nie mogłam znieść kopii scen, które rozgrywały się w mojej głowie. W jednej chwili miałam wszystko, a zaraz potem zostałam z niczym. Ukartowana gra losu. 
A może tak miało być? Może to właśnie było mi pisane? Dotknięcie nieba i bolesny spadek w dół? Choć ostatnie wydarzenia mocno zamąciły mi w głowie, wiedziałam już, co powinnam była zrobić. 

- Chciałam się z tobą pożegnać.. - Powiedziałam, stojąc w drzwiach sypialni inżyniera, a po policzku spłynęła mi łza. 
Mężczyzna lekko się wzdrygnął, ale nie zareagował. 
- Nie mam już siły kochać za nas oboje, Germanie. Nie potrafię wierzyć, że nie jestem ci obojętna.. 
- Dobrze wiesz, co sądzę o uczuciach.. - Burknął, przez cały czas stojąc do mnie tyłem. 
- Myślałam, że się zmieniłeś.
- To źle myślałaś. 
- Przestań!  - Zacisnęłam zęby, hamując potok cisnących mi się do oczu łez. - Miałam nadzieję, że zależy ci na mnie tak samo, jak niegdyś na Marii, a tymczasem ty właśnie udowodniłeś, że byłam dla ciebie zabawką. 
- Nie byłaś..
- Więc kim? - Dłużej nie mogłam powstrzymać płaczu. Łzy swobdnie spływały po mojej twarzy, utrudniając widoczność, a jednak dzięki temu poczułam się nieco lepiej. 
- Właśnie sam przekreśliłeś wszystko, co było między nami. Udowadniasz mi, że to była tylko nic nie znacząca zabawa. Masz ponad 30 lat, dorastającą córkę, a sam zachowujesz się, jak dziecko! Prawda jest taka, że nigdy nie liczyłeś się uczuciami innych. Ty chyba po prostu nie masz uczuć, nie potrafisz kochać, ale mimo to pozwoliłeś, żebym to ja pokochała ciebie. Pomyliłeś miłość z tęsknotą za żoną..
- Taki widocznie jestem.. 
- W takim razie życzę ci powodzenia. Mam nadzieję, że któregoś dnia zatęsknisz za mną, tak, jak ja tęsknie za tobą. 
- A czy ja mogę czegoś Ci życzyć? - Spytał, pierwszy raz odwracając się ku mojej osobie.
- Żebym szybko zapomniała..
- O mnie?
- Ciebie będę pamiętać, Germanie. - Prychnęłam. - Chcę zapomnieć o uczuciu, którym cię darzę.. 
Nie zwlekając dłużej podeszłam i pocałowałam go, by dobrze zapamiętać smak jego słodkich ust. Niespodziewanie mężczyzna przycisną mnie do siebie mocniej, nachalnie muskając moje wargi. Dziwne było to, że jego natarczywość w tamtej chwili zupełnie mi nie przeszkadzała. Czułam się dobrze, choć miałam świadomość, że już nigdy nie doświadczę tych samych uczuć, jakie towarzyszyły mi przy Germanie. Ilekroć mnie całował miałam wrażenie, jakbym unosiła się w powietrzu, słyszała najpiękniejszą muzykę świata, dotykała nieba, gwiazd. To zawsze było takie nierealnie idealne. 
Tym razem było inaczej. Ogarnęło mnie przeświadczenie, że to, co teraz robimy jest wynikiem zwykłego pragnienia, wewnętrznego przymusu, sentymentu, a jednak oboje poddawaliśmy się chwili, nie panując nad emocjami. Górowało nad nami porządanie, nieokiełznane pragnienie. Żadne z nas nie myślało, rzucając się w wir fantazji. Dłonie Germana błądziły pomiędzy moimi lokami, w między czasie brnąć do zamka od sukienki, natomiast ja rozrywałam guziki jego koszuli. 
"There's a fire starting in my heart,
Reaching a fever pitch,
And it's bringing me out the dark.."
Moje serce waliło coraz szybciej pod wpływem ruchu jego napiętych mięśni. Jedną dłonią podtrzymywał mój podbrudek, zaś drugą, miejscowiąc na plecach - przyciskał do siebie, jakby bał się, że uciekne. Ja jednak nie miałam zamiaru tego robić, wbrew przyjętemu stanowiskowi. Przecież miałam odejść, zniknąć, a jednak ponownie poddaję się pragnieniu. 
German z zachłannością muskał moje usta, przygryzając ich dolną wargę. Co jakiś czas przenosił usta na szyję. W tamtych chwilach zostawałam przyparta do ściany i pozbawiona drogi ucieczki. Od środka rozpalało mnie dziwne uczucie szczęścia, ale i winy z sytuacji, w której się znajduję. Słyszałam  bicie serca inżyniera, podświadomie idąc tropem jego gorącego oddechu na moim ciele. Pocałunkami chcieliśmy przekazać sobie wszystko, czego dotąd nie umieliśmy wyrazić słowami. Oboje ukazywaliśmy żal, smutek, jak również płomienne uczucie, miłość, którą do siebie żywiliśmy. Wtedy stanowiliśmy jedność. Nie ważne, że to był już koniec, że cytując hiszpański dramat "Nic nie zdarza się dwa razy. Już nigdy nie poczujemy się tak samo. Już nigdy nie wzniesiemy trzy metry nad niebo..", tej nocy należeliśmy do siebie, oddając cząstkę serca, a jednocześnie wiedząc, że był to nasz pierwszy i ostatni raz..

