Hol dzisiejszego wieczoru wydawał się być jeszcze bardziej bajkowy. Przy suficie wisiały kolorowe lampki, a ogromna choinka migotała tysiącami odblasków. W powietrzu unosił się słodki zapach pierników, zmieszany z orzeźwiającą wonią leśnego drzewka. Z klasy Beto słychać było ostatnie, próbne dźwięki instrumentów.
- To ja lecę się przygotować. - Violetta dość szybko się ulotniła, machając nam ręką na pożegnanie. Przez ułamek sekundy stałam sama z inżynierem, lecz po chwili tuż nad jego ramieniem zauważyłam Pabla, niepewnie spoglądającego w naszym kierunku. Widocznie bał się podejść, w oczach miał popłoch.
- Coś się stało? - Zaśmiał się German, odwracając w stronę, którą zerkałam. Kąciki jego ust momentalnie opadły. Odchrząknął. Wiedziałam, że mimo słów dotyczących Galinda, odczuwał pewnego rodzaju dyskomfort.
- Tak, jak mi powiedziałeś - święta to czas wybaczania. - Szepnęłam do ucha inżyniera, łapiąc jego silną dłoń. Niepewnie pociągnęłam go w kierunku mojego przyjaciela. Tamten również wyglądał na niezbyt zadowolonego spotkaniem.
- Witaj, Angie. - Przywitał się. - German.
- Dobry wieczór. - Niechętnie skinął mój szwagier. Na tym skończyła się ich wymiana zdań.
- Nie uważacie, że.. - Wtrąciłam.
- Uważamy. - Szybko rzucili oboje.
- Angie, pomożesz nam? - Na korytarzu pojawiła się Naty. - Prosimy..
- Jasne, już idę. - Odparłam, zwracając się do mężczyzn. - Mogę was zostawić samych?
- No przecież jesteśmy dorośli.. - Zaśmiał się Pablo.
Jeszcze przez chwilę podejrzliwie patrzyłam na tamtejszą dwójkę, po czym zniknęłam za drzwiami sali widowiskowej.
Mimo, że zajmowałam się upinaniem dziewczęcych koków, myślami cały czas byłam przy Pablo i Germanie. Czy jeszcze się nie pogryźli?
Czułam, jak wokół szyi zacieśnia się wąska obręcz, a serce szaleje. Starałam się, jak najszybciej uwinąć się z fryzurami dziewcząt, przez co ręce nerwowo uciekały na boki.
W pewnym momencie kątem oka zauważyłam, jak zza kurtyny wychyla się inżynier, a następnie zmierza w moją stronę. Odczyt 'danych' z jego twarzy nie wychodził mi najlepiej, zdawał się zachowywać minę pokerzysty.
- I jak? - Westchnęłam, udając nieprzejętą. Nim się obejrzałam po mojej prawej stronie stał też Pablo.- W porządku, wszystko sobie wyjaśniliśmy. - Stwierdził inżynier.
- Naturalnie. - Przytaknął dyrektor Studia, wymieniając z rywalem porozumiewające spojrzenie. - Dobra, na scenę! - Przerwał niezręczną ciszę. - Dziewczyny gotowe?
Uczniowie zgodnie z poleceniem nauczyciela zajęli wyznaczone miejsca, natomiast ja i German wróciliśmy na widownię.
Nagle światła zgasły, a jedyne oświetlenie dawała lampa wisząca tuż nad sceną, gdzie chwilę potem pojawiła się Naty, Francesca i Camila oraz Federico, Marco i Leon. Pierwszym wykonanym utworem była "Los peces en el Rio". Po skończonym występie, grupa się zmieniła. Teraz rozbrzmiały dźwięki "La Mari Morena".
Ten wieczór wprawił wszystkich zebranych w prawdziwie świąteczny nastrój, bożonarodzeniowy duch wszczepił się w słuchaczy już teraz. Każda nuta trafiająca do naszych uszu, błogo gładziła smutki, całkowicie pochłaniając. Dodatkowo bajecznie ustrojona sala nadawała miejscu domowy, przytulny charakter.
Oba filary sceny oplecione były zielono - czerwonymi światełkami, a z sufitu na cienkich żyłkach zwisały srebrne gwiazdki, od których blask lampek odbijał się i rzucał cień na publiczność.
Kolędy i pastorałki przeplatały się ze sobą, kończąc tak szybko, jak zaczynając. Czas mijał nieubłaganie. Nadszedł finałowy utwór. Na estradzie stanęli wszyscy uczniowie, a z głośników popłynęły dźwięki "Cichej Nocy". Publiczność poderwała się ze swoich miejsc, dołączając do rozśpiewanych nastolatków. W pewnym momencie także German podniósł się z krzesła i zaczął nucić pod nosem. Wtórowały nam szaleńczo zmieniające się błyski lampek, specjalnie przygotowanych na ten ostatni utwór.
