- Angie.. - W pewnym momencie Pablo spuścił głowę, niepewnie przełykając ślinę. Zdawałam sobie sprawę z tego, co chce mi powiedzieć.
- Nie wracajmy do tego. - Ubiegłam go. - Nie ma sensu roztrząsać błędów przyszłości.
Mężczyzna głęboko westchnął.
- Chciałem cię przeprosić. - Zignorował moje prośby.
- Pab..
- Daj mi skończyć. - Skarcił mnie. - To co zrobiłem było niedopuszczalne i nie miało prawa się wydarzyć. Teraz rozumiem swój czyn. Wtedy rządziły mną impulsywne emocje, nie myślałem trzeźwo.. German ma cholerne szczęście. - Uniósł wzrok spod swoich ciemnych rzęs. - Cieszę się, że jesteś z nim szczęśliwa, bo na taką wyglądasz.. - Posłał mi szczery uśmiech, który bez wahania odwzajemniłam. - Życzę wam, jak najlepiej, a my.. My zawsze będziemy przyjaciółmi. - Pocałował moje dłonie.
- Dziękuję.. Dziękuję, za to, że mnie rozumiesz, wspierasz.. Za to, że jesteś. - Nie wytrzymałam i wprost rzuciłam się na mężczyznę, mocno go ściskając.
- Udusisz mnie. - Zaśmiał się, stękając.
- Wybacz. - Wypuściłam go z objęć, aczkolwiek niechętnie. Tęskniłam za jego oparciem.
I kolejna godzina minęła na opowiadaniu news'ów ze swoich żyć. M.in dowiedziałam się, co było przyczyną nagłego wyjazdu Pabla, albowiem za parę miesięcy w Studiu ma się pojawić nowe "odkrycie Rafy Palmera".
Dalsze pogadanki, przerwał dość nieoczekiwana osoba.
- No zdaje się, że pracuje. - Mruknął mężczyzna. - A poprzedzając wasze głupkowate pytanie " O tej porze? " - Przedrzeźnił - Zapomniałem czegoś. - Zaczął grzebać w jednej z szuflad biurka.
Oboje staraliśmy się nie przejmować jego towarzystwem, niestety każde słowo było komentowane.
- Długo jeszcze? - Wycedził zirytowany Pablo.
- A w czymś wam przeszkadzam? - Zapytał drwiąco - Ależ nie krępujcie się! - Rozłożył ręce,z nutką kpiny w głosie. - W końcu jesteśmy wielką, szkolną rodziną, a poza tym Ęłżi nie ma hamulców przed mizdrzeniem się do swojego szwagra, więc.. - Uśmiechnął się złośliwie, a nas, lecz zwłaszcza mnie - zamurowało. - No nie patrz się tak, Ąszi, już wszyscy widzieli reportarz telewizyjny na temat twojej siostry. Nie mów Pablo, że ty nie. - Udał zaskoczenie.
- Jeśli skończyłeś,to żegnam. - Rzucił, niewzruszony jego słowami Galindo. - No już,do widzenia. - Wskazał drzwi,przez które w tym samym momencie przeszła... Jackie.
- A ty,czego tu ?! - Jako pierwszy wyrwał się choreograf.
- Obcas złamałam, mam tu obuwie zamienne, z resztą ciebie to powinno najmniej obchodzić. - Syknęła, obrzucając mnie w tym samym czasie kującym spojrzeniem.
- Zapomniałaś miotły zatankować? - Ponownie zadrwił Gregorio. Od tego zaczęła się dość ostra i trwałą wymiana zdań między nauczycielami tańca.
- Jeżeli chcecie się kłócić, to zapraszam na rynek , bylibyście doskonali w targowaniu się. - Przerwał im Pablo, bez skrupułów, popychając w kierunku wyjścia. W ślad za całą trójką, podążyłam ja, gasząc wcześniej światła i zamykając szkołę. Kiedy skończyłam, przed budynkiem czekał tylko mój przyjaciel.
- Chyba się nie pozabijali? - Zapytałam, rozbawiona, ale też lekko zaniepokojona.
- Nie, dopilnowałem, aby rozeszli się w przeciwne kierunki. - Wyjaśnił mężczyzna, po czym wspólnie ruszyliśmy w kierunku willi Germana. Droga, tak jak ostatnie godziny upłynęły w mgnieniu oka.
- Może wejdziesz? - Zaproponowałam, gdy staliśmy przed domem.
- To na razie chyba nie jest dobry pomysł. - Pablo wyczuł moje wahanie. - Innym razem. - Jeszcze raz, mocno przytulił.
- Brakowało mi ciebie.. - Wyszeptałam, trzymana w męskich ramionach. - Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo. - Oderwałam się od niego, aby zerknąć w dwa, błyszczące talarki. - Dobrej nocy. - Uśmiechnęłam się.
- Słodkich snów. - Pomachał w moją stronę na odchodne. W dobrym humorze weszłam do willi.
W środku zastałam jedynie gosposię, od której dowiedziałam się, że Violetta wyszła z Camilą i Francescą, German pojechał odwiedzić Javiera, a Ramallo, cytując : " Pewnie wpiernicza, gdzieś po kątach czekoladowe ciasto, które cudem krasnoludki wyniosły z lodówki. ".