__________________________________________
No i jest! Długo wyczekiwany, 100 rozdział, a wraz z nim zaszły pewne zmiany..
Pewnie nie tego oczekiwaliście po tym małym jubileuczu, lecz cóż poradzić? Jednocześnie macie odpowiedź na wytłuszczony zwiastun. (W zakładce "Ogłoszenia" pojawiły się nowe zapowiedzi)
Z okazji setki pragnę też serdecznie podziękować Wam - czytelnikom, za to, że śledzicie moje wypociny, dzielnie znosicie wszystkie rozstania, śmierci, katastrofy i wiernie czekacie na więcej. Szczerze doceniam każdy gest wysunięty w moją stronę, każdy miły komentarz, czy kolejne wyświetlenie. 
Od lipca nagromadziło się 40 tys. odsłon, przekroczynych wczorajszego wieczoru. 
Jak dla mnie jest to wielki sukces, którego szczerze się nie spodziewałam. 

Dziękuję, że jesteście,
Wiktoria




niedziela, 23 marca 2014

Jednorazówka: "Koniec będzie początkiem" 2/2

Ta chwila, ten ułamek sekundy sprawił, że jego świat został wywrócony do góry nogami. Jeden moment był w stanie zmienić ludzkie życie, rujnując wszelkie plany i marzenia.
Dlaczego? Dlaczego to właśnie ona? Dlaczego ten samolot? Dlaczego w tym momencie? Choć na próżno zadawali sobie te pytania, rozmowa z samym sobą nieznacznie łagodziła ból, pozwalała wyrzucić z siebie skrywane emocje.
Willa ucichła, domownicy zamilkli, ich światy pogrążyły się w koszmarnym śnie, przynoszącym fale bólu. Niestety to nie był kolejny łudny horror, tylko nieodzowna realia.
Każdemu na swój sposób brakowało Angeles. Gosposia bezceremonialnie wylewała łzy, współpracownik pana domu chował emocje za przestrzenią osobistą , wymigując się rozsądkiem, a On, centrum tej katastrofy z dnia na dzień tylko pogłębiał się w rozpaczy po stracie żony. Patrząc na dorastającą córkę i jej uśmiech widział rozmarzone oczy Angeles, przechadzając się po zaniedbanym ogrodzie przypominał sobie, jak spacerowała alejkami, zachwycając się zapachem czerwonych róż. Każdy zakątek posesji przywoływał bolesne wspomnienia, a jednak mężczyzna staną na głowie, aby odzyskać zamieszkiwane przed laty miejsce. Coś ciągnęło go do Buenos Aires, mimo iż starał się odrzucić dawne przeżycia związane z tym miastem. Nie znał tu już nikogo, rodzina Saramego opuściła Argentynę, a każda ulica wydawała się obca.
Przez lata emigracji w Europie obraz ukochanej przywoływał jedynie widok Violetty. Z całego serca nie chciał znienawidzieć dziecka za przykre doświadczenia, jednak problem, z którym się borykał był z byt wielki. Najmniejszy melodyjny dźwięk wywoływał szał i złość, przyćmiewającą resztki dobra w jego sercu. Córce zakazał wszelkiego kontaktu z muzyką, śpiewem, separując ją od społecznego życia.
Mijały lata, a on pogrążając się w rozpaczy po stracie żony brnął w swoich upartych przekonaniach. Wraz z upływem czasu dorastała Violetta, aby w końcu, w dniu 17 urodzin dowiedzieć się długo skrywanej prawdy.

Nadszedł 24 kwietnia. Przepych panujący w wynajętej na bal urodzinowy resteuracji był nie do opisania. Ogromną przestrzeń wypełniały wspaniałe dekoracje, uginające się pod stosami różnorakich potraw, stoły i pełen skład orkiestry. Brakowało tylko gości, których role mieli pełnić przedsiębiorcy z otoczenia pana domu, tak nieodpowiedni dla dorostającej dziewczyny.
Były tańce, śpiewy, stosy prezentów i sztucznych uśmiechów. Nastolatka nie do końca tak właśnie wyobrażała sobie swoje siedemnaste urodziny - wśród obcych ludzi. Jej marzenia dotykały matki i rodzinnego ciepła.
W pewnym momencie rozległ się dzwonek. Zaskoczeniem dla zebranych była reakcja wdowca, który z prędkością światła popędził do drzwi,  które parę sekund potem przekroczyła około dwudziestopięcioletnia kobieta. Uwagę zebranych od razu przykół jej nietypowy, jak na tę uroczystość i klasę wygląd - miała na sobie jasnoniebieskie jeansy i biały t- shirt, a kruczoczarne włosy upięte w swobodnego kucyka. Żeńska część zebranych z pewnością mogła pozazdrościć jej urody, idealnej figury i śnieżnobiałej cery. Nic więc dziwnego, że oczy Germana cały czas zwrócone były na jej sylwetkę.
W końcu goście powrócili do swoich zajęć, aby pan domu mógł przedstawić przybyłą solenizantce.
- Mario, przedstawiam ci moją córkę Violettę. Skarbie, poznaj swoją nową guwernantkę.
Kobieta obdarowała nastolatkę promiennym uśmiechem, lecz ta nie odwdzięczyła się równym entuzjazmem. Miała już dziesiątki nauczycielek, z których żadna nie różniła się od drugiej.
- Miło mi. - Powiedziała z wymuszonym uśmiechem, tym samym dając Marii do zrozumienia, że nie ma ochoty na bliższe stosunki.
- Ee, walizki przyjadą jutro rano, póki co nasza gosposia przygotowała ci pokój i ubrania zastępcze. A teraz czuj się jak u siebie.
Dziewczyna spod przymróżonych oczu obserowała, jak jej ojciec i jego nowy nabytek wymieniają znaczące spojrzenia. Dobrze wiedziała, co może wyniknąć z tej znajomości i że świeżo upieczona mieszkanka willi  prędzej, czy później zostanie kolejną kochanką gospodarza. Przez lata miała wiele ciotek, z których każda odchodziła w cień po kilku miesiącach. W jej mniemaniu tak miało być i teraz. 

- Ja też mam dla ciebie drobny prezent. - Powiedziała szatynka, gdy wieczorem tłum gości opuścił dom Castillo. Z torebki wyciągnęła niewielki pakunek i podała go dziewczynie. 
Violetta niepewnie odwinęła papier, wyławiając ze środka zawartość. 
- Pomyślałam, że jak większość nastolatek polubiłabyś prowadzenie pamiętnika..
Prezentem od Marii miał być dziennik wielkości książki w dziewczęcej, fioletowej oprawce. 
- Nie trzeba było.. Poza tym to dziecinne. - Odburknęła Violetta obojętnym tonem, choć w duchu poruszył ją gest kobiety. Poza drogimi upominkami nigdy nie otrzymała czegoś od serca, wyrażającego życzliwość i przyjazne intencje. 
- Może z czasem zmienisz zdanie. - Guwernantka mrugnęła zachęcająco w stronę podopiecznej i przeprosiwszy udała się do swojej sypialni.

Miała to być jej pierwsza noc w domu szwagra. Teraz, gdy nareszcie została sama mogła spokojnie przeanalizować emocjonujące wydarzenia. Dziś od tak dawna ujrzała swoją siostrzenicę, Ramallo, Olgę. Zadziwił ją stan w jakim się znajdowali. Gołym okiem widać było jak zmienili się przez lata. Przede wszystkim Violetta wyrosła na piękną dziewczynę, tak bardzo przypominającą matkę. Miała jej oczy i wyraz twarzy, tak więc zapewne odziedziczyła też wspaniały talent Angeles. 
Dla Marii zachowanie siostrzenicy nie było czymś zaskakującym. Nastolatka wyglądała na zagubioną. W końcu nikogo nie znała w Buenos Aires, jej rodzina uległa zdekompletowaniu, a ojciec nie wykazywał specjalnej inicjatywy, aby polepszyć ich stosunki. 
Germana kobieta również zapamiętała inaczej. Widząc go poraz pierwszy, gdy uznał ją za kandydatkę na nauczycielkę pomyślała, że się zestarzał, ale przy tym ani trochę nie ubyło mu uroku osobistego i uwodzicielskiego taktu. Ona sama nie rozumiała, czy spotkanie po tak długim czasie wzbudziło u niej ogrom emocji, czy czyniło to towarzystwo Germana. 
- O czym ty myślisz? - Mruknęła sama do siebie, pukając się w czoło. 
Wiedziała, że teraz musi skupić się na swojej siostrzenicy i jej przyszłości, w której miała odgrywać tak ważną rolę.
 I choć jeszcze nie wiedziała, że kilka miesięcy później spotka dawnego przyjaciela, jej kłamstwa wyjdą na jaw, wda się w romans ze szwagrem, a później zostanie jego żoną, aby niespełna rok po założeniu rodziny podzielić los siostry, teraz patrzyła z optymizmem w oczy czasu. 

__________________________
Wiem, że dopominacie się o rozdział i choć obiecywałam go na ten weekend podaję 2 część jednorazówki. 
Musicie mi to wybaczyć, nie mam jak dokończyć setki.  
Jak też widzicie końcówka w wielkim skrócie. 

Saludo,
Wiktoria

piątek, 14 marca 2014

Jednorazówka: Dielari cz.2

Następny dzień w pracy minął równie spokojnie, tym razem jednak sceny z udziałem Clary dotyczyły zajęć lekcyjnych i rozmów z siostrzenicą. Teraz kręcony był wątek miłosny pomiędzy główną bohaterką, a Diego. Kobieta dobrze wiedziała, że Dominguez nie przepada za Martiną, dlatego z triumfalnym uśmiechem przystanęła obok kamerzysty, obserwując rozwój wydarzeń. Gdy mężczyzna kątem oka zauważył stojącą w pobliżu znajomą, ta posłała mu satysfakcjonujące spojrzenie. Rozpoczynała się bowiem scena 84, czyli pocałunek dwojga zakochanych.
- Dobrze, dzieciaki, podejdźcie tu! - Reżyser udzielał aktorom ostatnich rad przed rozpoczęciem nagrywania, jednak dwudziestotrzylatek w żaden sposób nie mógł skupić się na słowach przełożonego. Jego wzrok błądził gdzieś po widowni, wertując każdego z osobna. W końcu ciemne tęczówki spoczęły na jej sylwetce. Stała obok kamer, przebrana już w swoją prywatną odzież, na wpół rozchylonymi ustami i ciepłym uśmiechem posyłanym w kierunku jakieś nieznanej kobiety.
Kim była ruda okularnica z punktu obsługi? Alonso nie bez powodu wdała się z nią w dyskusję, jednak nie chodziło o nawiązanie kontaktów, lecz odwrócenie uwagi od szatyna. Tamten zaś, jak w amoku obserwował każdy jej wdzięczny ruch, obnażając spojrzeniem. Oboje na ziemię sprowadził dopiero ryk dzwonka. Diego zajął wyznaczone miejsce, podobnie jak Martina, która po kilku chwilach zaczęła zbliżać się do chłopaka z udawaną złością.
" Niezbyt wychodzą ci dramatyczne sceny. " - przeszło przez myśli chłopaka, jednak kontynuował swoją rolę.
- Violu, Leon nie jest ciebie wart. Taka wspaniała dziewczyna, jak ty zasługuje na kogoś lepszego..
Nastała ta chwila.. Ze skrywaną niechęcią Diego ujął w dłonie twarz nastolatki, po czym ostrożnie, zwklekając z każdą sekundą musną jej wargi swoimi. Choć za wszelką cenę próbował wyobrazić sobie, że przed jego osobą stoi Ona i całuje właśnie te usta, Martina cały czas dawała o sobie znać. mieląc jęzorem, jak krowa trawę. 
Tymczasem po drugiej stronie planu rozgrywającą scenę obserowała Clara. Jeszcze przed dwoma minutami była przekonana, że pocałunek głównych bohaterów "Violetty" przyniesie jej wiele śmiechu, lecz z tamtą chwilą zamiast rozbawienia, odczuła dziwny uścisk w klatce piersiowej. Mimowolnie spuściła głowę, a myśli starała się ukierunkować na inny tor. Niezrozumiałe doznanie było dla niej zagadką.
Nagle dobiegł ją głos reżysera.
- Tini, skarbie, spokojnie, możemy to powtórzyć..
Dopiero teraz spostrzegła, jak pełna złości Stoessel odmawia dalszej współpracy.
- Jeszcze raz to samo ujęcie!
Kobieta nie dociekała, co było przyczyną zachowania siedemnastolatki, wiedziała jednak, że kolejnej sceny nie zniesie. W pośpiechu rzuciła oszołomionemu brunetowi ostatnie spojrzenie, które jako jedyne dzisiejszego dnia zdążył uchwycić, po czym opuściła plan.
Sama do końca nie zdawała sobie sprawę z tego, co przed kilkoma sekundami miało miejsce. W duchu zadawała sobie setki pytań, lecz na żadne nie znała odpowiedzi. Jej serce dziwnie wyrywało się z piersi, a wnętrze ciała rozpierało dziwne uczucie, którego nigdy dotąd nie doświadczyła. Lekko zagubiona skręciła w nieznaną uliczkę, wyczuwając jak w ślad za nią udaje się jej menadżerka. Choć była jej dość bliską osobą, teraz potrzebowała chwili swobody.
Dzielnica, w której aktualnie się znajdowała była znacznie mniej zalundniona, także można było odetchnąć od ulicznego tłoku. Choć Clara mieszkała w Buenos Aires długie lata, wciąż istniały zakątki, które były jej nieznane. To miasto skrywało wiele głęboko ukrytych tajemnic.
Zmęczona pracą i szybkim marszem przysiadła na pobliskiej ławce, obserwując przechodniów. Deptakiem spacerowały starsze małżeństwa, turyści, czy zabiegani rodzice, popędzający swoje dzieci do szkoły.
W pewnym momencie uwagę kobiety przykuła kilkuletnia dziewczynka, samotnie wlekąca za sobą plecak. Jej widok przywołał wspomnienia, które Clara dawno odrzuciła. Kiedyś i ona była takim osamotnionym dzieckiem, aczkolwiek wolnym od kłopotów. Dziś, jako dorosła już kobieta musi borykać się z wieloma zmartwieniami, a smak beztroskiej zabawy pozostał jej nie znany. Sława w brew pozorom nie była czymś, za co wielu ludzi oddałoby duszę. Cała kariera dusiła ją i sprawiałając, że czuła się osaczona. Czasami miała ochotę rzucić wszystko, wyjechać, zapomnieć.. wrócić do normalnego życia i przestać obawiać się każdego kroku, który śledzą paparazzi w oczekiwaniu na potknięcie. 
W tamtych chwilach była równie zagubioną osobą, jak ta mała dziewczynka, która błąkała się po ulicy. Choć wszystko wydawało się duże i trudne obie nie wiedziały jeszcze, co przyniesie z sobą przyszłość..

_____________________________
Chyba się nie doczekacie rozdziału, zadręczę Was jednorazówkami. :P
Takowa dotycząca Dielari będzie mieć jeszcze jedną, lub dwie części, czego do końca nie jestem pewna.
Wybaczcie błędy, wynikające z pośpiechu.

Abrazo,
Wiktoria

PS. Widzę, że walka pomiędzy Rzymem i Paryżem jest wyrównana. I co ja teraz zrobię? O.O

