-Ale,jak to?!-Proszę mi tu nie kłamać!Ja mam,proszę pani,dziewięćdziesiąt trzy lata,ale doskonale widzę!-Awanturowała się jakaś staruszka,przy recepcji.
Nieśmiało,podeszłam w kierunku okienka.
-Przepraszam..-Powiedziałam niepewnie.-Czy mogę się dowiedzieć,gdzie leży Violetta Castillo?Siedemnastolatka,szczupła,brązowe oczy,włosy..-Opisałam moją siostrzenicę.
Pielęgniarka,obrzuciła mnie chłodnym spojrzeniem.Miała nieprzyjemną,złowrogą twarz.Teraz,nie dziwiłam się staruszce,warczącej na tę kobietę
-Aa,tak.Trzecie piętro,sala numer osiemnaście.-Rzuciła,obojętnie.
-Dzzieękkuję.-Odpowiedziałam drżącym głosem.
Skierowałam się do windy i scisnęłam klawisz "3".Ruszyłam do góry.Po drodze,przyłączył się młody lekarz oraz kobieta mniej-więcej w moim wieku.Na rękach,trzymała małe zawiniątko.Z kocyka,wystawała główka dziecka.Noworodek,na chwilę,uniósł powieki,ukazując zielone oczka.
Widok,maleńkiego człowieczka,sprawił,że serce,momentalnie mi się rozpłynęło.Rozmażyłam się.
-"Co by było,gdybym to ja została matką?Czy poradziłabym sobie?"
Zawsze chciałam być matką.Oczywiście,zdawałam sobie sprawę z tego,że dziecko,to duża odpowiedzialność,wymaga poświęcenia,wyrzeczeń,ale przecież byłam już dorosła.Z tego,co wiedziałam,większość moich koleżanek,było już po ślubie.A połowa,miała już dzieci.
-Chyba nie jesteś gotowa.-Wśród zebranych w ciasnym pomieszczeniu,znalazł się Czarek.-Nie poradziłabyś sobie.
-Chyba nie jesteś gotowa.-Wśród zebranych w ciasnym pomieszczeniu,znalazł się Czarek.-Nie poradziłabyś sobie.
Rozmyślania,przerwał mi dzwonek windy.Byłam na miejscu.
Korytarz,wypełniali spacerujący pacjęci.Od starszych ludzi,do kilkulatków.
Idąc korytarzem,zaczepił mnie mały chłopiec.Miał jasną,bląd czuprynę i błękitne oczy.Wyglądał na pięć,sześć lat.
-Czy ma pani czekoladę?-Zapytał,patrząc mi głęboko w oczy.
-Jestem Angie.-Uśmiechnęłam się i przykucnęłam obok chłopczyka.-A czy ty możesz jeść czekoladę?-W torebce miałam mleczną słodkość,kupioną dla Violetty.
-Mogę.Może się pani spytać Lindy.O!Tam stoi!-Wskazał palcem na rozglądającą się pielęgniarkę.
-Javier!Tu jesteś.-Podeszła do nas.-Dlaczego uciekłeś z sali?Czas na tabletki..
-Nie chcę tabletek!-Krzykną chłopiec z lamętem w głosie.-One są gorzkie i wstrętne..
-Obiecuję,że to ostatnie dzisiaj.No chodź.-Uśmiechnęła się do dziecka.-A pani kim jest?-To pytanie,skierowała do mnie.
-Dzień dobry..
-To jest Angie.-Przedstawił mnie chłopczyk.
Ja tylko,pokiwałam twierdząco głową.
-Javierku,idź na salę.-Powiedziała kobieta.
Chłopiec,posłusznie,wykonał polecenie.Jednak w pewnym momencie,na chwilę przystaną.-Przyniesiesz mi jutro czekoladę,Angie?-Zapytał z nadzieją.
Popatrzyłam pytająco na pielęgniarkę.
-Jeśli zjesz tabletki,to w nagrodę,dostaniesz całą tabliczkę!-Odpowiedziała za mnie.
-Idź grzecznie do łóżka.Przyjdę do ciebie wkrótce.-Puściłam chłopcu "oczko".
Javier,zniknął w drzwiach sali,a ja kontynuowałam rozmowę z pielęgniarką.
-Na co on choruje?
-Javier ma białaczkę.Leczy się już bardzo,niestety choroba postępuje..-Westchnęła.-Z tego,co wiem,nie ma nikogo.Jego rodzice nie żyją,a dotychczasowa opiekunka,zrzekła się praw.
To co usłyszałam,było okropne.Ta mała,bezbronna istota,była skazana na tyle cierpienia..
Wysłuchałam do końca historii Javiera i przeprosiłam pielęgniarkę,wyjaśniając,że przyszłam tu do siostrzenicy.
Przeszłam korytarzem do końca i po skręceniu w lewo,weszłam do pierwszej sali,po prawej stronie.
Violetta,leżała na łóżku i pisała coś w swoim pamiętniku.
-Cześć,Violu.-Przywitałam się,wchodząc do pomieszczenia.
Widząc siostrzenicę w miarę dobrym stanie,uśmiechnęłam się lekko.Kamień spadł mi z serca.
-Jak się czujesz?
Ku mojemu zdziwieniu,nastolatka,posłała mi lodowate spojrzenie.
W jej głosie,wyczułam smutek.
-Violu,jak możesz w to wątpić?-Chciałam przysiąść na jej łóżku,lecz na miejsce,które chciałam zająć,dziewczyna,położyła nogi.
-Co się dzieje,kochanie?-Zapytałam zdziwiona jej reakcją.
-Nie mów tak do mnie!Proszę wyjdź!Daj mi spokój..Dlaczego niby teraz się mną zainteresowałaś?-Jej oczy się zaszkliły.-Przez ostatnie dwa tygodnie,miałaś mnie gdzieś,a teraz,jak gdyby nigdy,nic,przychodzisz tutaj..Przez ten cały czas,nieobchodziło cię,co u mnie,jak się czuję..-Wykrzyczała,płacząc.-Jesteś zwykłą egoistką!
Wtedy dotarło do mnie,jak bardzo skrzywdziłam swoją siostrzenicę.Rzeczywiście,ostatnimi dniami,zaniedbywałam ją.Unikałam w Studiu,nie dzwoniłam,ani nie odbierałam.Poczułam się winna temu,że Violetta,trafiła do szpitala.
-Chcesz wiedzieć co u mnie słychać?!-Krzyknęła,dławiąc się łzami.-No to ci streszczę!Rozstałam się z Leonem,pokłóciłam z Francescą,mam problemy z Ludmiłą i Jade i nie mogę dogadać się z tatą!To się dzieje!
Po jej słowach,również się rozpłakałam.Miałam wyrzuty sumienia,że zostawiłam ją samą ze wszytskimi problemami..-Violu,przepraszam..Tak mi przykro..Nie zdawałam sobie sprawy z tego,jak ci ciężko..Proszę,wybacz mi..-Wyjąkałam,przysiadając na krześe,obok łóżka.
W odpowiedzi,dziewczyna,złapała moją zdłoń i przytuliła mnie.Ścisnęłam ją mocno.
-Przepraszam,Violu..Bardzo cię kocham..
-Ja ciebie,też..Nie chciałam tak wybuchnąć.-Powiedziała,ocierając mokry policzek.-Po porstu,nie radzę sobie z tym wszystkim..Brakowało mi ciebie..
-Obiecuję,że już nigdy cię nie zostawie.Przysięgam,że zawsze będziemy razem.Możesz na mnie liczyć w każdej sprawie.Już cię nie zawiodę.-Ucałowałam czubek jej głowy.-A teraz,opowiadaj,co się dzieje..I w ogóle,jak tutaj trafiłaś..
-No,więc..
Uważnie,wysłuchałam Violetty.Dziewczyna opowiedziała mi,o tym,jak zerwała z Leonem,bo na horyzoncie znowu pojawił się Thomas,który aktualnie,jest chłopakiem Franceski.Pokłóciła się o niego z przyjaciółką.Dodatkowo,Ludmiła,uprzykrza jej życie w szkole.I Jade..
-Tato jej nie kocha!Nie wiem,dlaczego chce się z nią ożenić!A ona jest z nim,tylko dla pieniędzy.Sama mi to powiedziała.A teraz,grozi,że poślubie,przkona tatę,żeby umieścił mnie w szkole z internatem!-Dziewczyna,znowu,wybuchnęła płaczem.
Z dalszej rozmowy,trudno było cokolwiek wywnioskować,przez głębokie oddechy,brane co chwilę,przez Violettę.Zrozumiałam jednak,że German pozwala Jade na wszystko i w ogóle nie liczy się z uczuciami córki.
-Oddaliliśmy się od siebie!-Płakała.-Jeszcze Olga i Ramallo,zagrozili odejściem..Jeśli oni też się wyprowadzą,to nie wytrzymam w tym domu.
Teraz zrozumiałam,co mój szwagier miał na myśli mówiąc:"Violetta cię potrzebuje..".
Przytuliłam nastolatkę,w duchu,objecując sobie,że jeszcze raz,wnikliwie,muszę rozpatrzeć propozycję Germana.
---------------------------------------------------------------------------
Hej,hej!
Czy rozdział Was zanudził?Mam pewne obawy..
Słuchajcie,może nie wszystko,zawsze jest jasne.Pamiętajcie,że jak coś piszę,to nie bez powodu.Każde zdarzenie,będzie miało konsekwencję w przyszłości.Np.taki Javier.Zgodnie z zapowiedzią:,jaką rolę,odegra w życiu Angie?"
Ściskam! :*
Wiktoria


Nudny? Nie... ;D Dobry... Biedny Javier :P Chyba wiem co dalej będzie ^_^ Czekam na next
OdpowiedzUsuńDziękuję.:)
UsuńSch,maleństwo nasze.^^
Zdaje mi się, że Angie przygarnie Javiera. Rozdział fajny. Biedna Viola.
OdpowiedzUsuńDziękuję. ; )
UsuńCO do Javiera,to już wiem dokładnie,jak potoczy się jego historia.:)
Boski rozdział :)
OdpowiedzUsuńChcę więcej *.*
Dziękuję.♥
Usuńsuper nie mogę się doczekać nexta
OdpowiedzUsuńDziękuję. ;)
UsuńAngie podejmie opiekę nad Javierem :) .Rozdział super czekam na next :)
OdpowiedzUsuńAch,zobaczymy.:D ^^ Tj.Wy zobaczycie,bo ja już wiem.:D
UsuńSmutne jak choliera.
OdpowiedzUsuńJavier TB!
Sorry, że tak mało napisałam, ale jutro szkoła i co ważniejsza.. Zaczynam od matmy! *Broń mnie Panie Boże!*
Zapraszam do mnie :3