wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 84

Następne dni minęły leniwie i spokojnie, wszystkim dopisywał humor, a wolne chwile w gronie rodziny relaksowały i uspokajały. Ramallo i German na reszcie oderwali się od pracy, Javier odpoczywał od szpitala, a ja i Violetta regenerowałyśmy się przed wznowieniem zajęć w Studiu. Nawet Olga przed świętami  zrobiła zapasy żywności, po to by teraz razem z kuzynem cieszyć się wolnym.
Leżąc, wtulona w inżyniera, oglądałam ( jeśli to można nazwać oglądaniem ) jakąś komedię familijną. Mimo, iż telewizor grał bardzo głośno, a w salonie panowała nieskazitelna cisza, żadne z nas nie orientowało się w fabule filmu. Germana bardziej interesowały moje dłonie, które to łaskotał opuszkami swoich palców, to bawił się moimi, z niezwykłą czułością całując każdy z osobna. Wydarzenie sprzed paru dni puściłam w niepamięć, a przynajmniej na razie. Nie miałam ochoty na kłótnie w święta.
Oddech mężczyzny wędrujący po mojej skórze, przyprawiał o przyjemne dreszcze, wywołujący na mojej twarzy szeroki uśmiech. Czułam, jak z każdym dotykiem ust, pozostawia rumiany ślad, i wywołuje nową falę ciarek. O tak, niewątpliwie wpijając się w męskie usta czas momentalnie stawał.
I nagle powracała rzeczywistość, która brutalnie ciągnęła za sobą otrzeźwienie. Po schodach z zagadkową miną schodziła Olga. Widać zdążyła już dojść do siebie po wczorajszym wieczorze. Gwałtownie oderwani od siebie z Germanem, poprawiliśmy swoje nieco zmierzwione części garderoby.
- Oj, przeszkadzam? - Zapytała, patrząc na nasze zakłopotane twarze, które ( w szczególności moja ) płonęły rumieńcem.
- Ee.Nie, skądże.
- W żadnym wypadku.
Oboje poderwaliśmy się po pionu, powstrzymując od kotłującego się w nas śmiechu. Gosposia chyba nie była w najlepszym nastroju, bo wyjątkowo nie oponowała. Wywracajac oczami, ruszyła do kuchni.
- Zobaczę, co się dzieje.  - Wstałam z kanapy, posyłając ukochanemu znaczące spojrzenie. Odpowiedział mi szelmowskim uśmiechem i płynnym uniesieniem brwi.
Wchodząc do królestwa Olgi, zastałam ją samotnie popijającą herbatę.
- Co słychać? - Zapytałam wesoło, zawisając od tyłu na szyi kobiety. Ta tylko machnęła ręką. - Powiesz mi, co się stało? - Usiadłam naprzeciw niej, sięgając po drugą filiżankę. Ponownie usłyszałam niechętny grymas.
- Nie, nic.. - Wymamrotała, marszcząc czoło. Jej wzrok utkwił w cukierniczce.
- Olgiita, trochę cię znam. - Zamruczałam, przechylając głowę w bok.
Kobieta w końcu uległa. Nieskładnie i pokrętnie wytłumaczyła mi w czym leży problem.
- Czy na pewno chodzi o powrót Javiera do szpitala, a nie o Ramallo? - Zapytałam z nienacka. Gosposia tylko głęboko westchnęła. To była odpowiedź sama w sobie. - Chciałaś wzbudzić w nim zazdrość poprzez Cardozo? - Bezpośrednio drążyłam dalej.
- No.. tak.. jakoś.. - Wymamrotała. - Ale oczywiście ten niezguba wszystko popsuł! - Burknęła, lecz po chwili postanowiła sprostować : - No przystawia się do Melki, a Ramallo świerzbi, że mnie zdradza. - Złość wprost z niej kipiała. - Teraz to już na pewno wszystko szalag trafił..
W spokoju przysłuchiwałam się jej żalom, po czym analizując do wszystko w myślach, powiedziałam:
- Olgo, a nie o to ci właśnie chodziło? - Zaśmiałam się. - Spójrz, jak on cię broni, a to znaczy, że mu na tobie zależy, że chce twojego szczęścia. Myślę, że to najlepszy powód, aby zaprzestać waszym kłótniom. - Pogładziłam jej dłoń. W tym samym momencie do kuchni wszedł German.
- O czym tak plotkujecie? - Westchnął, nalewając sobie wody.
- O niczym, ale przysłowie "Kto się czubi, ten się lubi" właśnie znalazło swoje potwierdzenie. - Zaśmiałam się, obserwując, jak gosposia ukradkiem wymyka się z pomieszczenia. Inżynier popatrzył na mnie zdziwiony, lecz nie skomentował. Głęboko patrząc mi w oczy, pokonywał centymetrową odległość, która nas dzieliła. Zbliżając się, nie odrywał wzroku od moich tęczówek. Ja też nie miałam zamiaru tego robić, brązowa głębia zupełnie mnie pochłonęła. Z pewnością można było porównać jego oczy z czekoladą. Były tak kuszące, delikatne, pełne słodyczy i rozkoszy.
Powoli nasze twarze zaczęły zmierzać we wzajemnym kierunku, oczekując zetknięcia. Nie wiadomo kiedy nasze nosy się zetknęły, do czego dążyły też usta. Niestety nie było im dane się spotkać, w całym domu rozległo się wołanie Violetty. Jak oparzona wyskoczyłam z kuchni, a tuż za mną German. Przerażona córka pana domu stała u szczytu schodów.
- Chodźcie! - Wyjąkała, znikając w głębi korytarza. Z prędkością światła wdrapaliśmy się na górę, a zaraz potem do pokoju nastolatki. Na łóżku dziewczyny bezwładnie spoczywał Javier. Jego oczy były na wpół przymknięte, a oddech niespokojny. Przestraszona podbiegłam do chłopca. Był spocony i lekko się trząsł.
- Zrob-bbiło mu się słabo, a p-potem upadł. - Jąkała Violetta. Inżynier klęknął obok łóżka, przykładając dłoń do rozpalonego pliczka malca.
- Przynieście ręcznik i miskę z wodą. - Zarządził. Stojąca w drzwiach Olga w mgnieniu oka wykonała polecenie, kładąc na biurku Violetty potrzebne rzeczy. German namoczył ręcznik i przyłożył kontrast do czoła dziecka. Javier zdawał się poczuć dotyk mężczyzny, bo lekko zadrżał. Rozżalona, przysiadłam obok niego, ujmując drobną dłoń. Inżynier natomiast troskliwie gładził głowę chłopca.