wtorek, 11 marca 2014

Jednorazówka: "Koniec będzie początkiem" 1/2

Byli szczęśliwą, kochającą rodziną. On spełniał się w zawodzie inżyniera, a Ona rozwijała swój muzyczny talent. Koncerty, wywiady, kontrakty. Cała ta sława, której dotykała nie przyćmiła jednak miłości do ukochanego męża i małej córeczki. Kochała ich równie mocno, jak śpiewa. Niektórzy niedowierzali, jak w wieku dzwudziestutrzech lat można osiągnąć tak wiele, jednak jej najbliżsi nie mieli wątpliwości, że wszystko, co ma zawdzięcza swojej determinacji i talentowi. Już od najmłodszych lat kreowana była na gwiazdę, a wychowawcy wróżyli jej przyszłość w świetle reflektorów. Jej natura nie pozwalała sprzeciwiać się woli rodziców. Z całego serca nie chciała ich zawieść, choć nie zawsze zgadzała się ze stawianymi oczekiwaniami.
Pozdróżowała po całym świecie, czarując swoim delikatnym głosem. Była dumą nie tylko mamy, taty, czy młodszej siostry, lecz chlubą całej Argentyny. Dlatego wielkie było niezadowolenie krewnych Saramego, gdy na jej drodze staną przystojny brunet. Powstały spiski i intrygi, aby za wszelką ceną rozdzielić zakochanych. Jednak wszyscy dosonale wiemy, jaką potęgę ma uczucie dzielące dwojga młodych ludzi. Piosenkarka pierwszy raz zdołała sprzeciwiś się woli rodziców, potajemnie wymykając z inżynierem, a następie biorąc ślub. Wkrótce potem okazało się, że na świat ma przyjść owoc romansu, który według mediów, przełożonych, a nawet rodziców nie miał mieć przyszłości.
- Mamo, proszę.. Kocham go, spodziewamy się dziecka, czy to nic dla ciebie nie znaczy? - Zaaferowana blondynka trafiła w sam środek kłótni między swoją matką, a ojcem. - Za osiem miesięcy zostaniecie dziadkami..
- Dziadkami! - Przedżeźnił najstarszy członek rodziny.
- Angeles, nie rozumiesz, że chcemy tylko twojego dobra? -Wtrąciła się seniorka rodu. - Czuwamy nad tym, żebyś mogła spełnić swoje marzenia..
- To nie moje marzenia, tylko wasze, mamo. - W oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Nie mogła uwierzyć, jak ludzie tak bliscy jej sercu mogą w rzeczywistości okazać się tak bezwzględni. - Będę z Germanem, czy wam się to podoba, czy nie i razem wychowamy nasze dziecko.  - Rzuciła odważnie, choć czuła, jak jej ciało zaczyna się trząść niczym w febrze. Pierwszy raz postawiła się rodzicom, wyrzucając z siebie to, co czuje, co skrywała od dłuższego czasu.
Blondynka posłała ojcu ostatnie spojrzenie, po czym wyszła z pokoju z cichą obietnicą, że po zakończeniu trwającej trasy koncertowej zajmie się rodziną.


~ O ~
- Jedziesz?
Do pokoju starszej siostry zaglądnęła kilkuletnia szatynka. Dziewczynka bardzo różniła się od swojej przyrodniej siostry; pierwsza obdarowana była ciemną karnacją, chabrowymi oczami i długimi, blond lokami, za to jej oczy, podobnie jak włosy były ciemne i jedynie śniada skróra nie pasowała do mrocznego wyglądu. Wnętrze kilkulatki wypełniała ta sama słodycz, co starszej siostry, łącząc je w duchowy sposób. Angeles dawała Marii idealny przykład kobiety i wzoru, za który stawiali ją rodzice.
- Muszę, ale szybko wrócę, zobaczysz. Wtedy już zawsze będziemy razem. Ty, ja, German, mama, tata i Viola.
Od burzliwej kłótni rodzinnej minęły miesiące. W tym czasie wiele się zmieniło w domu Saramego. Rodzice blondynki chcąc, nie chcąc zaakceptowali związek między Germanem, a ich starszą córką, choć nie pałali do mężczyzny specjalną sympatią. Po długich rozważaniach doszli jednak do wniosku, że dobro ich dziecka, a także nowo narodzenej wnuczki liczy się najbardziej.

- Wracaj szybko, kochanie.
Lotnisko już od dawna nie wzbudzało w Angeles takiego samego dreszczyku emocji, co kiedyś. Każdy nowy wyjazd do egoztycznego kraju, czy Europy sprawiał, że motylki w brzuchu kobiety tylko sie zwiększały.
Brunet objął z czułością swoją żonę i powoli odgarnął kosmyk jej loków za ucho. Promienny uśmiech blondynki zawsze dawał mu poczucie nieokrzesanego szczęścia. Po chwili zbliżył swoje usta do jej warg, łącząc je w pocałunku pełnym miłości i emocji, nie wiedząc jeszcze, że to zbliżenie miało być ich ostatnim..



~ O ~

- Nie, to niemożliwe.. Nie wierzę..
W ułamku sekundy zawalił się cały jego świat. Informacja o tragicznym wypadku szybowca nadeszła tak niespodziewanie, jak cały ból, żal i ogromna rozpacz. Wspomnienia ostatnich lat uderzyły w niego niczym fala tsunami, wymierzając siarczysty policzek. 
Przecież mieli córkę, dom, przyszłość, która stała przed nimi otworem, i którą wspólnie mieli stworzyć. Ogarnął go lęk przed tym, co teraz miałoby się stać. Jak ma wychowywać dziecko bez kobiecej ręki, a zwłaszcza miłości Angeles i jej słodkiego wdzięku. 
Poczuł złość nie tylko na rodziców ukochanej, lecz również na samego siebie. Przez długie lata nie mógł wybaczyć sobie, że pozwolił żonie na kolejny wyjazd. Popadając w paranoję, opuścił kraj, wręcz uprowadzając z niego swoją kilkuletnią już córkę. Wiedział, że teraz wszystko się zmieni, jedak nie przypuszczał, że właśnie koniec będzie początkiem. 

_________________________
Dziś dla odmiany jednorazówka  pisana na szybko, dlatego za ewentualne błędy przepraszam. :P 
Wybaczcie treż przerwę między postami, ale mam masę na głowie, a setkę wolę dopracować, tym bardziej, że dużo się w niej wydarzy.
Przypominam o ankietach na prawym pasku bocznym. 

Trzymajcie się,
Wiktoria

środa, 5 marca 2014

Rozdział 99

Podczas kolacji panowała niezręczna cisza. Violetta z markotną miną utkwiła nos w swoim talerzu, natomiast Olga i Ramallo obserwowali mord, jaki wzrokiem czyniłam na Germanie. Ten zaś udawał, że nie widzi mojej bezpośredniej złości i podobnie, jak córka - ze spuszczoną głową wertował sałatkę.
- " Cóż, i tak w końcu dowiem się, o co chodzi.. "

- German.. - Szepnęłam, obejmując go od tyłu. Policzek przytuliłam do jego szyi, a dłonie splotłam na wysokości umięśnionego brzucha. Stał przy oknie, beznamiętnie obserwując czarną otchłań, panującą na zewnątrz.
Po kolacji willa zamilkła, podobnie jak zadumany inżynier. Nawet po ciężkich minutach, trwając w moim uścisku, nie wydobył z siebie ani słowa.
- Porozmawiamy?
Znów odpowiedziała mi cisza, jednak tym razem, poczułam, jak klatka piersiowa mężczyzny nieco bardziej, niż dotychczas unosi się w górę. Już chwilę potem siła inżyniera rozerwała splot moich dłoni, a on sam zmierzył w kierunku drzwi.
- Idę się położyć. - Rzekł, zanim opuścił gabinet.
Mimo stłumionego pytania z jego strony o moje poczynania, zamilkłam, naśladując jego ruchy sprzed kilkunastu sekund. German wyczuwając napięcie, bez słowa wyszedł z gabinetu, pozostawiając mnie samą. W osłupieniu, niczym mój ukochany przed niespełna minutą, wpatrywałam się w zaślepiony ciemnością ogród, starając się, doszukać w jego głębi czegoś niezwykłego i nadzwyczaj interesującego. Tkwiąc tak w bezruchu, straciłam poczucie czasu i orientacji. Ciemność zawładnęła moim ciałem, podobnie jak głucha cisza. W tamtych chwilach nie myślałam, nie czułam. Byłam lewitującym piórem na szalach przestworzy, a jednocześnie tonęłam w obłędzie.
"Cześć. - Mój towarzysz,usiadł na stojącym obok łóżka krześle. - Jestem wujek German. A ty zapewne jesteś tym dzielnym podróżnikiem, co? - Połaskotał jego kolano. - Żółwik! - Wysuną przed siebie zaciśniętą pięść, która już po chwili stykała się z malutką dłonią Javiera. Malec niepewnie skinął głową."
Wtedy wszystko było prostsze. Między mną, a Germanem znacznie się polepszyło, Javier też czuł się szczęśliwy..
"Przez następne godziny German i Javier znacznie się do siebie zbliżyli.Nie pamiętałam,żeby mężczyzna,którego niegdyś uważałam za tyrana i despotę,może tak świetnie obchodzić się z małymi dziećmi.Co prawda nie miał on syna,ale doskonale porozumiewał się z chłopczykiem.Chyba brakowało mu takiej beztroskiej zabawy - Violetta już dawno wyrosła z szaleństw z ojcem.
(...) Nić,która zawiązała się między malcem,a Germanem,była jak "miłość od pierwszego wejrzenia".
To było niewiarygodne.Człowiek na pozór chłodny,oschły skrywa tyle warstw. Ciągle mnie zaskakuje.
Odkąd poznałam go drugi raz, zamieszkałam w jego domu nawet,jako guwernantka,stopniowo odkrywałam tajemnicę,jaką chowa.Niczym bohater "Pięknej i Bestii", zmieniał się w moich oczach, odsłaniał oblicze czułego i uczuciowego romantyka. "
- Angie?
Nagły trzask drzwi sprowadził mnie za ziemię. Do gabinetu weszła moja siostrzenica.
- Violu, wystraszyłaś mnie. - Wysapałam, dotykając dłonią klatki piersiowej. - Wszystko w porządku? Dlaczego nie śpisz?
- O to samo chciałam zapytać ciebie..
- Jest dobrze. - Zapewniłam, siadając w fotelu Germana.
Nastolatka nie odpuściła i zajęła krzesło naprzeciw mnie.
- Ciociu.. Czy między tobą, a tatą coś się.. zepsuło?
Odgarnęłam kosmyk włosów za ucho i spuściłam głowę, lecz zaraz ponownie zerknęłam na dziewczynę.
- Nie martw się, kochanie. Po prostu oboje potrzebujemy czasu po tym wszystkim, co się ostatnio działo.
Violetta zamilkła, wlepiając wzrok w podłogę. Po chwili ciszy wypaliła:
- To przeze mnie, gdybym nie wpakowała się w te kłopoty z Diego..
- Nie wolno ci tak myśleć. - Przerwałam. - To nie jest twoja wina, rozumiesz? W końcu wszystko się ułoży, zobaczysz. - Posłałam jej ciepły uśmiech, co niepewnie odwzajemniła. - A teraz spać. - Zakomenderowałam i razem z siostrzenicą opuściłam gabinet.

O poranku miało miejsce wydarzenie sprzed ubiegłej nocy; German, jak poprzednio po cichu ulotnił się z sypialni, a następnie wyszedł z domu. Swoim zachowaniem wzbudzał miliony podejrzeń, nawet tych z lekka absurdalnych. Mimo wahań wróciłam do łóżka, zastanawiając się nad dziwnym poczynaniem inżyniera. Wiedziałam, że już nie zasnę, choć czułam przenikliwe zmęczenie. Pokój w tamtym momencie był najgorszym więzieniem, a minuty zdawały się trwać w nieskończoność. W końcu rozdrażniona postanowiłam wstać i zająć się przygotowaniem śniadania, nic innego nie przychodziło mi do głowy.

Od samego przyjścia do Studia rzuciłam się w wir pracy, starając stłumić złość. Niestety - z każdą sekundą ona tylko narastała.
- No nie..
Przykucając poczęłam zbierać z podłogi pozostałości po niebieskiej filiżance, niechlujnie wrzucając je na szufelkę. W pewnym momencie jeden z odłamków szkła umiejscowił się wewnątrz mojego palca wskazującego.
- Niezdara. - Burknął wchodzący do pokoju nauczycielskiego Gregorio. Zaraz po tym zwinął dziennik i mamrocząc coś pod nosem, ulotnił się tak samo szybko, jak się pojawił.
Z mojego palca popłynęła strużka krwi, wiodąca przez wnętrze dłoni, aż do nadgarstka. Rana szczypała niemiłosiernie, a ja czułam, że widok ognistoczerwonej cieczy przyprawia mnie o zawrót głowy. Wtem ktoś z hukiem wszedł do środka.
- Angie? - Rozpoznałam głos Pabla. Mężczyzna przykucnął obok mnie, ujmując poszkodowaną dłoń.
 - To tylko draśnięcie..

 Pablo nie zważając na moje słowa pomógł mi wstać, a następnie zaprowadził do umywalki, chłodząc moją rękę wodą. Syknęłam z bólu, próbując ją wyrwać, jednak Galindo nie ustępował. 
- Spokojnie..
Jego opanowany głos podziałał na mnie kojąco, sprawiając, że przestałam się wierzgać i poddałam działaniom przyjaciela. Już po chwili poczułam, jak unosi moją dłoń i delikatnie całuje zraniony opuszek. Moje ciało przeszyły przyjemne dreszcze, powodując że spojrzałam na Pabla nieco inaczej. Zerknęłam w brązowe oczy przyjaciela, pragnąc nagle dotykać jego ust. Dzieliły nas centymetry, które zaczęłam powoli zwalczać. Nie myśląc, zetknęłam nasze wargi w dość niezgrabnym pocałunku. W tamtej chwili odczułam dziwne.. szczęście. Było mi dobrze, choć nie rozumiałam tego. Także reakcja ze strony mężczyzny, a raczej jej brak mocno mnie zdziwił. W pewnym momencie jego dłoń spoczęła na moim policzku, a on sam dość zdecydowanie zaczął się odsuwać.
- Nie w takiej sytuacji, Angie.. Nie chce roli chwilowego pocieszyciela.. Pójdę po plaster.
Wtedy dotarło do mnie, że to, co zrobiłam było niewłaściwe. Nie powinnam była go całować, ani nawet dopuszczać do takiej sytuacji. 
Po paru chwilach Pablo wrócił i milcząc, zaczął bandażować mój palec. 
- Przepraszam. Ja..
- Wiem. - Przerwał mi, posyłając ciepły uśmiech. - Wszystko rozumiem, jesteśmy przyjaciółmi. 
W odpowiedzi rzuciłam się mu na szyję. Nie musiałam długo czekać, aby mężczyzna odwzajemnił uścisk. Byłam mu dozgonnie wdzięczna za to, że przy mnie jest i wspiera mimo przeszłości, którą za sobą mieliśmy. Miałam przy sobie przyjaciela, brata, na którego zawsze mogłam liczyć.

____________________________
Dziś dla odmiany serwuję Pangie, mam nadzieję, że mnie za to nie zlinczujecie. :P
Big kiss, a w komentarzach piszecie o domniemanej zdradzie Germiątka. XD
Setka wszystko wyjaśni. :3

Saludo,
Wiktoria

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 98

Po skończonych zajęciach zabrałam się za uzupełnianie zaległych dokumentów. Praca na tyle mnie pochłonęła, że nie zauważyłam, kiedy do pokoju nauczycielskiego wszedł Pablo. Dopiero jego usta na moim policzku przywołały mnie na ziemię.
- Chcesz u mnie zapunktować, zostając po godzinach? - Zaśmiał się.
W odpowiedzi uniosłam prawą brew, a przy tym kąciki ust.
- Jeśli to wiąże się z podwyżką, to mogę choćby przez miesiąc.
- Bardzo mnie to cieszy, ale teraz na chwilę zwolnimy. - Mówiąc to usiadł na skraju stołu i wyjął z moich rąk katki. - Zmizerniałaś.
- Oj, Olga mi na to nie pozwala, uwierz. - Zachichotałam.
- W takim razie ostatnio chyba zaniedbała obowiązki. - Ciągnął z poważną miną. - Dlatego poczuwam się sprawować pieczę nad twoim zdrowiem i zapraszam cię na obiad. Wspomnę, że jako przełożony i najlepszy przyjaciel nie przyjmuję odmowy. -  Dodał, widząc, jak chcę coś wtrącić. Wciąż pamiętałam, o słowach, podejrzeniach, a wręcz oskarżeniach Germana.
Mimo wahań musiałam przyznać, że popołudnie spędzone na papierkowej robocie nie należało do najmilszych scenariuszy.
- No nie daj się prosić.. Kiedy ostatnio spędziliśmy razem czas poza pracą? Poza tym przyda nam się chwila odpoczynku.. - Mrugnął prawym okiem, ukazując szereg białych zębów. W odpowiedzi zgarnęłam z biurka porozrzucane dokumenty, chowając je do teczek i chwyciłam torebkę.
- No to w drogę.