Cała widownia kołysała się w rytm melodii, niektórzy nawet machali uniesionymi w górę rękoma.
- " Noche de paz, noche de amor.. Todo duerme en derredor, sobre el santano niño Jesus. "
Gdy melodia się urwała, w całe sali rozległy się gromkie brawa. Zadowoleni nastolatkowie, ukłonili się w geście podziękowań, a mikrofon przeją Antonio.
- W imieniu swoim, całej kadry nauczycielskiej oraz naszych uczniów składam państwu najszersze życzenia oraz podziękowania za tak liczne przybycie. Niech w waszych sercach zawsze gości radość, a na twarzach uśmiech. Życzymy ciepłych, rodzinnych świąt w gronie rodziny i przyjaciół. Wszystkiego dobrego! - Powiedział, po czym znów usłyszeliśmy odzew publiczności. - Dodam jeszcze, że w sali obok znajduje się poczęstunek, na który również gorąco zapraszam.
Spojrzałam na Germana. W jego oczach płonęły małe iskierki, czuł się dumny ze swojej córki, jak po każdym jej występie.
Mężczyzna nieoczekiwanie ułożył dłonie na moich plecach i ostrożnie do siebie przysunął. Jego głowa spoczęła na moim ramieniu. Dokładnie czułam ciepły oddech na karku.
- Wracamy, czy zostajemy? - Zapytał.
- Poszukajmy Violetty. - Stwierdziłam, ujmując dłoń mężczyzny. Razem ruszyliśmy do sali, gdzie zebrały się wszystkie rodziny.
Tak, jak przypuszczałam dziewczyna popijała sok przy jednym ze stolików.
- Jesteście. - Zawołała, gdy zajęliśmy miejsca obok niej.
- Sądziłem, że będziesz z koleżankami. - German popatrzył na mnie znacząco.
- Są razem z rodzicami, ja też czekałam na swoich. - Odpowiedziała bez namysłu, a moje policzki pokryły się rumieńcami. Te słowa mnie poruszyły, a serce zabiło mocniej. Jedyne, co w tamtej chwili mogłam zrobić, to po prostu się uśmiechnąć.
Jeszcze parę długich minut spędziliśmy w Studiu, śmiejąc się i żartując. Wokoło krzątały się rodziny i uczniowie, kolejno opuszczając szkołę. W końcu na sali pozostała tylko nasza dwójka.
- Chyba czas się zbierać. - Westchnęłam.W drzwiach zauważyłam Pabla. German i Violetta posłusznie poderwali się z miejsc, zmierzając ku wyjściu. - Zaraz do was dołączę. - Powiedziałam, przystając obok przyjaciela. Przez ułamek sekundy inżynier patrzył na nas z oddali, lecz zgodnie z moją prośbą, wyszedł.
- Wracasz do domu? - Zapytał Galindo, na co skinęłam głową.
- Pojutrze Wigilia, trzeba pomóc Oldze, ubrać choinkę.. Poza tym przyjeżdża jej kuzyn, ciotka Germana i jeszcze jeden gość.. Do tego mama..- Westchnęłam.
- Nie wie?
- Nie. - Rzuciłam szybko. - To może być dla niej szok, ale nie ma innego wyjścia.. Nie ważne, nie chcę teraz o tym mówić. A ty jakie masz plany?
- Jadę na Florydę do mamy i ojczyma. Ma przyjechać mój przyrodni brat z żoną i dziećmi. Będzie wesoło. - Zaśmiał się na wspomnienie małych urwisów.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, zmierzając ku wyjściu. Na szkolnym placu czekał German z Violettą.
- Idę. - Szepnęłam, przytulając Pabla. - Wesołych świąt, pozdrów rodziców.
- Wzajemnie. Trzymam kciuki. - Mrugną, ponownie mnie ściskając. - Wszystkiego dobrego, Germanie. - Zawołał w stronę inżyniera, gdy dołączyłam do niego i siostrzenicy.
- Wesołych. - Skinął głową. Wspólnie wróciliśmy do auta i w wielkim spokoju do domu.
***
Następnego dnia wszystkich domowników willi Castillo opanowała świąteczna gorączka. Olga od rana latała w tę i we w te ze ściereczką, Ramallo poszukiwał idealnej choinki, a ja i Violetta myłyśmy zastawę. Gosposi do porządków udało się zagonić nawet Germana, który
Jeszcze nigdy nie widziałam go sprzątającego, przyznam, że to ciekawy widok.Porządki szły nam całkiem sprawnie, każdy w pełni się zaangażował. W pewnym momencie Violetta zaczęła nucić jedną ze szkolnych piosenek. Bez wahania do niej dołączyłam.
-" Contra todo, contra nada, cuando sobra, cuando falta.." - Śpiewałyśmy, świetnie się bawiąc. I nagle..
-" Tienes todo lo que hay que tener, para ser quien quieras en verdad.." - Zanucił.. German. Jego męska chrypka doskonale współgrała z naszymi głosami. Nie ograniczyliśmy się do jednej piosenki, repertuar ciągnął się i ciągnął. Zdzierając gardła, nuciliśmy " Algo suena mi" , "Voi por ti" , " En Mi mundo" , "Hoy Somos Mas" , czy " Tienes el Talento ". Dziwne, że okna, które polerował pan domu jeszcze nie popękały.
Podczas przerwy na obiad Violetta udała się razem z ojcem do szpitala, skąd mieli przywieść Javiera. Ja zostałam, pomagając gosposi w wypiekach.
Niecałe pół godziny później w drzwiach staną roześmiany chłopiec. Widać było, jak wielkie wrażenie wywarła na nim ta podróż i zwiedzanie ogromnego domu.
- Angie! - Zapiszczał, podbiegając do mnie. Z kuchni wyjrzała też zdziwiona Olga. No tak, nikt nie poinformował jej o jeszcze jednym gościu.
- A jak ty się nazywasz, kruszynko? - Kobieta kucnęła obok chłopca, ciągnąc jego drobny policzek. Dziecku z trudem udało się uwolnić z objęć gosposi.
- Jav.. Javier.. - Szepną, nieśmiało, wtulając się z moje ramiona. Olga chyba zrozumiała, sytuację, bo podrywając się na nogi, przyjaźnie zaproponowała chłopcu obiad według listy artykułów, które można podawać chłopcu. Po chwili wahania Javier przystanął na propozycję, kierowany do jadalni.
Podczas, gdy malec jadł, do domu wrócił Ramallo, ciągnąc na plecach ogromną choinkę. Chłopiec widząc drzewko, pospiesznie zakończył posiłek, podekscytowany widokiem. Teraz przyszedł czas na ubieranie drzewka.
- Gdzie German? - Zapytałam. Na odpowiedź nie musiałam czekać długo. Po schodach z kilkoma pudełkami schodził inżynier. Kartony ledwo mieściły mu się w objęciach, dlatego szybkim ruchem odebrałam od niego dwa, uchylając wieczka. W środku znajdowały się kolorowe bombki, łańcuchy, światełka i inne świąteczne ozdoby.
Lisandro umocował pień drzewka na solidnym stojaku, więc mogliśmy zabierać się za przystrajanie go.
Jako pierwsze zawisły różnorakie bańki. Czerwone, niebieskie, żółte, zielone.. Z napisami, wzorkami, gładkie, chropowate.. Równomiernie ułożone cukierkowe laski i pierniczki, jako drugie przyozdobiły choinkę. Zachwycony Javier umieszczał je, niesiony na ramionach pana domu. Na jego twarzy przez cały czas gościł uśmiech, a w oczach iskierki szczęścia. Zapewne pierwszy raz spotkał się z taką pracą.
Teraz to panowie dopełniali wystrój choinki, ubierając ją w kolorowe łańcuchy oraz światełka. Ja, Violetta i Javier odpoczywaliśmy, orzeźwiając się przyniesioną przez gosposie lemoniadą. Spod przymkniętych powiek obserwowałam, jak Ramallo mocuje się z pilotem, odpowiadającym za światełka.
- I korona naszej leśnej damy. - Powiedział German, wyciągając z pudełka plastikową gwiazdkę, pokrytą złocistym brokatem. - Czy nasz mały gość ma ochotę czynić honory? - Zwrócił się do Javierka. Zafascynowany chłopiec podbiegł do inżyniera, a ten biorąc go na ręce, uniósł ku górze. Już po chwili na czubku drzewka zabłysł ostatni element wystroju. W tym samym momencie asystentowi pana domu udało się włączyć lampki, które rozbłysły milionami kolorów. Choinka wyglądała bajecznie.
- Słabo mi. - Jęknął stojący na taborecie chłopiec i lekko się zachwiał, lecz na szczęście inżynier zdążył go złapać. Przestraszona podbiegłam do malca.
- Może odpoczniesz.. - Przejęłam dziecko, biorąc go na ręce. Javier bez oporu przystanął na moją sugestię.
Ostrożnie podążyłam na górę, a w ślad za mną German. - To jest twój pokój. - Powiedziałam, ukadając chłopczyka na miękkiej pościeli. Chłopiec ciekawie rozejrzał się dookoła. Pod ścianą stał fotel w kształcie piłki, a na półkach stały różnorakie zabawki. Słabo uniósł głowę i mimo braku sił - uśmiechną.
- Prześpij się. - Szepnął mój ukochany. - Gdy się obudzisz, będzie gwiazdka, a wtedy wszyscy razem usiądziemy do kolacji, pośpiewamy..
Javier twierdząco pokiwał głową, lecz gdy chciałam wstać, złapał moje udo.
- Zostaniesz ze mną? - Zapytał błagalnym głosem.
Posłałam Germanowi znaczące spojrzenie, po czym z powrotem przysiadłam na krawędzi łóżka. Zaczęłam nucić jakąś melodię, nie pamiętałam słów, lecz wydawała mi się znajoma.. Jakbym była, gdzieś we mnie od dawna..
Oczy Javiera powoli się zamykały, aż w końcu jego oddech całkiem się ustabilizował. Zasnął. Nie pamiętam kiedy odpłynęłam i ja..
________________________
To bez wątpienia mój najdłuższy rozdział.
Co za dużo, to niezdrowo - Wigilia w następnym rozdziale. :)
Co myślicie? :) Brzuchy pełne?
Besos ,
Wiktoria
PS. Ona zawsze była cudowna! :)
super czekam na enxta
OdpowiedzUsuńCudny rozdzial :) Fofo malej Clary jest sweeet! ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Dziękuje. ♥
UsuńClari zawsze była cudowna. ♥
Jak urooooooooczo :D Żeby z Javierem było wszystko OK, żeby z Javierem.... German odkurza :D TO tak nierealne jak Violetta nie mająca dylematu. Ramallo walczy z pilotem. Violka jak zwykle mało pożyteczna jak widać na załączonym obrazku - "pomaga" Angie. Nie żebym coś do niej miała, ale... Nie lubię jej. Clara forever cudowna. :D Pablito jak to Pablito - kocham cię Angie, wspieram i jestem taaaki uroczy. Nuda. Nie bierz tego do siebie of kors. To moja subiektywna ocena. W tym komentarzu się postaram rozpisać, więc uważaj. Odczyt danych z twarzy Germana nikomu nie wychodzi, bo on ma jedną minę, niezależną od sytuacji. Fajne tło (Angielistyczne) :D Święta są. Co prawda śniegu nie ma, ale... Ale... Ale komputer jest. Coś za coś XD Wiesz co to za film: tonie statek i ginie ukochany głównej bohaterki, ale to nie Titanic, ukochany jest poćwiartowany, a statek tonie mega szybko? (Co za nieskładna wypowiedź). Już wkrótce Sylwester! Mogę się zacząć cieszyć :D Ty też możesz (zaiste, zezwalam XD). O czym pisałam? A no tak, komentowałam. No to bomba :D Javier będzie na święta :D Śpiew Germana XD Ale będzie zadyma jak mateczka Angie wpadnie :D KABOOOM :D Mam wrażenie, że piszę najdłuższe spośród komentów. Mogę czy mam się streszczać? I tak będę pisać jak piszę, ale wypada zapytać :D Gratulację z okazji 78 rozdziału :D Pozdrawiam - B.
OdpowiedzUsuńHmm.. dziękuję? :D
UsuńCo do Violetty to również za bardzo za nią nie przepadam. Ach, jak się moja kuzynka dowiedziała, to mało nie poćwiartowała mnie wzrokiem. XD
Chciałabym coś dodać, ale jestem zmęczona, więc - pozdrawiaaaaaaaaaaam. :D
Super, rozdział nie wiem czy skladałam życzenia więc Wesołych Świąt
OdpowiedzUsuńAch, dziękuję i dziękuję. ♥
UsuńWzajemnie.:)
Jej, już czekam na nexta. Ciekawe jaka będzie reakcja Angeliki ;)
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle super, zaczęłam czytać przedwczoraj od pierwszego rozdziału i strasznie mnie wciągnęło. Tym czasem moja rodzinka zajmuje się udawaniem, że są idealni -.- U nas atmosfery nie ma, więc pocieszam się twoim blogiem ;)
U mnie swoją drogą jest podobnie. Brak atmosfery świątecznej nie jest spowodowany tylko brakiem śniegu.
UsuńDziękuję za opinię, cieszę się, że moje wypociny przypadły Ci do gustu. ;)
super czekam na next i zapraszam do mnie na : german-angie-germangie.blogspot.com
OdpowiedzUsuńDziękuje, wpadnę. :)
UsuńDziękii. ♥
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszez czytam tylko tego bloga i mam nadzieje na gerangie <3<3<3
OdpowiedzUsuńDziękuję, na prawdę miło mi.
UsuńA Germangie.. Germangie będzie i nie będzie.. Wszystko okaże się z biegiem czasu. ;)