Aby poprawić Oldze nastrój, poprosiłam o newsy z jej ulubionej telenoweli. Kobieta z zapartym tchem opowiadała mi historie zawirowań miłosnych, między Ivo, a Milagros, które zdawały się być dość interesujące, a w pewnym momencie nawet mnie wciągnęły.. Pomagając kroić warzywa na sałatkę, zadawałam kolejne pytania dotyczące miłości między tamtą dwójką, a także jej ojcu, a zarazem szefie.
Życia serialowych bohaterów mocno mnie zaciekawiły. Od wpadnięcia w sita obsesji, wybawił mnie German, którego usta poczułam na swojej szyi. Stałam odwrócona do ' oprawcy ', jednak doskonale go znałam.
- Jak miną dzień? - Niezrażony obecnością gosposi, całował raz mój policzek, raz obojczyk..
- Ale niech pani się mną nie przejmuje. - Usłyszałam orzeźwiający głos gosposi, która szybko odgadła moje myśli. Czy byłam, aż tak przewidywalna? Mimo jej słów, gestykulując, skarciłam ukochanego za 'nadmierne okazywanie uczuć'. Inżynier niechętnie oderwał się od mich pleców, zachęcająco kiwając ręką w stronę wyjścia z kuchni. Patrzył na mnie wzrokiem, mówiącym "Chcę zostać z tobą sam..". Musiałam przyznać, że nie łatwo było się oprzeć kuszącym iskierkom w jego oczach.
- To ja może..Emm.. Poszukam tych krasnoludków-złodziejaszków. - Palnęłam i nie czekając na odpowiedź, ulotniłam się z kuchni.
-"Krasnoludków-złodziejaszków"? - Zaśmiał się German.Mężczyzna od progu przyciskał mnie do zamkniętych drzwi jego gabinetu. - Widzę, że pierwszym-lepszym pretekstem chciałaś wymusić spotkanie ze mną. - Wyszczerzył się, mocno do mnie przywierając. Ja przyparta do ściany, a on tuż przy mnie - staliśmy w niezwykłej bliskości, ocierając się o siebie.
- Mogę sobie iść, jeśli ci nie opowiada. - Mruknęłam, starając się opanować wylew rumieńców na moich policzkach, które pojawiały się wraz z każdym dotykiem ust Germana. Tym razem pan domu uciszył mnie pocałunkiem w usta.
- Pamiętasz .. jak....kiedyś...podczas...zakupów...stwierdziliśmy..że nie...mo-...glibyśmy..być..razem? - Zapytałam, między kolejnymi muśnięciami.
- Mhm. - Zamruczał mężczyzna, przenosząc usta na mój obojczyk. - Stwierdziliśmy, że się nie lubimy.
- German! - Uniosłam jego głowę z łobuzerskim uśmiechem. - Jakim prawem mnie całujesz? - Udałam oburzoną, jednak zważywszy na rozbawienie , kiepsko mi to wychodziło. Inżynier spojrzał na mnie zdziwiony. - No przecież my się nie lubimy. - Uniosłam brwi, oswobodzając się z jego uścisku. Dopiero teraz zauważyłam, że guziki mojej koszuli zostały całkowicie rozpięte. Nie zważając na głupawą minę pana domu - zapięłam je.
- Ej. - Jęknął, chyląc kąciki ust ku dołowi.
- Nie obrażaj się. - Poklepałam jego ramię. - Żeby mnie całować, musisz mnie najpierw lubić. - Szepnęłam namiętnie do jego ucha, po czym pstryknęłam palcami w jego nos i rozbawiona wyszłam z gabinetu.
_____________________
Namiętny akcent na koniec :D
Chyba nie gniewacie się za przebłyski Pangie? ;)
Swoją drogą mogę Wam zdradzić, że koniec bloga przewiduję na ok.150 rozdział, dlatego nie cieszcie się z sielanki w życiu Angie. :D
Miłego wieczoru! ;)
Wiktoria
Mrrrr i love germangie super czekam na nexta
OdpowiedzUsuńGermangieee *o*
OdpowiedzUsuńCudowny :) Może nie często komentuję, ale czytam ! :) Jest na prawdę genialny :) Czekam z niecierpliwością na next i zapraszam do nas :)
Ach ten "Namiętny akcent" :D
OdpowiedzUsuńNie wiem jak to skomentować
Może po prostu: Extra rozdział :)
Betewu: Serio? Ivo i Milagros? xD Czyżby fanka "Zbuntowanego Anioła"?? :D
Ach te hiszpańskojęzyczne telenowele :D
Końcówka najlepsza <3
OdpowiedzUsuńPangie jest znośne :D
Nie mam pomysłu na dłuższy komentarz >.<
Rozdział genialny i czekam na next'a <3
jeeju kocham twojego bloga!<3
OdpowiedzUsuńśwetny post, czekam na next :D
zapraszam do mnie :* angie-saramego.blogspot.com/2013/12/rozdzia-9.html