Pogoda dopisywała; potężnego Heliosa nie śmiał zasłonić ani jeden obłok, a przy tym powiewający wiatr stanowił ochłodę.
Szliśmy powoli, nie spiesząc się i napawając swoją obecnością. Pablo miał rację, odkąd się rozstaliśmy i każde z nas zaczęło układać swoje życie na nowo, coraz rzadziej się widywaliśmy. Nasze rozmowy ograniczały się jedynie do spraw związanych ze Studiem i przelotnego "cześć", mijając się na korytarzu. A przecież był moim przyjacielem, zależało mi na nim.
Brunet zaproponował stolik na zewnątrz, aby w codziennym biegu zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i przyjemnych promieni słonecznych. Przez myśl przemknęło mi, że przejeżdżając, German może nas zauważyć, choć nie chciałam się ukrywać. Skąd więc takie paranoiczne myśli?
Parę sekund po tym, jak zajęliśmy miejca na wiklinowych krzesłach, podeszła do nas kelnerka. Aby odwrócić myśli od ewentualnych kłopotów ze szwagrem, przyjrzałam się rozmówczyni Pabla. Kobieta, a raczej dziewczyna miała około dwudziestu lat, długiego brązowego kucyka do pasa i piwne oczy. Była mniej - więcej wzrostu mojego przyjaciela, a przy tym bardzo szczupła, wręcz chuda. Ukradkiem spojrzałam na mężczyznę. Jego twarz zdobił rumieniec, a oczy błyszczały, niczym przy gorączce. Młodą kobietę chyba równie zainteresował Galindo, bo nie odrywając od niego wzroku, kąciki jej ust mimowolnie unosiły się w górę.
- Co nam pani poleci? - Przerwałam ciszę, sięgając po menu.
- Dzisiaj w cenie jest milanesa, a na na deser polecam pastelles.. - Wyrecytowała jednym tchem, wpatrując się w Pabla. - To słodkie pierożki z nadzieniem.
- Pani jest słodka.. - Palnął mężczyzna. Kobieta zachichotała, jeszcze bardziej się czerwieniąc, natomiast ja wytrzeszczyłam oczy i powróciłam do wertowania karty dań. Po krótkich wahaniach złożyłam zamówienie, a odurzony Pablo przystanął na mój wybór. Kelnerka spisała listę i niechętnie wycofała się w głąb resteuracji.
- Spodobałeś się jej.
- Tak myślisz? - Oczy mężczyzny rozbłysły. - To znaczy.. Ee tam. - Machnął ręką.
- Mhm. - Zaśmiałam się, rozbawiona jego reakcją.
- Jak z Germanem? - Rzekł po krótkiej ciszy.
- Porozmawialiśmy.. Jest dobrze. - Wzruszyłam ramionami.
- Nie brzmisz przekonująco.. A jak ty się czujesz?
- Jestem tylko zmęczona.. - Odparłam szybko. Nie chciałam obarczać go swoimi problemami.
- Teraz jest ci ciężko, ale ja..
- Wiem. - Posłałam mu ciepły uśmiech, głaszcząc grzbiet jego dłoni.
Naszą konwersację przerwało pojawienie się młodej kobiety wraz z zamówieniami. Dania wyglądały bardzo zachęcająco, a przy już lekkiej rozmowie i miłym towarzystwie smakowały jeszcze lepiej.

W domu panowała cisza, ale po chwili z kuchni dobiegły mnie dźwięki obijanych naczyń. Z pewnością gosposia pilnowała swojej twierdzy.
- O, aniołku! - Zawołała na mój widok. - A gdzie ty byłaś, obiad dawno wystygł!
- Dziękuję, Olgo, zjadłam na mieście. Przepraszam za kłopot..
- To moje jedzenie już ci nie smakuje? - Posmutniała.
- Skądże, po prostu spędziłam lunch z Pablo. - Wyjaśniłam. - A twoich dań mogą pozazdrościć ci najlepsze resteuracje. - Przytuliłam ją, a twarz kobiety momentalnie się rozpromieniła. - A gdzie wszyscy?
- Violetta wyszła z koleżankami, a pana Germana nie widziałam od rana.. Myślałam, że do panienki dzwonił..
- Aa, no tak, zapomniałam! - Skłamałam. - Mówił, że ma coś do załatwienia.. Dziękuję. - Wypaliłam, po czym w ekspresowym tempie pomaszerowałam na górę, gdzie aż do wieczora spędziłam czas na czytaniu powieści.

Tuż przed kolacją w domu pojawił się German. Gdy tylko usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, natychmiastowo udałam się do jego gabinetu, gdzie zaraz po wejściu podążył.
- Gdzie byłeś przez cały dzień? - Wypaliłam do progu, starannie zamykając za sobą drzwi.
- Miałem parę spotkań. - Rzucił bez przejęcia.
- Wiesz, to raczej dziwne, bo Ramallo twierdzi, że kazałeś mu wszystkie odwołać..
- Jak zwykle coś pokręcił. Porozmawiam z nim, kochanie. - Posłał mi nieco wymuszony uśmiech i całując mój policzek, wyszedł z gabinetu.
- Akurat.

_____________________
Dobry wieczór, dzień dobry! :)
Jest i next, a przy tym trochę Pangie i odrobina Sieroty oraz uroczej kelnereczki. :3
Cóż to kombinuje Geremek? :O
Niedługo setka!

Dziękuję za przeczytanie,
Wiktoria