Resztę wieczoru spędziłam na czuwaniu przy łóżku Javiera. Nie wyglądał najlepiej, miał stan podgorączkowy, niby tylko pięć kresek powyżej normy, ale w jego przypadku to i tak dużo. German skontaktował się ze szpitalem i dowiedział, że jeśli nie nastąpi poprawa, to chłopiec będzie musiał przerwać świętowanie.
Bałam się. Blada twarzyczka, nie zmieniała swojego wyrazu, nie wróżąc niczego dobrego. Malec nieprzerwanie spał, pomijając przerwy, kiedy podawano mu lekarstwa i wodę. Nie chciał jeść, nawet zachęty Olgi, poprzez ugotowanie mu wybranych dań, nie zmotywowało go. Od czasu do czasu tylko unosił ociężałe powiek, ukazując smutek i słabość, panujące w jego oczach. Zdobywał się wtedy na lekki uśmiech, skierowany do mojej osoby i uścisk dłoni.
- Angie.. Angie, skarbie.. - Usłyszałam stłumiony szept. Był tak odległy, prawie niesłyszalny. Kiedy jeszcze kilkakrotnie wymówiono moje imię, przebudziłam się z letargu. Rozglądając dookoła, uświadomiłam sobie, gdzie jestem. Siedząc na fotelu, z głową na skraju łóżka, gdzie spał Javier - zasnęłam. Pomieszczenie oświetlała tylko pojedyncza lampka nocna, stojąca w rogu pokoju, a za oknami panował całkowity mrok. Uniosłam wzrok ku górze, rozszyfrowując znajdującą się w środku osobę. Był nią nie kto inny, a German. Z troską i wyraźnym zmęczeniem na twarzy, kucną obok mnie.
- Która godzina? - Wymamrotałam, przecierając dłońmi twarz, a następnie bolące skronie. Czułam niezwykłe suszenie gardła i nurtujący świst w uszach.
- Dochodzi trzecia nad ranem. - Powiedział inżynier zachrypłym szeptem. - Idź do sypialni, musisz odpocząć.
- German, ja chcę przy nim zostać, nie jestem zmęczona.. - Upierałam się, jednak zdradziło mnie głębokie ziewniecie.
- Widzę. - Mruknął. - Angie, nic nie możesz zrobić, tylko się męczysz. Ja przy nim zostanę.. - Powiedział, wstając. Niechętnie zrobiłam to samo i jeszcze raz zerkając na chłopca, bez słowa opuściłam pokój. Nie poszłam jednak do sypialni  Germana, lecz do łazienki. Tam przemyłam twarz wodą i przechylając głowę nad umywalką, upiłam jej trochę z burzliwego strumyka. To nieznacznie ugasiło żar w mojej krtani.
Uniosłam głowę ku górze i niechętnie spojrzałam w lustro. Gładka tafla ukazała fatalny stan, w jakim znajdowała się moja osoba; włosy przypominały źdźbła siana, a wory pod oczami, dodawały opasłej ilości lat.
Wzdychając, wytarłam twarz ręcznikiem i związałam włosy gumką. Dziś nie miałam już siły na kąpiel, dlatego chwytając pierwszą - lepszą piżamę, tylko się przebrałam. Gotowa do snu, powędrowałam do sypialni. Przekręcając się z boku na bok, czułam, jak ciężkie minuty wypalają się, a za oknem wartę przejmuje Słońce. Chciałam wstać, sprawdzić, co u chłopca, lecz nienamacalny ciężar obarczał moje ciało. Łóżko stało się dla mnie więzieniem, a tykający zegarek - katem. Marzyłam tylko o śnie, o odpłynięciu w błogi niebyt, z dala od kłopotów. Ile minęło jeszcze czasu?  Tego nie wiedziałam.. W moich oczach mimo upływu minut widniał ten sam obraz bladego świtu. W końcu moje powieki opadły, zamykając myśli w ciele. Byłam niedostępna dla świata, uciekłam do krainy Morfeusza.

________________________________
84 rozdział za nami. Aż trudno uwierzyć, że już..
Lalalalala, spokojnie, to dopiero początek dramatów. :P
Dziękuję za uwagę. :)

Pozdrawiam,
Wiktoria

11 komentarzy:

  1. Ojej biedny Javierek :( tylko mi go tu nie zabijaj :D rozdział jak zwykle genialny :) czekam na nexta i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny Rozdział :)
    No poza tym co się stało Javierkowi :(
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Wszystko wyjaśni się z biegiem czasu. :)

      Usuń
  3. Świetny rozdział ;)
    Jestem ciekaw co się stało małemu Javierowi ;((
    Życzę weny! I pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko niebawem sie wyjaśni. :)
      Dziękuję. ♥

      Usuń
  4. Boski rozdział . :D Czekam na next'a ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział, masz talent.:D Pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń